niedziela, 16 lutego 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXXVIII


Reika Nishimura śmiałym krokiem weszła do gabinetu swojej przyjaciółki.

- Mamoru prosił, żeby Ci to przynieść- powiedziała wręczając plik dokumentów długowłosej kobiecie za biurkiem.

Esmeralda zmrużyła oczy patrząc na podającą jej papiery szatynkę.

- Coś Ty taka wesoła?- rzuciła zaciekawiona.

Dziewczyna momentalnie zajęła fotel vis-a-vi  ciemnowłosej, przylegając wygodnie plecami do skórzanego oparcia i kładąc swobodnie ręce na jego ciemnych podłokietnikach.

- Motoki zerwał z nijaką Makoto Kino- odparła zakładając noga za nogę.

Esmeralda uniosła brwi kompletnie tracąc zainteresowanie dostarczonymi właśnie dokumentami.

- Bo?- zapytała również komfortowo się rozkładając.

- Bo kazałam mu wybierać…

- I wybrał Ciebie…- podsumowała składająca ręce niczym do modlitwy ciemnowłosa.

- Tak jak niedawno rozmawiałyśmy…

Błysk triumfu w oczach Reiki był na tyle wyraźny, że naturalnie zauważalny nie tylko dla znającej ją od lat Esmeraldy.

- Myślałam, że urządza Cię taki luźny związek- rzuciła zaintrygowana posunięciem przyjaciółki brunetka.

- Tak, zero obowiązków, oczekiwań,  monogamii, tłumaczeń, czyli wolna amerykanka mi jak najbardziej pasuje, ale…- kobieta zawiesiła głos przenosząc spojrzenie z sufitu na siedzącą po drugiej stronie biurka przyjaciółkę- Ale przez ten cały czas osobliwych relacji Reika Nishimura- Motoki Furuhata nauczyłam się o sobie jednego- nie znoszę być w zapasie. Teraz, kiedy Motoki jest wicedyrektorem tą, która miałaby czerpać z jego studni byłaby Makoto Kino? Co to to nie… Poza tym gość na swój sposób rozkochał mnie w sobie i nie chcę się już nim dzielić…

Esmeralda przeczesała palcami swojego długie włosy.

- Ty się nie nadajesz do stałego związku- rzuciła ponownie splatając dłonie.

- No przecież nie muszę mu od razu gotować. Niech je na mieście…- westchnęła przewracająca oczyma szatynka-  A Ty mi nie zazdrość tylko bierz się za swoje relacje z Mamoru… Masz łatwiej, bo jest wolny.


***

Była popołudniowa godzina kiedy Diamond siedział z Usagi w małej knajpce na uboczu tych wszystkich słynnych restauracji Tokio.

- Rzeczywiście warto przejechać pół miasta dla takiego sukiyaki- powiedział przykładając do ust papierową serwetkę.

- A nie mówiłam…- odparła blondynka starannie wybierając z półmiska ostatnie kawałki tofu.

- Skąd znasz takie miejsca?

- Mhhh…- mruknęła machając ręką na znak ,,zaraz odpowiem, tylko pogryzę”.

- Dawno temu przychodziłam tu z przyjaciółmi- dodała niebawem wycierając buzię po ostatnim kęsie.

Nagle zaczął dzwonić umiejscowiony gdzieś w pokaźnej torebce telefon. Kiedy dziewczyna wreszcie wyciągnęła z leżącej obok shoperki komórkę, szybko nacisnęła zielony przycisk.

- Witaj Seiya- powiedziała posyłając Diamondowi krótkie, acz wymowne spojrzenie.

Białowłosy zaś westchnął robiąc co najmniej średnio zadowoloną minę.

- Cześć Króliczku, co słychać?- usłyszała po chwili.

- W porządku i bez zmian. Uczę się ciągle nowych rzeczy i to mnie strasznie wykańcza, ale w zasadzie daje też dużo satysfakcji. A Ty jak tam?

- Ok. Zagnieżdżamy się na stałe z chłopakami i chyba będzie nam tutaj dobrze-  odparł radośnie ciemnowłosy- Słuchaj… Co powiesz na wspólny wypad? Ty, ja, Minako, Ami, Taiki, Yaten…

Usagi przygryzła dolną wargę intensywnie nad tym rozmyślając.

- Króliczku jesteś?- usłyszała po chwili, ale to jej jeszcze nie otrzeźwiło.

,,Kurcze…”- dumała- ,,Seyia… Tak lubię Twoje towarzystwo, ale randką wieje na kilometr… No i Di przełknąłby to niczym dziecko lekarstwo. Jeśliby w ogóle przełknął, bo wygląda raczej, jakby miało mu w gardle stanąć”.

Myśląc to ponownie spojrzała na siedzącego przed nią Diamonda.

- A gdyby tak zaprosiła jeszcze ze dwie osoby?- w końcu zapytała.

Nierozkładający na czynniki pierwsze jej odpowiedzi Seiya radośnie przytaknął, a Usagi po krótkim ,,to się jeszcze zgadamy” zakończyła rozmowę.

- Czego chciał?- zastartował z miejsca białowłosy.

Nie uzyskał jednak odpowiedzi, bo lustrująca wyświetlacz, jak ciele malowane wrota Usagi ewidentnie myślała już o czymś zupełnie innym.

