piątek, 18 lipca 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XV


Minęło już parę dni od przyjazdu Diamonda, w których czasie Usagi żywo starała się naprawić ich wzajemne relacje. Czasu na to nie było zbyt wiele, bo plany rozbudowy firmy mnóstwo dodatkowej pracy wszystkim nakładały. Niemniej ponieważ razem dużo obowiązków zawodowych dźwigali i przynajmniej teoretycznie razem jeszcze mieszkali to wspólnych chwil dało się trochę wysupłać.  Kiedy więc na bok sprawy firmy odkładali, kwestiami osobistymi rozmowy bardziej zajmując, można było zauważyć rodzące nadzieję ich małżeństwu momenty. Diamond wówczas mimowolnie przestawał wszystkie problemy widzieć, od Usagi wzroku oderwać nie mogąc. Zachwycał się  jej urodą jak szła w podkreślającej sylwetkę sukience i  jej wiedzą jak rozmawiała z Fiore i jej stanowczością jak negocjowała ważne dla firmy kwestie. Była sprytna i każdego mężczyznę wokół palca owinąć umiała, tyle że akurat Diamond się nie jej sztuczkami, a prawdziwym ,,ja” mamił. Prawdziwe ,,ja” Usagi mieściło zaś doświadczające najbardziej absurdalnych przypadków dziecko, niewinną i bojącą się wielu rzeczy istotkę oraz silną i napełniającą pożądaniem kobietą. Każda forma osobno potrafiła zawrócić jasnowłosemu w głowie, ale wszystkie razem z niezwykłą naturalnością przejścia od jednej do drugiej tworzyły coś, czemu bardzo trudno się było mężczyźnie oprzeć. Dlatego też mimo ogromnej rozwagi  i przezorności zdarzało się Diamondowi wiele rzeczy na chwilę zapomnieć.  ,,Na chwilę”, bo jakby ktoś u góry pilnował, żeby jednak sobie przypomniał. Zawsze bowiem działo się coś, co nie trzeba i radosna atmosfera delikatnie mówiąc siadała.

,,Może tak ma być?”- myślała leżąc na swoim łóżku Usagi któregoś późnego wieczora.

Dziewczyna się naprawdę od powrotu męża starała, ale dzisiaj zdecydowanie siedzieć cicho nie mogła. Generalnie była przecież jak gumowa piłeczka, która im mocniej uderzysz, tym wyżej podskakuje, a Diamond tego dnia bardzo mocno w nią walnął. Usagi zaś tak się zdenerwowała, że wyleciała z gabinetu niczym radziecka rakieta. Przy wyjściu wpadła na wracającą od Motokiego Makoto, która ku jej ogromnej uldze przyjechała tu samochodem. I tak jakoś nieprawdopodobnie wyszło, że ta była umówiona w centrum handlowym z Minako, gdzie zakupy robiła też Ami. Rei natomiast niewiadomo jak i czym zjawiła się momentalnie po telefonie z prędkością nadświetlną. To niespodziewane spotkanie wyszło Usagi na dobre. Dziewczyny znały ją doskonale, więc nie było potrzeby udawania kogoś kim nie jest. Przy serii żalów, pretensji i wyznań zatrzymała się tylko na chwilę patrząc niepewnie w twarz siedzącej vis-a-vis Ami. Ta jednak widząc jej wahania wyciągnęła trzymaną pod stołem dłoń, by rękę blondwłosej zachęcająco uścisnąć. Usagi odpowiedziała jej wtedy ciepłym uśmiechem, dzięki temu drobnemu gestowi jeszcze o pół tonu z i tak spokojniejszego już głosu schodząc. Ogólnie rzecz ujmując wyciszyła się trochę dostając prawie zgodne co do następnych kroków rady, a więc: porozmawiać, obłaskawić i uwieść. Usagi wcielić te hasła będąc już w domu chciała, ale problem polegał na tym, że Di nihuhu. Raptem wyrosła przed nią mówiąca o niedawnym wyjściu jasnowłosego Sakura. Kobieta słysząc, że mąż jej szukał, wielokrotnie próbując się przy tym dodzwonić czoło ze zdziwienia zmarszczyła. Od razu jednak zaczęła grzebać w przepastnej torebce finalnie telefon znajdując. Widząc, o zgrozo, 10 nieodebranych połączeń, z grobową miną i zjeżonym na głowie włosem powłóczyła do swojego pokoju. Tam rzuciła się na łóżko ciągle w dłoni komórkę trzymając. Koniec końców nacisnęła ,,połącz”, telefon przy uchu składając, co było z bliskiej perspektywy bezcelowe wobec sygnału nieodbieranej rozmowy.

- Może tak ma być?- powiedziała tym razem na głos rozżalona biegiem dziejów blondynka.

Leżała jeszcze chwilę dumając, by zaraz powoli wstać i z komórką iść do zawsze dającej jej ten moment relaksu łazienki. Nie chcąc tym razem uniknąć ewentualnej rozmowy Usagi telefon na brzegu umywalki położyła, samej pod prysznic już wchodząc.

,,Bzdury!”- myślała raptem oczy pod lecącą wodą otwierając- ,,A nawet jeśli nie to mam to gdzieś!”

