niedziela, 11 maja 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział III


Przed mogącą wzbudzać ,,ohy” i ,,ahy” posesją zatrzymała się wioząca państwo Kentaro taksówka. Nerwowo zerkający ku zajmującej tylne siedzenia parze kierowca był ewidentnie podekscytowany, ale jednocześnie zbyt nieśmiały, by choćby jedno słowo z klientami spróbować zamienić. Ponieważ sama para do wzajemnej rozmowy najwyraźniej również skłonna nie była to przez całą podróż panował mącony tylko dźwiękami z cicho włączonego radia spokój. Nawet kiedy wysiadali mężczyzna nieprzerwanie milcząc wręczył taksówkarzowi nadto hojnej wartości nominał i prędko ruszył za idącą już ku drzwiom wejściowym małżonką. I mimo, że niekryjąca focha Usagi sprawnie przebierała swoimi zgrabnymi nogami to Diamond wcale nie musiał biec, by ją w okamgnieniu dogonić. Wreszcie dziewczyna nacisnęła klamkę z wściekłym uderzeniem pięścią drewnianej powierzchni zaklnąłszy.

- Szlag!- krzyknęła wolną ręką kilkakrotnie dzwonek wciskając.

- Nie wzięłaś kluczy Kochanie?- rzucił nonszalancko opierający się o masywny filar mężczyzna - A może byłaś tak przejęta dzisiejszym spotkaniem, że ich najzwyczajniej zapomniałaś?

Usagi obróciła się gwałtownie przepełnionymi irytacją oczami na męża spoglądając.

- Nie bądź śmieszny… Nie zmieściły się do torebki- powiedziała unosząca nieco w górę dla prezentacji rękę z puzderkiem blondynka- A dom jest tak wybarykatowany od zewnątrz, że Sakura przed swoim wyjściem nigdy tych drzwi nie zamyka, więc nie wiem czemu nagle to jednak zrobiła...

- Może dlatego, że jej po prostu nie ma… Prosiła mnie, żebym pozwolił jej wyjść dzisiaj wcześniej...

Usagi niemal poczerwieniała ze złości ściskając mocno swoje drobne piąsteczki.

- Jak to Ciebie?- rzuciła całkowicie rozdrażniona dziewczyna- Ja jestem Panią domu, więc czemu z takimi rzeczami przychodzą ciągle do Ciebie...

Białowłosy w odpowiedzi wzruszył ramionami wciąż poważnego wyrazu twarzy nie tracąc. Usagi zaś przewróciła oczami i spięte ciało nieco rozluźniając wypuściła nadmiar wessanego przed chwilą powietrza.

- Otworzysz wreszcie?- powiedziała już spokojniejszym, ale za to wyraźnie zniecierpliwionym tonem blondynka.

Diamond milcząco sięgnął po klucze i sprawnie zamek w drzwiach przekręcając pchnął je, szarmancko Usagi przed siebie wpuszczając. Dziewczyna weszła i po paru krokach zdjęła wysokie szpilki, biorąc je do trzymającej już torebkę dłoni. Nic więcej nie mówiąc ruszyła ku iście zamkowym schodom kupionego specjalnie dla niej przez męża ,,pałacu”.

- A Ty dokąd Kochanie?- zapytał chwytający jej ramię Diamond.

- Idę się położyć…- odparła obracająca się ku niemu blondynka.

Usagi szarpnęła mocniej rękę, ale białowłosy trzymał ją silnie nie zamierzając chyba zwolnić uścisku.

- Nie pójdziesz na górę, dopóki poważnie nie porozmawiamy… - powiedział wolno patrząc chłodno w jej błękitne oczy.

- Puszczaj…- rzuciła unikająca z kolei jego wzroku dziewczyna- Nie chcę, żebyś mnie dotykał…

Białowłosy jakby zmienił nagle zdanie oswobadzając domagającą się tego blondynkę. Uniósł swoje ręce ku górze, a zaszczycająca go przelotnym spojrzeniem Usagi wykonała półobrót ponownie na piętro zmierzając.

- Ale, żeby on Cię dotykał to chcesz… - dodał kąśliwie śledząc oczami oddalającą się od niego małżonkę- Ale ja nim nie jestem i nigdy nie będę, prawda Kochanie?

Usagi przystanęła po chwili bez najmniejszego zwrotu w tył Diamondowi odpowiadając.

- Prawda…- potwierdziła na nowo ruszająca schodami blondynka.

Białowłosy nie powiedział już nic, ale dziewczyna wiedziała, że go zraniła. Żałując przed momentem niby obojętnie rzuconego słowa blondynka nie zamierzała jednak niczego odwoływać. Weszła z wolna do sypialni lokując w kąt buty i wysadzane kryształkami puzderko. Stanęła między drzwiami, a łóżkiem przeczesując palcami opadające kaskadą na plecy włosy. Po chwili skierowała się do łazienki w zamyśleniu ściągając biżuterię i zmywając płatkiem ciemno pomalowane oczy. Kiedy to zrobiła oparła dłonie na  brzegu umywalki i bacznie lustrując własne odbicie wreszcie głęboko westchnęła.

- Ale z Ciebie idiotka Usagi- powiedziała do samej siebie dziewczyna.

Zdejmując starannie ubranie blondynka weszła pod odkręcony chwilę wcześniej prysznic. Woda spływała strużkami wzdłuż jej brzoskwiniowej skóry, a ona sama stała z przechylona głową i wplecionymi między włosy palcami. Gdy opuszczała łazienkę miała na sobie już koronkową koszulkę i niezałożony szlafroczek w ręku. Wskoczyła pod kołdrę usilnie próbując stłumić kołatające jej głowę myśli, ale wszelkie próby zaśnięcia nie przynosiły pożądanego rezultatu.

