niedziela, 17 sierpnia 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XXIII


Tora siedział w tyle jadącej do głównego budynku Igarashi Group limuzynie. Jedną stopę wsparł na skórzanym fotelu, nogę tym sposobem zgiętą utrzymując. Prawe ramię swobodnie wskroś niej zwisało. Lewa zaś ręka na drugiej nonszalancko była ułożona. Miejsca naprzeciw zajmowało trzech mężczyzn: szatyn, brunet i szatyn. Tym środkowym brunetem był Kanade Maki- prawa ręki i przyjaciel Tory, całkowicie mu pod każdym względem oddany. Z normalnie ciągle mu towarzyszącym uśmiechem Maki patrzył teraz na Torę powód jego zamyślenia gruntownie analizując. Chociaż bez żadnych wyjaśnień ten powód znał to pojąć go kompletnie nie potrafił i takie uparte dążenie do zrozumienia w jego spojrzeniu było widoczne. Chyba jednak ostatecznie stwierdzając, że nie zrozumie brunet się ku jasnowłosemu zwrócił.

- Czemu Cię ta dziewczyna tak bardzo zaprząta, Tora?- pytał uśmiechu z twarzy nie odklejając Kanade.

Blondyn zaś kąciki ust w niewiadomego pochodzenia zadowoleniu uniósł.

- Po prostu uważam, że ona…- mówił przerwę na chwilę robiąc jasnowłosy- Może być wyjątkowo interesująca...

Brunet oczy ze zdziwienia poszerzył uśmiech automatycznie nieco prostując.

- To pierwszy raz, kiedy jakaś kobieta Cię tak ciekawi, Tora- zauważył niekryjący swojego zaskoczenia mężczyzna.

- Taaa…- odparł popadający w zamyślenie blondyn- Dlatego...

- Nie ma sensu- uprzedził grzecznie jego słowa Kanade- Prawdopodobnie nie ma jej już nawet w Londynie.  Poza tym pozwolę sobie przypomnieć, ze jutro przylatuje Chiyo i zbytnie uganianie za kobietami nie jest wobec tego wskazane.

Tora nabrał więcej powietrza i głośno je zaraz wypuścił, głowę przy tym ku dołowi schylając.

- Wiem, nie przypominaj mi…- skomentował twarz po chwili unosząc jasnowłosy- A co u ojca?

I tak trochę sfrustrowany Tora zmienił temat akurat, gdy jego limuzyna mijała doskonale znaną w mieście restaurację. Jeśliby chociaż na chwilę wzrok odwrócił to mógłby zobaczyć właśnie wchodzącą do środka blondynkę, ale ani on, ani Maki tego nie zrobili. Tymczasem rzeczona blondynka w progu restauracji ze swoim mężem stanęła.

- Czemu tutaj?- pytała kiedy ktoś z obsługi im drzwi do wnętrza budynku otwierał- Widziałam wczoraj fajną, japońską knajpkę...

- Tylko mi nie mów Usagi…- zaczął małżonkę przodem puszczając Diamond- Że przy pierwszym europejskim wyjeździe chcesz się w azjatyckiej kuchni stołować.

Widząc niezbyt wyraźną na słowa krytyki minę Usagi Diamond szybko dalszy komentarz dodać postanowił.

- Tu masz typowo brytyjską restaurację. Co więcej, jest wykwitnie, miło i przytulnie...

Usagi przystanęła rozległą salę z dwoma rzędami oddzielonych wąskim przejściem stolików wzrokiem omiatając. Złote wzory utkane na powierzchni całkowicie pokrywających podłogi dywanów doskonale komponowały się z widocznymi gdzieniegdzie dekorami. Ściany dodatkowo ozdabiały wiszące jeden za drugim na różnej wysokości w czarnych lub złotych ramach obrazy. Mroczne raczej malowidła  równoważyły ustawione przy specjalnych balkonikach posągi oraz rozlokowane tu i ówdzie popiersia. Równie bordowe jak dywany obicia krzeseł w hebanowej konstrukcji do ogólnego wystroju wnętrza idealnie wprost pasowały.

- Podoba mi się- szepnęła Diamondowi na ucho, kiedy kelner ich ku stoliku prowadził- Elegancko i oryginalnie… Poza tym, czuję zapach historii Di...

- Jedyne co Twój nos może tu wyczuć to moje perfumy Kochanie…- psotnie zauważył na wskazanym miejscu siadając białowłosy.

Dziewczyna otworzyła buzie do odwetu się chyba szykując, ale w tym momencie kelner rozłożył przed nimi menu swoje usługi uprzejmie oferując. Usagi od razu zamówiła jedno z długiej listy win nad jedzeniem jeszcze się zastanawiając.