Szybko zakręciła kran, bez wycierania ręcznikiem i poszukiwania koszulki nocnej szlafrok zakładając. Tak ponętnie się prezentując blondynka wybiegła z łazienki, a potem pokoju niebawem do niego wracając. Miała jednak przy sobie tym razem dużą walizkę podróżną, którą  na środku pokoju zostawiła. Zaczęła biegać od garderoby do łazienki i z powrotem różne rzeczy do torby wrzucając. Kiedy co się dało zapakowała to ledwo zapiętą walizkę pod łóżko wsunęła, z przeciągłym pufnięciem na nie padając.

,,Chcesz jechać do Europy Di?”- myślała oczy nieświadomie zamykając blondynka- ,,Proszę bardzo…”

A telefon w łazience dzwonił.



                                                                                                                   

Wiem, że miałam się ciut dłuższe postarać, a wyszło jak wyszło, ale dzisiaj nie dam już rady ani słowa napisać :) Następny za to już trochę dłuższy obiecuję :)

środa, 16 lipca 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XIV


Diamond siedzi w swoim gabinecie wspartą łokciem o blat biurka ręką brodę podpierając. Chociaż zawieszone na ekranie laptopa spojrzenie wnikliwą analizę przeglądanego dokumentu sugerowało to tak naprawdę całościowo się skupić nad nim nie mógł. Kwestie osobiste jego umysł bowiem dogłębnie zaprzątały. Generalnie stanowił jednak typ człowieka, który bardzo dobrze życie prywatne od zawodowego oddziela i mimo, iż drugą najważniejszą osobą w firmie była jego żona, trzecią brat, a czwartą przyjaciel  to i tak nie pozwalał ewentualnym problemom wzajemnie na siebie rzutować. Umiejętnie zachowany między tymi dwoma strefami balans rozwalił spadły niczym grom z jasnego nieba kierownik działu logistyki. Mamoru Chiba, czyli mężczyzna, którego jego żona latami kochała zdecydowanie wpisywał się w kryteria kwalifikujące wroga nr 1. Delikatnie więc mówiąc obecność  ciemnowłosego szczerze Diamondowi nie leżała, umysł przy tym różnymi wizualizacjami z Usagi w roli głównej zaprzątając. Niemniej osobiste animozje na bok odkładając i tak trzeba było przyznać, iż Mamoru kierownikiem był doprawdy fatalnym. Starając się jednak bardziej dokument niż nieudolność rywala analizować Diamond scrollem zaczął wysłane mu mailem pismo przesuwać. Nie dane było jednak do końca go przejrzeć, bo przed czasem rozległo się pukanie do drzwi. Jasnowłosy zmarszczył brwi dla pewności na godzinę jeszcze zerkając.

- Proszę- rzucił, wzrok wciąż przy ekranie, by móc doczytać akapit zachowując.

Słysząc przyzwolenie do wejścia brunet nacisnął klamkę niebawem wewnątrz gabinetu dyrektora się już znajdując.

- Witaj Diamondzie- powiedział stojąc jeszcze przy drzwiach ciemnowłosy.

Diamond raptem spojrzał znad laptopa brwi wysoko unosząc.

- Mamoru, jesteś wcześniej…- zauważył chwilowo jeszcze do ekranu, aby okno wiadomości zamknąć wracając.

Niebawem ciężar ciała w tył przeniósł, plecy wygodnie na oparciu fotela z rękami ułożonymi po bokach wspierając.

- Tak, ale…- zaczął niezmiennie wejście okupując ciemnowłosy- Chciałem chwilę pogadać zanim będzie Usagi.

Przyjmujący surowy wyraz twarzy Diamond odpowiedział mu zapraszającym do zajęcia miejsca naprzeciwko gestem. Brunet dobrze komunikat zaś odczytawszy zaraz siedział vis-a-vis białowłosego tyle, że nieco bardziej niż ten drugi spięty. Splecione jak do modlitwy dłonie Mamoru ułożył na kolanach plecy sztywno jednocześnie trzymając.

- Obawiam się, że zaszło pewne nieporozumienie odnośnie moich relacji z Usagi, którą są teraz w taki, a nie inny sposób przez pewne osoby rozumiane…- zaczął powoli nie patrząc na twarz Diamonda Mamoru- Chciałem zapewnić, że nic się między nie wydarzyło, a mówiące o jakimś romansie historie to wynikłe z dezinformacji otoczenia plotki...

Diamond naprawdę nie był nastawiony aż tak źle do przychodzącego się wytłumaczyć Mamoru, ale wciskający finezyjny kit świętobliwym głosikiem gość, który deklamując niewinność nie stara się  nawet spojrzeć w oczy swojemu rozmówcy podziałał jak włóczęga na morową zarazę.

- Daj spokój Mamoru- skomentował ucinający wywód ciemnowłosego mężczyzna- Jeśli masz zamiar snuć mi tutaj nudnawą historyjkę o  tym, jak trzymałeś ręce przy sobie, a całe miasto w swoich opowieściach Ci je na piersiach Usagi kładło to sobie daruj...