,,Przegięłam…”- dumała przygryzająca wargę dziewczyna- ,,Jezu, czemu ja najpierw robię albo najpierw mówię, a potem myślę…"

Usagi obracała się z boku na bok co chwilę zmieniając pozycję, ale jakby nie leżała to i tak snu nie zaznała. Zawsze przy Di od razu odpływała wtulając się w jego potężne i dające poczucie bezpieczeństwa ramiona. Teraz jednak tylko pogładziła puste obok niej miejsce. To nie było tak, że Di akurat dzisiaj nie przyszedł, bo Di nie przychodził już dawno, a konkretnie odkąd podczas ostatniej kłótni Usagi kazała mu się z sypialni wynosić. I chociaż wiele razy chciała, żeby do wspólnej sypialni wrócił to dumny charakter nie pozwalał jej prosić go o to, a kiedy on sam zaś o tym mówił Usagi wybuchała niwecząc nadzieję na bliższe pożycie.

,,Głupia…”- karciła  siebie w myślach blondynka- ,,Wydaje Ci się tylko, że chcesz go mieć obok… Myślisz o Mamoru i stąd ta tęsknota… Myślisz o tych silnych ramionach, sprawnych dłoniach, gorących pocałunkach, intensywnym spojrzeniu i…. Zaraz, to nie Mamoru. Cholera, co ja wyprawiam…"

Usagi wstała ubierając niedbale rzucony na krzesło szlafroczek. Przewiązująca satynowy paseczek blondynka wyszła z sypialni idąc do spodziewanego w salonie Diamonda. Ten spostrzegłszy ją z pozycji zajmowanego przy kominku fotela zwrócił się do niej przepełnionym goryczom tonem.

- Cóż Cię tutaj jednak sprowadziło… Kochanie?

czwartek, 8 maja 2014


CIEŃ PRZESZŁOŚCI

Rozdział I


Wszyscy zgromadzeni przy wybiegu: kamerzyści, dziennikarze, czołowi nabywcy i inni zaproszeni na ten pokaz goście rozmawiali cicho, niecierpliwie wyczekując początku właśnie anonsowanego przez samego Fiore Sakate show. Tymczasem za kurtynom panował tradycyjny dla tego typu wydarzeń harmider. Fryzjerzy i styliści krzątali się między czekającymi jeszcze na końcowe poprawki dziewczynami, a gotowymi już do wyjścia modelkami. Kobiety rozmawiały między sobą i prywatnie i zawodowo, co chwila pozując błyskającemu pośród nich fleszem Tomoe. Souichi zaś sprawnie mijał rozstawione chaotycznie wieszaki i stojące w rozmaitych konfiguracjach dziewczyny. Tylko on mógł robić zdjęcia przygotowującym się do pokazu modelką i chociaż nie jeden dałby wszystkie palce jednej ręki za taką możliwość odkroić to sam Tomoe swojej pracy łagodnie mówiąc nie lubił. Wiedział, że prowadzące tak inne od niego życie kobiety gardzą wszystkim co jest poniżej i chociaż żadna oficjalnie go błotem nie obrzucała to Souichi doskonale rozumiał wymieniane między nimi uśmieszki. Toksyczyność otaczającego środowiska  była dla niego jak uzupełniający codzienny posiłek arszenik- zabijała, ale powoli męcząc jeszcze za życia potencjalnego denata. Szefostwo nie pozwalało jednak odejść zbyt dobremu w ich mniemaniu Tomoe, grożąc przy tym zapewnieniami o wszelkich wysiłkach uniemożliwiających ewentualne zatrudnienie mężczyzny gdzie indziej.

- Usa, podobno widziałaś się z tym muzykiem…- rzuciła zakładająca pod sukienkę silikonowe wkładki brunetka.

Poprawiająca przed lustrem idealnie spięte loki blondynka nieprzerwanie śledziła swoje odbicie.

- Którego masz na myśli?- spytała upewniająca się wciąż o nieskazitelności własnego wyglądu dziewczyna.

- Długowłosy brunet- precyzowała oglądająca zakryte błękitną satyną popiersie Rei Hino.

Usagi przywarła plecami do oparcia białego krzesełka w zamyśleniu ręce na piersiach składając.

- Kochana, ona kręciła z pięcioma takimi ostatnio… - uzmysłowiła jej przymykająca pod naporem nakładającego cień aplikatora oko szatynka.

- Ale pewnie o Seiyę Kō Ci chodzi…- zauważyła stojąca przy nich Mizuno.

Blondynka zaś pstryknęła palcami potwierdzając słuszność słów przyjaciółki.

- I jaki jest? Bo jego brat zachęcający, a przynajmniej na tyle, że widziałam się z nim trzy razy i mam ochotę na czwarty…- powiedziała nagle wyrosła obok nich Mina.

Usagi wzruszyła tylko ramionami zwracając już wzrok ku gwałtownie wpadającemu do garderoby mężczyźnie.

- Ami, wchodzisz- rzucił zachęcająco klaszczący dłońmi Fiore- Kolejność znacie… Raz, dwa… I powodzenia dziewczynki...

Krótkowłosa pośpiesznie ruszyła za rozbrzmiewające głośną muzyką drzwi.

- Dobra…- powiedziała wstająca z krzesła Makoto- Ostatni look i moja kolei.

Szatynka odeszła nieco dalej, by móc zobaczyć całość miętowej sukienki.

- Cudnie…- skromnie podsumowała modelka- Jak Ci goście mogli nie zwrócić na nas uwagi… Bezczelni...

- Jacy goście?- drążyła marszcząca brwi ze zdziwienia blondynka.

- A Diamond i Safir Kentaro… - odparła kładąca pomadkę na szafeczce brunetka.

- Ten Diamond i Safir Kentaro?- dopytywała.

- Tak, wczoraj byłyśmy w jakimś nowo otwartym klubie... I niespodziewanie oni też, więc zacząłyśmy się wdzięczyć na prawo i lewo, a Ci nic… Wyobrażasz sobie?- uszczegóławiała ciemnowłosa.

Również nieprzyzwyczajone do lekceważącego traktowania blondynki przecząco pokręciły głowami. Pewnie by i powiedziały coś na temat tego, jak to spróbowałyby ich jednak zachęcić, ale po pomieszczeniu znów rozbrzmiał donośny głos Fiore. Wezwane dziewczyny szybko poszły ku wyjściu, a mająca świadomość swojej kolejki Minako obróciła się jeszcze w stronę ostatecznie układającej jej falbanki stylistki. Usagi z kolei wolno ruszyła do podłużnego wieszaka, sięgając po wykańczający kreację śnieżnobiały szal. Kiedy wróciła jej uwagę przykuła leżąca na blacie koperta, którą opatrzał odręczny napis ,,Usa”.

