poniedziałek, 9 czerwca 2014


CIEŃ PRZESZŁOŚCI

Rozdział III


Mężczyzna osłupiał na widok siedzącej za kierownicą blondynki. Chociaż zdawało mu się, że gdzieś ją już kiedyś widział to wrażenie wywołane spojrzeniem oprawionych wachlarzem gęstych rzęs oczu nie pozwoliło rozpatrywać kwestii teraz drugorzędnych. Jego fioletowe tęczówki po prostu zamarły poszerzałe, jakby nie mogąc wyrwać się spod jarzma hipnotyzujących swoją głębią błękitów. Również bacznie patrząca na niego dziewczyna przerwała jednak wreszcie chyba nieco dezorientującą ją już wymianę, wzrokiem gdzie indziej tym razem uciekając. Niemniej uwolniony od magnetycznego spojrzenia Diamond Kentaro wcale nie poszedł w ślady ewidentnie urzekającej go wyglądem blondynki. Zamiast tego zaczął ekspresyjnie przesuwać oczyma po jej silnie kuszącym go ciele, podświadomie dreszcz u niby niewidzącej tej wędrówki kobiety wywołując.

- Będzie Pan tak stał jak słup soli czy co? – rzuciła wreszcie wracając ku niemu wzrokiem dziewczyna.

Mimo, że jej zadziorne ogniki mężczyzny bynajmniej nie spłoszyły to skutecznie natomiast przywołały do wiążącego ich teraz wzajemnie tematu.

- Ma Pani pretensje o mój ton, a sama jest taka niegrzeczna- zauważył marszczący brwi białowłosy- Krzyczę, bo uszkodziła mi Pani samochód… To chyba jasne, prawda?

Nagle odezwał się dźwięk manifestującego niecierpliwość jakiegoś współuczestnika ruchu klaksonu. Usagi przekręciła głowę i zauważając wysiadające z pobliskich samochodów osoby kontrolnie zerknęła przez drugie okno swojej białej hondy. Zaklnąwszy cicho na widok stających przy chodniku przechodniów szybko zwróciła się ku niedoszłej ofierze.

- Dobrze, przepraszam… Czy moglibyśmy załatwić to szybko gdzieś na uboczu?  Bo nie w smak mi tłum gapiów i dziennikarzy...

Kąciki ust Diamonda wykrzywił szelmowski uśmiech.

- A jeśli zaproponuję, żebyśmy zjechali w boczną uliczkę to nie zacznie Pani uciekać desperacko pedał gazu wciskając?- zapytał jedną rękę o górną ramę uchylonych drzwi jej samochodu wspierając.

- Czy ja Panu wyglądam na rajdowca?- rzuciła rozdrażniona jego uwagą dziewczyna.

- Owszem- odparł prostujący z lekkiego skłonu ciało mężczyzna- Tylko, że takiego, co nie umie jeździć...

Usagi przerzuciła wystawioną wcześniej nogę i więcej powietrza do płuc nabierając wściekle drzwi pojazdu zamknęła. Diamond zaś roześmiał się głośno i ponownie założywszy ciemne okulary ruszył do swojego biednego wozu. I tak oboje  na nieruchliwą uliczkę ostatecznie wjechali, a Usagi rzeczywiście nie uciekła mimo miny wyraźnie sygnalizującej, że miała ochotę. Teraz pierwszy raz przy będącym już poza autem mężczyźnie z samochodu wysiadła w pełnej krasie i okazałości się mu prezentując. Kończący jakąś rozmowę telefoniczną białowłosy uniósł wysoko brwi dając dziewczynie wyraz swojego uznania. Ta próbując ukryć obce jej od tak dawna uczucie zawstydzenia postanowiła dla odwrócenia uwagi przystąpić do słownego ataku.

- Nie wolno używać komórki podczas jazdy samochodem- zauważyła składając ręce na piersiach.