- Co myślisz o Ignacio Welsie Usagi? – pytał zamykając swoją kartę mężczyzna.

- Ekstremalnie napompowany staruch z przerośniętym ego, dużą władzą i wiecznie skrzywionym wyrazem twarzy- powiedziała nieszczędząca szczerości blondynka- Ale mimo wszystko w zasadzie mi nie przeszkadza. Co innego jego bratanica...

Zaskoczony opinią żony Diamond zmarszczył w zdziwieniu czoło.

- Co z nią nie tak?- drążył jasnowłosy.

Słysząc jego pytanie Usagi oczyma aż przewróciła.

- Proooszę Cię… Fałszywe babsko, które całe spotkanie myślało jak mnie zabić, a Ciebie rozebrać.

Chociaż Diamonda rozbawiły rzucone przez żonę słowa to w ogóle się z nimi nie zgadzał. O ile jednak ponadprzeciętnego sprytu i wysokiej zdolności dedukcji nie szło mu normalnie odmówić to teraz został przez Ann zmylony. Dziewczyna skutecznie mydliła oczy wszystkim dookoła osobę delikatną, cnotliwą i nieśmiałą udając. Nawet wuj czy kuzyn ją za taką brali, ale Usagi jakimś sposobem Ann od razu przejrzała. Może chodziło o to, że wychwycić jej prawdziwą naturę mogła tylko kobieta. A może trochę w tym było tego, że Ann się nieuważnie przed Usagi na chwilę odkryła i ta ją już bacznie obserwować zaczęła. Bądź co bądź Diamond się bardzo mylił odnośnie Ann Reiter. Ba, prawie wszyscy się odnośnie Ann Reiter bardzo mylili. Ta zaś własnym sprytem zachłyśnięta na werandzie swojego domu siedziała. Coś jej jednak nie pasowało, bo dolną wargę miała zębami przygryzioną.

,,Żona…”- myślała- ,,Do głowy mi nie przyszło, że mój idealny kandydat na męża jest już żonaty… Może to dość silne postanowienie, jak na to, że znam go od wczoraj, ale nie zrezygnuję. Wreszcie się taki co ma wszystko, czego oczekuje trafił. Poza tym szybko ojca dla dziecka potrzebuję…W innym wypadku się mój niewinny image posypie, a oświadczyn Geralda nie zamierzam przyjmować. Prędzej swoją reputację zrujnuję, niż wyjdę za takiego chorowitego cielaka”.

środa, 13 sierpnia 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XXII


Kiedy drzwi windy otworzyły się najpierw wyszła zza nich Usagi. Prąc pewnie do przodu blondynka obok biurka  Yvonne przystanęła. Następnie zrobiła zgrabny półobrót ciało skosem w stronę dziewczyny i męża zwracając. Wolną wcześniej ręką torebkę chwyciła, obiema dłońmi ją teraz przed sobą trzymając.

- Wszyscy już są?- pytał szatynkę stojący krok dalej Diamond.

Yvonne, która właśnie papiery do teczki zbierała zaczęła robić to nieuważnie nad osobą Usagi się zastanawiając. Jej oczy nerwowo biegały między  porządkowanymi dokumentami, piękną kobietą z wczoraj, a nadzwyczajnie przystojnym szefem jej szefa. Nie mogła się przez to na skrajnie prostej odpowiedzi skupić i stąd parę sekund utrwało nim dziewczyna rzuciła ,,tak” nerwowo podbródkiem kiwając.

- Można zaczynać- dodała jeszcze swoje poruszenie tuszować próbując.

Słysząc to Diamond zrobił krok w przód dłoń na plecach Usagi chwilowo kładąc. Zauważając kątem oka gest jasnowłosego dziewczyna, która akurat błędy segregacyjne sobie uświadomiła puściła niechcący parę oddzielonych już placami papierów. Czując na skórze dłoni ślizg wymykających się dokumentów szatynka oprzytomniała, głową dla dodatkowego otrzeźwienia jeszcze potrząsając.