,,Skąd się to do cholery wzięło…”- myślała przedzierająca zaklejony papier dziewczyna.

Kiedy wydobyła zawartość jej oczy momentalnie poszerzały, a ciało bezwładnie opadło na odsunięte wcześniej krzesełko.

- Minaaaa!...- zawołała po chwili dochodząca do siebie modelka.

- Hmmm…?- mruknęła na znak ,,słucham” wyrywająca się z rąk kobiety blondynka.

- Widziałaś, żeby ktoś tu coś dla mnie zostawiał?- pytała jakby nieco przerażona Usagi.

Minako zaprzeczyła, potrząsając otoczoną ślicznie podwiniętymi włosami twarzyczką.

niedziela, 4 maja 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział II


Safir nie zdążył jeszcze otworzyć drzwi swojego ciemnego volvo, a parkingowy zbiegał już po schodkach luksusowej restauracji w Minami Azabu. Kiedy ciemnowłosy stanął przed wypucowanym na połysk autem, mężczyzna był gotów odebrać ozdobione charakterystycznym breloczkiem kluczyki. Brunet wręczył je szybko bacznie śledząc pędzącego z rękami w kieszeniach spodni Diamonda. Gdy ten znalazł się wewnątrz okazałego również od środka budynku, zaczął lustrować salę rozjaśnioną nie tyle zapalonymi masowo świecami, niesionymi przez kelnerów jakby złotymi tacami czy nawet wplecionymi między materiał obrusów nićmi, co połyskującym przy szyjach strojnie ubranych pań  kryształkami, kamieniami i chyba wszelkiego dostępnego koloru perłami.

- Boże, Diamond, czuję się jak detektyw Cohle na tropie zbrodni…- powiedział stający obok starszego brata ciemnowłosy- Myślisz, że nas zauważyła?

- Nie sądzę…- odparł obojętnie zatrzymujący wzrok na konkretnym punkcie przy końcu sali mężczyzna- I jeśli Rei włosów nie ścięła, a Ami ich nie przefarbowała to koło Usagi jest nikt inny, jak Mamoru Chiba we własnej i skromnej osobie.

Safir popatrzył na miejsce, które chłodno świdrował Diamond, a tam pewien dobrze mu znany brunet właśnie odsuwał krzesło pewnej dobrze mu znanej i wyraźnie uradowanej szarmanckością towarzysza blondynce. Zauważający obecność mężczyzn kelner podszedł do nich szerokim uśmiechem przy pytaniu ,,czym mogę służyć” witając. Ciemnowłosy spoglądając ku zdającemu  się nie dostrzegać pracownika bratu odgadnął jego myśli bezbłędnie o jakiś stolik we wskazanej przez siebie części sali prosząc.

- Mają Panowie rezerwację?- zapytał nieznajomy po skórzany notes na ladzie sięgając.

Zanim jednak Safir zdążył odpowiedzieć przy mężczyźnie zjawił się świadkujący sytuacji kierownik i przykładając rękę do ucha pracownika szepnął parę słów nieuświadomionemu wcześniej podwładnemu.

- Najmocniej przepraszam Panie Kentaro, jestem nowy i nie poznałem… Zaraz coś znajdziemy…- rzucił przesłodzonym tonem ku olbrzymiej sali kroki zwracając.

Safir zaś zwrócił spojrzenie, ale ku uparcie obserwującemu swoją małżonkę bratu.

- Może po prostu mają jakąś sprawę do obgadania…- wysunął mocno wątpliwą teorię ciemnowłosy.

- Na przykład?- zapytał obracający w stronę brata twarz z wysoko uniesionymi brwiami Diamond.

- Nie wiem… Zbliżają się urodziny Ami, mogliby chcieć zorganizować jej jakąś niespodziankę…- rzucił zdający sobie sprawę z kretyńskości sugestii brunet.

Białowłosy prychnął opuszczając wyraźnie zwindowane brwi.

- Proszę Cię, bracie… Wiem, że chcesz ratować moje małżeństwo, ale nie posuwajmy się tu do granic absurdu…

W tym momencie przyszedł świecący swoim firmowym uśmiechem pracownik.

- Zapraszam i przepraszam, że musieli Panowie czekać…- rzucił zamaszystym gestem kierunek gościom wskazując i samemu ku danemu miejscu przodem ruszając.

Bracia też ruszyli, ale najpierw wciąż niewyciągający rąk z kieszeni Diamond. Po dotarciu do stolika i złożeniu zamówienia na ,,coś mocniejszego” i ,,coś bezalkoholowego” mężczyźni siedzieli we wzajemnej, bo nie ogólnej- ogólnie to był harmider- ciszy. I kelner przyniósł zamówienie, a oni dalej milczeli patrząc: Safir na Diamonda, a Diamond na Usagi, Usagi i Mamoru. Mimo pozornie stoickiego spokoju brata Safir widział jego pogłębianą z każdą minutą wściekłość.

- Diamond, to wygląda żałośnie… Nie możemy tu przecież wiecznie koczować. Co zamierzasz zrobić?- zapytał wreszcie ciemnowłosy.

Mężczyzna położył szklankę na stoliku i nie ściągając z niej ręki bębnił palcami o jej pogrubione brzegi.

- Nie wiem jeszcze…- odparł cicho ciągle obserwując tą samą parę.

Naraz ich uszu dobiegł perlisty śmiech pięknej blondynki. Białowłosy zaś przestał stukać o szkło mocno swoje whisky chwytając.

- Jak ona śmie…- szepnął do brata patrzący zacięcie na sielski obrazek Diamond- Spotykać się z nim tutaj wśród tych wszystkich znających nas doskonale ludzi…

- Tym bardziej komiczne musi być to, że tu siedzimy…

Jasnowłosy nie skomentował jednak uwagi Safira, bo akurat  Mamoru zaczął dość ostentacyjnie ściskać dłoń jego żony. W tym uścisku było coś intymnego, głębszego i wyraźnie zrozumiałego dla tracącego cierpliwość Diamonda.