- Mój Boże, mama dzwoniła wczoraj dziesięć razy…- powiedziała kwaśno-rozpaczliwym tonem blondynka.

- Zaraz… Chcesz mi powiedzieć, że od wczoraj nie sprawdzałaś komórki?- zapytał szerzej otwierający oczy białowłosy.

Dziewczyna odchyliła się do tyłu wciąż trzymając otwarty na nieodebranych połączeniach telefon.

- Został w torebce, a było tak miło, że  o nim zapomniałam- odparła z nie mniejszym tragizmem w głosie Usagi.

Diamond pokręcił tylko głową.

- Dobrze, że nie załatwiam z Tobą interesów, bo jako Twój kontrahent bym chyba zwariował…- skwitował sytuację białowłosy.

Blondynka zaś po paru kolejny sekundach siedzenia jak struta nabrała więcej powietrza wybierając połącz przy kontakcie ,,mama”. Nie trzeba było długo czekać, aż Ikuko odbierze telefon od ,,zaginionej” córki.

- Boże, dziecko! Ja się tu zamartwiam, a Ty co?!- usłyszała krzyk matki Usagi.

- Nie zauważyłam, że dzwoniłaś mamo- odparła szczerze blondynka.

- Od wczoraj?- zaczęła wzburzona Ikuko, ale najwyraźniej  zaraz uświadomiła sobie, że jej córka to przecież nikt inny jak jej córka i po chwili dodała- No tak, rzeczywiście, jestem w to w stanie uwierzyć… A teraz mi wytłumacz Usagi czemu tyle czasu nie dzwoniłaś, czemu nie powiedziałaś mi o Waszych problemach?

Dziewczyna zrobiła prawdziwie skruszona minę, wbijając wzrok w ziemię i szurając o nią cieniutkim   obcasem swoich rudych botek.

- Przepraszam… Nie miałam odwagi…

Przerażona wizją zmarnowanej przyszłości córki Ikuko głośno westchnęła.

- Przylatuję w przyszłym tygodniu…

- Ale mamo…- zaczęła blondynka.

- I tak miałam wpaść za niedługo- przerwała jej brunetka.

- Tak, ale sprawa już nieaktualna…

- Jak najbardziej aktualna- wtrąciła zdeterminowana ciemnowłosa-  A sama rozmowa nie jest na telefon. Przylecę to mi dokładnie wszystko wyjaśnisz i jakoś to odratujemy…

Niesiona pod sztandarem matczynej troski nieustępliwość Ikuko zadziałała na  pokorną do tej pory Usagi całkowicie wytrącająco.

- Mamo, ja nie chcę nic odratowywać- niemalże krzyknęła.

- Chcesz chcesz… Zadzwonię przed wylotem, a Ty spróbuj porozmawiać z Mamoru. Zostawiłaś biedaka bez słowa… W ogóle gdzieś Ty zniknęła? Bo podobno u żadnej koleżanki Cię nie ma…

Usagi czuła jak z każdym słowem matki krew coraz bardziej napływa jej do głowy.

- Mamo, przestań nadawać niczym zepsuty odbiornik… Mam prawo sama decydować o swoim życiu…

- O Twoim życiu to my porozmawiamy kiedy przylecę… Do usłyszenia Kochanie, uważaj na siebie…

- Mamo!- krzyknęła jeszcze blondynka, ale Ikuko zdążyła się już rozłączyć.

Usagi rzuciła telefon na stolik i opierając o niego łokcie wbiła palce między włosy, a twarz w mahoniowy blat.

- No to konfrontacje nr 1 masz już za sobą- skomentował stoicko Diamond.

- Nawet nie chcę myśleć o konfrontacji nr 2, a tu wypada wreszcie zobaczyć się z dziewczynami- odparła ociężale podnosząc głowę blondynka- Najlepiej by było, żebym jeszcze dziś do nich zadzwoniła…

- Zadzwoń- rzucił nonszalancko białowłosy- Tym bardziej, że niedługo czeka Cię konfrontacja nr 3.

Nieco zdezorientowana Usagi zmrużyła oczy na znak totalnej niewiedzy i braku zrozumienia sensu
usłyszanych słów. Diamond zaś przechylił się w jej stronę również przywierając łokciami do blatu brunatnego stolika.

- Kawachigi Corporation urządza przyjęcie i jesteśmy zaproszeni. Tzn. nie konkretnie my, ale ogólnie ścisłe szefostwo.

Dziewczyna lekko uniosła brwi.

- Chodziłam z Mamoru na różne takie przyjęcia, ale odkąd uderzyłam się w głowę większości, i coś mi podpowiada, że na szczęście, nie pamiętam…- Usagi chwilowo zawiesiła głos, jakby wpuszczając świeżą myśl- Ale i tak mam wrażenie, że Cię tam nie widziałam, a przecież musiałeś być zapraszany…

- Owszem, ale ja raczej unikam tego typu imprez. Banda nadętych karierowiczów, albo szukających awansu przez łóżko ich nikomu nieznanych partnerek… Zwykle w moim zastępstwie pojawiał się Safir, ale…

Dziewczyna zbliżyła swoją twarz do jego na zaledwie 2cm-ową odległość.