- A co, zgłosi mnie Pani?- zapytał cynicznie chowający telefon białowłosy.

- Pfi…- prychnęła przewracająca oczami blondynka.

Tak naprawdę czuła się bardzo niezręcznie wobec stającego zdecydowanie zbyt blisko mężczyzny i najgorsze nie było to, że miała wrażenie jakby rozbierał ją wzrokiem, ale to, że sama też miała go ochotę rozebrać.

,,Spokojnie Usagi”- mówiła do siebie w myślach blondynka- ,,To po prostu kolejny nieokrzesaniec… Tyle, że diabelnie przystojny i pociągający."

- To ile jestem Panu za tą stłuczkę winna?- odezwała się wreszcie niby obojętnym tonem dziewczyna.

- To się okaże…- odparł trzymający ręce w kieszeniach jasnowłosy.

- Jak to się okaże?- pytała jedną ręką już do torebki sięgając.

Diamond poczekał chwilę dopiero po paru sekundach milczenia odpowiedzi udzielając.

- Trzeba najpierw fachowo wycenić szkodę- rzucił, ramionami dla podkreślenia oczywistości wzruszając.

Usagi głęboko westchnęła tracąc wyraźnie nadzieję na sprawne zakończenie jakże niefortunnego zdarzenia i jednoczesne szybkie uwolnienie od tego zalewającego ją wybuchową mieszanką uczuć faceta.

- No to niech da mi Pan swój numer i jak już szkodę fachowo wycenią zadzwonię z pytaniem o stosowna należność- powiedziała wyciągając skórzany notesik blondynka.

Już otwarła długopis szykując się do pisania, gdy jej uszu dobiegło stanowcze ,,nie”.

- Pani da mi swój numer, tak będzie bezpieczniej- kontynuował zawzięcie białowłosy.

Usagi na moment znieruchomiała zaraz jednak skrobiąc ciąg cyfr i niechętnie zapisaną karteczkę mężczyźnie podając.

- Jeśli to zły numer…- zaczął między palcami w górze świstek trzymając- To pamiętam rejestrację...

- To dobry numer- syknęła mocno zirytowana szybkim krokiem nagle przed siebie ruszając.

- Gdzie Pani idzie?- rzucił zaskoczony jej niespodziewanym odejściem jasnowłosy.

- Do pracy- odpowiedziała nie siląc się na obrót Usagi- To niedaleko...

- A samochód?- krzyknął nim zniknęła jeszcze za zakrętem Diamond.

- Później- skwitowała jednym słowem i machnięciem ręki blondynka.

Diamond wesoło się zaśmiał, błyszczącymi oczami patrząc w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była dziewczyna. Ta zaś pospieszenie mijała ciekawie spoglądających na nią ludzi, by jak najszybciej przekroczyć próg oszklonego budynku.

- Jesteś wreszcie…- westchnął Fiore kiedy z impetem otworzyła drzwi wypełnionej znajomymi twarzami sali.

- Przepraszam za spóźnienie, ale pewien groteskowy epizod stanął mi na przeszkodzie…- tłumaczyła zajmując jednocześnie krzesło obok przesuwającej jaskrawą torebkę Minako.

- Oby było mniej takich groteskowych epizodów w Twoim życiu… A teraz skoro już jesteś mogę powiedzieć o propozycji sesji, jaką odnośnie wczorajszego pokazu dziś rano otrzymałem…

piątek, 6 czerwca 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział IX


Nieco osowiały Diamond stał z ulokowanymi w kieszeniach dłońmi przed drzwiami pokoju Usagi. Nagle jego pozornie apatyczną twarz wykrzywił sygnalizujący chwiejność myśli grymas, który pogłębił się gdy ten uniósł na wysokość barku ściśnięta w pięść rękę. Trzymał ją tak jeszcze chwilę, ale, kiedy wreszcie podjął decyzję, żeby zapukać, jego zbliżoną już do powierzchni drzwi dłoń zatrzymał głos idącej ku niemu Sakury.