,,Do licha…”- myślała ku podłodze ciało schylając kobieta- ,,A ja ją wczoraj prawie szarpać zaczęłam…"

Kiedy Yvonne wolniej, niż szybciej zbierała rozrzucone po panelach papiery Diamond otwierał prawie Usagi drzwi pomieszczenia na prawo od gabinetu dyrektora. Pomieszczeniem tym była niewielkich rozmiarów sala konferencyjna z owalnym stołem i pięcioma osobami dookoła, które swoje oczy teraz jednocześnie ku Usagi zwróciły. Każdy patrzył jednak inaczej: Rubeus figlarnie, Fiore zdziwienie, pierwszy raz przez Usagi widziany mężczyzna niezrozumiale, obcy jej również dziadek z wyglądem Mikołaja po ciemnej stronie mocy pytająco, a płomiennoruda kobieta u jego boku ogniście wściekle. Chociaż spojrzenia Ann i Usagi się tylko na chwilę spotkały i chociaż całą resztę czasu w tej sali spędzoną Ann była jak do rany przyłóż to Usagi swoim oczom i pierwszemu wrażeniu ostatecznie ufała. Miała co prawda przez moment pewne wątpliwości widząc jej na tyle nieśmiałą, by siedzieć cicho  i na tyle życzliwą, by słowa każdego uśmiechem kwitować twarzyczkę, ale koniec końców wariant zwidów szybko odrzuciła. Mimo bowiem, że ich ówczesny kontakt wzrokowy trwał ledwie chwilę, ponieważ uwagę Usagi prędko odwrócił szepczący jej coś na ucho przez ramię Diamond to później blondynka jednoznacznie dwulicowość płomiennowłosej stwierdziła. Teraz jednak szła wzdłuż linii krzeseł do wolnego przy końcu stołu siedzenia. Stając już gdzie jej Diamond wcześniej polecił dziewczyna stanowczym wzrokiem salę omiotła. Jej pewna postawa w ogóle lekkiej niezręczności, jaką z powodu braku dodatkowego miejsca odczuła nie pokazała.

- To jest moja żona, Usagi- zaczął będący już obok niej Diamond- Usagi, poznaj Ann- kuzynkę Fiore, która zechciała nam swoją pomocą przy rozbudowie firmy służyć...

Ann oczy zmrużyła serdeczny  uśmiech na twarz przywołując. Jeśli jakaś nienawiść w niej była, a wedle Usagi zdecydowanie, to jej śladu póki co widać nie było.

- Sōtarō Kanō- kontynuował proces poznawczy jasnowłosy- czyli zastępca, alias odciążenie naszego dyrektora. Następnie zapewne Pan Ignacio Wels- znana w środowisku londyńskim postać i właściciel budynku obok...

Prezentując tego drugiego Diamond przerwał swój wywód podając mężczyźnie rękę.

- Fiore znasz- kontynuował niebawem prostując ze skłonu plecy białowłosy- Rubeusa aż nazbyt dobrze...

Ten ostatni zaś się szelmowsko uśmiechnął dłoń dziewczyny do pocałunku ujmując.

- Usagi…- szepnął porozumiewawczo patrząc w jej oczy mężczyzna.

- Rubeus…- odparła równie znacząco blondynka.

Po tym Usagi się ku reszcie sali zwróciła głowę w przywitaniu grzecznie skłaniając.

- Dzień dobry wszystkim- powiedziała właściwym dla zaistniałej sytuacji głosem dziewczyna- Przepraszam za niezapowiedzianą wizytę, ale dopiero co  zdecydowałam się Londyn odwiedzić, by móc męża na każdym kroku w tak nowej rzeczywistości wspierać. Mam jednocześnie  nadzieję, że nasza, tzn. moja, mojego męża i Wasza współpraca tu, teraz i zawsze będzie przebiegać owocnie.

Usagi zdanie skończyła uśmiechem, a Diamond jej wolne krzesło odsunął. Sam zaś stanął tuż za nią przedramiona na oparciu fotela wspierając.

- Zacznijmy więc…- powiedział klaśnięciem dłoni sygnał początku rozmowy dając.

I zaczęli, a spotkanie, choć nie najkrótsze, szybko Usagi minęło, bo sprawy biznesu zawsze ją głęboko wciągały. Również teraz wszystkie szczegóły wyłapywała i własne spostrzeżenia zgłaszała uwagę zebranych bardziej na sobie niż omawianej sprawie skupiając. Raz za czas przy tym ku Ann niepozornie zerkała, ale wrogiego spojrzenia nie dane jej było znowu zobaczyć. Spokojna, nieśmiała i grzeczna- takie wrażenie swoim anielskim wyrazem twarzy Ann Reiter bowiem sprawiała i taki tez wyraz twarzy Ann Reiter miała, gdy po spotkaniu, a przed swoim wyjściem do Usagi podeszła.

- Witamy w Londynie Usagi-chan- zagaiła obrzydliwie słodkim głosikiem dziewczyna- I życzymy miłego pobytu...