- Ale?- zapytała

Diamond chytrze się uśmiechnął patrząc prosto w jej błękitne oczy.

- Ale to jest okazja dla Ciebie, żeby się pokazać nie jako niezorientowana narzeczona Mamoru Chiby, ale obeznana rynkowo kobieta interesu i utrzeć nosa tym wszystkim tokijskim snobom. I teraz tylko pytanie jest takie: stchórzysz czy nie?

Usagi gwałtownie zerwała się rzucając mu ogniste spojrzenie.

- Oczywiście, że nie! Chodźmy…- powiedziała idąca już w stronę wyjścia dziewczyna.

Przyozdobiony nieznikającym z twarzy szelmowskim uśmiechem Diamond sięgnął tylko po przewieszoną przez oparcie krzesła kurtkę i ruszył za nieco nadąsaną blondynką.


czwartek, 13 lutego 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXXVII


Stająca vis-a-vi biurka Diamonda Usagi skrzyżowała ręce na piersiach i cicho westchnąwszy  przechyliła głowę do tyłu, zaszczycając tym samym spojrzeniem swoich niebieskich tęczówek nowocześnie podwieszany sufit.

- Czaszka mi łupie od nawału niezrozumiałych informacji- powiedziała wracająca już wzrokiem blondynka.

Wchodzący za nią do pomieszczenia białowłosy obszedł właśnie wysoce hebanowy mebel i siadając przy nim na swoim ciemnym fotelu zwrócił się ku zastygłej naprzeciwko dziewczynie.

- Nie bój nic, radzisz sobie świetnie… Ani się obejrzysz, a wszystko będzie dla Ciebie już całkowicie naturalne-  rzucił opierając ręce luźno o skórzane podłokietniki.

Milcząca przez parę sekund Usagi nagle gwałtownie otworzyła usta.

- Gdzie byłeś w nocy?

Diamond lekko się uśmiechnął.

- A co, zazdrosna?- zapytał unosząc brwi.

- Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie… Więc czemu nie wróciłeś do domu?

- Wróciłem- odparł spokojnie- Tyle, że nad ranem. Sprawy się przeciągły i tak ledwo wziąłem prysznic, a zadzwonił Safir z radosną nowiną. Na godzinach miał też zawitać Mito, więc przywiozłem swój tyłek tutaj.

- Czemu mnie nie obudziłeś!?- rzuciła pretensjonalnie.

- Spałaś jak zabita, więc wyłączyłem budzik i wyszedłem…

Nieco nabuzowana blondynka ponownie skrzyżowała ręce na piersiach tym razem jednak przemierzając pokój.

- Bo Ty się niby przejmujesz, żeby mnie nie obudzić…- rzuciła.

- Nie przejmuje się, bo wiem, że pierdoła typu walenie w ścianę Cię nie obudzi… Jeśli zaś chodzi o skuteczniejsze, acz bardziej wyszukane metody to jakoś  nie miałem nastroju…- odparł z zamyśleniem lustrując nie Usagi, a przeciwległą ścianę.

Dostrzegając zadumanie Diamonda dziewczyna spuściła z tonu odkrywając przedmiot jego rozmyślań. Podeszła do niego i sadowiąc się na lewym kolenie mężczyzny zarzuciła mu ręce na szyję. Popatrzyła czule w jego zmęczone oczy. Jedynie one zdradzały wyczerpanie, bo cała reszta: gadka, myślenie, ruchy, gesty, sposób bycia były takie same. Nawet wycieńczony sprawiał wrażenie silnego. I pewnie nawet wycieńczony był silny. Tylko te jego zmęczone oczy…

- Spałeś coś w ogóle?

- Nope- odparł mężczyzna- Ale od tego się nie umiera… No, przynajmniej do 5 dni na pewno…

Usagi pogładziła delikatnie jego jasne włosy na koniec wpijając się w nie palcami obu dłoni.

- Przepraszam za Seiyę…- szepnęła.

- Seiya Kō, wokalista Three Lights…- powiedział nieco zadumanym tonem białowłosy.

Zaskoczona blondynka cofnęła ręce ponownie opierając je na jego ramionach.

- Skąd wiesz?- zapytała patrząc przenikliwie- Bo nie sądzę, żebyś trzymał jego plakaty pod łóżkiem.

Diamond zaprezentował jeden ze swoich firmowych uśmiechów.

- Po pierwsze, tego można się łatwo dowiedzieć. Po drugie, nie było takiej potrzeby bo chłopak ładnie przedstawił się Berthier…

- No tak…- przyznała wyraźnie spuszczając wzrok.

- Więc…?- zapytał przybierający poważny wyraz twarzy Diamond.

