niedziela, 6 lipca 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XII


Diamond wsunął ręce do kieszeni niby wcale nie słuchając prowadzonej przez małżonkę rozmowy. Usagi wiedziała jednak, iż żadna z jej fraz, reakcji czy westchnień nie ujdzie uwadze zawsze czujnego Diamonda. Dlatego starała się ważyć słowa i ton głosu czyniąc tym samym rozmowę zdawkową. Rozłączyć się z jednej strony jak najszybciej chciała, ale z drugiej wiedziała, że oznacza to początek niezbyt silne wyczekiwanej konfrontacji. Ponieważ jednak potyczki nie można było uniknąć, a ona do tchórzy nie należała, zrobiła co najlepszego w tej sytuacji mogła, czyli: po paru zwięzłych odpowiedziach i nieokazywaniu żadnym cieplejszych uczuć z rozmówcą związanych zakończyła tą niezbyt owocną słownie rozmowę. Naciśnięcie zielonej słuchawki oznaczało niestety konieczność spojrzenia ku uparcie świdrującemu nietknięte jeszcze miso mężczyźnie. Usagi otwierała już buzię, by coś tam powiedzieć, ale śledząc jego jakby z trudem trzymające w ryzach wściekłość oblicze nie mogła wykrztusić  ostatecznie ani najkrótszego słowa. Tak więc przy pierwszym podejściu na manifestacyjnym wciągnięciu powietrza się skończyło. Poza skrywaną u jasnowłosego złością  Usagi zauważyła jednak także uparte wyczekiwanie i koniec końców jego zniecierpliwieniem pchnięta zdecydowała się dać głos.

- Di…- zaczęła, odważnie do tematu mimo wcześniejszych wahań przechodząc- Zatrudniłam Mamoru jako naszego kierownika działu logistyki...

Białowłosy zaś stężale siedział wzroku dalej ku żonie nie podnosząc.

- Taa…- odparł po chwili przerywając zapadłą między nimi ciszę mężczyzna- Motoki mi wczoraj powiedział...

,,Motoki?”- myślała marszcząca brwi kobieta- ,,Kiedy on się do cholery widział z Motokim?"

- Przez komórkę…- dodał odgadujący jej myśli jasnowłosy.

W oku Usagi nagle mignęła iskra zrozumienia.

,,To dlatego mu wczoraj po telefonie humor zjechał…”- dumała przeżywająca olśnienie blondynka- ,, Szlag, Motoki… Coś Ty zrobił Pacanie, przecież powiedziałam wyraźnie: osobiście przekażę Panu Kentaro o nowym kierowniku wiadomość. Cóż, widocznie piętro niżej informacja już nie dociera…"

Diamond tymczasem uniósł wzrok na Usagi, złowrogo-zimnym spojrzeniem ją racząc. Sama nim obarczona aż drgnęła, bo co jak co, ale było ono autentycznie przerażające. Białowłosy zwykł patrzyć  tak na nią i tylko na nią (a przynajmniej nie widziała nigdy, by patrzył tak na kogoś innego) i tylko wtedy, gdy był strasznie wściekły. Nie znaczyło to, że nikt inny go nie denerwował- znaczyło to po prostu, że: primo) Usagi denerwuje go w szczególny sposób i secundo) aby być zdenerwowanym nie musiał tracić panowania nad sobą. Co do tego drugiego było bowiem przeciwnie- wściekłość szła u niego w parze ze spokojem, a wybuchał naprawdę rzadko. W zasadzie pierwszy raz przy Usagi tak wybuchł pamiętnego wieczoru po jej spotkaniu z Mamoru.

- Więc…- zaczął już bacznie twarz dziewczyny śledząc jasnowłosy- Jakie to kwalifikacje ma Pan Chiba, ze taką posadę dostał?

O ile wcześniej oglądania osoby żony Diamond raczej unikał to teraz skrajnie intensywnie w jej twarz się wpatrywał. Wyglądał więc jakby szczerość słów po mimice zamierzał oceniać. I tak Usagi nie pozostało nic tylko powiedzieć mu prawdę. W zasadzie od samego początku zamierzała to zrobić tyle, że w bardziej sprzyjających ratującej małżeństwo rozmowie okolicznościach. No, ale cóż...

- Żadnych- odparła cichutko blondynka- Ale są w trudnej sytuacji… Tzn. oni: Mamoru, Chibiusa, Ami i jej matka… Chociaż tej ostatniej liczyć nie trzeba, więc chciałam pomóc… I tyle...

Mimo rzeczywistej szczerości Usagi nieprzekonany chyba do jej wyjaśnień Diamond prawą dłoń ułożył przy rogu stołu w jego bok zaczynając bębnić palcami. Ciągle obserwowana blondynka nadała zaś swojemu spojrzeniu proszący o trochę wiary, iście błagalny wymiar.

- To nie tak Di, że chciałam go mieć blisko siebie… - tłumaczyła dalej dziewczyna- On nic poważnego nie znaczy. Zdaje sobie sprawę, że pewnie i dla Ciebie i reszty wyglądało to wcześniej zgoła inaczej, ale już wiem, że się w swoich odczuciach myliłam...

Diamond jednak patrzył na nią ciągle niewzruszenie. I tak żadnej zmiany w jego twarzy nie widząc blondynka przygryzła dolną wargę delikatnie zajmowane krzesło od stołu wysuwając. Wstała, by zrobić krok w przód i siedzącemu obok mężowi ręce na szyję zarzucić.