- Panie Diamondzie, przyszedł Pan Safir i czeka w salonie- powiedziała z zaciekawieniem patrząca na niego dziewczyna.

Jasnowłosy opuścił rękę, przez ramię ku stojącej parę metrów od niego szatynce zerkając. Jej grzecznie złożone ze sobą na podbrzuszu dłonie i zaczesane w dziewczęce kucyki włosy, które swoim układem odsłaniały zarumienioną pod wpływem przelotnego spojrzenia Diamonda twarzyczkę dawały obraz istotki skrajnie niewinnej.

- Dziękuję, już idę- odparł białowłosy wzrokiem do okupowanych drzwi zaraz wracając.

Dziewczyna niechętnie i chyba jedynie poczuciem właściwego zachowania wiedziona obróciła się z wolna drogą, którą przyszła wracając. Dopiero kiedy była przy schodach usłyszała ruszające spod drzwi sypialni Usagi  kroki Diamonda. Ten pojawił się w salonie niebawem z uśmiechem na twarzy rozsiadłego przy stoliku brata witając.

- Lot minął dobrze?- pytał jeszcze raz po przywitalnym uścisku zajmujący fotel ciemnowłosy.

- Doskonale- skomentował siadający przed nim braciszek- Chociaż na samym lotnisku miałem pewne niedogodności...

Safir westchnął, plecy o tylne oparcie fotela komfortowo wspierając.

- Obecność Usagi nazywasz niedogodnością?- pytał dezaprobatę uniesieniem brwi wyrażając.

Kładąc łokcie na rozłożonych kolanach Diamond splótł ze sobą trzymane w powietrzu dłonie.

- Czyżby Cię to zirytowało?- drążył nie uzyskawszy do tej pory odpowiedzi brunet.

- Nie o to chodzi- odparł zatopiony we własnych myślach jasnowłosy- Po prostu była taka urocza, że prawie znowu dałem się nabrać… Ale to chciałeś osiągnąć, prawda? Dlatego powiedziałeś jej kiedy dokładnie wracam...

Na pozbawiony pretensji uśmiech Diamonda Safir odpowiedział równie ciepłym wyrazem twarzy.

- Kiedy mnie pytaniami zasypywała nie, żebym się nie czuł jak dobra dusza, którą właśnie diabeł złapał, ale masz rację- wiem, że bardzo kochasz Usagi i mimo tego co robi naprawdę ją lubię… Dlatego miałem nadzieję coś jeszcze z Waszego małżeństwa wykrzesać, a tego że będzie miła po jej skruszonej postawie byłem pewien… Tylko Usagi to chodząca beczka prochu, która bardzo łatwo wybucha, a po Twojej minie wnioskuję, że znalazłeś trochę ognia...

- Taaa…- mruknął spuszczając wzrok z brata jasnowłosy- Zaproponowałem rozwód… A raczej oświadczyłem, że się rozwodzimy...

Słysząc to Safir wymownie przewrócił oczyma.

- Oszalałeś? Bez niej nigdy nie będziesz szczęśliwy...

Diamond gwałtownie wstał raptem chwytając leżącą na komodzie szklaneczkę.

- Z nią wychodzi na to, że też nie…- skomentował otwierając zakurzoną butelkę jasnowłosy.

Zaraz wzniósł w pytającym geście napełnione whisky naczynko, ale Safir podziękował przechodząc do meritum małżeńskich problemów brata.

- Chiba ma żonę i dziecko, a Usagi zdaje się rozumieć swój błąd… Nie sądzę, by tą farsę ciągnęli...

- Doprawdy?- zironizował ponownie siadający białowłosy.

Tym razem przywarł wygodnie plecami, ręce na skórzanych podłokietnikach swobodnie umieszczając.

- Wytłumacz mi więc…- zaczął niezwykle spokojnie oczy w trzymaną szklaneczkę wlepiając- Czemu to nierozgarnięte ciele zostało naszym nowym kierownikiem działu logistyki?

