środa, 10 września 2014


CIEMNOŚĆ


Wrogowie napływali ze wszystkich stron, dosłownie jakby pojawiali się znikąd. Granice Królestwa, bramy miasta, wejścia do pałacu- wszystko było gruntownie strzeżone, a mimo to nieprzyjaciel wparował tutaj od tak, niespodziewanie i bez wcześniejszego sygnału ataku. Najbliższe opiekunki Królowej momentalnie zjawiły się w przyjmującej główną falę wroga sali. Spośród nich jedynie dysponująca zaklęciem ochronnym wojowniczka z Merkurego opuściła prędko to miejsce, ażeby udać się do komnat wymagającej ochrony Królowej. Reszta strażniczek rozlokowała się zaś po sali miarowo, dzięki czemu w każdej jej części siły obronne były mniej więcej równe. Niemniej front wzięła na siebie Venus. Początkowo stała jednak sztywno, nie mogąc własnym oczom uwierzyć, bo chociaż jako wojowniczka była od dawna szkolona to do tej pory nigdy poważny atak się prawdziwie nie zdarzył. Obstawiała nawet, że prędzej umrze z nudów, niż w walce, a tu coś takiego niespodziewanie wynikło. Szoku tego rodzaju doświadczywszy blondynka sterczała teraz nieruchomo, spływających kryształowymi schodami wrogów obserwując. Koło niej panował już harmider i słychać było odgłosy walki, ale dopiero szczęk metalu nad uchem ją z letargu wybudził. Raptem zawziętości jej twarz nabrała, spojrzenie się wyostrzyło, a palce mocniej rękojeść ścisnęły. Walczyła z każdym, kto wpadł pod jej rękę, a że nikogo wymagającego nie napotkała to wszystkich ku ziemi szybko posyłała. Uczył ją w końcu Kunzite- najlepszy generał wojsk Endymiona. Nie widzieli się dawno, zbyt dawno. Właściwie już tygodniami wieści od niego wyczekiwała, a gdy takowe nie nadchodziły to z biegiem czasu zaczęła snuć obawy, że coś mu się stało. Nie mogła jednak o jego losy pytać, ponieważ nikt o ich relacjach, a nawet nieoficjalnej znajomości nie wiedział. Zresztą nie dziwota, bo pozostałych generałów rzeczywiście ledwo kojarzyła. Oni większość czasu spędzali z Endymionem na Ziemi, podczas gdy ona była tu- w Księżycowym Królestwie. Kiedy jednak się pojawiali to nawet tego nie zauważała, bo wzrokiem tylko jednego mężczyzny szukała. I po tylu tygodniach znalazła go teraz, na polu bitewnym.

,,Więc żyje, jest tutaj, walczy u mojego boku…”- myślała.

Nie mogła jednak patrzeć na niego w pełni, bo przeciwnik ją już ku ziemi dociskał. Venus broniła się zaś, swój miecz prostopadle do jego, od spodu trzymając. Kiedy przez rozkojarzenie ostrze wroga zaczęło się w stronę jej piersi zbliżać to dziewczyna musiała całkowicie swój wzrok odwrócić. Wszystkie siły angażując blondynka pchnęła przeciwnika tak, iż ten upadł na ziemię i leżał teraz przerażony, z wspartym łokciami ciałem i błądzącymi od Venus do wytrąconego miecza oczyma. Mężczyzna wyraźnie oceniał, czy zdąży tej broni sięgnąć i chyba stwierdził, że zaryzykuje, bo raptem na brzuch swoją nikczemną osobę przewrócił. Chwycił już nawet broń wielce uradowany, ale wtedy Venus się nachyliła i rękojeścią cios w plecy mu wymierzyła. Potem swoje ciało podniosła i jak zahipnotyzowana ku Kunzite ruszyła. Szła z każdym krokiem coraz to szybciej, ale im bliżej była tym gorsze myśli ją nachodziły. W końcu jego twarz zobaczyła i aż z przestrachu stanęła. Zrobiła to akurat, gdy przeciwnik Kunzite wydał rozdzierający powietrze okrzyk. Wtedy zauważyła, że i on i pozostali, wokół niego leżący nie są wrogimi żołnierzami, a strażnikami Królowej. Venus już wszystko wiedziała, ale mimo to nie mogła uwierzyć. Stała wciąż nieruchomo i patrzyła na wycierającego peleryną martwego strażnika miecz Kunzite. Ten widział chyba dziewczynę już wcześniej, bo kiedy skończył to od razu w jej stronę poszedł. Uśmiechał się, ale nie tak, jak zwykle- uśmiechał się do niej okrutnie, a jego spojrzenie, które zawsze ją fascynowało i przerażało, teraz tylko uczucie strachu pozostawiało. Kunzite cały czas miał w sobie ,,ciemność” i Venus o tym doskonale wiedziała. Może nawet po części go za TO kochała, a już na pewno wbrew zdrowemu rozsądkowi się jej TO podobało. Wiele razy myślała o tym czy źle, że mrok Kunzite ją ekscytuje i nigdy nie potrafiła sobie powiedzieć ,,nie, wszystko w porządku”. Kochała Serenity i była zdania, iż oszukuje ją jako Królową i przyjaciółkę. Czuła, że sprzeciwia się swojej roli i otaczającemu ją światu, ale nic nie potrafiła poradzić. Ostatecznie zawsze znajdowała zapomnienie w ramionach Kunzite, który działał na nią bardziej kojąco niż jej samotne spacery nocą. Niemniej przez taki obrót spraw miała jeszcze większe wrażenie, że zdradza to miejsce myślami i sercem, a skoro tak to nie chciała zrobić tego również działaniem. Była czarodziejką z Wenus, którą zobowiązano chronić Króla, Królową, Królestwo i kiedy Król, Królowa, Królestwo pozostawały zagrożone ona musiała ich niezależnie od wszystkiego i nawet za cenę życia bronić. Dlatego gdy Kunzite się zbliżył Venus silniej rękojeść miecza chwyciła. Ten swoją broń uniósł, ale tak oniemiały został, bo dziewczyna przepełnionym  miłością wzrokiem na niego spojrzała. Zły uśmieszek spełzł z twarzy Kunzite, a ręka w powietrzu zawisła i wtedy Venus mieczem jego ciało przebiła.