- Kocham Cię Di… - szepnęła obserwując jego nieruszoną ani o milimetr twarzyczkę.

Nagle coś w jego zatwardziałym spojrzeniu drgnęło- jakby promyk światła mignął przez kutą wewnątrz grubego muru szczelinę. Kiedy jednak popatrzył na nią promyka światła już widać nie było, ale przynajmniej dewastacyjny wyraz twarzy ustąpił miejsca nieco łagodniejszemu. Siedząc jeszcze Diamond zdjął jedną rękę Usagi ze swojej szyi i zaraz ciało prostując ucałował tą wypielęgnowaną dłoń delikatnie.

- Jeśli chcesz ze mną jechać to postaraj się być gotowa za 20 min…- powiedział niebawem odchodząc.

Usagi westchnęła przeciągle i ponownie siadając chwyciła wypolerowany na połysk widelec. Zamyślona grzebała nim w łososiu jakby miała nie 20 min, a 2 h. Ostatecznie niewiele zjadając zdecydowanym ruchem odsunęła talerz obiema dłońmi i ruszyła po swoje rzeczy schodami na górę.

środa, 2 lipca 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XI


Usagi siadła przy suto zastawionym stole swojej obszernej jadalni. Palce przesunęła wzdłuż linii rosnących od skroni włosów zatrzymując je na dźwigającym masywny naszyjnik karku. Tak ułożona wydęła wargi wlecząc wzrokiem po rozlokowanych kolejno talerzach.

- Dzisiaj zacznę odddd…- mówiła przeciągle zaraz zdecydowanym ruchem miseczki sięgając- Ciasteczek z natto...

Wobec niespodziewanej mimo wszystko obecności małżonki Diamond stracił zainteresowanie przeglądaną gazetą i nieprzerwanie analizując jej radosne oblicze złożył pachnące jeszcze drukiem pismo w rogu wolnej powierzchni stołu.

- Doprawdy moja droga, ciasteczka na śniadanie...

- Oj tam, oj tam…- rzuciła, wolną ręką dla podkreślenia bagatelizacji sprawy kiwnąwszy- Iku przyzwala, więc nic złego w tym być nie może. Mało tego- robi je specjalnie dla mnie, bo nienawidzę innej formy natto i zjeść je chyba nawet powinnam...

Snując ten wywód Usagi pochłaniała przełożone do siebie na talerzyk ciasteczka.

- A ty? Kawa, gazeta…. – zauważyła ni z tego blondynka- Chleb? Śniadanie w stylu zachodnim… Tzn. myślę, że w zachodnim, bo ostatnio gdzieś taki artykuł o modzie na śniadania w stylu zachodnim czytałam. Więc: chcesz być modny czy się tylko na wyjazd do Europy szykujesz?

Kąciki ust Diamonda podniosły się raptem budując szelmowski uśmiech.

- Przy Tobie muszę być modny, bo inaczej zbytnio bym tutaj odstawał, ale prawda jest taka, że…- przerwał gwałtowne ton na wręcz konspiracyjny zmieniając-… w Europie ryżu nie mają i staram się swój żołądek dostroić pod te warunki środowiskowe...

Usagi momentalnie zdębiała najwyraźniej nie wiedząc czy mówi poważnie czy też zwyczajowo sobie żartuje. Miała biegłą wiedzę w biznesie, ale jeśli chodzi o względy kulturowe to można ją było robić w balona. Europy do tej pory nigdy nie odwiedziła, a jedyną nieazjatycką przystań na jednak nie najuboższej wyjazdowo drodze życia stanowiło wizytowane podczas podróży poślubnej Los Angeles. Diamond wiedział, że jest to miasto wprost dla niej stworzone i dlatego przy wyborze spośród wielu możliwych opcji względy preferencyjne żony przedłożył nad gorąco rekomendowane Barbados czy Dominikanę. Potem jeździli po Azji, bo Usagi chciała zobaczyć Szanghaj, Hong Kong, Singapur, a nim zaczęli myśleć o jakiejś europejskiej wyprawie to ich relacje oziębły aż tak, że żadne już na taką prywatną podróż nie miało ochoty. W każdym razie poza zdawkową znajomością nazw krajów ten kontynent tworzących Usagi nie wiedziała zbyt wiele i dlatego żywo teraz wypowiedź Diamonda badała. Ten zaś widząc na jej czole sygnalizującą intensywne myślenie zmarszczkę nie wytrzymał wybuchając dość głośnym śmiechem.

- Żartowałem Usagi...- dodał ostatecznie rozbawiony.

- Tzn. mają ryż?- pytała jeszcze bardziej śmiesząca ciągłą powagą blondynka.

- Mają, ale jakoś szczególnie namiętnie to go nie jedzą- naprostował dalej promienny jasnowłosy.

- To co oni jedzą? Ciągle ten chleb i… chleb? Jak w Stanach?

Opanowujący już względnie swoje rozbawienie Diamond znowu donośnie się zaśmiał. Zawsze dumał  nad tym, jak ktoś, a konkretnie Usagi może być jednocześnie tak inteligentny i tak głupiutki, tak dojrzały i tak dziecinny, tak słodki i tak wyrachowany. Nie chodziło o to, iż jedną część tych cech miała, a drugą udawała, bo nie- ona po prostu była taka i taka, tyle, że w różnych okolicznościach różne cechy w różnych konfiguracjach się jej uruchamiały. I kiedy uruchamiała się ta ogólnie najbardziej ujmująca strona natury to zwykle trzeźwo myślący Diamond nie raz głowę tracił. Często łapał się na tym, że nawet będąc złym o pewnych sprawach nieświadomie zapomniał. I tak było i teraz- zapomniał do momentu, gdy w jego uszach zadźwięczało wdzięczne pytanie małżonki.