Wbrew prezentowanej na prawo i lewo grzeczności właśnie tyłek do Usagi wypięła jej chęć odpowiedzi kompletnie ignorując. Kiedy ta druga buzię w próbie odzewu otwarła Ann obróciła się najzwyczajniej sobie gdzie indziej, a konkretnie obok rozmawiającego z jej wujem Diamonda idąc.

,,Nie lubię Cię Ann…”- myślała wiodąca za nią oczyma blondynka- ,, Oj bardzo nie lubię…"

I tak kiedy Usagi dłonie w pięści z wkurzenia ściskała Ann pożegnalne pocałunki od Diamonda i wuja zbierała. Po jeszcze kilku mdłych dla Usagi uśmieszkach dziewczyna w końcu pomieszczenie, piętro i budynek samotnie opuściła. Na parkingu wsiadła do wyczekującego jej pojawienia auta i tam tylne siedzenie zajmując ręce pod głowę przy głośnym wydechu złożyła.

- Coś nie tak poszło Panienko? –pytał wyjeżdżający na drogę szofer.

- Taaa…- niemrawo odparła w dach samochodu patrząc dziewczyna- Ma żonę. Sucza jest piękna, mądra i pewna siebie...

Szofer uśmiechnął się lekko na Ann przez lusterko samochodowe zerkając.

- Czy to zmienia Twoje plany Panienko?

Dziewczyna kąciki ust również uniosła ręce na boki, by móc się przeciągnąć rozkładając.

- Absolutnie nie…

sobota, 9 sierpnia 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XXI


Diamond nieprzytomnie wpatrywał się w panoramę miasta swoje przedramiona na górnej powierzchni barierki wspierając. Dłoń lewej ręki poza obręb poręczy swobodnie zwisała, podczas gdy prawa trzymaniem odpalonego papierosa była zajęta. Białowłosy akurat zbliżył szluga do swoich ust, kiedy w drzwiach tarasu pojawiła się długowłosa blondynka. Miała na sobie jedynie dzisiejszą koszulę Diamonda, którą zresztą moczyły jej nasiąknięte wodą pukle. Rozłożyła skrzyżowane pod biustem ręce, jedną do framugi drzwi przywierając. Stała tak chwilę śledząc jego pięknie zarysowane na gołych plecach mięśnie. Gdy wreszcie zdecydowała się wyjść to najpierw bosymi stopami ruszyła ku wiklinowemu stoliku. Z liczącej tylko jeden mniej niż opakowanie przewiduje paczki papierosów wyciągnęła kolejną sztukę. Wzięła też zapaliczkę w drodze do Diamonda jej używając.

- Przecież nie palisz- powiedział marszcząc czoło białowłosy, kiedy Usagi obok niego stanęła.

- Ty też- odparła do pierwszego zaciągnięcia się przymierzając.

Ledwo mężczyzna skwitował jej uwagę słowem ,,racja” ta niemiłosiernie kaszleć zaczęła. Mimo, że Usagi do śmiechu nie było Diamond powstrzymać się nie mógł. Niemniej papierosa przełożył i prawą ręką dziewczynę ratunkowo poklepał.

- Już dobrze- dodał widząc pewną poprawę jasnowłosy- Nieprzyzwyczajonym szkodzi jeszcze bardziej...

Kiedy Diamond patrzyła na nią radośnie Usagi jego spojrzenie złapała powodując, że ten raptem spoważniał.

- Przepraszam…- rzucił rękę z jej pleców ściągając- Gadam ciągle o tym, że musimy ten związek kończyć, ale przy Tobie jestem taki słaby Usagi...

- Słaby!?- powtórzyła obiekcje już samym uniesieniem ciała wyrażając- Nigdy nie spotkałam kogoś tak silnego jak Ty… Ba, nigdy nie spotkałam kogoś tak silnego jak ja, a przy Tobie się czuję totalnym mięczakiem...

Jasnowłosy zerknął ku żonie kąciki ust lekko unosząc. Niemniej jego uśmiech zszedł szybko, a wzrok do panoramy Londynu wrócił. Milczeli chwilę zanim teraz również wpatrująca się przed siebie blondynka pewien temat ruszyła.

- Kim jest Ann?- rzuciła gdy Diamond akurat papierosa odsuwał.

Mężczyzna uniósł brwi zaskoczony, nie wiedząc co w związku z padłym tutaj imieniem sądzić.

- Skąd o niej wiesz?- drążył nieco zdębiały, zaraz jednak domyślnie pytając- Dzwoniła? Odebrałaś?