- Ależ Diamondzie- zaooponował żywo wreszcie podnoszący głowę Mamoru.

Jasnowłosy niespodziewanie wstał, z włożonymi w kieszenie spodni rękoma podchodząc do wciąż siedzącego rywala. Jego surowa już od początku twarz przybrała jeszcze na zaciętości. Mięśnie tak napięte, że aż widoczne, wystające kości policzkowe i przeszywające chłodem spojrzenie zbudowało wrażenie również każące Mamoru się podnieść. Odsunął więc fotel do narzuconej przez Diamonda postawy ciało swoje sprowadzając. Stali teraz bardzo blisko oczy w twarze nawzajem wlepiając: jeden lodowato i oskarżycielsko, a drugi niepewnie i bezradnie.

- Chcesz powiedzieć, że nigdy mojej żony nie…- zaczął jasnowłosy, dla podkreślenia szczególnego rozumienia kolejnego słowa głos zawieszając-… nie dotykałeś?

Mamoru stał zaś jak wryty chęcią rozmowy nagle pałać przestając.

- Odpowiedz Chiba- wycedził przez zęby ze zwiastującym burzę spokojem Diamond.

Ciemnowłosy mimowolnie zrobił krok wstecz. Paniczna iska równocześnie w jego oku błysnęła, a kropelka potu spłynęła po czole przez skroń za idealnie wyprasowanym kołnierzykiem znikając.

- Dotykałem- szepnął szczątkowymi resztkami odwagi w skostniałą twarz mężczyzny patrząc- Ale...

Ale nie zdążył już nic powiedzieć, bo pięść na jego twarzy wylądowała o utratę równowagi dodatkowo przyprawiając. Idealnie się to czasowo zbiegło z otwarciem drzwi i krzykiem wchodzącej za nie Usagi, a krzykiem tym był dźwięk dość prosty: ,,Diiiiiii!"

- Co Ty do cholery wyprawiasz?- pytała rzucając mu pełne dezaprobaty spojrzenie blondynka.

Białowłosy wzruszył ramionami ręce ponownie do kieszeni wkładając.

- Rozmawiam niewerbalnie- odparł, kiedy dziewczyna pomagała zebrać się leżącemu na ziemi Mamoru.

Ten zaś własnymi siłami ostatecznie stojąc, ujął noszący znamiona ciosu policzek. Patrzył przy tym pretensjonalnie na nie spuszczającego go z oczu Diamonda. Po chwili jednak skapitulował obracając się ku zaniepokojonej sytuacją blondynce.

- Myślę Usagi, że nie ma potrzeby Wam głowy moimi pytaniami zawracać- powiedział kierując się w stronę drzwi ciemnowłosy- Nie jest to tak skomplikowane jak wcześniej myślałem i powinienem sobie spokojnie poradzić.

Nie minęła chwila, a już Mamoru w gabinecie Diamonda nie było. Została jednak patrząca na męża jak zieloniutkiego kosmitę Usagi.

- Odbiło Ci Di!?- krzyknęła wcale z miejsca się nie ruszając blondynka- Facet chce o sprawy firmy popytać, a Ty go bić zaczynasz?

Jasnowłosy zaczekał moment po chwili dopiero odpowiadając.

- Zdenerwował mnie- usłyszała zaraz głęboko wzdychająca na to dziewczyna.

sobota, 12 lipca 2014


DAWNO TEMU NA KSIĘŻYCU

Rozdział I


Kiedyś...


Mała dziewczynka z dwoma skrzętnie upiętymi koczkami szła wolno przed siebie rączki na zmiętoszonym po bokach materiale sukienki ściskając. Patrzyła w swoje śnieżnobiałe buciki nasłuchując przy tym dźwięku uginanej jej drobnymi kroczkami trawy. Nie dała rady jednak odróżnić wywołanego własnymi stąpnięciami szelestu od tego sprawionego przez miarowo idącego obok niej chłopca. Niemniej naraz sąsiedni dźwięk ustał sygnalizując dziewczynce, że teraz do przodu bieży już sama. Blondyneczka momentalnie zmarszczyła czoło również stając, by zaraz obrócić się patrząc w twarz niewiele od niej starszego chłopaka. Ten zaś stojąc z włożonymi do kieszeni eleganckich spodni dłońmi ignorował nawołujące spojrzenie dziewczynki. Prezentując szeroko swój firmowy uśmiech książe bacznie śledził rozciągły przed nim krajobraz. Niespodziewanie ruszył się, wzrok niżej spuszczajac i zaraz przy dziewczynce już będąc złapał jej rączkę w bok trochę prowadząc.

- Gdzie idziemy Seiya?- pytała szybko przebierająca nóżkami księżniczka.

- Sforsujemy ten mały murek… O, tam!- odparł wskazując palcem miejsce ciemnowłosy.

Dziewczyna puściła dłoń Seiyi samej gwałtownie przystając.

- Mama mówiła, że nie wolno mi za niego wychodzić...

Chłopiec nie odwracając  się wcale pokazał gdzie ma takie zakazy nonszalancko ramionami wzruszając.

- Mi tam nic nie mówiła- skomentował prawą ręką w tył bez patrzenia sięgając- No chodź Króliczku, nie pójdziemy za murek tylko sobie przy nim siądziemy.