- Dość tego, chce wystawiać się na pośmielisko i plotki innych to proszę bardzo, ale ze mnie durnia robić nie będzie- rzucił gwałtownie wstając przed opuszczeniem stolika przelotnie jeszcze ku bratu zerkając- Wracaj sam, ja wrócę z żoną…

I świadomy nieuniknioności najbliższej konfrontacji Safir zostawił pod szklanką wysoki nominał i wyszedł pozwalając działać według uznania starszemu bratu. Starszy brat z kolei podszedł do zajętej rozmową Usagi, która w ostatniej chwili go zauważając wyrwała rękę Mamoru, jakby ten nagle parzyć zaczął.

- Przepraszam Kochanie, ale myślę, że powinniśmy już iść…- powiedział stający przy niej jasnowłosy.

- Di…- szepnęła skrajnie zaskoczona Usagi.

- Diamondzie, my tylko…- zaczął równie odrętwiały brunet, podnosząc się raptownie z wcześniej zajmowanego krzesła.

- Wiem co Wy tylko Mamoru…- odparł rzucając mu pełne antypatii spojrzenie mężczyzna, zaraz po tym władczo na kobietę spoglądając - A teraz pozwól Kochanie…

- Nigdzie nie idę!- niemal krzyknęła wielce zbuntowana blondynka.

- Idziesz…- syknął przez zęby mocniej ściskający ją za ramię małżonek.

Dziewczyna aż wstała, ale ewidentnie nadal bez woli opuszczenia budynku.

- Nie sądzę, by takie zachowanie było na miejscu- zauważył odważnie chyba próbujący wziąć stronę Usagi Mamoru.

- Nie na miejscu?- zakpił siląc się na ironię Diamond- Ja Ci powiem co jest nie na miejscu… Zdradzasz swoją żonę z moją i jeszcze się z tym obnosisz- to jest nie na miejscu…

Rażonym tym argumentem Mamoru opadł tam, gdzie jeszcze przed chwilą siedział nic więcej nie mówiąc. Diamond zaś prowadził Usagi między rzędami bogato zastawionych stolików.

- Zwariowałeś? Wszyscy się na nas gapią…- syknęła odpowiednio cicho blondynka.

- Dzięki Tobie Kochanie…- odparł równie cicho jasnowłosy mężczyzna.

- Żartujesz? To Ty…- Usagi przerwała skłaniając podbródek mijanej żonie premiera- To Ty robisz jakieś niepotrzebne przedstawienie…

- Robię przedstawienie?- mocno zaszydził Diamond- Ależ Maleńka, ja właśnie próbuje mu  zapobiec w prologu…

Dziewczyna otwierała buzię, żeby coś odszczekać, ale prędko ją zamknęła posyłając uśmiech prezesowi banku, przewodniczącej fundacji dziecięcej i prominentnej działaczce społecznej z sąsiedztwa.

- Do widzenia państwu- powiedział, znów niezwykle wysoko, a może nawet jeszcze wyżej kąciki ust unosząc ten sam pracownik, który najpierw witał Usagi z Mamoru, a potem Diamonda i jego brata.

piątek, 2 maja 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział I


Przesuwająca jedną ręką po mahoniowej barierce blondynka drugą trzymała wysadzane kryształkami puzderko. Tak jak błyszczące na jej torebce kamyczki mienił się również biegnący chciwie do wgłębienia między piersiami naszyjnik oraz nieco zakryte gęsto opadającymi pasmami włosów kolczyki. Ubrana w elegancką sukienkę kobieta schodziła właśnie po schodach, głośnym stukotem cielistych szpilek dając o sobie znać siedzącym przy kominku mężczyznom. Ci słysząc zaś miarowy krok jednocześnie zwrócili twarze ku idącej do nich dziewczynie.

- Safir!- rzuciła jeszcze z pewnej odległości blondynka- Nie wiedziałam, że jesteś...

Będąca już dostatecznie blisko kobieta schyliła się nieco całując w policzek zajmującego rozłożysty fotel mężczyznę.

- Witaj Usagi, ślicznie wyglądasz…- odparł posyłający jej nieznaczny uśmiech ciemnowłosy.

Ta nie zdążyła jednak podziękować, bo trzy grosze wtrącił siedzący naprzeciwko braciszek.

- Wybierasz się gdzieś Kochanie?-  zapytał ściągając na siebie uwagę radośnie witającej szwagra blondynki.

Diamond bacznie wbił wzrok w stojącą przed nim małżonkę. Ta natomiast nie radząc sobie z intensywnością jego spojrzenia zaczęła pozornie wygładzać idealnie prosty materiał wartej pewnie fortunę sukienki.

- Tak, babski wieczór…- powiedziała zdecydowanym mimo trzęsącego nią środka głosem.

Zbierając się w sobie skupiła wreszcie silnie rozbiegane oczy na wciąż obserwującym ją uparcie mężczyźnie. Uruchamiając szczątkowe zdolności aktorskie Usagi zrobiła minę szczerze zaskoczonego podejrzliwością pytania dziecka i dynamicznie trzy kroki ku Diamondowi stawiając musnęła pełnymi ustami jego zachwycający aksamitnością policzek.

- Będę późno- powiedziała jeszcze wargi przy twarzy jasnowłosego trzymając.

Przez chwilę dziewczyna sprawiała wrażenie, jakby czekała, by ten ją przygarnął, sprowadził do siebie i zaczął całować, rękami błądząc po uwydatnionym seksowną sukienką ciele. I takie wrażenie rzeczywiście pokrywało się z tym, co zaprzątało głowę szybko jednak odrzucającej niemoralne myśli blondynki. Chłonąca jeszcze jego odurzający zapach kobieta przyjęła pozycję normalnie stojącego człowieka i zgarniając niesforne pasmo złocistych włosów za przyozdobione zwracającym uwagę kamieniem ucho poszła do ulokowanych przy końcu płynnie przechodzącego w hall salonu drzwi. Diamond zaś ciągle siedział na skórzanym fotelu z rozłożonymi po jego bokach rękoma, jedną dłonią trzymając wypełnioną brandy szklaneczkę. Dalej utkwiony w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stała Usagi wzrok nabrał jednak zaciętości, podkreślonej dodatkowo przez mocno ściśnięte usta.