- Taa…- przyznała robiąc minę jak na tą typową dla Anglików kiełbasę, którą sobie z ciekawości wczoraj podczas śniadania życzyła.

Diamond zaś skiepował papierosa, ostatni raz się jeszcze zaciągnął i podszedł do stolika w czystej popielniczce go gasząc.

- Powiedziałaś jej coś?- zapytał przez drzwi już przechodząc mężczyzna.

- Gdyby mi tylko dała okazję to bardziej niż chęnie bym powiedziała- odparła zaciśnięte zęby trzymając Usagi.

Stała teraz oparta o barierkę frontem do wyjścia, nieco zmrożona.

,,Co to cholera jasna było?"- myślała będąc aż tak zawieszona, że popiół z papierosa samoczynnie odpadł sporą dziurę w koszuli Diamonda robiąc.

Wówczas dopiero się zreflektowała i szluga w popielniczce gasząc taras opuściła. Gdy weszła do środka Diamond akurat rozmowę skończył. Patrzyła na niego wściekle ani o cm się nie ruszając.

- O to Ci chodziło, kiedy wpadłaś do łazienki?- pytał z trzy metry dalej stojąc jasnowłosy.

Blondynka przytaknęła i dolną wargę, by nie zacząć krzyczeć przygryzła. Z tak niespodziewanie opuszczonym spojrzeniem i skrzyżowanymi rękami stała, kiedy Diamond do niej powoli podszedł. Chwycił jej dłoń i za nią dziewczynę ku fotelu pociągnął, wymuszając tym samym zajęcie wskazanego przez siebie miejsca.

- Ann Reiter jest kuzynką Fiore Sakaty- zaczął stojąc vis-a-vis Usagi z włożonymi do kieszeni dżinsów dłońmi Diamond- Ich matki były siostrami, a więc Fiore to pół-Japończyk. Byłem wczoraj u Ann z Fiore, żeby pewną sprawę obgadać. Ona miała zadzwonić dzisiaj czy da radę się na popołudniowym spotkaniu z Ignacio Welsem pokazać.

- Ignacio Welsem? Co to za człowiek do cholery?- przerwała tracąc już sporo ze swojej wściekłości blondynka- Brzmi strasznie dziadowato...

Białowłosy uśmiechnął się przed Usagi dla odmiany kucając.

- Bo jest dziadem, ale też właścicielem budynku bezpośrednio przylegającego do naszej firmy- tłumaczył ręce o kolana wspierając- Skoro chcemy z tego oddziału główną siedzibę koordynującą zrobić to miejsca nam więcej potrzeba. Można by się przenieść gdzie indziej, ale to położenie jest wprost wymarzone. I teraz sprawa wygląda tak: Wels ma ten budynek i nic z nim nie robi, ale chce go mieć, bo tak i już- jakieś sentymenty rodzinne czy coś w tym stylu i sprzedać go sobie nie życzy. Ten stary zgred jest jednak wujkiem Ann, którą od dziecka uwielbia i robi wszystko o co go ta poprosi.

Usagi zęby już ściskać przestała, a jej spięta wcześniej twarz całkowicie się rozluźniła.

-  Ładna jest?- pytała po chwili spokojnie.

Diamond kosmyk blond włosów za uchu dziewczyny założył.

- Ja bym na nią nie poleciał- odparł podnosząc ciało z przykucku mężczyzna.

Taka odpowiedz Usagi usatysfakcjonowała i uczucie chwilowej ulgi przyniosła.

 - Pójdę się ogarnąć- powiedziała zmierzając już do łazienki.

Będąc w środku przed lustrem z westchnieniem stanęła. Sięgnęła rzuconej byle jak kosmetyczki, żeby potrzebny arsenał wyciągnąć. Na samym wierchu leżał jednak nie krem, nie tusz, nie puder, ale tabletki antykoncepcyjne. Chwyciła je patrząc w nie z wahaniem chwilę, po czym do kosza pod umywalką wrzuciła.

środa, 6 sierpnia 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XX


Diamond rozłączył się, drzwi apartamentu za sobą przymykając. Głowę nieco opuścił i tak z twarzą bardziej ku podłodze niż Usagi zwróconą podszedł do widocznego już od wejścia stolika. Położył na nim kartę, telefon, portfel i więcej powietrza do płuc nabierając ręce w kieszeniach umieścił. Zarazem twarz uniósł, wzrokiem przygotowującego kazanie rodzica wprost ku Usagi patrząc.

- Skąd się tu wzięłaś?- pytał zwyczajowo dla siebie spokojnym tonem mężczyzna.