- ,,Nigdy nie opuszczaj gardy”… Pamiętasz?- mówiła roztrzęsionym głosem blondynka.

Najwyraźniej poznający Venus Kunzite razem z nią się ku ziemi osunął.

- Moja dziewczynka…- powiedział czule, wolną ręką jej policzek głaszcząc.

Venus blady uśmiech mężczyzny odwzajemniła, a jego wciąż trzymającą broń rękę swoimi dłońmi chwyciła i z całej siły szarpnęła tak, że miecz jasnowłosego ją również przebił. Nie mający czasu wcześniej zareagować Kunzite patrzył teraz poszerzałymi oczyma w jej opiewającą krwią ranę.

- Coś Ty zrobiła?- pytał, wzrokiem do niej wracając.

- Jeśli masz się pogrążyć w ciemności- mówiła swoje spojrzenie także unosząc- to razem ze mną.

Kunzite siły życiowe już tracąc ostatnim ruchem ją do siebie przygarnął.

- Przysięgam Ci- szeptał jeszcze, gdy odgłosy innych starć było w tle słychać- Że Cię znajdę...

I oczy oboje zamknęli.


THE END

niedziela, 7 września 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XXVII


Kiedy pierwsze promienie słońca wpadły przez niezasłonięte okno sypialni drobna blondynka poruszyła się lekko, oczy mozolnie otwierając. Chwilę później patrzyła już na puste obok niej miejsce, ani razu przy tym nie mrugając. Koniec końców westchnęła, podbródek lekko opuściła, a ciało równo ułożyła. Ręce na powierzchni łóżka wspierając tułów ku górze uniosła i siedząc tak sobie spokojnie głowę w bok obróciła, jeszcze raz na drugą stronę łóżka zerkając. Teraz dopiero zauważyła wgnieciony przy niej materac. Czoło więc nieco zmarszczyła, raptem kołdrę z siebie zrzucając. Wstała, łóżko do połowy jego szerokości obeszła i sięgnęła ułożonego w jego nogach szlafroczka. Szlafroczek sam z siebie wrażenie robił, ale to nie dziwota, jeśli wziąć pod uwagę drobiazgowość Usagi w doborze bielizny. Zresztą nieważne było czy miała ubrany zwiewny peniuar czy frotową ściereczkę, bo i tak wyglądała seksownie. Niemniej wiadomo, że delikatna tkanina w cętki na zgrabnym ciele bardziej wyobraźnie pobudzi. Usagi jednak go ubierając jakoś specjalnie o tym nie myślała, bo taki strój był dla niej chlebem powszednim, ale pakując się rzeczywiście najlepsze modele wybrała. Teraz jednak szlafroczka sięgnęła, od tak bez namysłu go zarzucając. Szlafroczek był w pasie wiązany, ale ona mimo to złożonymi pod biustem rękoma się owinęła. Nie, żeby zawstydzenie czy zimno czuła, bo po prostu dziwnie jej było tak iść i w rękach nic nie nieść. Wyszła więc na korytarz i się zaczęła rozglądać. Stamtąd najbliżej miała do łazienki, gdzie przez uchylone drzwi w pierwszej kolejności zerknęła, ale gdy usłyszała dźwięk z przeciwnej strony mieszkania to nie było sensu tam dalej patrzyć. Siłą rzeczy chwile później stała już w drzwiach kuchni, skąd widok na wspartego przedramionami o ladę Diamonda był doskonały. Świeżo zrobiona kawa obok niego leżała, a on sam pozostawał dość mocno zamyślony, co jego nieobecny wzrok ukazywał. Nim jednak Usagi się odezwała to ten zdążył ją zauważyć. Źrenice jego oczu się ku niej zwróciły, a wciąż nieruchomą twarz szelmowski uśmiech ozdobił. I z takim uśmiechem do tkwiącej przy drzwiach blondynki mężczyzna podszedł. Ona zaś jak wcześniej stanęła, tak dalej stała, wzrok tylko w miarę, gdy Diamond się zbliżał unosząc. Patrzyli na siebie wzajemnie, aż ten swoimi dłońmi skrzyżowane przeguby jej rąk delikatnie, ponad ramiona dziewczyny uniósł i na tej wysokości do biegnącej wzdłuż futryny ściany przywarł. Wsparta już wcześniej plecami o ramę drzwi blondynka była teraz kompletnie unieruchomiona. Wzroku z męża jednak nie spuszczała, ale on raptem zaczął swoją twarz do jej zbliżać. W końcu usta nad szyją kobiety zatrzymał, niekontrolowaną falę gorąca u niej powodując. Wychwyciwszy tą skrywaną reakcję jasnowłosy w zadowoleniu jeszcze wyżej kąciki warg uniósł i bliżej ucha je z powrotem przesunął.

- Wyglądasz bardzo kusząco, Kochanie- szepnął, a Usagi czując ciepło jego oddechu aż rumieniec złapała i chcąc go przed Diamondem ukryć twarz gdzieindziej zwróciła.

- To nie znaczy, że możesz mnie w niewolniczym uścisku więzić- odparła unikając kontaktu wzrokowego blondynka.

Diamond puścił więc jej nadgarstki, a swoje ręce, z szeroko otwartymi dłońmi jeszcze chwilę u góry trzymał. Ten gest i wysoko uniesione brwi miały chyba mówić ,,tak dobrze?”, bo na niezadane pytanie Usagi zaraz odpowiedziała ,,lepiej” i znowu ręce pod biustem krzyżując do środka  pomieszczenia weszła. Buzią w stronę Diamonda się obróciła i stała tak, nie wiedząc chyba, co ma powiedzieć. Diamond uśmiechu nie tracąc podszedł, krzesło, obok którego stała wysunął, po czym  dłonią wyraźnie zasygnalizował, żeby sobie usiadła. Kiedy to zrobiła, on zajął miejsce naprzeciw. Ciało miał w przód wychylone, bo przedramiona na rozłożonych nogach oparte, a twarz nagle wyraźnie spoważniałą.

- Więc, Usa- zaczął jednak nie tak podniośle, jak się Usagi zdawało, że zacznie- Co tam u Chiby?

Na te słowa blondynka prychnęła, oczyma ponownie w bok uciekając.