- Zbieraj się…- powiedział przelotnie spoglądający na młodszego brata mężczyzna.

Jasnowłosy odłożył wypełnioną resztką niedopitego alkoholu szklaneczkę bez czekania na zgodę Safira wstając. Nadal siedzący zaś brunet pytająco uniósł brwi w górę.

- Czy Twoja żona ubiera się tak na spotkanie z koleżankami?- pytał zakładający marynarkę Kentaro.

Widzący odpowiedz w twarzy brata mężczyzna bez słowa ruszył ku drzwiom obecność telefonu i portfela naprędce przy tym sprawdzając. Safir zgarnął zaś rzucone obok opróżnionej filiżanki kluczyki i głębiej westchnąwszy ruszył za gnającym do jego samochodu Diamondem.



                                                                                                                                           

Wiem, tak krótkie, że wstyd to pierwszym rozdziałem nazwać, ale to miał być prolog. Potem pomyślałam, że w poprzednim ani prologu, ani epilogu nie było, więc w tym i żadnym innym też nie będzie. I wyszło jak wyszło, bo mi się inaczej kompozycja zawali :P Za to postaram się w nd wieczór drugi już mojej standardowej długości rozdział napisać :)

wtorek, 29 kwietnia 2014


CHAOS


Jakby pierwotny bóg, który na początku nie był ani dobry, ani zły, ale po prostu był i trwał jako bezkształtna pustka stanowiąca ostateczne wyrażenie nicości wszechświata. Z tej jednak nicości wyłoniło się życie dające początek wszystkiemu, co rozumne, ukształtowane i stałe, porządkując tym samym materialny nieład pradawnego kosmosu. I teraz chaos, który niegdyś istniał w charakterze przepastnej pustki na nowo chce być jedynym bytem skupiającym całą materię wszechświata. Aby to osiągnąć atakuje planetę po planecie, królestwo po królestwie pozbawiając życia miliardy istnień i zostawiając po sobie nie zgliszcza, nie ruiny, nie konające masowo populacje, ale przerażającą wszechogarniającym niebytem nicość. I tak wskutek namów męża i najbliższych strażniczek Królowa Serenity zapieczętowała mocą Srebrnego Kryształu granicę swojego władztwa, chroniąc tym samym poddanych przed siejącym dosłowne spustoszenie Chaosem. Królestwo było bezpieczne, ale napełniona żywą niechęcia do samej siebie królowa straciła dawny blask, by koniec końców popaść w totalną apatię. Dręczona wyrzutami sumienia władczyni słyszała nocami krzyk ginących ,,na zewnątrz” ludzi i sama też krzyczała, budząc się z kropelkami potu na zdradzającej oznaki wewnętrznego napięcia twarzy. Chcący przywrócić dawny uśmiech małżonki Endymion postanowił wykorzystać nadchodzące urodziny królowej. Zorganizował więc ku jej błędnie oczekiwanej radości bal maskowy. Monarchini zamiast pogodnie witać szturmem przybywających gości siedziała jak struta, obok świeżo uświadamiającego sobie niepoprawność założeń małżonka. Kiedy zegar zaczął wybijać dwunastą, a wszyscy sięgnęli po szampana, by wznieść toast za miłościwie im panującą drzwi niespodziewanie się otworzyły i weszła przez nie przyodziana w głęboką czerń postać. I może normalnie nikt nie zwróciłby na nią szczególnej uwagi, ale że akurat ucichła muzyka i śmiechy wyczekujących przemowy króla dworzan to szczęk rozwieranych wrót poruszył jednocześnie twarze zgromadzonych przy Endymionie gości. Widok sunącej przed siebie miarowym krokiem postaci wzdrygnął nieco tłumem i bliżej nieokreślony strach ogółu dotarł aż do samego władcy. Skrzętnie ukryty pod zwałami ciemnego całunu przybysz wybijał zaś trzymanym berłem idealnie stopiony z dźwiękiem zegara i własnymi krokami stukot. I szedł tak dalej i dalej, a czujący wewnętrzny niepokój goście kolejno rozstępowali się przed nim, dając mu wolną drogę. Patrzący trzeźwym wzrokiem na schowaną za pozłacaną maską istotę Endymion, przywołał skinieniem dłoni stojącą przy boku królowej strażniczkę.

- Zabierzcie Serenity do jej komnaty- rozkazał zapobiegawczo, starający się zachować zimną krew władca.

Kobiety posłusznie ruszyły w przeciwną niż reszta zgromadzonych stała stronę, a siedzący z podpartą ręką brodą Endymion bacznie obserwował będącą już niemalże przed jego obliczem postać. Ta jednak minęła króla bokiem, wywołując natychmiastowy zryw u samego władcy i wiernie trwających obok generałów wojsk Księżycowego Królestwa. Gdy stojący najbliżej nieproszonego gościa Jadeite zastąpił mu drogę, ten momentalnie wyzuł go z wszelkich oznak życia sprowadzając bezwładnego już mężczyznę na kamienną podłogę. Generał upadł idealnie w dźwięk ostatniego bicia mosiężnego zegara. Król oniemiał, dworzanie uciekli, a ciało Jadeite przykrył wydający właśnie ostatnie tchnienie Nephrite. Za nieustanie przesuwającą się do przodu koszmarną zmorą ruszyli dwaj kolejni: Zoisaite i Kunzite. Prędko minęli robiącą sobie z nich guzik postać i stanęli na jej biegnącej niezmiennie prostą linią  trasie. Przyłożyli miecze do gardła tego napawającego grozą widziadła, ale niebawem i ich miecze i oni sami również bez mrugnięcia okiem upadli. Rozwścieczony król zamachnął się z tyłu próbując przeciąć straszydło na wskroś. Osłonięta warstwami czarnego materiału zjawa obróciła jednak tułów ustawiając tym samym twarz wprost pod tnący już powietrze miecz Endymiona. Pęknięta w ten sposób maska zleciała idealnie przed opadającego na kolana monarchę.

- Chaos…- szepnął skrajnie przerażony mężczyzna.