- Więc…- zaczęła cicho Usagi- Parę lat temu Mamoru wyjechał na studia do Stanów. Wtedy w Tokio pojawiły się wschodzące gwiazdy rocka, a że członkowie Three Lights byli jeszcze nastolatkami to prędko zawitali do jednej z japońskich szkół, a konkretnie-  do mojej szkoły. Koniec końców złapaliśmy bardzo dobry kontakt, a początkowo przemądrzały i uszczypliwy Seiya stał się moim najlepszym przyjacielem i prawdziwym oparciem podczas ciążącej mi nieobecności Mamoru. I wszystko byłoby świetnie, gdyby nagle nie stwierdził, że przyjaźń to dla niego zbyt mało. Co najgorsze sama zaczęłam się zastanawiać czy dla mnie to też nie jest zbyt mało. W międzyczasie wrócił Mamoru, a ja nie wiedziałam co robić. Utwierdziłam się w przekonaniu, że uczucie do Seiyi było czysto braterskie, ale nie chciałam go stracić. Chciałam mieć ich obu: Mamoru jako narzeczonego i Seiyę jako przyjaciela, ale Seiya-przyjaciel to było za dużo dla Mamoru i za mało dla samego Seiyi. Seiya więc wyjechał i nie odzywał się aż do teraz, kiedy to postanowił na stałe wrócić do Tokio…

Usagi zawiesiła głos podnosząc wzrok wprost na swojego rozmówcę.

- Dowiedział się, że zerwałaś z Mamoru i chce spróbować na nowo, tak?- zapytał statecznym tonem Diamond chłonąc głębie jej błękitnych oczu.

Usagi przytaknęła.

- A Ty czego chcesz?- rzucił nie mniej poważnie.

Dziewczyna nachyliła się lekko delikatnie dotykając jego usta swoimi.

- Ciebie… Zdecydowanie Ciebie…- szepnęła otwierając oczy i patrząc w jego fioletowe tęczówki-  Chodźmy do domu, padasz z nóg…

- No nie wiem…

- Daj spokój, co miałeś zrobić zrobiłeś… - ciągnęła dalej.

Nie spuszczając wzroku z długowłosej blondynki Diamond podniósł słuchawkę biurowego telefonu.

- Safir, jadę do siebie. W razie czego zajmij się wszystkim…


***

Kiedy Ikuko Tsukino kolejny raz usłyszała ,,numer w tej chwili nie odpowiada, proszę zadzwonić później” rzuciła słuchawkę na staroświecka kanapę w salonie swojego mieszkania. Sama zaś zamiast usiąść krążyła tam i z powrotem jedną ręką obejmując brzuch, a drugą zasłaniając usta.

- Co jest mamo?- zapytał wchodzący do pokoju Shingo.

Kobieta popatrzyła się na niego wzrokiem desperatki roku.

- Twoja siostra zerwała z Mamoru…

- Co??? Niemożliwe, buja się w nim po uszy od niepamiętnych czasów… Ktoś Ci sprzedał bajkę i teraz świrujesz. Z kim rozmawiałaś, bo chyba nie z Usagi?

Ciemnowłosa wreszcie usiadła, a obok niej jej siedemnastoletni już syn.

- Z Mamoru…

Shingo szeroko otworzył oczy ze zdumienia.

- No bez jaj…

- Ostatnio nie mogłam dodzwonić się do ich mieszkania. Wreszcie odebrał Mamoru i wszystko wyjaśnił…  Usagi zniknęła i nikt nie wie gdzie. Nawet Minako… Dobijam się teraz na jej komórkę, ale nie odbiera.

Ikuko przerwała ciężko wzdychając.

- Tylko nie mów nic ojcu, bo zejdzie na zawał…- dodała spoglądając na ciężko zaskoczonego syna.


***

Ami obejmowała ramieniem roniącą rzewne łzy Mako. Jej szloch niemal stłumił połączony ze stukotem obcasów dźwięk otwieranych drzwi. Chwilę później w salonie pojawiła się zdziwiona nagłym telefonem Rei.

- O co chodzi?- zapytała zaskoczona ciemnowłosa.


poniedziałek, 10 lutego 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXXVI


Usagi zamknęła za sobą drzwi przestronnego gabinetu Diamonda.

- Stało się coś?- zapytała idąca ku niemu blondynka.

Białowłosy wygodnie przywarł plecami do oparcia prezesowskiego fotela, ciężko przy tym wzdychając. Stojący ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma Rubeus ani drgnął, podczas gdy wyraźnie zamyślony Safir  zaczął przechadzać się tam i z powrotem  wzdłuż linii okien.

- Dzisiaj rano Kawachigi Corporation wydało oświadczenie, zgodnie z którym szefostwo przejmuje Mamoru Chiba- powiedział w końcu do stojącej vis-a-vis Usagi Diamond.

- Cooo?- pisnęła opadając na stojący tuż przy niej fotel .

- Wczoraj niespodziewanie zmarł Jiro Kawachigi pozostawiając firmę w rękach swojego najbardziej zaufanego współpracownika- kontynuował białowłosy.

Blondynce oczy aż poszerzały ze zdumienia.

- To śmieszne…- powiedziała ciskając rękoma- Mamoru go nawet nie lubił… Fakt, gonił wokół niego i machał ogonkiem, ale to było zwykłe pozerstwo…

Zaciekawiony jej słowami Diamond uniósł brwi w górę.

- Oj Usa, Usa… Widziałaś to jak mami innych, a nie widziałaś tego jak mami Ciebie…

- On wcale mnie nie mamił…

Telefon biurowy Diamonda zaczął dzwonić, a ten odebrał go rzucając Usagi jeszcze jedno głębokie spojrzenie.