- Ami mówi, że dobrze się im układa- powiedziała patrząc przez okno dziewczyna- A poza tym nic więcej nie wiem. Nie interesuje mnie to.

- Ale masz pojęcie, że kierownikiem jest fatalnym i Safir przez niego musi więcej roboty odwalać?- pytał spokojnym tonem mężczyzna.

Usagi podbródek spuściła, spojrzeniem wciąż nie wracając.

- Domyślam się- odparła cicho blondynka- Ale naprawdę: zrobiłam to dla Ami...

Naraz Diamond ujął jej dłoń i pocałował.

- Usa- mówił, wzrok dziewczyny wreszcie na siebie ściągając- Żadna kobieta oprócz Ciebie mnie nie obchodzi, a zwłaszcza Ann Reiter. Uważam, że się co do niej mylisz i jest w rzeczywistości bardzo miłą osobą, ale...

Jasnowłosy przerwał, bo Usagi znacząco ciało uniosła.

- Aleee…- kontynuował palec wolnej ręki do ust małżonki przykładając- zostawmy to. Nie lubisz jej i niech będzie. Tylko Cię proszę Usagi, żebyś dla dobra firmy oczu Ann nie wydłubała.

Kiedy jasnowłosy skończył mówić, dłoń od buzi Usagi odsunął. Wtedy ona wstała, krok przed siebie zrobiła i na kolanie Diamonda usiadła. Dopiero teraz jego rękę puściła, pozwalając mu się nią objąć, a sama dłonie za jego szyją dość silnie splotła.

- Ok, aleee…- urwała ,,ale”, podobnie, jak Diamond specjalnie wyciągając- Nie zostawisz mnie Di...

Usagi z nadzieją w jego oczy patrzyła, bez skutku odpowiedź się wyczytać starając.

- I tak bym Cie nie zostawił- odparł na nowo uśmiech przywołując białowłosy- Podjąłem decyzję wczoraj rano, a właściwie to chyba już na początku jak Cię tu zobaczyłem...

- Oż Ty!- krzyknęła wpół żartobliwie, wpół poważnie próbując się z objęcia męża wyśliznąć blondynka.

Diamond jednak wstał i tak na rękach ją niosąc kuchnie opuścił.

- A teraz moja droga- powiedział jej konwulsyjne ruchy ignorując- Idziemy Ci coś do ubrania wybrać, bo wczoraj tą spódniczkę miałaś zbyt krótką.

Usagi raptem przestała się wiercić pytająco na męża spoglądając.

- Żartujesz sobie Di, prawda?- drążyła znowu próbując z jego twarzy odpowiedź wyczytać.

- Może tak, może nie- skwitował tajemniczo meżczyzna.

Usagi naraz znowu zaczęła kończynami ułomnie w te i wewte machać.

- Ej no, Diiiii!- krzyknęła jeszcze zanim korytarz przeszli- Bez takich…

środa, 3 września 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XXVI


Usagi trochę już czasu na rozmowie spędziła, bo oprócz Rei i Ikuko zadzwoniła też do Berthier, Minako, Makoto i Ami. Każda z nich mnóstwo rzeczy jej chciała powiedzieć, a ona sama również miała historię, którą się przecież zamierzała podzielić. Koniec końców jedynie Rei i Berthier szczegóły ostatnich dni przedstawiła, pozostałym dziewczyną ogólny obraz tego wszystkiego dając. Jeśli zaś o uzyskane informacje chodzi to: Ikuko musiała tymczasowo pokojówki odprawić, Rei bez przerwy darła koty z teściową, a Berthier jakiegoś piosenkarza poznała, którego brat okazał się być po uszy zakochany  w Minako. Minako jednak dopiero pytana sobie Yatena Kō przypomniała. Makoto z kolei o zbliżających się urodzinach Motokiego ciągle mówiła, a Ami wspomniała, że dobrze się jej w małżeństwie układa i nic wyrzucać Usagi nie będzie. I wtedy Usagi drgnęła, bo raptem sobie uświadomiła, że z tego wszystko o źródle jej problemów i powodzie przyjazdu tutaj kompletnie zapomniała. Kiedy więc zakończyła rozmowę to wygonić bombardujących głowę myśli nie mogła i, w zadumie się pogrążając, nieprzytomny wyraz twarzy przybrała. Zaniedbała tym samym kwestię obserwacji wyjścia, ażeby móc wiedzieć, kiedy Fiore hotel opuści. Niby patrzyła w tamtą stronę, ale raczej nie sprawiała wrażenia osoby, która wie co właśnie oczyma widzi. Całą swoją uwagę skupiała bowiem na próbie pojęcia jak ktoś, kto wydawał się jej ogromnie ważny, ba- najważniejszy, mógł z jej głowy od tak wyparować. Kiedy Diamond odszedł uświadomiła sobie swoje prawdziwe uczucia, ale nie podejrzewała, że to, czym w rzeczywistości darzy Mamoru jest aż tak słabe.

,,Jak mogłam dla czegoś takiego mój związek z Diamodem narażać”- bolała, poszerzone horrorem swojego odkrycia oczy trzymając.

Na chwilę głowę w tył przechyliła, zaraz jednak do normalnego układu wracając. Wtedy na ceramiczną filiżankę zerknęła, ciało do przodu, by móc sięgnąć jej uszka wysuwając. Niemniej gdy tylko brzeg ustami dotknęła to jej twarz wykrzywił grymas niesmaku- nie znosiła zimnej kawy, a ta była zdecydowanie zimna.

- Jest Pani tutaj sama?- zapytał przystający nagle obok niej brunet.

Słysząc to blondynka główkę uniosła, spojrzeniem błękitnych tęczówek nieznajomego zaszczycając. Raptem wzrok z mężczyzny na leżącą obok niej torebkę i telefon przeniosła, by zaraz ku ciemnowłosemu nim wrócić i możliwie ujmująco się do chłopaka odezwać.

- Tymczasowo. Mąż jest na górze- odpowiedziała z lekkim uśmiechem dziewczyna.