- Diiii…- zaczęła przeciągle, radośnie wstająca z kanapy jasnowłosa- Co to za powitanie...

Będąc zaraz na stojaka blondynka wspięła się bosymi palcami w górę, Diamonda pocałować próbując. Ten jednak niezmieniającą wyrazu twarz obrócił i na przyjacielskim buziaku się inwencja Usagi skończyła. Niezadowolona z jego odruchu dziewczyna wzrokiem do okna uciekła, tak jak wcześniej siedziała siadając. Siedziała więc trzymając obie dłonie na kolanie nogi drugą nogę krzyżowo przykrywającą. Mimo chwilowej ciszy czuła uparte oczekiwanie Diamonda, które biło od niego niczym żar z pieca.

- Czy to ważne…- powiedziała jego spojrzenia wciąż unikając- Ważne, że teraz jestem tutaj. A skąd się wzięłam… Znasz mnie: trochę kłamstewek, aktorstwa, szczęścia i… życzliwości dobrych ludzi...

Diamond wyciągnął ręce twarz od powiek do dołu nimi zasłaniając. Chwilę później opuszkami palców zamknięte oczy przetarł, ponownie dłonie w kieszeniach lokując.

- Życzliwości dobrych ludzi mówisz? Bożeee, mam wrażenie, że sami zdrajcy mnie otaczają...

Usagi naraz wzrokiem wróciła, Diamondowi uroczy uśmiech przy tym prezentując. Jednocześnie z ulgą zauważyła, że jego oblicze trochę alarmującej zaciętości straciło.

- Tak właśnie mi coś nie pasowało, bo bez większego halo na mój wyjazd ostatecznie pozwoliłaś- mówił ciągle stojący vis-a-vis kanapy jasnowłosy- No, ale wmawiałem sobie, że sytuację wreszcie zrozumiałaś. A sytuacja jest taka: moja żona od lat kocha się w Mamoru Chibie- niezwykle szlachetnym, poczciwym i statecznym przyjacielu z dzieciństwa, który pasuje do niej jak zdechła krowa do złoconej karety. Ja jednak, wiedziony ogromną miłością dla mojej żony, postanawiam ją swoim uczuciem otoczyć, żeby o Mamoru Chibie na dobre zapomniała. W szczycie swojej głupoty myślę nawet, że ona go tak prawdziwie nie kocha, a jedynie się jej to zdaje. No i robię wszystko co w mojej mocy, traktuję ją jak królową i oko na jej wysoki przymykam. Tymczasem moja pobłażliwość stwarza możliwość romansu. Gdy wreszcie uświadamiam sobie jakim idiotą byłem myśląc, że go nie kocha i uda mi się jej to naświetlić, chcę odejść. Chcę odejść zostawiając mojej żonie dom, stanowisko, pieniądze… I nagle, kiedy wyjeżdżam myśląc, że się co do naszych relacji zrozumieliśmy zastaję ją niespodziewanie w moim londyńskim apartamencie z walizką i ,,jakby nigdy nic” na twarzy...

Diamond podszedł bliżej przedramię na górnej powierzchni oparcia sofy wspierając, by móc się nad Usagi dostatecznie nisko pochylić.

- Co Ty kombinujesz?- zapytał prosto w jej twarz patrząc białowłosy.

Usagi siły jego wzroku nie wytrzymała, swój znowu gdzieindziej przenosząc.

- Nic Di- odpowiedziała szczerze blondynka- Teraz już nic. Nakombinować to się musiałam, żeby tu być, a jak już tu jestem to chcę tylko mieć Cię przy sobie, i prywatnie i zawodowo...

Dziewczyna odważnie wróciła ku niemu spojrzeniem swoich błękitów.

- Przyjechałam tu dla Ciebie…- kontynuowała czule zaraz jednak wojowniczości swojemu głosu dodając- I wiedz, że łatwo się mnie nie pozbędziesz...

Diamond wiedział, ale w głowie i sercu aż mu od tego wszystkiego huczało.

- Idę wziąć prysznic- rzucił chyba bardziej chcąc spokojnie pomyśleć niż się umyć mężczyzna- Popołudniu będzie ważne, firmowe spotkanie...

Jasnowłosy wyszedł więc do łazienki, a Usagi dalej w tym samym miejscu siedziała. Westchnęła jeszcze ręce pod biustem krzyżując i tak ją zastał dźwięk dzwoniącej na stoliku komórki. Trochę utrwało nim zamyślona swoimi sprawami dziewczyna znajomy sygnał do świadomości przyjęła. Początkowo nieprzytomnie popatrzyła na wibrujący przed nią telefon, aby po chwili z wolna i od niechcenia wstać, prawą dłonią komórkę chwytając. Kiedy zobaczyła wyświetlający kontakt ekran czoło brzydko zmarszczyła.