Postać zrobiła krok w jego stronę i już Endymion leżał obok ciała Kunzite. A postać szła dalej i dalej… Ostatkiem siły opuszczający ten księżycowy padół król wyciągnął przed siebie rękę i do momentu kiedy nie znikła trzymał ją tak, jakby chciał jeszcze powstrzymać zmierzający do najdalszej komnaty Chaos. Chaosu jednak nie powstrzymał. Nie powstrzymały go też padające jedna po drugiej wojowniczki i chaos wreszcie osiągnął ostateczny cel swojej podróży. Kiedy drzwi najdalszej komnaty otwarły się mała dziewczynka sprawnie uciekła z objęć troskliwie ujmującej ją matki.

- Tatuś!- radośnie pisnęła niewidząca jeszcze nawet zarysu postaci księżniczka.

Ale Serenity już ją widziała… Na ziemię upadła lalka, a zaraz po niej mała dziewczynka.

- Nieee…- krzyknęła rzucająca się przed siebie władczyni.

Nie dosięgła jednak ciała córeczki, bo wcześniej uosabiająca nicość wszechświata postać złapała ją za rękę, nie pozwalając ostatni raz przygarnąć ciała dziewczynki. I trzymała ją tak dopóty, dopóki obie ostatecznie nie znikły. I tak historia zatoczyła swój bieg i wszystko się znów stało chaosem.



THE END


piątek, 25 kwietnia 2014


ZAGUBIONA

Rozdział LX


Parę miesięcy później


Piękna kobieta z ciężko opadającymi na ramiona włosami starannie poprawiała krawat stojącego przed nią Diamonda.

-  Mama dzwoniła prosząc, żeby przekazać życzenia… Dziewczyny tak samo- powiedziała jeszcze gładząca końcowym ruchem powierzchnię satynowego materiału blondynka.

- Częściej się z nimi ostatnio spotykasz, prawda?- dopytywał chłonący widok Usagi mężczyzna.

A było co chłonąć, bo Usagi zapierała dech w piersiach każdemu przechodzącemu obok samcowi. Klasyczna mała biała przed kolano w minimalistycznej wersji święciła na niej swoje triumfy. Odpowiedniego koloru torebka ze srebrną sprzączką idealniej pasowała do tej ozdabiającej gruby pasek sandała wokół filigranowej kostki dziewczyny. Rozpuszczone włosy przykrywały jej plecy, a jeszcze piękniejsze w dziennym świetle oczy właśnie zaczęły spoglądać ku bacznie świdrującym ją od dłuższego czasu fioletowym tęczówką Diamonda.

- Tak- odparła ukontentowana jego zainteresowaniem blondynka- I powiem Ci, że wreszcie wszystkie jesteśmy szczęśliwe… No może Naru nie znalazła jeszcze swojej drugiej połówki i chociaż facet nie determinuje szczęścia to widać, że ten brak jej doskwiera...

- Naru?- powtórzył odtwarzający w pamięci wszystkie przyjaciółki narzeczonej mężczyzna.

- Jeszcze nie poznałeś, a możesz nie kojarzyć, bo to nie z tej paczki- tłumaczyła zauważająca jego zdziwienie Usagi- Trzymałyśmy się bardziej zanim poznałam dziewczyny i chociaż nasz kontakt później osłabł to jako, że wcześniej byłyśmy przyjaciółkami i potem jeszcze poszłyśmy razem na studia to te koleżeńskie relacje ciągle zachowywałyśmy. No a Mako sobie radzi, Mina i Yaten aż zbyt dobrze. Podobnie Taiki i Ami.

Bialowłosy przechylił raptem głowę wskazując dyskretnie na pogrążoną w rozmowie z Rubeusem parę.

- Berthier i Seiya chyba też całkiem nieźle...

- Tak- potwierdziła dobrotliwie uśmiechnięta Usagi- Rubeus i Coan również...

Mówiąc to blondynka zdawała się jakby szukać wzrokiem tej drugiej.

- Jest u Petz- odpowiedział na jej nieme pytanie jasnowłosy- Bertie też chyba właśnie do niej drepta…

W tym momencie Usagi popatrzyła na odprowadzaną przez Seiyę wzrokiem Berthier, która akurat minęła się z...

,,O zgrozo…”- pomyślała przewracająca oczami dziewczyna.

- Kalaberas…- szepnął Diamond widząc idącą w ich stronę szatynkę.

Kobieta stąpała zaskakująco sprawnie, jak na reklamowane przy stopach obuwie. Niestety ku podpartemu ogólnym grymasem niezadowoleniu Usagi modelka zaiste prezentowała się niezwykle wdzięcznie.

- Di… - powiedziała całująca mężczyznę w policzek szatynka.

Blondynka już miała skomentować powitanie Kalaberas,  kiedy ta nagle odwróciła twarz, do niej się tym razem zwracając.

- Usa...- rzuciła, ją również koleżeńsko całując i po chwili nieco zmieszanym głosem dodając- Zapomnijmy o tym, co było wcześniej… Moje siostry Cię lubią, więc ja też chcę mieć z Tobą pozytywne relacje...

Usagi marszcząc brwi przybrała wysoce zaskoczony wyraz twarzy na białowłosego jakby dla pewności zasłyszanych słów jeszcze zerkając.

- Diamond, pozwól tutaj!- krzyknął raptem gdzieś z tyłu doniosłym głosem Safir.

Momentalnie lokujący jego położenie mężczyzna ukłonił się lekko towarzyszącym mu damom i po wyrażeniu głębokiej nadziei na brak bójek poszedł ku wzywającemu go bratu. Usagi zaś przyjęła zawieszenie broni i przechadzając się powoli prowadziła integracyjną rozmowę z w gruncie rzeczy sympatyczną szatynką. Rozmowę przerwał ostatecznie dobiegający ją zza pleców baryton.

- Witaj Usako...

Kobiety niemal jednocześnie obróciły skierowane całkiem gdzie indziej twarze. Widząca stojącą przy nich parę Kalaberas uścisnęła z uśmiechem Usagi dłoń spokojnie się oddalając. Blondynka zaś padła w objęcia świeżo przybyłej szatynki, a zaraz potem już nieco mniej impulsywnie przylgnęła do towarzyszącego Unazuki Mamoru. I z nimi również długo rozmawiała dowiadując się przy okazji o mediatorskiej roli Fiore, związku Motokiego i Reiki oraz nowościach kolorystycznych nadchodzącego sezonu.