Bruneta wbiło w ziemię, bo chyba takiej odpowiedzi nie oczekiwał. Przepraszając nerwowo się skłonił i odszedł, a Usagi tylko oczami wywróciła, z myślą ,,co za cykor” wstając.  Zostawiając niewypitą kawę do windy podeszła i dopiero przy jej wejściu czekając przypomniała sobie, że przecież miała sprawdzać, czy Fiore już poszedł. Westchnęła więc, ale zaraz się drzwi windy otwarły i weszła do środka, niebawem przed swoim apartamentem będąc. Fiore niestety dalej w salonie siedział, co natychmiast po uchyleniu drzwi zauważyła. Usagi również się przegapić z jego miejsca nie dało, więc siłą rzeczy moment kulturalnego czy nie przywitania nastał. Dziewczyna ukradkiem ku mężowi zerknęła i chociaż jego twarz stoicki spokój pokazywała to w oczach Diamonda zauważyła niepokój, ale też szczególną surowość. Zupełnie jakby chciał wymóc na niej określone zachowanie i zdawał sobie przy tym sprawę, że to może nie wyjść. Usagi istotnie miała ochotę fotel Fiore wysadzić, ale zamiast tego życzliwy uśmiech długowłosemu posłała. Chwilę później koło niego stanęła, rękę na przywitanie wyciągając. Ten zaś się z miejsca poderwał, dłoń Usagi gentelmeńsko pocałował i do rozmowy zaprosił. Dziewczyna jednak niezwykle skrzętnie opcje wspólnego przebywania wyłączyła, uprzejmie męskie towarzystwo szybko opuszczając. Kiedy Fiore koniec końców wyszedł to Diamond od razu kroki do sypialni skierował. Widząc leżącą przy zaciemnionym świetle Usagi stanął, dłoń o futrynę drzwi silnie wspierając. Wyglądała tak bezbronnie, że znowu przypomniało mu się, jak to chce ją przed całym światem ochronić. Mimo swojej odwagi i charakteru ona takiej ochrony potrzebowała i on sobie z tego sprawę zdawał. Sprawę, ale z jego obecności zdała też osobie Usagi, która cień wzdłuż łóżka spostrzegłszy głowę ku jego właścicielowi zwróciła. Patrzyła na niego tkliwie szeroko otwartymi oczami, aż ten podszedł bliżej, siadł na łóżku i ją do piersi przytulił.

- Dziękuję- powiedział czubek blond główki całując, ale Usagi już zasypiała.

niedziela, 31 sierpnia 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XXV


Ellen, na poprawę humoru :*


Podczas przejazdu do firmy Diamond parę rzeczy Usagi wyjaśnił. Dziewczyna słuchała uważnie, bo jeśli o interesy chodzi to miała w zwyczaju się skupiać. Informacje chłonęła jak gąbka ciągle wyczekując kolejnych. Droga im jednak dość szybko minęła i na zwykłych ogólnikach poprzestać musieli. Tak naprawdę nie było potrzeby, żeby Usagi wszystko dokładnie wiedziała, ale Diamond zbyt dobrze ją znał i możliwości pominięcia szczegółów słusznie nie przewidywał. Dlatego o detale jej wiedzy miała zadbać sekretarka Rubeusa- Yvonne. Spotkało się to z jękiem zawodu i grymasem niezadowolenia samej Usagi, której ręce na wspomnienie szatynki bezwładnie opadały. Zapamiętała ją jako bojaźliwą trzpiotkę o nieskoordynowanych ruchach i cnotliwym głosiku, co Usagi do roli jej korepetytora całkowicie nie pasowało. Pytała więc Diamonda pełnym dramatu głosem czy nie znalazłby się ktoś jeszcze, żeby jej te kwestie wyłożyć, lecz ten uparcie kompetencje Yvonne podkreślał. Fakt, iż pracowników mieli zbyt mało, a on sam był zajęty, bo musiał szybko pewne sprawy załatwić, ale chciał też z Rubeusem bez obecności Usagi pogadać. Napięty grafik zbyt wiele czasu na sprawy osobiste nie dawał i dlatego miał nadzieję wykorzystać okazję, aby się przyjaciela poradzić. Niby wiedział, że jest on stronnikiem Usagi i od zawsze specyficznym uczuciem ją darzy, ale miał też świadomość jego obiektywnej i szczerej oceny rzeczy. Takiej zaś przed rozmową z Usagi wyraźnie potrzebował. Tej natomiast przesuwać już nie mógł, bo w zasadzie na wstępie powinni sytuację między sobą wyjaśnić, a raczej on powinien wyegzekwować to, co wcześniej zostało postanowione. Mianowicie najsłuszniejszym rozwiązaniem było odesłać ją natychmiast do Tokio. W końcu zadecydował, iż się rozwodzą i jej gierki już na niego działać przestają. Nie, żeby takie odprawienie Usagi do łatwych spraw należało, ale Diamond akurat dałby radę to zrobić. Niemniej tak nie postąpił, a zamiast tego swoim uczuciom dał upust i się z Usagi przespał.

- Chcesz, żeby została, prawda?- mówił zajmujący miejsce naprzeciw Rubeus- Kochasz ją i Cię jej przyjazd ucieszył.

Diamond siedział nieruchomo, brodę wspartą na podłokietniku fotela ręką podtrzymując. Obserwujący go przez chwilę Rubeus uśmiechnął się lekko, wzrokiem niebawem do trzymanego palcami obu dłoni długopisu wracając. Wtem zadzwonił umiejscowiony na biurku  telefon, ale Rubeus początkowo był miarowym dźwiękiem kompletnie niewzruszony. Niespodziewanie jednak pisadło odłożył, palcem wolnej ręki na Diamonda wskazując.

- Powiedz jej to i żyjcie szczęśliwie- ostatecznie doradził wyciągniętą rękę opuszczając, by odebrać dzwoniący już chwilę telefon.

- Yhy, niech wejdzie…- mówił niebawem, słuchawkę na aparacie kładąc ognistowłosy.

W stronę Diamonda wzroku nie zwracając ponownie ją sekundę później chwycił i jakiś numer wewnętrzny wybrał.

- Yvonne, Ann przyszła. Daj znać Usagi...

Kiedy to mówił Diamond czoło w zastanowieniu zmarszczył.

- Kto dzwonił, skoro Yvonne się na dole z Usagi zamknęła?- pytał ciekawy tego niuansu białowłosy.