- Co za Ann do cholery- mruknęła głośno zielony przycisk wciskając.

Na jej oschłe ,,słucham” osoba po drugiej stronie zamarła.

- Przepraszam, chyba źle nr zapisałam, Do widzenia- powiedziała w końcu nieśmiało jakaś kobieta, bez czekania się rozłączając.

Oczy Usagi jakby urosły, a wolna ręka opadła wzdłuż ciała jej dłoń w pięść zaciskając. Głębokim wdechem wyprostowana między stolikiem, a kanapą dziewczyna chwilę jeszcze tak stała. W końcu komórkę za siebie rzuciła i z krzykiem ,,Diamond!” do łazienki pobiegła.

- Diamond!- powtórzyła wściekle drzwi otwierając.

Była tak podirytowana, że niewiele myśląc do kabiny ruszyła, by natychmiast usprawiedliwienie od męża uzyskać.

- Wytłum…- zaczęła na widok białowłosego przerywając.

Usagi szeroko otwarła oczy o złości jak na komendę zapominając. Fala czego innego ją teraz zalała. Bez zastanowienia krok w przód zrobiła i ręce wokół szyi Diamonda zaplotła, gwałtownie się w jego usta wpijając. Woda spływała po jej ubraniu i włosach doszczętnie je mocząc, ale ona uwagi na to nie zwracała. Zdezorientowany najpierw samą obecnością żony, a teraz tym wtargnięciem Diamond nie był w stanie ocenić kwestii konstruktywnie. Czując jej bliskość już się kompletnie zatracił i nie umiał Usagi odepchnąć. Zamiast tego ułożył ręce na jej udach pod sukienką i zaczął całować ją jeszcze bardziej zachłanniej niż ona jego.



                                                                                                                           

Nie ma wanny, ale jest prysznic :P

niedziela, 3 sierpnia 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XIX


Sekretarka patrzyła przemiennie to na Rubeusa, to na Usagi jakby stopień relacji tych dwojga wnikliwie analizując. Do takich czy innych wniosków doszedłszy, drzwi ostatecznie za sobą zamknęła. Będąca zaś wewnątrz gabinetu Usagi wzroku z Rubeusa ani o mm nie opuszczała. Nagle krokiem idącej po wybiegu modelki do biurka mężczyzny podeszła. Ten z kolei wstał i, uniesione od czasu jej wejścia brwi tak wysoko ciągle trzymając, zbliżył się w sposób przywitalnego całusa oczekujący.

- Kopę lat, Usa-chan- powiedział buziaka od dziewczyny szybko otrzymawszy.

Raptem chwycił jej dłoń i wokół własnej osi jak w tańcu obrócił.

- Nie wiedziałem, że to możliwe, ale z czasem jesteś coraz piękniejsza...

Blondynka przystanęła na niby karcące spojrzenie ognistowłosemu posyłając.

- A Ty się za to nic nie zmieniasz- zauważyła z przekąsem jasnowłosa- Jak byłeś to i jesteś podrywaczem, uwodzicielem i bawidamkiem...

Rubeus wybuchł śmiechem wolny fotel Usagi wskazując. Samemu tymczasem zajął przeznaczone dla niego miejsce, łokcie na blacie biurka wygodnie wspierając. Splecione w powietrzu dłonie dół momentalnie spoważniałej twarzy nieco zasłaniały.

- A teraz mi powiedz Usa-chan, co Ty tu do cholery robisz?

Kobieta ułożyła się całą masą ciała oparcie krzesła obarczając.

- Jak to co?- odparła kąciki ust lekko unosząc- Do męża przyjechałam.

- Do męża mówisz?- powtórzył Rubeus jedną brew tym razem unosząc- Bo wiesz, mąż to się Ciebie chyba raczej nie spodziewa...

Uśmiech Usagi urósł dając Rubeusowi komentarz potwierdzający.

- Pani Kentaro- zaczął jeszcze więcej powagi na twarzy gromadząc- Przegięłaś...

Blondynka przewróciła oczami świeży uśmiech migiem zmywając.

- Ooo proszę Cię… Nie jesteś właściwy do prawienia morałów skoro spałeś z tyloma kobietami, że nie ma osoby, która byłaby w stanie je zliczyć...

- Ale z Mamoru Chibą nie spałem- wtrącił swoją żartobliwość uruchamiając.