- Albo stricte, co jedzą w kraju do którego jedziemy?

Białowłosy spoważniał zaskoczenie wyrażając uniesieniem brwi o jakieś dwa milimetry.

- A gdzie to razem jedziemy, Kochanie?

- Najpierw do pracy, a potem…- zaczęła po chwili jednak dłonią leżący przed Diamondem półmisek wskazując- Możesz mi nałożyć łososia?

Mężczyzna podniósł owalny talerz w stronę Usagi się z nim nachylając.

- Zwykle wyjeżdżasz do firmy trochę później…- zauważył przysuwający bliżej siebie talerz dziewczyny Diamond.

- Tak, ale Mamoru…- urwała nagle uświadamiając sobie kardynalność powiedzianego właśnie imienia.

W faux pasie utwierdził ją towarzyszący jej słowy głośny szczęk nakładającego rybę widelca. Usagi ukradkiem popatrzyła na wracającego już do zajmowanego miejsca małżonka. Jego wcześniej przyjazna, a od pewnego czasu nawet promienna twarz przybrała teraz silnie zacięty wyraz.

,,Szlag, Usagi… Ty chyba specjalnie w te gówna wdeptujesz…”- dumała bolejąca nad tak głupią wtopą dziewczyna- ,,Co robić, co robić…  Miałam z nim o tym porozmawiać, ale nie teraz… No i co, po tym jak przypadkowo wymknęło mi się wielce zakazane imię to naprędce rzucone wyjaśnienia Di weźmie za pozbawione wartości poznawczej wykręty, a ja muszę…"

Niespodziewanie Usagi zaczął dzwonić położony na krześle obok telefon.

,,Bogu dzięki!  Ktoś się zlitował, ktoś mnie ratuje! Jednak jest jakaś opatrzność… Tylko, żeby tą opatrznością nie był…”- myślała sięgając po leżącą obok komórkę- ,,Aaaaaaaaaaaaaaaaaa, Mamoru!... Co za wyczucie, czy on nie ma kiedy do niepohamowanej,  ciężkiej i szczególnie perfidnej cholery dzwonić? Masakra!... Odebrać? Nie odebrać? Odebrać tutaj? Odebrać odchodząc od stołu? Źle, źle, źle, wszystko źle…"

W końcu Usagi czując rażące spojrzenie Diamonda przycisnęła prostokącik ,,odbierz” na swojej komórce.

- No cześć Mamoru…- powiedziała, w stronę jasnowłosego nawet nie patrząc.

niedziela, 29 czerwca 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział X


Usagi leżała wsparta o wezgłowie łóżka ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma. Pukle złocistych włosów spływały po jej okrytych aksamitną chustką ramionach co chwila dając się poruszyć mocno wiejącemu z otwartego szeroko okna wiatru.  Kiedy dotknięte silniejszym powiewem pasma przysłoniły nieco zamyśloną twarzyczkę ślicznej blondynki, ta odgarnęła je dłońmi do wcześniejszego układu jednak nie wracając. Głęboko westchnęła i, wspierając o materac sztywno wyprostowane po same barki ręce, podniosła wygięte w łuk na wezgłowiu łóżka ciało. Będąc już niebawem przy drzwiach z rozmachem je otworzyła wpuszczając dobijającą się od dłuższego czasu Ikuko. Usagi poczekała aż ta postawi tacę i ponownie się na łóżko rzuciła, tym razem wcześniej chwyconą poduszkę jeszcze obejmując.

- Dziękuję, możesz iść- powiedziała sucho nie patrząc nawet w stronę stojącej przy niej kobiety.

- O nieee…- zawyrokowała ze złożonymi przed sobą dłońmi gospodyni- Nie wyjdę dopóki nie zjesz przynajmniej połowy...

Usagi na to zwróciła ku niej poszerzałe wściekłością oczy i rozluźniając zaciśnięte jednocześnie zęby zaczęła z impetem kolejno sięgać składowych przyniesionej chwilę temu kolacji. Manifestacyjnie upychała do buzi kawałek za kawałeczkiem, ciągle przy tym na sterczącą  obok Ikuko spoglądając.

- Zadowolona?- pytała wreszcie pośpiesznie wrzucony pokarm zieloną herbatą przepijając.

- Owszem- przytaknęła Ikuko jeden kącik ust w satysfakcji unosząc- Ale nie jedz tak przy ludziach Usagi...

Dziewczyna przechyliła głowę do tyłu i nabierając więcej powietrza ręce za siebie wyciągnęła.

- Traktujesz mnie jak 5-letnie dziecko Ikuko- zauważyła dodatkowo nastroszona tą uwagą blondynka.

- Tylko kiedy się tak zachowujesz…- odparła bez najmniejszego oporu kobieta.

Na raz dziewczyna wróciła wzrokiem posyłając długowłosej mordercze spojrzenie.

- Wyjdź proszę!- niemal krzyknęła ponownie splatająca ręce Usagi.

Ikuko zaś westchnęła czule na blondynkę zerkając.

- Mam rozumieć, że nie powiesz mi co się dzieje?

- Nie teraz…- odparła już spokojniej jasnowłosa.