Mężczyzna zaś ramionami, jakby nie wiedział wzruszył, ale po chwili odparł ,,praktykantka” i wolno ciało z fotela podniósł. Akurat się drzwi gabinetu otwarły i stanęła w nich ubrana elegancko dziewczyna. Były to jednak ciuchy odpowiednie dla osoby nieśmiałej, a więc ołówkowa spódnica za kolano i mysiego koloru żakiecik.

,,Jest tak inna od Usagi”- myślał obserwując powoli idącą ku biurku dziewczynę Diamond.

Ta z Rubeusem się już witała, gdy on prawie podchodził zwalniając najbliższe siedzenie. Ann mu cnotliwe spojrzenie rzuciła, rękę do przywitania nadspodziewanie radośnie wyciągając. Diamond ją więc ucałował, co idealnie w moment wejścia Usagi do gabinetu się wkomponowało. Blondynka z dystansem i miną zbrodniarza podeszła, jedynie głową na przywitanie kiwając. Atmosfera stała się gęsta i w miarę spotkania była już ciężka jak ołów. Gdy wstępną naradę planistyczną skończyli to wszyscy się we swoje strony rozeszli. Ann oczywiście nie zapomniała Diamonda stosownie pożegnać, bo kiedy ten ujął jej rękę ona się wychyliła, milimetr od ust wargami jego skórę muskając. Naturalnie zaraz wzrok opuściła i lekkie zażenowanie udając, coś o nieprzystającej damie wylewności zaczęła mamrotać. Widząc to Usagi prawą ręką gwałtownie szarpnęła i rozdziawioną z niedowierzania buzię na bok obróciła. W końcu patrząc gdzie indziej palcami o torebkę bębnić zaczęła, swoje podirytowanie jeszcze bardziej uzewnętrzniając. Podirytowanie było na domiar podwójne, bo wywołane bezczelnością płomienistej córy Koryntu w habicie i ślepotą ewidentnie omamionego jej fałszywą cnotą Diamonda.

- Usagi, nie pożegnasz się?- usłyszała zaraz głos męża Usagi.

Kiedy obróciła głowę dostrzegła patrzącego z dezaprobatą Diamonda i spoglądającą na nią triumfalnie Ann Reiter, która sądząc po układzie ciała miała właśnie wychodzić.  Usagi się do niej więc uśmiechnęła i to tak szeroko, że aż ją policzki bolały.

- Ależ oczywiście- odparła słodziutko, ciało w przeciwną stronę zwracając.

Parę kroków przed siebie zrobiła i stojąc plecami do rudej piranii ognistowłosego ucałowała. Nic po tym nie mówiąc najzwyczajniej w świecie gabinet opuściła. Tak więc podczas drogi powrotnej aura sprzyjająca małżeńskim uniesieniom nie była- chyba, żeby do małżeńskich uniesień napastliwe wymiany argumentów zaliczyć. Kiedy byli już w hotelu Usagi gwałtownie drzwi apartamentu otwarła i torebkę na ziemię rzucając, szybko korytarz zakończony łazienką minęła. Tam dłonie zimną wodą przemyła, usta delikatnie zwilżyła, włosy palcami przeczesała i wspierając się o brzegi umywalki w swoje odbicie patrzyła. Raptem usłyszała głos mówiącego coś do kogoś Diamonda i wyszła, ale akurat kiedy ten rozmowę zakończył. Stanęła jednak przed nim z położonymi na biodrach rękoma, brwi pytająco unosząc.

- Fiore będzie tu za 5 min- powiedział telefon na stoliku w salonie kładąc mężczyzna.

- Co proszę?- żywo zareagowała Usagi- Tyle czasu jego kuzynkę dzisiaj znosiłam i po powrocie do domu mam moje oczęta jeszcze jego osobą napawać? Nie mógł przyjść do firmy, żebym dwóch Sakatów za jednym razem z głowy miała?

Diamond popatrzył na nią złowrogo.

- Widocznie nie mógł...

Raptem Usagi buty z powrotem ubrała i torebkę gwałtownie chwyciła.

- Gdzie idziesz?- pytał rozkładający ręce białowłosy.

- Będę w lobby na dole…- odparła naciskająca klamkę blondynka- Mam na dziś tej rodziny po dziurki w nosie. Powegetuje przy małej czarnej dzwoniąc do Rei i Ikuko…

środa, 27 sierpnia 2014


UCIECZKA



Ciemnowłosy mężczyzna siedział samotnie na schodkach prowadzących do urządzonego z dużym przepychem budynku. Będący miejscem zabawy dziesiątek gości dworek otaczał tradycyjny, japoński ogród. Chociaż zaprojektowano go na płaskim terenie to sprawiał wrażenie całkowicie naturalnego dzieła przyrody. Mimo widocznej dominacji zieleni nikt chyba jej łamanego sporadycznymi kwiatami wiśni, peonii czy azalii przesytu nie czuł. Drogę pomiędzy przynależnymi tutaj gruntami ułożono z pojedynczych, płaskich kamieni. Kończyła się ona u schodków, które właśnie zajmował tępo patrzący w ich najniższy stopień Seiya. Poluzowany krawat swobodnie dyndał na uwolnionej spod jarzma górnych guzików szyi, co idealnie współgrało z niechlujnie zawiniętymi pod łokcie rękawami koszuli. Ciemne spodnie od garnituru świadczyły, że pasująca marynarka jest, lecz niewiadomo gdzie, a przynajmniej właściciel zdaje się tego nie wiedzieć. Wprawdzie słońce dopiero się pojawiało i mgła wypełniała nadspodziewanie mroźne o tej porze roku powietrze, ale temu facetowi nie było zimno, a właściwie to wyszedł z budynku, bo nazbyt mu w chłodnicy zagrzało. Wyszedł więc nie po to, żeby wytrzeźwieć, ale trochę ochłonąć. Grzała go bowiem raz-złość na ewidentnie zadowoloną z podrywu tego Fioletowookiego Usagi i dwa- pity bez przerwy alkohol. Chociaż spożywane przewlekle od wczoraj wieczorem trunki jakoś tam wątroba mieliła to uczestniczący w obrzędach weselnych intensywnie mężczyzna był niewątpliwie pijany. Może nie tak, by nie móc stać, ale wystarczająco, że o podupadłą bystrość i omamy wzrokowe logiczne go było posądzać. Seiya sam chyba do tego co widzi podchodził nieufnie, bo  trzymany w dole wzrok uniósł i łyk wódki z kurczowo ściskanej butelki robiąc oczy nieco przymrużył. Patrzył dłuższą chwilę, nim oglądany widok, a raczej mocno rozmazany we mgle i przekrwionym spojrzeniu obraz względnie się unormował. Niestety podług niemrawej percepcji Seiyi były nim jedynie dwie, białe plamki. Nagle mężczyzna głową dla otrzeźwienia potrząsnął, bo plamki zamiast jakieś konkretne kształty nabierać znowu się mu rozmywały. Zebrawszy więc mocno okrojone zdolności koncentracji zmarszczył czoło, twarz ku przodowi wychylił i silnie badawczy wzrok przybrał. Niespodziewanie plamki ubranych na biało ludzi przypominać chłopakowi zaczęły, ale, że pewien nie był to wstał i niepozornym krokiem parę metrów do przodu przeszedł. Będąc bliżej nich ciemnowłosy swoje spostrzeżenia uszczegółowił na stojącą bardzo blisko siebie, mieszanej płci parę. Po jeszcze paru krokach obraz względnie ostrych konturów nabrał i Seiya swoją wizję ponownie rozszerzył. Otóż para nie tyle stała, co on- mężczyzna o białych włosach i tegoż samego koloru ubraniu przyciskał ciałem do drzewa ją- blondynkę w długiej sukni z wyraźnie odsłoniętym jego dłonią udem.