Diamond nagle przeniósł pełne goryczy spojrzenie na demonstrującą oznaki wielkiego zdziwienia twarz młodszego braciszka.

- Żartujesz, prawda?- drążył pełen szoku ciemnowłosy.

Starszy mężczyzna przeciągle westchnął zaprzeczając temu ruchami głowy.

- Motoki przez telefon mi powiedział…- uszczegółowił Safirowi sprawę Diamond.

Zanim jednak temat zdążył się rozwinąć do salonu weszła pełniąca funkcję gosposi Ikuko.

- Przepraszam, czy podać Panom kolację?- pytała stając między zajmującymi fotele mężczyznami.

Kentaro zwrócił się więc do brata proszącym o własną odpowiedź gestem.

- Dziękuję, ale muszę zaraz iść…- rzucił przymilnie brunet.

Diamond zaś ponownie przechylił głowę w stronę czekającej na jego decyzję gospodyni.

- A moja żona już jadła?- dociekał nieoczekiwanie białowłosy.

- Pana żona powiedziała, ze nie chce jeść, ale guzik mnie to obchodzi… Zaraz idę do niej z naszprycowaną po brzegi tacką...- powiedziała hardo wywołując uśmiech na mocno zbolałej twarzy Diamonda Ikuko.

Ikuko była nie tylko gosposią, ale osobistą opiekunką pozbawionej za dziecka matki Usagi. Dlatego też pozwalała sobie na tak butne zachowanie jeśli chodziło o jej dobro czy zdrowie. Relacja Ikuko i Usagi nie była jednak w żadnej mierze podobna do tej, jaką miała Kazuko z Ami. Ikuko kochała Usagi jak córkę, a Usagi kochała Ikuko jak matkę. Kazuko zaś kochała jedynie i to na swój silnie patologiczny sposób matkę Ami- Saeko. Od Ami wymagała zaś stuprocentowo zgodnego z jej  nienormalnymi regułami życia, a sama Ami się nie stawiała z troski o i szacunku dla owładniętej przez Kauzko do granic choroby matki.

- Usagi, proszę natychmiast otworzyć i wziąć tą kolację!- krzyczała dziesięć minut później przez drzwi gotowa je nawet wywarzyć Ikuko-  Nie wiem co Ci, ale nie zachowuj się jak sfochowany na cały świat dzieciak…

środa, 4 czerwca 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział VIII


Oczy Usagi poszerzały w dźwięk spadającej na ziemię łyżeczki. Jej lękliwe spojrzenie zaskoczyło wspierającego ręce o boczne oparcia fotela Diamonda. Zdziwiony reakcją kobiety białowłosy jakby lekko rozchylił usta widząc powiększające się z charakterystycznym brzdękiem metalu w tle błękity. Małżonkowie odruchowo zerwali ciała ku marmurowej posadzce sięgając świeżo opadłej na nią łyżeczki. Podobnie jak wcześniej spojrzenia, ich dłonie również spotkały się zatracając oboje w tej pozostawiającej wszelkie problemy świata gdzieś z tyłu chwili. Diamond przez moment miał nawet myśli, że może źle robi i rozwód z Usagi jest błędem, ale nie dane mu było dumać o tym dłużej, bo nagle otrzeźwił go dzwoniący mu na stoliku telefon. Wstał odbierając komórkę, a również wracająca do rzeczywistości Usagi uniosła się i w zamyśleniu wygładzając materiał sukienki zajęła najbliższy fotel.

- Tak jak mówiłem Motoki, jutro chcę mieć u siebie wszystkie papiery...