Pobłażliwie uśmiechnięta Ikuko mimo wszystko opuściła pokój resztę kolacji jednak zostawiając. Usagi  z kolei zatonęła we własnych myślach, ale też włosach buźkę na podciągniętych kolanach składając.

,,A miało być tak pięknie, jak wróci… Miałam pokazać mu swoje prawdziwe uczucia i przyznać się do błędów gasząc ten powodujący niesnaski upór i gryząc mówiący to, czego nie chcę język”- dumała obejmując nogi rękoma dziewczyna.

,,No ale kurde…”- pomyślała gwałtownie unosząca głowę blondynka- ,,Wyskoczył z rozwodem, a tego się mimo wszystko nie spodziewałam. Wiedziałam, że jest zły… Ba, bardzo zły, ale takiego obrotu spraw nie przewidziałam… Myślałam, że nagle zacznę zachowywać się jak od początku powinnam i już będzie dobrze, a tu guzik- Di nie chce mi dać szansy pokazać jak dobrze wszystko zrozumiałam. Czyżby było zbyt późno na takie deklarację? Albo gorzej- czyżby mimo tego co będę deklarować i tak mi prawdziwie nie wierzył?"

Wtem jej twarz wykrzywił bolesny grymas- grymas osoby zdającej sobie sprawę z beznadziejności własnej sytuacji. Zaraz jednak zniekształcona cierpiętniczym wyrazem buźka zniknęła pod odrzuconą chwilę wcześniej poduszką, a sama Usagi rozciągła się wzdłuż całej długości łóżka.

,,Głupia, głupia, głupia…”- karciła siebie w myślach blondynka- ,,Spaprałaś to i teraz kochaś odejdzie w siną dal… Nie, nie kochaś- to nie ta bajka… Po prostu facet, którego na zabój kochasz, a innymi słowy- Twój mąż..."

Jakkolwiek niebawem poderwała ciało, w efekcie całkiem szybko męczeński wyraz twarzy pewnym siebie zastępując.

- Usagi, idiotko… Co Ci po głowie chodzi. Przecież o Di walczyć zdecydowałaś, więc czemu Ci się teraz na mazgajstwo zebrało…- powiedziała głośno iskrami ożywienia ze zdeterminowanych oczu sypiąca blondynka.

Bijące nieustępliwością spojrzenie przerwała jednak, by móc zobaczyć godzinę wskazywaną przez powieszony na prostopadłej ścianie zegar. Uznając chyba, że pora jest dość późna zgrzebała się z łóżka chwilę później orzeźwiający prysznic już biorąc. Przeczesując palcami mokre pukle wskoczyła pod kołdrę lampkę nocną na szafeczce całkowicie gasząc.

- Od jutra zaczynam o Ciebie walczyć Di…- szepnęła za moment z wyciągniętą w bok ręką usypiając.

Obudziły ją wpadające przez niezasłonięte wczoraj okna promienie. Dość sprawnie uzyskawszy zadowalający wygląd blondynka szybko wybiegła do hallu zaraz schodząc już w dół ku zlokalizowanej za salonem jadalni.

,,Działaj wyważenie Usagi…”- myślała zatrzymująca się przy drzwiach wejściowych dziewczyna- ,,Żadnych złośliwości, ani przesadnych czułości. Pierwsze może zirytować, a drugie wzbudzić podejrzenia…"

Zbierając w sobie odwagę, uczucia i powzięte zamiary blondynka ruszyła ku pijącemu przy przeglądanej gazecie kawę mężczyźnie.

- Dzień dobry Di…- rzuciła wesoło zbliżając się do akurat odkładającego filiżankę Diamonda.

Zdumiony jej pozytywnym nastawieniem białowłosy znacząco uniósł brwi w górę.

- Witaj Usagi…- odparł szarmancko odsuwając najbliższe sobie krzesło mężczyzna.