- A czemu nie możemy siąść po tej, a nie drugiej stronie?- pytała zrównując się z nim ponownie dziewczynka.

- Bo druga… jest ciekawsza- wyjaśnił tajemniczo ciemnowłosy.

Serenity patrzyła na niego, jakby czekała, aż ten jej zaraz opowie jakie to dziwy się po tej drugiej stronie nie dzieją. Seiya jednak nic nie mówił niebawem dłonie przed murkiem w przykucku składając. Księżniczka zaś palec do ust przyłożyła, wzrok z twarzy chłopca na jego splecione ręce i vice versa przenosząc.

- No dawaj…- ponaglał ją przewracający oczami Seiya.

Serenity w końcu jedną ręką ramienia chłopca chwytając wsparła nogę o zorganizowany dla niej z tej okazji podnośnik. Mimo ewentualnych zastrzeżeń co do gracji jej akrobatycznego wystąpienia księżniczka finalnie znalazła się w miejscu swojego przeznaczenia, jakim był spowijający główny ogród królewski murek. Chwilę później siedział już obok niej Seiya, szybciej jednak niż się pojawił znikając. Stojąc twardo na ziemi wyciągnął ręce, żeby złapać przygotowującą się do mniej efektownego zejścia dziewczynkę. Ta ułożyła ręce po bokach bioder na murku niepewnie pupę po jego skraju zsuwając.

- Taka marna przeszkoda, a ty się cykasz Króliczku- powiedział sadzający ją wkrótce na ziemi brunet.

- Mądrujesz, bo jesteś wyższy i masz dużo siły- mruknęła opierając na zimnej powierzchni plecy- I powiedz Seiya: co po tej stronie murku jest niby ciekawsze? Bo nic nie widzę...

Chłopiec siadł obok niej chytrze się uśmiechając.

- Nie wiem- odparł raz jeszcze zmarszczoną buźkę przyjaciółki oglądając- Ale musiałem to powiedzieć, żebyś tu zeszła...

Blondyneczka szerzej otwarła oczy, by po chwili się w stronę chłopaka przechylić i na niby piąsteczkami okładać go zacząć.

- Ranisz księcia Kinmoku, o Pani!- powiedział teatralnie rękę ku górze wznosząc.

Serenity raptem przestała uniesioną za to w fochu twarzyczkę gdzie indziej zwracając.

- Kłamczuch z Ciebie książe Kinmoku!- odparła wcale ku niemu nie patrząc dziewczynka.

Chłopiec na to się zaśmiał i wstając parę większych kroków przed siebie zrobił. Mimo dość manifestacyjnego focha blondynka nie mogła się powstrzymać i niby ukradkiem na niego kątem oka łypała. Seiya jednak już wracał z niebieskim kwiatuszkiem w ręku.

- Proszę Króliczku- powiedział wsuwając jej go za ucho.

Urażona ambicja nie wystarczyła, aby księżniczka mogła się dłużej na swojego przyjaciela boczyć.

- Dziękuję…- szepnęła lekko zarumieniona blondynka.

Wpatrzony w nią silnie chłopiec kucnął obok drobną dłoń swoją ujmując.

- Patrz…- rzucił nagle wolną ręką zachód słońca wskazując- Nie jestem kłamczuchem, bo po drugiej stronie murku byś tego nie zobaczyła...

Dziewczynka nic nie powiedziała promiennie się za to do chłopca uśmiechając.

- Niech to będzie nasze sekretne miejsce Króliczku…- rzucił, a księżniczka mocniej jego rękę ścisnęła.

I tak milcząc siedzieli wzajemną obecnością przy obserwacji zjawiska światła zodiakalnego się ciesząc i kompletnie o ewentualnej panice w zamku z powodu ich absencji nie myśląc.

środa, 9 lipca 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XIII


Lada chwila jechali już razem do siedziby firmy Kentaro. Białowłosy zawsze takie uliczki wybierał, że podróż mijała zaskakująco szybko jak na przecież mieszczące trochę tego ludu Tokio. Niemniej krótko czy długo to względny spokój w ich zdawkowej dyskusji panował, ale chyba dzięki temu, że Diamond do tematu Mamoru nie nawiązywał, a świadoma nieodpowiedniości chwili Usagi również ku szczegółowemu wyjaśnieniu póki co niezbyt pałała. Atmosfera nie była jednak przytłaczająco ciężka. Po prostu rozmowa nieszczególnie się im kleiła do momentu, gdy jakoś na temat wyjazdu  nie zeszło.

- Fiore Sakata udzielał kredytów bankom w Europie, zarabiając tym sposobem  miliony…- tłumaczył żonie jasnowłosy- Ale popełnił pewien błąd- błąd, który ludzie robią od dawien dawna i robić go dalej będą… Wiesz o czym mówię Usagi?

- Hmmm… - mruknęła w zastanowieniu przykładająca palec do ust blondynka- Nie wycofał się kiedy powinien?

Przez twarz Diamonda przebiegł dziwnej kategorii, bo jakby wyrażający dumę uśmiech.