- Minako?- powiedział cicho do siebie mężczyzna wzrok na towarzysza dziewczyny przenosząc.

Pomimo swojej często bezczelnej natury teraz gwałtownie przystanął, dalej podchodzić nie śmiejąc. Wzrok niemniej wytężył, ale było to chyba już dla jego zmysłów zbyt wiele, bo zamiast dwóch białowłosych miał teraz trzech i tyleż samo Minako.

- Zachowuj się przy gościach zboczeńcu!- krzyknął niespodziewanie, ust nie potrafiąc jednak okiełznać Seiya - Co będziesz w noc poślubną robił braciszku?

Mówiąc to flaszkę wymownie ku górze uniósł. Odpowiedzi nie wyczekując gwint butelki do spierzchłych warg, by głębszy łyk zrobić przyłożył. Kończąc wzrok wyraźnie ku dołowi opuścił i w stronę pary go już nie zwracając obrócił ciało, pod nosem wciąż z zaistniałej sytuacji się śmiejąc. Nagle spod ziemi wyrósł przed nim nikt inny, a tylko sam Yaten. Żywo zaskoczony Seiya wykonał pijacki krok w tył, oczy jak spodki na niego unosząc.

- Yaten!- krzyknął z dziwiącym jego brata szokiem ciemnowłosy- Jak to się stało, że teraz jesteś tu, a przed chwilą byłeś tam?

Przy słowie ,,tam” Seiya wykonał zamaszysty ruch ręką za siebie.

- Gdzie ,,tam”?- dopytywał marszczący brwi Yaten.

- No ,,tam”- powtórzył obracając się, żeby precyzyjniej wskazać miejsce bratu mężczyzna.

Chociaż jasnowłosy grzecznościowo zerknął na uginające się pod naporem kwiatów wiśni drzewo to jego wracające ku Seiyi spojrzenie wypełniało ogromne politowanie.

- Yaten, naprawdę… Byłeś tam, widziałem…. Z Minako. Pieściliście się jak dwa, dzikie koty.

- Seiya, Ty pijaku…- skwitował za przód koszuli go przelotnie chwytając- Weź się lepiej ogarnij i poszukaj Usagi...

Mimo, że Yaten go już nie trzymał to podirytowany gestem brata brunet szarpnął się, kwaśną minę przy tym ruchu robiąc.

- Usagi?- powtórzył kolejnego łyka biorąc ciemnowłosy- Jakiej Usagi?

- Twojej dziewczyny pacanie…- odparł stanowczo butelkę bratu wyrywając Yaten- Rodzice wychodzą i chcą się pożegnać, a ja nie mogę znaleźć Minako. Widziałeś ją?

- Taa- przytaknął flaszkę odbierając i ku dworkowi wolnym krokiem samotnie ruszając brunet- Byliście pod tym drzewem...

Yaten przewróciwszy oczami westchnął, w plecy pokracznie odchodzącego Seiyi chwilę jeszcze patrząc. Zaraz jednak więcej powietrza do płuc nabierając położył ręce na biodrach i wokół rozglądać się zaczął. Nic jednak nie zauważając ciało w stronę, z której szedł Seiya obrócił i spacerowym krokiem zaczął ku wspomnianemu drzewu podążać. Nie, żeby słowa brata rozważał, bo ten i bez alkoholu różne historie mu wkręcał, ale tak jakoś się stało, że ostatecznie o to właśnie drzewo wiśni się wsparł nad miejscem pobytu Minako dumając.

- Niech ją tylko znajdę…- szepnął już trochę wściekłym być zaczynając mężczyzna.

Raptem jego uwagę przykuł błyszczący między kwiatami na jednej z niższych gałęzi przedmiot. Serce mu aż szybciej zabiło, gdy sięgał po leżącą tam złotą obrączkę. Chwycił ją palcami pod kątem, tak by móc przeczytać wygrawerowany od wewnątrz napis: ,,Minako&Yaten, 12 lipca”. Poprzedniego dnia był 12 lipca, poprzedniego dnia Yaten Minako na palec tą obrączkę wsunął, a następnego, czyli dzisiaj ona ją od tak zdjęła. Minako Kō, a niebawem pewnie znowu Minako Aino musiała niemal biec, by dotrzymać kroku prowadzącemu ją za rękę mężczyźnie. Stojący dalej, pijany facet mógł go rzeczywiście we mgle z Yatenem pomylić. Był jednak od niego zupełnie inny: starszy, dojrzalszy i spokojniejszy. To opanowanie uwidaczniało się również i teraz, kiedy Minako wśród drzew ogrodu milcząco prowadził. Ona się też nie odzywała, raz za czas jedynie ku niemu ciekawie zerkając. Mimo wrażenia, że od dworku do bramy wjazdowej jest spory kawałek wnet zaskoczona spostrzegła, że na wyłożoną kamieniami drogę przy ogrodzeniu wychodzą. Jeszcze większe było jej zdziwienie, kiedy czekającą tam hondę zauważyła.