- Zastanawia mnie tylko czemu Esmeralda…- zaczęła nowy wątek blondynka.

- Kochanie, siadajcie. Zaraz zaczynają…- przerwał jej rozważania nadchodzący od tyłu Diamond.

Białowłosy ucałował dłoń Unazuki, przywitał się z Mamoru i obejmując Usagi ramieniem wolną ręką odgarnął opadający jej na czoło kosmyk złocistych włosów.

- Gratuluję kolejnego sukcesu Kentaro Computers Diamondzie- powiedział bacznie spoglądający ku zajętej swoim widokiem dwójce.

Mężczyzna nie zdążył jednak odpowiedzieć, bo trzy grosze wtrąciła chcąca uciąć nożem temat szatynka.

- A Ty ciągle o interesach…- rzuciła z udawanym fochem dziewczyna- Pogratuluj im lepiej czego innego...

Ciemnowłosy zdębiał patrząc mozolnie po obecnej tutaj trójce kolejno.

- Dziękujemy- powiedział unoszący kąciki ust Diamond.

Zauważywszy dopiero ochronnie obejmującą brzuch Usagi rękę mężczyzny Mamoru zrozumiał sens słów szatynki. Wypadało mu coś teraz powiedzieć, ale że nie bardzo wiedział co z ulgą przyjął wezwanie do ostatecznego zajmowania miejsc przez resztę gości. Kiedy to już nastąpiło Petz w eskorcie sióstr i pod czujnym spojrzeniem masy przybyłych osób sunęła na koniec rozłożonego między krzesełkami miękkiego dywanu. Po podwójnym ,,tak” i gromkich oklaskach wzruszona Usagi podniosła się z ulokowanego blisko pary młodej fotela i szczerze gratulując uściskała ich mocno. Ci zaś przeszli zaraz dalej, a blondynka przylgnęła do stojącego przy niej Diamonda.

- Chyba poczekamy ze ślubem aż urodzę- stwierdziła zabawnie przygryzająca wargę dziewczyna.

- Bo?- dopytywał trochę rozśmieszony tym widokiem białowłosy.

- Bo nie chcę w tak pięknym momencie mojego życia wyglądać jak krowa- odparła całkiem poważnie blondynka.

Ta właśnie powaga całkowicie już rozwaliła ujmującego ją w pasie Diamonda.

- Oj Maleńka…- szepnął całym ciałem zbliżając się do niej.




THE END




No to by było na tyle :P I ogólnie wszyscy szczęśliwi i żyją :) Mam nadzieje, że nie przynudziłam za bardzo przez tą sielankę na końcu :)

czwartek, 24 kwietnia 2014


ZAGUBIONA

Rozdział LIX


Jadący właśnie do redakcji gazety Fiore stanął przed wstrzymującymi ruch aut światłami. Palcami jednej ręki bębniący w kierownice swojego subaru mężczyzna drugą dłonią podpierał obróconą nieco na bok głowę. Sprawiał wrażenie człowieka zamyślonego- zdecydowanie pochłoniętego jakimś trapiącym go do żywego tematem. I tak naraz dźwięk niemal jednocześnie ruszających wśród niego aut wytrącił z zadumy patrzącego w bezbrzeżną przestrzeń Fiore. Ten zaś przy okazji uświadomił sobie, że lustrował właśnie leżący po drodze do redakcji budynek mieszkalny Unazuki. Ściągając wzrok przed siebie ruszył za kierowcą niebieskiej mazdy, ale dopiero co ustępujące pod wpływem zmiany świateł zamyślenie Fiore ponownie zagościło na jego szczupłej chyba od zawsze twarzy. Sprawiając wrażenie kierowcy jednak zaufanego wzniecił nagle pisk klaksonów. A konkretnie- ewidentnie podejmujący  na sekundę przed manewrem decyzję mężczyzna gwałtownie zwolnił niespodziewanie zjeżdżając w boczną uliczkę.

- Niech Cię Mamoru… Mam nadzieję, że będziesz mi przynajmniej wdzięczny…- mruknął do siebie długowłosy.


***

Na zasłyszane z wnętrza pomieszczenia słowo ,,proszę” Makoto otworzyła drzwi. Dopiero kiedy znalazła się w środku zauważyła siedzącego przy łóżku Usagi Diamonda. Spłoszona nieco intensywnością jego spojrzenia dziewczyna uciekła wzrokiem, z powrotem ku drzwiom się już odwracając.

- Przepraszam Usa, myślałam, że jesteś sama- rzuciła zaskoczona swoją nieśmiałą reakcją kobieta- Poczekam na korytarzu...

- Daj spokój Mako- skomentowała szczerze uśmiechnięta blondynka- Ja się tu cieszę, że wybawienie nadchodzi, a wybawienie postanawia zarządzić odwrót...

- Wybawienie?- zapytała ponownie stająca twarzą do dwójki szatynka.

- Wybawienie od…- zaczęła niegubiąca radosnego wyrazu twarzy blondynka.

- Odddd?- podjął tracący zainteresowanie Makoto Diamond.

- Odddd…- przeciągała udająca zamyślenie i kładąca palec na ustach Usagi.

Białowłosy zaś w międzyczasie wstał i wkładając ręce do kieszeni popatrzył z góry pełnym żarliwego uczucia wzrokiem.

- Od pewnego niesamowicie seksownego zaborcy…- dokończyła zerkająca na niego figlarnie blondynka.

Lekko unoszący jeden kącik ust Diamond wyciągnął dłoń delikatnie obrysowując palcem kontur jej twarzy.

- Zostawiam Was same- powiedział zwracający się zaraz ku drzwiom jasnowłosy.

Usagi odprowadziła go jeszcze czułym wzrokiem, co nie uszyło uwadze zaskoczonej ich stopniem bliskości Mako. Kiedy nagle idący do drzwi Diamond zatrzymał się koło niej dziewczyna spłonęła lekkim rumieńcem, który jeszcze bardziej pogłębił składany zaraz na jej dłoni grzecznościowy pocałunek.

- Miło mi poznać, Makoto Kino- rzucił przez ułamek sekundy patrzący w jej oczy mężczyzna.