- Zgadza się…- odparł niezmiennie na drogę przed sobą patrząc- Nie wycofał się kiedy powinien, a akcje banków w przeciągu jednego dnia spadły nawet do ponad 15 %. Fiore momentalnie zakręcił kurek z pieniędzmi, ale na to by strat nie liczyć już było za późno.

- Głupek- skomentowała przewracająca oczami blondynka- To, co on nie wiedział, że kryzys tam mają?

- Chciwość Usagi…- powiedział skręcający w boczną uliczkę Diamond- Chciwość niszczy...

- Chciwość chciwością, a mózg  mózgiem… Fiore Sakata, pfff… Biznesmen jak z koziej dupy trąbka...

Chłopak roześmiał się nieco stając czarną hondą przed wysokim budynkiem.

- Te wszystkie banki cały czas miały najwyższą jakość kredytową, więc tego się przy swoich decyzjach trzymał- rzucił otwierający już drzwi jasnowłosy.

- I to mu wystarczyło? Świetnie…- zauważyła również opuszczająca samochód blondynka.

Teraz już oboje szli z wolna w kierunku przeszklonego wejścia siedziby Kentaro.

- Powiedz mi lepiej czemu o tym półgłówku przy temacie wyjazdu do Europy tak szczegółowo wspominasz...

- Temu, że…- zaczął po chwili umyślnie w tym miejscu robiący pauzę mężczyzna- Fiore przez to wszystko sobie trochę popłynął i szuka sposobów odbicia się od finansowej zapaści, a że Kentaro bardzo dobrze przędzie...

Usagi niespodziewanie stanęła szyję do tyłu chyląc, by palcami wolnej ręki przeczesać opadające kaskadą na plecy włosy.

- Nawet nie żartuj, że chcesz dokonać emisji akcji i wystawić mu je na sprzedaż…- powiedziała wracając głową do normalnego układu dziewczyna.

Spoglądając w jego udzielające odpowiedzi oczy furiacko ruszyła przed siebie. Niestety wysokie obcasy nie pozwoliły jej rozwinąć adekwatnie wyrażającej dezaprobatę prędkości.

- Zwariowałeś Di!?- krzyknęła idąca w efekcie niewiele przed nim blondynka.

- Za kogo Ty mnie masz Usagi?- usłyszała niebawem głos z tyłu dziewczyna- Czy według Ciebie mógłbym zrobić coś, na czym nie ma pewności pójścia do przodu? Doprawdy Kochanie, myślałem, że znasz mnie lepiej...

Nagle Usagi przystanęła powoli obracając się w męża kierunku. Ten szybko doszedł ku niej i chwytając delikatnie jej ramię zaczął prowadzić przed siebie. Usagi w pierwszym momencie chciała się wyrwać, ale kiedy stwierdziła, że właściwie nie ma po co to szła rzucając tylko wyczekujące szczegółów spojrzenie.

- Damy jakieś drobne udziały Sakacie, a ten w zamian pomoże firmie w Europie. Dzięki jego wsparciu rozwiniemy się, co jeszcze bardziej naszą wartość podbije. Wtedy odkupimy jego akcję za dużo większe pieniądze niż ten je kupił i tym sposobem Fiore będzie usatysfakcjonowany. My zaś zbierzemy takie zyski, że sumę tą można policzyć jako jakiś koszt zmienny.

Mówiąc to wszedł z Usagi do jakby na nich wprost czekającej windy.

- Podjąłeś decyzję beze mnie…- zauważyła zdecydowanie guzik wciskając.

- Nie było to zamierzone…- tłumaczył plecy o przeszkloną powierzchnię wspierając- Interesu dobiliśmy na moim wyjeździe, a wstępna rozmowa miała miejsce dzień wcześniej. Ty wtedy chyba jednak w ogóle rozmawiać nie chciałaś...

Rzucona przez Diamonda uwaga dziewczynę zmroziła,  powodując jednocześnie wręcz widoczne zmieszanie. Szczęśliwie masywne drzwi akurat otworzyły się i białowłosy poczekał aż Usagi wyjdzie, dopiero wtedy ciało prostując. Idąc z trzymanymi w kieszeniach dłońmi mężczyzna stanął nagle przy małżonce obok biurka Berthier, tą drugą przyjacielskim uśmiechem witając.

- Cześć Bertie- powiedział jedną ręką leżących na stoliku papierów sięgając- Coś godnego uwagi o czym powinienem wiedzieć?

Mówiąc to patrzył w zdobiące przednią stronę cyferki. Trzymająca zaś długopis dziewczyna przygryzła dolną wargę niepewnie to na Usagi to na Diamonda zerkając. Ten z kolei nie słysząc odpowiedzi jasnowłosej podniósł wzrok akurat jej badawcze spojrzenie chwytając.

- Coś oprócz tego, że naszym nowym szefem działu logistyki jest Mamoru Chiba…- sprecyzował odkładając dokumenty mężczyzna.

Naraz wyciągnął drugą rękę z kieszeni obie na piersiach krzyżując.

- Oprócz tego to nie, ale…- zaczęła ostrożnie twarz ku blondynce zwracając- Pan Chiba prosił powiadomić go jak tylko przyjdziesz Usagi...