- Szybciej Minako- powiedział otwierający jej tylne drzwi Saitō.

Dziewczyna przytaknęła pospiesznie do wnętrza samochodu wsiadając. I tu na taki szok trafiła, że jasnowłosy, aby móc się obok niej zmieścić sam musiał jej osłupiałe ciałko delikatnie przesunąć.

- Usagi?- wykrztusiła wreszcie patrząc na spoglądającą z siedzenia pasażera blondynkę.


THE END


                                                                                                                                       

Nagłówek z Usagi i Di jest autorstwa Amai :) :* 



czwartek, 21 sierpnia 2014


PRZYJAŹŃ



Seiya Kō był wschodzącą gwiazdą bijącego rekordy popularności zespołu muzycznego ‘Three Lights’. W jego składzie znajdowali się również dwaj bracia gwiazdora, a mianowicie: opanowany pragmatyk- Taiki oraz impulsywny odludek- Yaten. Ci dwaj bracia właśnie niezależnie od różniących ich charakterów, zdań i poglądów co do jednego byli ze sobą zgodni- Seiya musi zapomnieć o Usagi Tsukino. Usagi Tsukino miała narzeczonego- przebywającego aktualnie w Stanach Mamoru Chibę. Mamoru Chiba był zaś wcześnie osieroconym synem właścicieli największej agencji nieruchomości w Tokio i osobą powszechnie znaną. Od czasu wypadku japońskie prasa obserwowała jego drogę ku dorosłości. Nagłówki gazet głosiły: ,,Co będzie z młodym paniczem?”, ,,Mamoru pod opieką wujostwa”, ,,Młody Chiba mówi: ,,chcę przejąć biznes mojego ojca””. Zanim to musiał jednak wyjechać i swoją dziewczynę w Tokio zostawić. Dziewczyna bardzo ciężko rozłąkę przyjęła, ale żadnych problemów chłopakowi z powodu podróży robić nie zamierzała. I chłopak wyjechał, a Usagi niedługo potem totalnym przypadkiem wokalistę ‘Three Lights’ poznała. Szybko się zaprzyjaźnili, ale jak to w przyjaźni między kobietą i mężczyzną bywa prędzej czy później jedno albo drugie (jeśli nie oboje) się bujnie. No i Seiya Kō wpadł po uszy, a Usagi była emocjonalnie rozchwiana. Taiki i Yaten uważali, że dziewczyna się uczuciami ich brata bawi, więc po prostu zbytnio za nią nie przepadali. Kiedy jednak Haruka Tenoh im wizytę złożyła to dla fizycznego dobra Seiyi jego relacje z Usagi mężczyźni postanowili ukrócić. Haruka była dość wybuchową kuzynką Mamoru, która pod nieobecność krewnego oko na Usagi mieć miała i tak miała, że już  dawno pseudo związek Usagi i Seiyi wywąchała. Nie chciała działać zawczasu i swoje postanowiła odczekać. Wymagający jednak interwencji obrót sprawy przybrały i Haruka się u progu braci Kō pojawiła. Ci więc za wszelką ceną od spotkań z Usagi Seiyę odwieść próbowali, czego sama Usagi absolutnie nie chciała. Problem polegał jednak na tym, że czego chciała to nie wiedziała, a Seiya cierpiał. Zagoniony w kozi róg przez braci ciemnowłosy koniec końców koniec ich spotkań zadeklarował i przestał telefony dziewczyny odbierać. Ta się zaś jakby tym podłamała i przez parę dni całkowicie milcząca chodziła. Pewnego wieczoru tuż po wejściu do domu przed łóżkiem wsparta o materac uklękła. Prawą rękę na wierzch wyciągnęła, palcami lewej dłoni pierścionek zaręczynowy wolno pocierając. Długo myślała w połyskujący kryształek oczy wlepiając i dopiero przemykająca między rozchylonymi kolanami kotka jej wzrok odwróciła.

- Chyba masz rację…- powiedziała Usagi, gdy Luna obok półeczki ze zdjęciem Mamoru głośne ,,miau” z siebie wydała.

Raptem Usagi drgnęła słysząc dźwięk dzwoniącej komórki i drgnęła ponownie widząc wyświetlający imię ,,Seiya” ekran.

- Zaraz gramy na Makuhari Messe. Przyjdź proszę, muszę Ci coś powiedzieć…

I się rozłączył, a Usagi bez zastanowienia ciało ku wyjściu poderwała. Nie pamiętała potem jakim sposobem bez biletu bramkę obeszła, ani co zrobiła, że tyle ciasno ustawionych osób w połowie koncertu minęła. Wspominała tylko ileś lat później moment, gdy stała między śpiewającymi razem z Seiyą ludźmi i patrzyła oniemiała w pokazujący jego twarz ekran. Nie wiedziała jak to możliwe, by mógł ją zauważyć, ale była pewna, że spogląda wprost na nią. Niczym zahipnotyzowana jego wyrażające tak wiele w połączeniu ze słowami piosenki oczy zgłębiała. Nagle łza po jej policzku spłynęła i kiedy później Ci dwoje się wreszcie spotkali to Seiya nie musiał już Usagi nic mówić. Niemniej gdy jeszcze tak tam pośród rozwrzeszczanego tłumu z mokrymi policzkami sterczała to pewną scenę sobie w myślach odwzorowała. Była tam ona, Mamoru i słowa: ,,Będę zawszę na Ciebie czekać”.

- Przepraszam Mamoru, że okazuję się być taką kłamczuchą- szepnęła ściągając z palca pierścionek i w kieszeni kurtki go zamykając.