- Tak…- zaczęła nie mogąca rozplątać języka szatynka- Mi również...

Zanim dziewczyna zdążyła wykrzesać z siebie coś jeszcze białowłosy uwolnił rękę i już go w pomieszczeniu nie było. Odzyskująca tymczasem normalny kolor policzków szatynka podeszła do łóżka opartej o jego wezgłowie Usagi i po przyjacielsku się z nią witając usiadła na zajmowanym wcześniej przez białowłosego krześle.

- Więc Mako…- zaczęła radośnie blondynka- Co myślisz o moim Di?

Ta zaś przewróciła tylko swoimi głęboko zielonymi oczyma.

- Cudowny…- dodała po chwili powstrzymująca się już od komentarza, że ,,każdemu zawróciłby w głowie” szatynka- Widziałam go już wczoraj na korytarzu, ale atmosfera nie sprzyjała raczej oficjalnemu nawiązywaniu kontaktów...

Dziewczyna nagle spuściła wzrok bawiąc się sprzączką trzymanej przed sobą torebki.

- Usa, ja chciałam Cię bardzo przeprosić…- zaczęła kątem oka gotowość Usagi do protestacyjnej wypowiedzi zauważając- Tylko błagam, nie przerywaj mi...

Faktycznie szykująca przemowę blondynka kiwnęła głową ze swoich wszystkich sił w słuch się zamieniając.

- Chciałam Cię bardzo przeprosić za brak zainteresowania Twoją osobą- podjęła czująca palący wstyd Mako- Jesteśmy przyjaciółkami, zawsze mogłam na Ciebie liczyć… Udostępniłaś mi nawet swoje mieszkanie, za co w ogóle strasznie dziękuję. Swoją drogę wreszcie coś zdatnego znalazłam, więc będę mogła przestać być jak głaz narzutowy u dziecięcej nogi. Ale wracając- byłaś zawsze taka pomocna dla mnie, a ja zamiast również być pomocna dla Ciebie zakopałam się w spotęgowanych przez mój umysł problemach. Wiesz… teraz tak sobie myślę, że przy tym wszystkim tutaj one są po prostu śmieszne. Facet mnie zostawił- Boże, nie pierwszą i nie ostatnią, a ja cudowałam jak bałwan na wiosnę...

- Mako…- skomentowała przełamująca nagłą ciszę Usagi- Primo: Twoje problemy nie były wyssane z palca, secundo- ja sama unikałam konfrontacji, tertio- nie jesteś dla mnie ciężarem, a mieszkanie i tak stałoby puste, quatro- cieszę się, że tu jesteś...

Dziewczyna odpowiedziała jej pełnym ciepła i ulgi uśmiechem.

- W ogóle było dzisiaj tyle osób … Seiya, Rei, matka, że przeze mnie chyba na stałe wprowadzą zakaz odwiedzin…- zauważyła zadowolona jednak troską przyjaciół blondynka.

- A kiedy wychodzisz?- pytała troskliwie rozluźniona już nieco szatynka.

- Dzięki Di jutro...- powiedziała popadająca w tajemnicze zamyślenie Usagi.

Widząca banan na jej twarzy Makoto również się uśmiechnęła.

- A, spotkałam Naru... Pytała co u Ciebie, ale to było jeszcze przed...- zauważyła nagle Mako przez moment nad słusznością dalszego słowa się zastanawiając-... przed wypadkiem.

- O Jezu, Naru...- niemal krzyknęła uderzając własne czoło blondynka- Dawno już miałam się z nią zobaczyć... Przez to wszystko na śmierć zapomniałam. Pewnie teraz myśli, że nosa zadzieram...


***

Esmeralda siedziała na łóżku zdejmując otrzymane jako prezent kolczyki. Kiedy drugi kryształek znalazł się już w jej dłoni kobieta spojrzała ku nim z wręcz pewnego rodzaju czułością. Słysząc nagle dobiegające jej uszu pukanie odłożyła kolczyki na nocną szafeczkę i ruszyła ku wejściu.

- Chciałam prosić dodatkową…- zaczęła pewnie otwierając drzwi.

- Czy ja wyglądam na room service?- zapytał rozkładający przed nią ręce mężczyzna.

Poszerzająca oczy z przestrachu brunetka momentalnie pchnęła wciąż trzymane za klamkę drzwi. Rubeus skutecznie jednak uniemożliwił ich zamknięcie powodując tym samym jeszcze większy napór ze strony niechcącej go wpuścić do środka Esme.

- To jakaś pomyłka, nie znam Pana…- rzuciła mało przyjemnym głosem brunetka.

- Ja Pani osobiście też nie, ale z widzenia i owszem- odparł ciągle blokując prawą ręką drzwi Rubeus.

Esmeralda zaś nadal pchała je w przeciwnym niż tego chciał ognistowłosy kierunku.

- Napada Pan tak wszystkich, których zna z widzenia?- zapytała w końcu zaprzestająca pressingu dziewczyna.

- Nie- zaprzeczył przywołujący szelmowski uśmiech mężczyzna- Tylko tych, którzy próbują zabijać dziewczyny moich szefów...

Ręka Esmeraldy spadła bezwładnie z tak jeszcze przed chwilą mocno ściskanej klamki.

- Pani pozwoli…- rzucił przechodzący obok niej Rubeus.

Mężczyzna bez żadnych już przeszkód znalazł się we wnętrzu zajmując wygodnie ułożone frontem do okna krzesło.

- Zawrzyjmy układ…- powiedział znienacka wywołując ruch u praktycznie skamieniałej Esme.

Kobieta odwróciła się raptem i krzyżując ręce na piersiach popatrzyła w trącące chłodem oczy mężczyzny.

- Słucham…- odparła wreszcie próbująca opanować drżenie głosu dziewczyna.

- Nigdy nie zbliżysz się do nas: mnie, Usagi, Diamonda, a nawet Mamoru…- zaczął przy ostatnim imieniu znacząca prychając- Zresztą on Cię nie chce widzieć nawet… Nigdy nie będziesz miała nic wspólnego z Kentaro Computers i nigdy więcej Twoja noga nie postanie w Tokio, a my za to damy Ci święty spokój… Innymi słowy będziesz wolną kobietą…



Translate