Diamond uniósł brwi w górę oczekującym komentarza wzrokiem ją racząc. Usagi natomiast zalewała akurat fala niezadowolenia z kolejnej rzucanej na jej drodze do małżeńskiego pojednania kłody.

,,Normalnie jakby się zgadali co kiedy mówić”- dumała nieco zirytowana obrotem sprawy blondynka.

Postanowiła jednak ratując swój związek wszystkie niedogodności w perzynę obrócić, a  mogące dostarczyć sporo dwuznaczności słowa przerobić tak, by jak najmniej złego dało się z nich wysupłać.

- Aha. Dzwonił do mnie niedawno- powiedziała bardziej w stronę informującej ją o prośbie Mamoru Berthier- Nie ogarnia jeszcze pewnych spraw  i chciał się co nieco popytać.

Raptem zwróciła twarz ku lustrującemu ją dokładnie mężczyźnie, prawą rękę z otwartą dłonią na wysokość klatki piersiowej unosząc.

- Di, będziesz teraz u siebie?- zapytała całkowicie naturalnie blondynka.

Białowłosy zmarszczył czoło w tym samym  miejscu niezmiennie wciąż stojąc.

- Tak sądzę…-  odparł nieco zbity z tropu mężczyzna.

- Doskonale- skwitowała, wzrok na Berthier ponownie przenosząc- W takim razie powiedz Panu Chibie, żeby za 10 min pojawił się w gabinecie mojego męża. Razem może lepiej mu pewne sprawy powyjaśniamy...

Nie czekając na reakcję pozostałej dwójki Usagi wzięła torebkę i jeszcze na chwilę poszła do swojego pokoju.

niedziela, 6 lipca 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XII


Diamond wsunął ręce do kieszeni niby wcale nie słuchając prowadzonej przez małżonkę rozmowy. Usagi wiedziała jednak, iż żadna z jej fraz, reakcji czy westchnień nie ujdzie uwadze zawsze czujnego Diamonda. Dlatego starała się ważyć słowa i ton głosu czyniąc tym samym rozmowę zdawkową. Rozłączyć się z jednej strony jak najszybciej chciała, ale z drugiej wiedziała, że oznacza to początek niezbyt silne wyczekiwanej konfrontacji. Ponieważ jednak potyczki nie można było uniknąć, a ona do tchórzy nie należała, zrobiła co najlepszego w tej sytuacji mogła, czyli: po paru zwięzłych odpowiedziach i nieokazywaniu żadnym cieplejszych uczuć z rozmówcą związanych zakończyła tą niezbyt owocną słownie rozmowę. Naciśnięcie zielonej słuchawki oznaczało niestety konieczność spojrzenia ku uparcie świdrującemu nietknięte jeszcze miso mężczyźnie. Usagi otwierała już buzię, by coś tam powiedzieć, ale śledząc jego jakby z trudem trzymające w ryzach wściekłość oblicze nie mogła wykrztusić  ostatecznie ani najkrótszego słowa. Tak więc przy pierwszym podejściu na manifestacyjnym wciągnięciu powietrza się skończyło. Poza skrywaną u jasnowłosego złością  Usagi zauważyła jednak także uparte wyczekiwanie i koniec końców jego zniecierpliwieniem pchnięta zdecydowała się dać głos.

- Di…- zaczęła, odważnie do tematu mimo wcześniejszych wahań przechodząc- Zatrudniłam Mamoru jako naszego kierownika działu logistyki...

Białowłosy zaś stężale siedział wzroku dalej ku żonie nie podnosząc.

- Taa…- odparł po chwili przerywając zapadłą między nimi ciszę mężczyzna- Motoki mi wczoraj powiedział...

,,Motoki?”- myślała marszcząca brwi kobieta- ,,Kiedy on się do cholery widział z Motokim?"

- Przez komórkę…- dodał odgadujący jej myśli jasnowłosy.

W oku Usagi nagle mignęła iskra zrozumienia.

,,To dlatego mu wczoraj po telefonie humor zjechał…”- dumała przeżywająca olśnienie blondynka- ,, Szlag, Motoki… Coś Ty zrobił Pacanie, przecież powiedziałam wyraźnie: osobiście przekażę Panu Kentaro o nowym kierowniku wiadomość. Cóż, widocznie piętro niżej informacja już nie dociera…"

Diamond tymczasem uniósł wzrok na Usagi, złowrogo-zimnym spojrzeniem ją racząc. Sama nim obarczona aż drgnęła, bo co jak co, ale było ono autentycznie przerażające. Białowłosy zwykł patrzyć  tak na nią i tylko na nią (a przynajmniej nie widziała nigdy, by patrzył tak na kogoś innego) i tylko wtedy, gdy był strasznie wściekły. Nie znaczyło to, że nikt inny go nie denerwował- znaczyło to po prostu, że: primo) Usagi denerwuje go w szczególny sposób i secundo) aby być zdenerwowanym nie musiał tracić panowania nad sobą. Co do tego drugiego było bowiem przeciwnie- wściekłość szła u niego w parze ze spokojem, a wybuchał naprawdę rzadko. W zasadzie pierwszy raz przy Usagi tak wybuchł pamiętnego wieczoru po jej spotkaniu z Mamoru.