- Już schodzimy- powiedział tylko odkładając zaraz słuchawkę.

Białowłosy wstał skupiając na sobie uwagę dwóch pozostałych mężczyzn.

- Idziemy, Mito Asano czeka w dziale technicznym- rzucił jeszcze raz ogarniając wzrokiem wyrozkładane przed nim dokumenty.

Zdezorientowana nieco dziewczyna również wstała z wolna zmierzając ku drzwiom.

- Kim jest Mito Asano?- zapytała.

- Naszym mózgiem technologicznym…- odparł wychodzący już na korytarz za Rubeusem Safir- Mamy z nim obgadać ostatecznie sposób prezentacji nowych matryc…

- Yhym- rzuciła również zbliżając się do wyjścia.

Nie dane jej było jednak przekroczyć próg, bo w tym momencie idący za nią białowłosy lewą dłonią pchnął drzwi w ten sposób je zamykając, a prawą zdecydowanie, chociaż delikatnie przyciągnął dziewczynę ku sobie żarliwie całując. Czując nagle odsuwające się od niej usta na wpół nieprzytomna blondynka otworzyła oczy napotykając dogłębne spojrzenie Diamonda.

- Niech ten gość Cię więcej tak nie dotyka- powiedział patrząc jej prosto w oczy i wyraźnie akcentując każde pojedyncze słowo.

Usagi nic nie odpowiedziała wciąż zahipnotyzowana jego spojrzeniem. Ten zaś po paru sekundach wypuścił ją z objęć  i otworzył drzwi.

- Panie przodem- rzucił wykonując dłonią zapraszający do wyjścia gest.


***

Około dziesięciu wysoko postawionych osób siedziało w sali konferencyjnej biurowca Kawachigiego.

- Tak więc przykro mi Shozo, ale nasza współpraca nigdy nie układała się zbyt pomyślnie i na stanowisku wicedyrektora zastąpi Cię Motoki. Proszę nie odbieraj tej decyzji osobiście. Nadal pozostaniesz w ścisłym zarządzie…

- Kpisz sobie? Zarząd tutaj to jak organ doradczy! … Tak naprawdę nie ma nic do gadania- uniósł się i dosłownie i w przenośni ponad pięćdziesięcioletni mężczyzna.

Mamoru oparł łokcie o blat stołu składając ręce, jak do modlitwy.

- Nie rozumiem czemu Ci to nagle przeszkadza skoro zawsze tak było…- powiedział cynicznie patrząc znad splecionych dłoni.

- Jeszcze pytasz!? Temu, że teraz Ty tu jesteś szefem, a powinienem nim być ja!- wrzasnął uderzając pięścią w stół- Po śmierci Jiro jako jedyny noszę nazwisko Kawachigi, a Ty jesteś nic niew…

- Shozo, spokojnie!- rzuciła siedząca obok Esmeralda- Mleko się już rozlało i do dzbanka nie wróci, ale Ty wylecieć na zbity pysk możesz…

- To by było póki co tyle, dziękuje- głośno i wyraźnie zakończył ciemnowłosy.

Ludzie zaczęli odsuwać krzesła i kolejno wychodzić, a kiedy drzwi zamknęły się za ostatnim z nich Motoki wyszczerzył zęby do zadowolonego z siebie Mamoru.

- Nieprawdopodobne stary. Gonisz wokół Kawachigiego, jesteś na każde jego wezwanie, strugasz syna którego nigdy nie miał i wszystko po to, żeby za x lat kiedy kopnie w kalendarz przejąć jego schedę, a tu bach… Gość 20 lat wcześniej umiera na zawał…

Wygodnie rozłożony brunet chytrze się uśmiechnął.

- Potraktuję to jako chwilową rekompensatę od życia za udziały Kentaro- odparł opierając skrzyżowane ręce na karku.

Kręcący się krzesłem w boki blondyn również założył dłonie za głowę.

- Możesz sobie teraz odpuścić Usagi…- powiedział rzucając mu badawcze spojrzenie, ale nie słysząc odpowiedzi ciągnął dalej- Stary, ona ma 40% i więcej mieć nie będzie. Lepsze 100% średniaka niż 40% giganta. Tym bardziej, że teraz razem przepchniemy tą firmę jeszcze wyżej, ale do tego potrzeba zaangażowania.

- Czyli mam Usagi tak po prostu oddać?- zapytał kładąc ręce na oparciach fotela.

- W obecnej sytuacji myślę, że tak- odparł dalej obserwując wciąż zamyślonego Mamoru Motoki.

Nagle uniósł brwi, jakby doznając olśnienia

- Zaraz… Tylko mi nie mów, że ją kochasz…

Brunet westchnął obdarzając wzrokiem przeciwległą ścianę.

- Kochać to zbyt wielkie słowo, ale na swój sposób zależy mi na niej.

- Więc czemu ryzykowałeś i ryzykujesz z Esme?- zapytał zaintrygowany blondyn.

- Seks to seks, a stały związek to stały związek… Mi jedno w drugim nie przeszkadza. Tobie zresztą chyba też nie…

Motoki posłał koledze porozumiewawczy uśmiech.