I Usagi pewnie skitowałaby to równie dowcipnym tekstem, gdyby nie ożywienie, jakie rzucone imię u niej wywołało.

- Ja też z nim nie spałam!- niemal krzyknęła ciało do stojącej postawy unosząc.

- Słuchaj Usa-chan- mówił znowu statecznie ognistowłosy- Jestem, jaki jestem i robię, co robię, ale żadnej kobiecie nic nie obiecuję, ale jeśli nadszedłby taki dzień, w którym stwierdzam ,,chcę się związać na stałe” to z innych dziewczyn rezygnuję...

Usagi przygryzła dolną wargę ze spuszczoną głową ponownie siadając. Zapadła cisza, w czasie której blondynka nadspodziewanie pokornie z perspektywy Rubeusa się prezentowała.

- Co o mnie mówił?- wystrzeliła nagle już zdecydowanie mniej buntowniczym tonem blondynka.

- Niewiele...- odparł bacznie przyglądający się jej Rubeus- Wyraźnie mu ten temat nie leżał, więc na sprawach firmy się raczej skupialiśmy.

Usagi milczała ewidentnie próbując coś mężczyźnie przekazać.

- Kocham go Rubeusie- powiedziała w końcu odważnie głowę podnosząc- Kocham go całym sercem...

Zdumiony tym płomiennym wyznaniem ognistowłosy na moment zamarł, po chwili dopiero karteczki ze stojaka i długopisu sięgając.

- Masz…- powiedział niebawem wręczając dziewczynie odręcznie zapisany papierek- Ale dzisiaj możesz sobie darować. Został zaproszony poza Londyn do rodzinnego domu Sakaty i pojawi się pewnie dopiero rano...

Trzymająca w dłoni karteczkę Usagi patrzyła na Rubeusa jak na raroga.

- No przecież po to tu przyszłaś…- skomentował jej reakcję głęboko przy tym wzdychając- Nieprawdaż?

Dziewczyna przytaknęła powoli cztery litery z fotela podnosząc.

- Jeszcze jedno Usa-chan- zaczął kolejny raz wesołe ogniki u siebie wzbudzając- Jak coś to ja jestem otwarty na propozycje...

Słysząc wiadomej natury ofertę jasnowłosa wsparła sztywno wyprostowane ręce o blat ulokowanego tuż przed nią, a z drugiej strony patrząc tuż przed nim biurka.

- Wiedz, że jeśli kiedyś wylądowalibyśmy razem na bezludnej wyspie…- mówiła  prosto w jego oczy patrząc blondynka- … to ta wyspa baaardzo długo musiałaby czekać na zaludnienie.

Kończąc przechyliła się tak, by móc malinowymi usteczkami jego policzka sięgnąć.

- Dziękuję Ci- dodała po tym już bardzo ciepłym głosem dziewczyna.

I wyszła Rubeusowi naprawdę za wszystko wdzięczna. Ponieważ trochę tego dnia w sumie zostało to postanowiła jego ciąg dalszy na podziwianie miasta i zwiedzenie sklepów poświecić. Efekt był taki, że przyszła dziesięć razy bardziej zachwycona i dziesięć razy bardziej obciążona, niż te parę godzin wcześniej była. Pozytywny nastrój szczęśliwie utrzymał się do dnia następnego, kiedy to wcześnie rano hotel opuściła. Chciała bowiem koniecznie być w apartamencie Diamonda jeszcze przed nim samym. Opowiedziana na recepcji historia, jak to mąż-głuptas najwyraźniej zapomniał poinformować obsługę, że podczas jego nieobecności żona przyjeżdża (,,A tyle razy mu przypominałam...” ) w połączeniu z delikatnym motywem zastraszającym (,,Proszę sobie jaj nie robić, Pan wie kim jest mój mąż?”) dała Usagi kartę do apartamentu Diamonda. Ten zaś godzinę później szedł już korytarzem właściwego mu piętra tegoż hotelu, kiedy zadzwonił telefon.

- Jakby to powiedzieć Diamond...- mówił przez komórkę Safir- Twoja żona, Usagi… ona, no… Zgubiła się...

Ostatnie słowa Safira padły akurat na moment otwarcia przez białowłosego drzwi apartamentu.

- Nie musisz szukać…- powiedział po chwili milczenia zbierający zęby z podłogi mężczyzna.

I tak duże było zdziwienie Diamonda, gdy zobaczył w swoim  londyńskim apartamencie Usagi, jak duża była złość Tory Igarashiego, gdy niebawem usłyszał, że Bethier Ayakashi się rano z hotelu wymeldowała.

Translate