- Więc…- zaczął już bacznie twarz dziewczyny śledząc jasnowłosy- Jakie to kwalifikacje ma Pan Chiba, ze taką posadę dostał?

O ile wcześniej oglądania osoby żony Diamond raczej unikał to teraz skrajnie intensywnie w jej twarz się wpatrywał. Wyglądał więc jakby szczerość słów po mimice zamierzał oceniać. I tak Usagi nie pozostało nic tylko powiedzieć mu prawdę. W zasadzie od samego początku zamierzała to zrobić tyle, że w bardziej sprzyjających ratującej małżeństwo rozmowie okolicznościach. No, ale cóż...

- Żadnych- odparła cichutko blondynka- Ale są w trudnej sytuacji… Tzn. oni: Mamoru, Chibiusa, Ami i jej matka… Chociaż tej ostatniej liczyć nie trzeba, więc chciałam pomóc… I tyle...

Mimo rzeczywistej szczerości Usagi nieprzekonany chyba do jej wyjaśnień Diamond prawą dłoń ułożył przy rogu stołu w jego bok zaczynając bębnić palcami. Ciągle obserwowana blondynka nadała zaś swojemu spojrzeniu proszący o trochę wiary, iście błagalny wymiar.

- To nie tak Di, że chciałam go mieć blisko siebie… - tłumaczyła dalej dziewczyna- On nic poważnego nie znaczy. Zdaje sobie sprawę, że pewnie i dla Ciebie i reszty wyglądało to wcześniej zgoła inaczej, ale już wiem, że się w swoich odczuciach myliłam...

Diamond jednak patrzył na nią ciągle niewzruszenie. I tak żadnej zmiany w jego twarzy nie widząc blondynka przygryzła dolną wargę delikatnie zajmowane krzesło od stołu wysuwając. Wstała, by zrobić krok w przód i siedzącemu obok mężowi ręce na szyję zarzucić.

- Kocham Cię Di… - szepnęła obserwując jego nieruszoną ani o milimetr twarzyczkę.

Nagle coś w jego zatwardziałym spojrzeniu drgnęło- jakby promyk światła mignął przez kutą wewnątrz grubego muru szczelinę. Kiedy jednak popatrzył na nią promyka światła już widać nie było, ale przynajmniej dewastacyjny wyraz twarzy ustąpił miejsca nieco łagodniejszemu. Siedząc jeszcze Diamond zdjął jedną rękę Usagi ze swojej szyi i zaraz ciało prostując ucałował tą wypielęgnowaną dłoń delikatnie.

- Jeśli chcesz ze mną jechać to postaraj się być gotowa za 20 min…- powiedział niebawem odchodząc.

Usagi westchnęła przeciągle i ponownie siadając chwyciła wypolerowany na połysk widelec. Zamyślona grzebała nim w łososiu jakby miała nie 20 min, a 2 h. Ostatecznie niewiele zjadając zdecydowanym ruchem odsunęła talerz obiema dłońmi i ruszyła po swoje rzeczy schodami na górę.

środa, 2 lipca 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział XI


Usagi siadła przy suto zastawionym stole swojej obszernej jadalni. Palce przesunęła wzdłuż linii rosnących od skroni włosów zatrzymując je na dźwigającym masywny naszyjnik karku. Tak ułożona wydęła wargi wlecząc wzrokiem po rozlokowanych kolejno talerzach.

- Dzisiaj zacznę odddd…- mówiła przeciągle zaraz zdecydowanym ruchem miseczki sięgając- Ciasteczek z natto...

Wobec niespodziewanej mimo wszystko obecności małżonki Diamond stracił zainteresowanie przeglądaną gazetą i nieprzerwanie analizując jej radosne oblicze złożył pachnące jeszcze drukiem pismo w rogu wolnej powierzchni stołu.

- Doprawdy moja droga, ciasteczka na śniadanie...

- Oj tam, oj tam…- rzuciła, wolną ręką dla podkreślenia bagatelizacji sprawy kiwnąwszy- Iku przyzwala, więc nic złego w tym być nie może. Mało tego- robi je specjalnie dla mnie, bo nienawidzę innej formy natto i zjeść je chyba nawet powinnam...

Snując ten wywód Usagi pochłaniała przełożone do siebie na talerzyk ciasteczka.

- A ty? Kawa, gazeta…. – zauważyła ni z tego blondynka- Chleb? Śniadanie w stylu zachodnim… Tzn. myślę, że w zachodnim, bo ostatnio gdzieś taki artykuł o modzie na śniadania w stylu zachodnim czytałam. Więc: chcesz być modny czy się tylko na wyjazd do Europy szykujesz?

Kąciki ust Diamonda podniosły się raptem budując szelmowski uśmiech.

- Przy Tobie muszę być modny, bo inaczej zbytnio bym tutaj odstawał, ale prawda jest taka, że…- przerwał gwałtowne ton na wręcz konspiracyjny zmieniając-… w Europie ryżu nie mają i staram się swój żołądek dostroić pod te warunki środowiskowe...