- Na razie odpuszczę Usagi- kontynuował ciemnowłosy- Za dużo mam na głowie, ale jak cała sytuacja ustabilizuje się to wrócę po moja małą dziewczynkę. Ma wyrzuty sumienia, więc jest na czym zagrać, a póki co trzeba mieć tylko na oku tego durnego grajka.

piątek, 7 lutego 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXXV


Było wyjątkowo późno, kiedy luksusowy samochód Rubeusa zatrzymał się pod okazałym apartamentowcem w Minami Azabu. Zajmująca miejsce pasażera blondynka odpięła pas i uchylając drzwi srebrnego ferrari zwróciła twarz ku jego ognistowłosemu kierowcy.

- Dziękuje- powiedziała z pełnym ciepła uśmiechem- W takim razie widzimy się jutro.

- Odprowadzę Cię- rzucił wyjmując kluczyki.

- Daj spokój… To tylko parę kroków…

- Parę kroków, ale jeśli po drodze pośliźniesz się na skórce od banana to Diamond zrobi ze mnie mielone…

Rubeus wysiadł, a zaraz obok niego stanęła otulona pikowanym płaszczykiem blondynka.

- Brrr, zimno- skwitowała temperaturę powoli przed siebie, ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma, ruszając.

Ognistowłosy szedł przy niej w milczeniu, ogarniając spojrzeniem rozciągającą się przed nimi przestrzeń.

- Wiesz...- kontynuowała- Od rana nie miałam okazji na spokojnie pogadać z Diamondem…

Mężczyzna nagle zaśmiał się, wywołując lekkie oburzenie u idącej równolegle blondynki.

- No co?- zapytała cierpko gwałtownie przystając.

- Nic, nic- odparł wskazując jej ręką, aby szła dalej- Po prostu, jak Was zobaczyłem wtedy na podłodze…

Rubeus ponownie buchnął śmiechem, tym razem jednak wbijając wzrok w ziemię.

- Ha, ha, ha!- skwitowała mijając otwarte przez towarzysza drzwi- Ale nie o to chodzi… Myślę, że Di opatrznie zrozumiał moje relacje z Seiyą. Wiesz coś o tym?

Trzymający ręce w kieszeniach Rubeus wszedł za Usagi do wyczekującej osobowego ładunku windy.

- Też nie mieliśmy dziś zbyt wiele czasu na rozmowy, ale jeśli pytasz czy się wkurzył o tego gościa to chyba znasz odpowiedź.

- Taa…- odparła w zamyśleniu opierając plecy o przeszkloną ściankę.

Kiedy drzwi windy stanęły przed nimi otworem, a Usagi nadspodziewanie szybko znalazła klucze Rubeus przełamał panującą od kilkudziesięciu sekund ciszę.

- No to lecę- rzucił zmierzając dla odmiany ku schodom.

- Czekaj!- krzyknęła otwierająca już drzwi blondynka.

Dziewczyna podeszła do niego i wspinając się na palcach pocałowała odchodzącego mężczyznę w policzek.

- Wielkie dzięki- powiedziała- Zaprosiłabym Cię do środka, ale wprost padam z nóg…

- Spoko- odparł z uśmiechem na twarzy- See you!

Usagi weszła do mieszkania, czarne botki cisnęła w kąt, a torebkę i klucze położyła na stoliku w salonie. Westchnąwszy opadła na fotel i przywierając plecami do jego oparcia przeczesała palcami włosy. Tak pochłonięta jakąś myślą z rękami za głową przez parę minut wpatrywała się w sufit. Nagle przygryzła dolną wargę i wstając ociężałym krokiem poszła do łazienki. Kwadrans później leżała już pod kołdrą, ale szeroko otwarte oczy zdradzały głębokie zamyślenie. Niemniej zmęczenie było na tyle duże, że dziewczyna wnet odpłynęła w objęcia Morfeusza. Zdawało jej się, że spała zaledwie chwilę, kiedy zbudziła ją dość podejrzana, jak na chwilę snu jasność. Wpółprzytomnie sięgnęła po wskazujący 9 godzinę budzik.

,,Cholera!”- pomyślała zrywając się gwałtownie-  ,,Czemu nie dzwonił? I czemu Di mnie nie obudził? Szlag, muszę jeszcze umyć włosy…”

W tym momencie zauważyła idealnie zaścieloną prawą część łóżka.

- Diamond?!- wołała idąc przez mieszkanie- Di, jesteś?!

Zrezygnowana wróciła do sypialni szukając najpierw jakiś oznak życia, a potem swojej komórki.

,,Telefon, telefon, telefon…”- dumała wspierając ręce na biodrach- ,,A tak, torebka….”

Dobywając komórkę z rozczarowaniem nie znalazła żadnych nowych wiadomości, ani połączeń.

,, No to masz babo placek…”- pomyślała unosząc głowę ku niebu- ,,Dobra, Usagi nie panikuj… Zbieraj się do pracy, bo będziesz na dwunastą. Jak Go tam nie zastaniesz to zaczniesz dzwonić …”


***

Minako biegała po pokoju, jakby była zającem i właśnie gonił ją wilk.

- Co jest?- zapytał przecierając oczy świeżo rozbudzony mężczyzna.

- Spóźnię sięęęę!- krzyczała w podskokach ubierając spodnie.