środa, 25 czerwca 2014



PRZEZNACZENIE



Selene szła z wolna wzdłuż przepastnej sali swojego dosłownie nieziemskiego pałacu.  Fałdy opadającego ku ziemi materiału powłóczyły za nią szeleszcząc nieco na niemal przeźroczystej posadzce, a ujęty w kształt kokardy dekolt odsłaniał okryte tylko spływającymi pasmami włosów ramiona. Biegnąca wzdłuż linii sukni ręka kurczowo jakiś przedmiot ściskała. Mocno wpijające się w niego palce pokazywały widoczne również na twarzy królowej spięcie. Wciąż młoda buźka władczyni była ewidentnie strapiona, ale oprócz tego również wyjątkowo zmęczona. Dawna potęga się ulotniła pozostawiając niemal do cna z jakiejś nadzwyczajnej siły wyzutą skorupę. Oprócz skorupy było jednak również bijące dla gdzieś tam sobie mieszkającej Księżniczki serce. Córka Selene żyła bowiem na Ziemi nieświadomie, ciesząc się tym, co ma i kompletnie nie wiedząc kim prawdziwie jest. Księżniczkę wiązało niemniej pewne przeznaczenie. Problem polegał na tym, że mimo wszelkich starań Królowej Księżniczka nie chciała tego przeznaczenia spełniać i podejmowała decyzje burzące ustalony dla niej i tym samym reszty świata porządek. Nie robiła tego oczywiście specjalnie, bo jakby mogła działać z premedytacją przeciwko losowi, którego w istocie nie znała. Tak po prostu jakoś wychodziło, że zawsze było nie tak jak powinno i nie chodzi tutaj o wagi państwowej rozkminy, ale zwykłe przypadki codziennego życia, a więc niejednokrotnie totalne pierdoły wywołujące lawinę zdarzeń niepowinnych mieć miejsca. Królowa już od dawna zachodziła w głowę, całkowicie nie wiedząc czemu dzieje się ciągle to, co nie trzeba. Miała jednak świadomość nieuniknioności własnego losu i była świadoma, że jeżeli Księżniczka nie wejdzie na właściwy tor to przeznaczenie samo ją tam zaprowadzi, ale już w bolesny dla niej sposób. Selene chciała więc oszczędzić córce cierpienia darując jej kolejno pozbawione wspomnień życia, by ta ze swoją tabula rasą mogła istnieć ,,na nowo” i tym już razem postępować ,,właściwie”. Niestety jednak Księżniczka ciągle zbaczała, a Królowa coraz bardziej słabła. Niemniej, gdy ostatnimi czasy Księżniczka wybrała nie tego mężczyznę co trzeba Królowa również musiała interweniować. Miała nadzieję, że tym razem wszystko już będzie ok, ale nie- w tym życiu Usagi Tsukino nie poznała jeszcze nawet Mamoru Chiby, ciesząc się za to związkiem z Seiyą Ko. Dumając o nieuchronnym fatum władczyni siadła koniec końców na tronie ręce o jego twarde podłokietniki wspierając. Ściskające błyszczący drobiazg palce rozluźniły się nieco pokazując mogący niejednego zachwycić kryształ. Selene przymknęła oczy delikatnie pocierając drogocenny kamyczek, a spod jej powiek spłynęła samotna łza.

,,Czemu ciągle to tak wygląda, Sere…”- myślała opuszkami palców dalej gładząc nierówną powierzchnię.

Raptem drgnęła szeroko otwierając oczy, a trzymany w dłoni kryształ upadł na ziemię, by wśród dźwięków tłuczonego szkła rozbić się na co to pomniejsze kawałeczki. Tak drgnięta Królowa zamarła utkwionym przed siebie wzrokiem, jakby myślami będąc bardzo daleko, a konkretnie tam, gdzie jeszcze do dziś żyła jej córka. Śliczna blondynka z na co dzień pełnymi ciepła oczami leżała teraz wśród zgniecionej karoserii ciemnego subaru. Było mnóstwo świateł, samochodów, gapiów. Był też akurat przejeżdżający obok lekarz pobliskiego szpitala- Mamoru Chiba. Widząc rozgrywającą się przed nim scenkę wysiadł prędko coraz to szybciej do miejsca zdarzenia zmierzając. Już z oddali spostrzegł przykryte workiem ciało i jeszcze jedno- zakrwawione, kobiece, pośpiesznie wiezione do stojącej parę metrów dalej karetki. Mamoru poczuł nagle dziwne ukłucie w sercu i samemu nie wiedząc czemu strach, przerażenie, troskę. Był przecież lekarzem i ofiary różnego typu wypadków widywał częściej niż swoje odbicie w lustrze. Zaskoczony burzą tajemniczego pochodzenia emocji Chiba chwilowo przystanął zaraz jednak ze wzmocnionym tempem ku ambulansowi ruszając.

- Ami!- krzyknął widząc znajomą lekarkę ciemnowłosy- Co tu się stało?

Słysząc swoje imię dziewczyna obróciła ciało w przeciwną niż do tej pory patrzyła stronę.

- Mamoru…- powiedziała jakby jego obecnością zaskoczona, szybko jednak do konkretów przechodząc- Śliska droga, duża prędkość… On nie żyje, ona… ledwo...

Brunet patrzył nieprzytomnie poszerzałymi oczami w pakowane do karetki ciało jasnowłosej.

- Znasz ją?- pytała wiedziona skrajnie dziwną reakcją kolegi kobieta.

- Nie…- szepnął wciąż nieodrywający spojrzenia mężczyzna.

- Dr Mizuno jest Pani potrzebna dr Sakacie!- krzyknął w międzyczasie ktoś spośród sanitariuszy.

Ami zerwała się nagle przez ramię jeszcze parę słów do Mamoru zwracając.

- Trzymaj za nią kciuki… Jeśli przeżyję to będzie gwoździem programu w Twojej jutrzejszej zmianie...

Ciemnowłosy stał tak jeszcze chwilę zesztywniały nadaremnie próbując zrozumieć szarpiące jego środkiem uczucia, ale był ktoś jeszcze równie nieruchomie obserwujący usilnie ratowaną przez lekarzy blondynkę. Tyle, że widząca rozgrywaną scenę oczyma duszy Selene w przeciwieństwie do Mamoru Chiby właśnie coś zrozumiała. Uklękła na posadzce wyraźnie największy i jednocześnie środkowy fragment rozbitego kryształu chwytając.

- Teraz już wiem… Czuję to i rozumiem…- mówiła na głos gwałtownie olśniona Selene- Dlatego nic się nie układało… To moja wina, przepraszam córeczko… Już dawno powinnam odejść...

Królowa uśmiechnęła się blado i znowu na tronie siadając obiema dłońmi kryształ do piersi przycisnęła.

,,Teraz będzie już dobrze, Sere..”- pomyślała jeszcze, wiecznie już zasypiając.

Tymczasem w pewnej karetce wiozącej do szpitala poważnie uszkodzoną blondynkę rozległ się głos dr Sakaty ,,mamy Ją!”.