Usagi momentalnie zdębiała najwyraźniej nie wiedząc czy mówi poważnie czy też zwyczajowo sobie żartuje. Miała biegłą wiedzę w biznesie, ale jeśli chodzi o względy kulturowe to można ją było robić w balona. Europy do tej pory nigdy nie odwiedziła, a jedyną nieazjatycką przystań na jednak nie najuboższej wyjazdowo drodze życia stanowiło wizytowane podczas podróży poślubnej Los Angeles. Diamond wiedział, że jest to miasto wprost dla niej stworzone i dlatego przy wyborze spośród wielu możliwych opcji względy preferencyjne żony przedłożył nad gorąco rekomendowane Barbados czy Dominikanę. Potem jeździli po Azji, bo Usagi chciała zobaczyć Szanghaj, Hong Kong, Singapur, a nim zaczęli myśleć o jakiejś europejskiej wyprawie to ich relacje oziębły aż tak, że żadne już na taką prywatną podróż nie miało ochoty. W każdym razie poza zdawkową znajomością nazw krajów ten kontynent tworzących Usagi nie wiedziała zbyt wiele i dlatego żywo teraz wypowiedź Diamonda badała. Ten zaś widząc na jej czole sygnalizującą intensywne myślenie zmarszczkę nie wytrzymał wybuchając dość głośnym śmiechem.

- Żartowałem Usagi...- dodał ostatecznie rozbawiony.

- Tzn. mają ryż?- pytała jeszcze bardziej śmiesząca ciągłą powagą blondynka.

- Mają, ale jakoś szczególnie namiętnie to go nie jedzą- naprostował dalej promienny jasnowłosy.

- To co oni jedzą? Ciągle ten chleb i… chleb? Jak w Stanach?

Opanowujący już względnie swoje rozbawienie Diamond znowu donośnie się zaśmiał. Zawsze dumał  nad tym, jak ktoś, a konkretnie Usagi może być jednocześnie tak inteligentny i tak głupiutki, tak dojrzały i tak dziecinny, tak słodki i tak wyrachowany. Nie chodziło o to, iż jedną część tych cech miała, a drugą udawała, bo nie- ona po prostu była taka i taka, tyle, że w różnych okolicznościach różne cechy w różnych konfiguracjach się jej uruchamiały. I kiedy uruchamiała się ta ogólnie najbardziej ujmująca strona natury to zwykle trzeźwo myślący Diamond nie raz głowę tracił. Często łapał się na tym, że nawet będąc złym o pewnych sprawach nieświadomie zapomniał. I tak było i teraz- zapomniał do momentu, gdy w jego uszach zadźwięczało wdzięczne pytanie małżonki.

- Albo stricte, co jedzą w kraju do którego jedziemy?

Białowłosy spoważniał zaskoczenie wyrażając uniesieniem brwi o jakieś dwa milimetry.

- A gdzie to razem jedziemy, Kochanie?

- Najpierw do pracy, a potem…- zaczęła po chwili jednak dłonią leżący przed Diamondem półmisek wskazując- Możesz mi nałożyć łososia?

Mężczyzna podniósł owalny talerz w stronę Usagi się z nim nachylając.

- Zwykle wyjeżdżasz do firmy trochę później…- zauważył przysuwający bliżej siebie talerz dziewczyny Diamond.

- Tak, ale Mamoru…- urwała nagle uświadamiając sobie kardynalność powiedzianego właśnie imienia.

W faux pasie utwierdził ją towarzyszący jej słowy głośny szczęk nakładającego rybę widelca. Usagi ukradkiem popatrzyła na wracającego już do zajmowanego miejsca małżonka. Jego wcześniej przyjazna, a od pewnego czasu nawet promienna twarz przybrała teraz silnie zacięty wyraz.

,,Szlag, Usagi… Ty chyba specjalnie w te gówna wdeptujesz…”- dumała bolejąca nad tak głupią wtopą dziewczyna- ,,Co robić, co robić…  Miałam z nim o tym porozmawiać, ale nie teraz… No i co, po tym jak przypadkowo wymknęło mi się wielce zakazane imię to naprędce rzucone wyjaśnienia Di weźmie za pozbawione wartości poznawczej wykręty, a ja muszę…"

Niespodziewanie Usagi zaczął dzwonić położony na krześle obok telefon.

,,Bogu dzięki!  Ktoś się zlitował, ktoś mnie ratuje! Jednak jest jakaś opatrzność… Tylko, żeby tą opatrznością nie był…”- myślała sięgając po leżącą obok komórkę- ,,Aaaaaaaaaaaaaaaaaa, Mamoru!... Co za wyczucie, czy on nie ma kiedy do niepohamowanej,  ciężkiej i szczególnie perfidnej cholery dzwonić? Masakra!... Odebrać? Nie odebrać? Odebrać tutaj? Odebrać odchodząc od stołu? Źle, źle, źle, wszystko źle…"

W końcu Usagi czując rażące spojrzenie Diamonda przycisnęła prostokącik ,,odbierz” na swojej komórce.

- No cześć Mamoru…- powiedziała, w stronę jasnowłosego nawet nie patrząc.

Translate