- Nic nowego…- odparł wkładający ręce pod głowę Yaten.

Sięgająca właśnie po bluzkę Minako zgarnęła też leżące przy niej dżinsy, by wnet wraz ze złowrogim spojrzeniem rzucić je w stronę wylegującego się na łóżku mężczyzny.

- Zbieraj się, bo ktoś musi mnie zawieść, a tym szczęśliwcem będzie… Uwaaaga!… Yaten Kō! Lecę do łazienki. Jak wyjdę masz stać przy drzwiach zwarty i gotowy…

- Jasne…- mruknął nie ruszając się nawet o centymetr.

Tymczasem dziewczyna buchnęła torebkę z impetem wbiegając na korytarz i również, jak się okazało, w idącego sobie spokojnie spacerkiem półprzytomnego Seiyę.

- Coś Ty taki nietomny?- zapytała kąśliwie.

- Nie spałem całą noc, bo w pokoju mojego brata chyba ewakuowano piętro- odparł jeszcze bardziej  zajadle brunet.

Dziewczyna chciała się odgryźć, ale przeszkodził jej dźwięk przychodzącego sms-a. Zadowolony z ukróconej w ten sposób gadki Seiya wzruszył ramionami idąc dalej przed siebie, podczas gdy studiująca wiadomość Aino stała nadal tam, gdzie doszło do niefortunnej kolizji Minako- potencjany szwagier.

,,Może umówimy się jakoś na kawę? Alan”- odczytała.

- Do kogo piszesz?- zapytał nagle opierający się o futrynę Yaten.

Blondynka szybko wyłączyła sms-a wybierając numer przyjaciółki.

- Do nikogo. Tylko oddzwaniam do Usy- rzuciła przez ramię ponownie ruszając w stronę łazienki.

- Przecież się spieszysz- odparł jasnowłosy rozkładając ręce.

- Owszem, ale Minako Aino doskonale robi kilka rzeczy jednocześnie. Więc raz, dwa- ubieraj koszulkę…

Głośno westchnąwszy dziewczyna zamknęła za sobą drzwi.

- Co jest Mina?- usłyszała po chwili.

- I wszystko i nic- odparła pośpiesznie wyciągając grzebień- Mam Ci dużo do powiedzenia, ale nie teraz… Śpieszę się…

- Ja w sumie też- rzuciła wchodząca właśnie po schodkach Usagi- Ale czemu w takim razie dzwonisz…

- Później Ci powiem. Buziaki…

Przyzwyczajona do pokręconych pomysłów swojej przyjaciółki blondynka bez głębszych refleksji wcisnęła przycisk ostatniego piętra głównego budynku Kentaro Computers. Wysiadając z windy jednym ruchem poprawiła włosy rzucając siedzącym przy swoich biurkach siostrom ciepłe spojrzenia.

- Cześć dziewczyny, Diamond u siebie?

Obie odwróciły wzrok od monitorów odwzajemniając jej serdeczny uśmiech.

- Tak, ale jest u niego Rubeus i Safir- powiedziała starsza z nich.

- Cóż, mam nadzieję, że mogę wejść… - rzuciła zbliżająca się do drzwi gabinetu Diamonda Usagi.

Kiedy na wszelki wypadek zapukała i odpowiedziało jej głośne ,,proszę” nacisnęła masywną klamkę.

- Dobrze, że jesteś Usa- powiedział siedzący za biurkiem białowłosy.

wtorek, 4 lutego 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXXIV


Zdając sobie nagle sprawę z niezręczności sytuacji, w której się znalazł, ciemnowłosy puścił ułożoną na czworakach blondynkę.

- Seiya Kō, przyszedłem do Króliczka…

Krzyżujący ręce na piersiach Diamond pytająco uniósł brwi w górę.

- Znaczy się Usagi- poprawił.

- W sprawie…- drążył świdrujący go wzrokiem białowłosy.

- Prywatnej- odparł już również mierzący spojrzeniem Diamonda Seiya.

Mężczyźni stali tak pewnie zwróceni do siebie twarzami jeszcze przez parę sekund, aż ewidentnie zirytowany obecnością bruneta Mamoru przekręcił się w jego stronę.

- Daruj sobie Kō… Dostałeś kosza przed laty, dostaniesz i teraz… 

Ciemnowłosy przeniósł wzrok na zadziornie stojącego przed nim rywala.

- Nie był bym tego taki pewny Chiba…

Kiedy już wydawało się, że jeden drugiemu przyłoży sytuację dość paradoksalnie uratował jęk wciąż klęczącej na podłodze Kalaberas.

- Boże, moja bluzka! Diamond zobacz, co ta wariatka zrobiła!- pisnęła wskazując nadszarpnięty rękawek szatynka.

- Sama się prosiłaś lalo z recyklingu!- odfuknęła wciąż nabuzowana Usagi.

- Spokój!- krzyknął Diamond tuż przed tym, jak prawie znowu skoczyły sobie do gardeł- To poważna firma, a nie jakiś cyrk… Berthier, Coan, Petz, Kalaberas- out!

Trzy pierwsze posłusznie znikły za masywnymi drzwiami.