THE END



                                                                                                                              

Jak wrócę w weekend to opowiadania, które czytam nadrobię :P A przynajmniej mam taką nadzieję :P

piątek, 13 czerwca 2014


CIEŃ PRZESZŁOŚCI

Rozdział IV


Fiore przechadzał się wzdłuż zajmowanego przez modelki stolika szczegółowo im coś tłumacząc. Dziewczęta w milczeniu słuchały zaś słów projektanta na swój sposób ręce zajmując. Eudial  zawzięcie pocierała palcami swoje przesadnie duże pierścionki,  Tellu skrobała paznokciem kwiecistą fakturę trzymanej dłońmi torebki, Mimet wachlowała twarz pachnącą drukiem gazetą, a Viluy bawiła się zwisającym niemal do ramienia kolczykiem. Cyprine i Ptilol gładziły wysoko upięte warkocze irytując bębniącą kciukiem w wystającą jej z torebki książkę Makoto. Minako zatapiała palce między swobodnie opadającej na plecy włosy, Rei sprawdzała stabilność nadwyrężonego wcześniej obcasa, a Ami ściskała grzecznie ułożone przy kolanach dłonie. Usagi z kolei siedząc ze skrzyżowanymi nogami i wspierającą podbródek ręką sprawiała wrażenie osoby istotnie chłonącej prezentowane informacje. Niemniej naprawdę piąte przez dziesiąte jej do uszu wpadało. Nie tak, że kompletnie o co kaman nie wiedziała, ale zdecydowanie większą częścią myśli była gdzie indziej, niż w rzeczywistości. Zdawała sobie z tego sprawę całkowicie raz po raz karcąc się za roztrząsanie czegoś, co rano obiecała własnemu jestestwu zapomnieć. Poza tym w jej myśli wdarł się jeszcze nieznajomy facet, który chociaż nic do prowadzonych rozważań nie miał swoim wspomnieniem dodatkowo głowę obciążał i szereg nieznanych uczuć wywoływał. I tak ku kolejnemu przerażeniu zauważyła, iż chcę się między nagimi ramionami tego widzianego jedynie chwilę mężczyzny zatopić. Mimo to skala uczuć względem jasnowłosego nie była na tyle prosta, by móc ją ująć jednym przedziałem- ,,pożądanie”. Ponieważ jednak drugą dominującą reakcję stanowiła wywołana kąśliwymi uwagami złość to kołatające głową dziewczyny odczucia można trafnie streścić w słowach ,,przywalić i rozebrać”. Te dość kłopotliwe z racji nikłego stopnia znajomości chęci dopełniał niosący piętno przeszłości strach. Nie chodziło jednak o to, że Usagi się jasnowłosego bała. Usagi nie dość, że się jasnowłosego nie bała to jeszcze jego wysublimowane docinki aktywowały u niej pokłady odwagi zdolnej przenosić góry, osuszać jeziora, wypalać lasy. Niemniej Usagi rzeczywiście się bała, ale  kogoś innego  i w sumie te dwie całkowicie niezależne osoby:  zamierzchły cień i seksowny nieokrzesaniec zajmowały właśnie jej śliczną blond-główkę.

- Skoro wstępnie się zgadzacie to póki co będzie na tyle jeśli chodzi o mnie…- powiedział złączający dłonie Fiore zaraz twarz ku stojącej obok z plikiem magazynów asystentce zwracając- Chyba, że czegoś zapomniałem Kaolnite?

Długowłosa kobieta przecząco pokręciła głową.

- Dobrze… - kontynuował Sakata- Zatem kiedy pojawią się szczegóły będziemy Was zwoływać, a na razie macie u mnie wolne. Jeszcze raz dziękuję Kochane, byłyście świetne i do zobaczenia.

Końcowe słowa skwitował ciepłem uśmiechem po chwili salę z wiernie idącą za nim asystentką opuszczając.

- To co, idziemy na drinka?- zaproponowała przyjaciółką wstająca żwawo Viluy.

Propozycja była oczywiście skierowana do ,,Witches”, bo tak dla zabawy i podkreślenia wzajemnych więzi dziewczyny siebie nazywały. No i Witches  zabrały manatki bez słowa dla reszty ,,koleżanek” na korytarz wychodząc.

- Sucze…- syknęła cicho odprowadzająca je wzrokiem brunetka- Mogłyby przynajmniej z grzeczności zapytać...

- Oj daj spokój Rei, sama na ich miejscu byś nie zapytała- zauważyła uspokajająco krótkowłosa- Poza tym i tak idziesz teraz do Sakurady, prawda?

Kobieta z trudem powstrzymując się od kolejnej uwagi ostatecznie przytaknęła.

- A właściwie idziemy...- uzupełniła gotowa już do wyjścia szatynka- Więc Rei… Hop, hop! Wiesz jak Haruna nie lubi spóźnialskich...

Ciemnowłosa westchnąwszy wstała całując pożegnalnie dziewczyny i już jej razem z Makoto nie było.

- A Ty Ami?- zapytała siadająca na stoliku przodem do pozostałych koleżanek Minako.

- Mam umówiony wywiad w gazecie- powiedziała tuląc blondynki kolejno i zaraz samej wychodząc.

Znająca dość dobrze Usagi Mina zmarszczyła nieco brwi obserwując jej zamyśloną twarzyczkę.

- Co Ty dzisiaj taka dziwna Usa… - powiedziała przywołując spojrzenie koleżanki dziewczyna- W ogóle śliczne soczewki...