THE END

środa, 20 sierpnia 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XXIV


To, że Usagi wstaje wcześnie rano zdarza się równie rzadko jak kometa Halleya i pewnie dlatego jej zszokowany nagłą zmianą biorytmu organizm padł intuicyjnie tuż po pierwszym zetknięciu ciała z pościelą. Tak więc kiedy Diamond pchnął uchylone do niby jego sypialni drzwi zobaczył śpiącą na boku blondynkę. Z początku westchnął rozczarowany nieco brakiem możliwości rozmowy, bo takowa była im zdecydowanie potrzebna, a restauracja dobrym miejscem ku temu nie była. Usagi posiadała burzliwy charakter i mimo, że w towarzystwie jak najbardziej się zachować umiała to Diamond wolał nie ryzykować i na bardziej prywatny grunt ich rozmowę przenieść. Niemniej teraz Usagi dość mocno spała i małżeńska pogawędka tych dwojga racji bytu nie miała. Stojący chwilę przy drzwiach mężczyzna  podszedł do łóżka i siadł cicho na jego kraju. Nieprzerwanie od swojego przyjścia obserwując żonę białowłosy wyciągnął teraz jeszcze w jej stronę rękę i palcem delikatnie kontur twarzy dziewczyny obrysował. Ona jakby czując przez sen łaskotki policzek o swoje ramię potarła ciepły uśmiech na twarzy Diamonda wywołując. Ten z kolei zauroczony jeszcze moment patrzył, niebawem jednak z pokoju wychodząc. Drzwi jak wcześniej były zostawił, a samemu do przestronnego salonu poszedł. Gdy znalazł się mniej więcej na jego środku przystanął i nabierając więcej powietrza przeczesał palcami włosy w ten sposób, że ostatecznie ręce za głową ułożone zostawił. Tak wyglądając chodził tam i z powrotem, odpowiednio obok wyznaczających dostępną długość salonu kanapy i kominka nawroty robiąc. Koniec końców usiadł i dolną wargę przygryzł w zamyśleniu. Nie minęła jednak chwila, a nogi na skórzaną powierzchnię mebla zarzucił i rąk spod głowy nie wyciągając ciało do końca długości sofy przysunął. Tak leżącego męża znalazła rano Usagi. W sięgającemu połowy uda szlafroczku z koronkowym wykończeniem u dołu i przy rękawkach blondynka cichutko salon obeszła. Mieszcząc się spokojnie między ścianą, a sofą dziewczyna ramiona przez jej tylne oparcie rzuciła i palcem zaczęła po nagim torsie Diamonda przesuwać.

,,Powinien być zmarznięty, a tymczasem jego skóra jest tak gorąca…”- myślała, gdy mężczyzna niespodziewanie chwycił jej pieszczącą go rękę.

Wplutł swoje palce między jej i dalej zamknięte patrzałki trzymając tak ujętą dłoń pocałował.

- Dzień dobry Usagi- szepnął otwierając już oczy Diamond.

Czar jego spojrzeniem rzucony dotknął Usagi, ale ta nagle sobie coś przypomniała, z hipnotycznej fazy się uwolniła i czoło brzydko zmarszczyła.

- Czemu się koło mnie spać nie położyłeś?- pytała ciężkim wzrokiem go obarczając.

Jasnowłosy jej dłoń puścił, ręce pod głowę założył i brwi w oszukańczym zaskoczeniu uniósł.

- Może dlatego, że od paru miesięcy ze mną sypiać nie chciałaś- odparł poważnie, ale bez żadnej pretensji i z lekką nutką ironii w głosie- Mam na myśli sypiać w jednym łóżku oczywiście, bo o tym innym sypianiu już dawno zapomniałem...

Usagi z nabranego gwałtownie powietrza się aż wyprostowała i tak wyprostowana z rękami wspartymi na biodrach sofę obeszła i przed Diamondem od tej właściwej strony stanęła.

- Źle wczoraj było?- drążyła sarkastyczny wyraz twarzy przybierając blondynka.

- Hmm, pomyślmy…-  odparł mężczyzna ręce do tyłu w geście przeciągania prostując.

Jednocześnie oczy ku górze uniósł i głowę lekko przechylił, wargi przy tym lekko wybrzuszając.

- Może być…-  skitował po udawanym namyśle szelmowsko się uśmiechając.

- Ty paskudo!- krzyknęła w zawrotnym tempie okładająca go rękami małżonka.

Diamond najpierw przyjmował ciosy wielce rozbawiony, a kiedy chyba stwierdził, że dość już tego dobrego nadgarstki Usagi chwycił  jakikolwiek ruch jej rąk uniemożliwiając. Usagi naraz się uspokoiła prosto w jego niespodziewanie spoważniałą twarz patrząc.

- Usa… Musimy poważnie porozmawiać...

- Yhy…- powiedziała jak omamiona powoli coraz bliżej się przysuwając- Musimy...

I wpiła się w jego usta, a on bierny pozostać nie potrafił. Kiedy tylko zwolnił uścisk Usagi ręce uwolniła na szyję mu je zarzucając. Ten z kolei pocałunek pogłębił i już miał ją dłońmi do siebie przygarnąć, kiedy ich niewyjaśnione wciąż relacje sobie uświadomił. Skrajnie niechętnie się więc odsunął, ciężko powietrze łapiąc.

- Zabijesz mnie czymś takim Usagi- powiedział podnosząc ciało mężczyzna.

Dziewczyna patrzyła na niego milcząco zszokowane odtrąceniem oczy smutkiem wypełniając.

- Nie myśl, że Cię nie pragnę Usagi- powiedział podbródek jasnowłosej ujmując- Po prostu pewne rzeczy trzeba najpierw sobie wyjaśnić...

- To wyjaśniajmy…- skomentowała potulnie blondynka.

Diamond uśmiechnął się lekko w czoło żonę całując.

- Wieczorem- rzucił wstając mężczyzna- Mamy dzisiaj dużo pracy i wypada się szybko zebrać.

Usagi wargi w niezadowoleniu wydęła, ale troski u niej już widać nie było.

- To jak dzisiejszy dzień będzie wyglądał?- dociekała również postanawiając się ruszyć dziewczyna.

- Kiedy przyjedziemy pójdę do Rubeusa. Musimy się z naszym biurem projektów skontaktować i pewne rzeczy ustalić. Ty w tym czasie będziesz przyuczana przez Yvonne co do tego jak pozycja firmy się ma w Europie i jak się ma po tych wszystkich inwestycjach mieć będzie. W południe powinna przyjść Ann z planem budynku Welsa...

Imię ,,Ann" wystarczyło, żeby Usagi przestała słuchać.


Translate