- Ale Diamond! Nie pozwolę się tak traktować!- krzyczała wstająca z podłogi czwarta- Zrób coś z tym…

- Kalaberas wyjdź- powiedział stanowczo białowłosy.

Rozeźlona dziewczyna przeczesała palcami mocno nadszarpnięte włosy i sięgając po torebkę skierowała się w stronę wyjścia.

- Prędzej czy później zostaniesz odstawiona na półkę- rzuciła jeszcze do Usagi przez ramię.

Otwierającą w odzewie usta blondynkę rozproszył dźwięk najwyraźniej przychodzącego sms-a.

- Rubeus, idziesz dzisiaj z nami na pokaz Eguchiego…- rzucił Diamond- Będzie Pan Panie Chiba?

Zszokowany Mamoru wpatrywał się tymczasem w ekran trzymanego telefonu.

- Ciężko powiedzieć- mruknął sprawnie chowając komórkę- Pogadamy innym razem Usa, a Ty Kō trzymaj rączki przy sobie…

Ciemnowłosy odszczekał mu jeszcze co nieco, ale mężczyzna znikł tak szybko, że słowa bruneta walnęły, jak groch o ścianę. A wcześniej jeszcze walnęłaby, ale nieśmiało wyłaniająca się zza drzwi Coan o wybiegającego Mamoru.

- Proszą Rubeusa na dół- szepnęła 

Ognistowłosy lekko westchnąwszy wyszedł za najmłodszą Ayakashi.

- Więc został Pan, Panie Kō- rzucił wkładający ręce do kieszeni Diamond.

- Taa, przyszedłem tu w końcu do kogoś- powiedział akcentując słowo ,,kogoś”.

- Usagi?- zapytał białowłosy unosząc brwi.

- To mój przyjaciel, zaprosiłam Go- odparła wygładzając bluzkę- I skoro już jest to chciałabym z nim porozmawiać.

Niezbyt zadowolony Diamond minął dziewczynę siadając za sporych rozmiarów biurkiem.

- W porządku. Ale jak skończycie to przyjdź do mnie wyjaśnić co to się tutaj działo.

Blondynka wyszła z gabinetu białowłosego szczęśliwie napotykając po drodze jedynie siedzące przy biurkach Berthier i Coan. Seiya szedł za nią, aż do średniej wielkości pomieszczenia, który okazał się być przydzielonym jej oficjalnie pokojem.

- Ale ze mnie gapa- jęknęła przystając- Nie zaproponowałam Ci nic do picia. Więc na co masz ochotę?

- Dziękuje Króliczku, ale jak tak tutaj czekałem to ta jasnowłosa dziewczyna się mną zajęła.

- Naprawdę?- zapytała figlarnie ponownie idąca ku wejściu Usagi.

- Taa, wprost profesjonalnie- rzucił z szerokim uśmiechem.

- Berthier, mogłabyś mi zrobić kawę?- krzyknęła przez uchylone drzwi blondynka.

Dziewczyna słysząc odzew odwróciła się w stronę swojego gościa.

- Tak więc będę pić w samotności. A teraz mów Seiya, co tam słychać?

Chłopak opowiadał o sobie, a ciche śmiechy Usagi dzięki dobrej akustyce pomieszczeń i niedomkniętym drzwiom były dość wyraźnie słyszalne dla przebywających na korytarzu dziewczyn. Berthier już miała wziąć przygotowaną Usagi kawę, ale widząc lecącego od windy z prędkością rakiety Rubeusa zdecydowała odczekać. I znowu parę sekund później miała wziąć przygotowaną Usagi kawę, ale widząc lecących tym razem do windy niemniej wolniej Rubeusa i Diamonda znowu zdecydowała odczekać.

- Zbierz od siebie papiery i jedziemy. Zaraz zejdę- rzucił ognistowłosemu zauważając uchylone do gabinetu dziewczyny drzwi.

- Usagi, ja jadę…- przerwał widząc trzymającego blondynkę za ręce Seiyę.

- … stoczyć wojnę z urzędem w sprawie tej nowej technologii- zakończył chłodno nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź.

Widząc przy windach wskazujące dół strzałki białowłosy zaczął zbiegać schodami.

- Bracie, co Ci?- zapytał spostrzegając jego gniewny wyraz twarzy idący wolno w górę z jakimś dokumentem Safir.

Diamond westchnąwszy przystanął

- Najpierw cały czas ta sprawa z Eguchim. Normalnie w głowę zachodzę, kto nas sprzedał. Pięć minut temu Usagi urządziła sobie u mnie z Kalaberas walkę kogutów, a kiedy wszedłem to ku wielkiej wściekłości Chiby obejmował ją jakiś koleś, z którym teraz trzyma się w gabinecie za ręce. Sam Chiba po tajemniczym sms-ie zniknął jak kamfora, więc coś jest na rzeczy i teraz na dokładkę Urząd Patentowy. 

Safir zmarszczył brwi, a Diamond  z powrotem ruszył jeszcze do brata wołając.

- Przecież wszystko było załatwione! Cholera, pewnie mają dziurę w budżecie… W każdym razie czas nas goni, bo trzeba ustawić to dzisiaj- zakończył rozkładając ręce na ostatnim odcinku schodów, w którym Safir mógł go jeszcze dojrzeć.

Translate