,,Szlag…”- nagle pomyślała przypominając sobie, że chyba pierwszy raz od zmiany image’u wyszła ze swoimi ,,prawdziwymi” oczami- ,,To cholerne rozkojarzenie…"

- Ziemia do Usagi!- niemal krzyczała machająca jej przed oczami dłonią blondynka- Idziemy?

Dziewczyna twierdząco skinęła głową niebawem próg sali, a potem drzwi wejściowe przekraczając.

- Hyyy, no co Ty… Super się składa, bo wiesz…- mówiła wisząca Usagi przy ręce Aino- Ja się widzę dzisiaj z Yaten, więęęc mogłybyśmy te nasze spotkania jakoś połączyć...

- Boże…- pisnęła niespodziewanie blondynka- Gdzie mój samochód?

Minako zmrużyła oczy patrząc przemiennie na puste miejsce przy chodniku i wyraźnie zaskoczoną koleżankę.

- A co, był tu?- pytała nierozumiejąca sytuacji Aino.

- Był, tylko nieco uszkodzony, ale już nie wiem czemu go nie ma- odparła westchnąwszy, by szczegółowo zacząć tłumaczyć przyjaciółce dzisiejsze zdarzenie.

Gdy miała już skomentować uwagę o treści ,,może ten facet go wziął” rozdzwonił się jej leżący gdzieś tam w torebce telefon. Znajdując wreszcie komórkę spojrzała na wyświetlający hasło ,,zastrzeżony” ekran. Nie lubiła odbierać takich numerów, ale w jej profesji honorowanie telefonów było nieuniknione. Tak więc ten telefon również odebrała, ale rozmówca był o tyle dziwny, że nie chciał się ani odezwać, ani rozłączyć.

- To pewnie ten nieokrzesaniec od samochodu…- rzuciła, jedną ręką zakańczając połączenie, a druga przeczesując rozpuszczone włosy- Co on sobie wyobraża… Najpierw mi docina, potem wymusza numer, a na koniec dzwoni dysząc w słuchawkę. Nie wspominając już, iż jest pierwszy podejrzanym co do zaginięcia mojego auta… Geez, co za dzień...

Tymczasem ten nieokrzesaniec od samochodu siedział sobie spokojnie w gabinecie młodszego brata kurczowo telefon ściskając.

- A Ty dalej o tej dziewczynie?- powiedział wchodząc do pomieszczenia Safir.

Diamond obrócił się trochę na biurowym krześle vis-a-vis przybyłego mężczyzny ciało lokując.

- Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby jakaś kobieta Cię tak zainteresowała- zauważył zajmując fotel naprzeciwko niego ciemnowłosy.

- Bo nie zainteresowała…- odparł dalej wpół zamyślenie Diamond.

Safir uniósł tylko brwi duży skoroszyt blatem biurka bratu podsuwając.

- Więc przepraszam, że wyrwę Cię ze świata fantazji, ale Esme przesyła wydruki profilów modelek angażowanych do tego fotograficznego projektu...

Białowłosy odłożył komórkę zawartość skoroszytu raptem przeglądając.

- Rei Hino? Makoto Kino?-  mówił patrząc na dwie pierwsze od góry strony mężczyzna- Czy to nie te dwie co się ostatnio tak obok wdzięczyły?

- Taa…- przytaknął szczerzący zęby Safir.

- Ami Mizuno, Minako Aino…- czytał dalej białowłosy.

Nagle ktoś jednak zapukał, po przyzwalającym na wejście ,,proszę” drzwi otwierając.

- Przepraszam bardzo, ale przyszedł Pan Nomura …- mówiła wyrosła przed nimi dziewczyna.

I tak oto Diamond zostawił skoroszyt, z bratem do gościa wychodząc.

poniedziałek, 9 czerwca 2014


CIEŃ PRZESZŁOŚCI

Rozdział III


Mężczyzna osłupiał na widok siedzącej za kierownicą blondynki. Chociaż zdawało mu się, że gdzieś ją już kiedyś widział to wrażenie wywołane spojrzeniem oprawionych wachlarzem gęstych rzęs oczu nie pozwoliło rozpatrywać kwestii teraz drugorzędnych. Jego fioletowe tęczówki po prostu zamarły poszerzałe, jakby nie mogąc wyrwać się spod jarzma hipnotyzujących swoją głębią błękitów. Również bacznie patrząca na niego dziewczyna przerwała jednak wreszcie chyba nieco dezorientującą ją już wymianę, wzrokiem gdzie indziej tym razem uciekając. Niemniej uwolniony od magnetycznego spojrzenia Diamond Kentaro wcale nie poszedł w ślady ewidentnie urzekającej go wyglądem blondynki. Zamiast tego zaczął ekspresyjnie przesuwać oczyma po jej silnie kuszącym go ciele, podświadomie dreszcz u niby niewidzącej tej wędrówki kobiety wywołując.

- Będzie Pan tak stał jak słup soli czy co? – rzuciła wreszcie wracając ku niemu wzrokiem dziewczyna.

Mimo, że jej zadziorne ogniki mężczyzny bynajmniej nie spłoszyły to skutecznie natomiast przywołały do wiążącego ich teraz wzajemnie tematu.

- Ma Pani pretensje o mój ton, a sama jest taka niegrzeczna- zauważył marszczący brwi białowłosy- Krzyczę, bo uszkodziła mi Pani samochód… To chyba jasne, prawda?

Nagle odezwał się dźwięk manifestującego niecierpliwość jakiegoś współuczestnika ruchu klaksonu. Usagi przekręciła głowę i zauważając wysiadające z pobliskich samochodów osoby kontrolnie zerknęła przez drugie okno swojej białej hondy. Zaklnąwszy cicho na widok stających przy chodniku przechodniów szybko zwróciła się ku niedoszłej ofierze.

- Dobrze, przepraszam… Czy moglibyśmy załatwić to szybko gdzieś na uboczu?  Bo nie w smak mi tłum gapiów i dziennikarzy...

Kąciki ust Diamonda wykrzywił szelmowski uśmiech.

- A jeśli zaproponuję, żebyśmy zjechali w boczną uliczkę to nie zacznie Pani uciekać desperacko pedał gazu wciskając?- zapytał jedną rękę o górną ramę uchylonych drzwi jej samochodu wspierając.

- Czy ja Panu wyglądam na rajdowca?- rzuciła rozdrażniona jego uwagą dziewczyna.

- Owszem- odparł prostujący z lekkiego skłonu ciało mężczyzna- Tylko, że takiego, co nie umie jeździć...

Usagi przerzuciła wystawioną wcześniej nogę i więcej powietrza do płuc nabierając wściekle drzwi pojazdu zamknęła. Diamond zaś roześmiał się głośno i ponownie założywszy ciemne okulary ruszył do swojego biednego wozu. I tak oboje  na nieruchliwą uliczkę ostatecznie wjechali, a Usagi rzeczywiście nie uciekła mimo miny wyraźnie sygnalizującej, że miała ochotę. Teraz pierwszy raz przy będącym już poza autem mężczyźnie z samochodu wysiadła w pełnej krasie i okazałości się mu prezentując. Kończący jakąś rozmowę telefoniczną białowłosy uniósł wysoko brwi dając dziewczynie wyraz swojego uznania. Ta próbując ukryć obce jej od tak dawna uczucie zawstydzenia postanowiła dla odwrócenia uwagi przystąpić do słownego ataku.

- Nie wolno używać komórki podczas jazdy samochodem- zauważyła składając ręce na piersiach.

- A co, zgłosi mnie Pani?- zapytał cynicznie chowający telefon białowłosy.

- Pfi…- prychnęła przewracająca oczami blondynka.

Tak naprawdę czuła się bardzo niezręcznie wobec stającego zdecydowanie zbyt blisko mężczyzny i najgorsze nie było to, że miała wrażenie jakby rozbierał ją wzrokiem, ale to, że sama też miała go ochotę rozebrać.

,,Spokojnie Usagi”- mówiła do siebie w myślach blondynka- ,,To po prostu kolejny nieokrzesaniec… Tyle, że diabelnie przystojny i pociągający."

- To ile jestem Panu za tą stłuczkę winna?- odezwała się wreszcie niby obojętnym tonem dziewczyna.

- To się okaże…- odparł trzymający ręce w kieszeniach jasnowłosy.

- Jak to się okaże?- pytała jedną ręką już do torebki sięgając.

Diamond poczekał chwilę dopiero po paru sekundach milczenia odpowiedzi udzielając.

- Trzeba najpierw fachowo wycenić szkodę- rzucił, ramionami dla podkreślenia oczywistości wzruszając.

Usagi głęboko westchnęła tracąc wyraźnie nadzieję na sprawne zakończenie jakże niefortunnego zdarzenia i jednoczesne szybkie uwolnienie od tego zalewającego ją wybuchową mieszanką uczuć faceta.

- No to niech da mi Pan swój numer i jak już szkodę fachowo wycenią zadzwonię z pytaniem o stosowna należność- powiedziała wyciągając skórzany notesik blondynka.

Już otwarła długopis szykując się do pisania, gdy jej uszu dobiegło stanowcze ,,nie”.

- Pani da mi swój numer, tak będzie bezpieczniej- kontynuował zawzięcie białowłosy.

Usagi na moment znieruchomiała zaraz jednak skrobiąc ciąg cyfr i niechętnie zapisaną karteczkę mężczyźnie podając.

- Jeśli to zły numer…- zaczął między palcami w górze świstek trzymając- To pamiętam rejestrację...

- To dobry numer- syknęła mocno zirytowana szybkim krokiem nagle przed siebie ruszając.

- Gdzie Pani idzie?- rzucił zaskoczony jej niespodziewanym odejściem jasnowłosy.

- Do pracy- odpowiedziała nie siląc się na obrót Usagi- To niedaleko...

- A samochód?- krzyknął nim zniknęła jeszcze za zakrętem Diamond.

- Później- skwitowała jednym słowem i machnięciem ręki blondynka.

Diamond wesoło się zaśmiał, błyszczącymi oczami patrząc w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była dziewczyna. Ta zaś pospieszenie mijała ciekawie spoglądających na nią ludzi, by jak najszybciej przekroczyć próg oszklonego budynku.

- Jesteś wreszcie…- westchnął Fiore kiedy z impetem otworzyła drzwi wypełnionej znajomymi twarzami sali.

- Przepraszam za spóźnienie, ale pewien groteskowy epizod stanął mi na przeszkodzie…- tłumaczyła zajmując jednocześnie krzesło obok przesuwającej jaskrawą torebkę Minako.

- Oby było mniej takich groteskowych epizodów w Twoim życiu… A teraz skoro już jesteś mogę powiedzieć o propozycji sesji, jaką odnośnie wczorajszego pokazu dziś rano otrzymałem…

Translate