Świdrująca położone na elegancko ugiętych kolanach dłonie blondynka raptem uniosła twarz w górę. Miała przed sobą stojącego bokiem do niej mężczyznę, który mówił nieznoszącym sprzeciwu tonem. Tą jego władczość właśnie zawsze zestawiła z łagodnym usposobieniem niezdolnego zabić muchy Mamoru. Problem polegał na tym, że ciągle życiową subtelność Mamoru gloryfikowała, stanowczość Diamonda traktując jako coś, czego w mężczyźnie nie chce. Tymczasem nagle uświadomiła sobie, że to jest akurat coś, czego w mężczyźnie potrzebuje.

- Jak to się nie odnajduje? Kto to w ogóle?- pytał Motokiego przez telefon jasnowłosy.

Słysząc chyba odpowiedź podwładnego Diamond gwałtownie obrócił się posyłając Usagi takie spojrzenie, że ta aż zaczęła żałować wzniesienia przed chwilą głowy.

- Aha, dzięki. Do jutra…- zakończył zdejmując z dziewczyny wzrok i telefon na wolny fotel rzucając.

Będąc tyłem do Usagi Diamond wsparł dłonie o biodra i nabrał więcej powietrza nieco przechylając w tył głowę. Wracając nią zaraz ciało z kolei skierował ku odważnie mimo znacznych obaw patrzącej na niego dziewczynie.

- Wyjeżdżam do Europy… Zostawię Ci dom i firmę, a raczej tutejszy oddział. Papiery rozwodowe dostaniesz pocztą...

- Co Ty opowiadasz Di…- odparła zrywając się z fotela blondynka.

- Czas wzmocnić naszą pozycję w Europie. Mamy tam zbyt mało placówek i żadnej głównej siedziby. Koordynacja z innego kontynentu nie jest dobra...

- Dlaczego teraz?- pytała zaskoczona takim obrotem spraw dziewczyna.

Mężczyzna opuścił ręce wsuwając je do kieszeni spodni.

- Od dawna o tym myślałem…- powiedział wciąż śledząc ją bacznie wzrokiem białowłosy.

- Ah tak…- zironizowała w odpowiedzi blondynka- A o rozwodzie też już od dawna myślałeś?

Diamond nagle zamilkł nie ruszając swojego ciała ani o milimetr. Usagi z kolei nerwowo przebierała palcami układając je ostatecznie w mocno ściśnięte piąsteczki. Napełniały ją gryzące się ze sobą emocje w uzewnętrznieniu dodatkowo skomplikowane przez taki, a nie inny charakter. Była wściekła na niego, ale jeszcze bardziej była wściekła na siebie, że do takowej sytuacji doprowadziła. Wiedziała jak tym razem przegięła i wiedziała jak Diamond to źle przyjął, niemniej aż tak dramatycznego obrotu spraw nie przewidziała. Do tego wszystkiego wizerunek kobiety, który przez minione lata pieczołowicie pielęgnowała kłócił się z tym, co czuła, że powinna teraz zrobić, a mianowicie paść na kolana i błagać o wybaczenie. I chociaż na kolana nie padła to i tak swoim zachowaniem zaskoczyła Diamonda.

- Proszę Di, nie zostawiaj mnie…- szepnęła wtulając się w jego tors.

Białowłosy na chwilę zdębiał, zaraz jednak wyciągając jedną dłoń, by móc nią przygarnąć ją do siebie. Tak bardzo chciał zrezygnować, ale już tak wiele razy rezygnował i ona zawsze potem kończyła w ramionach Chiby.

- Za późno Kochanie…- powiedział rozluźniając obejmująca dłoń, a drugą delikatnie jej podbródek chwytając.

I  w tym momencie wygrała dumna strona Usagi, która kazała jej się wyrwać i z impetem ruszyć schodami na górę.


sobota, 31 maja 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział VII


Usagi wjeżdżała na parking lotniska myśląc o wydarzeniach poprzednich dni.  Zajmując niebawem najdogodniejsze według niej miejsce zgasiła silnik swojej ciemnej hondy, ale nie wysiadła od razu chwilę jeszcze nieobecnym wzrokiem przed siebie patrząc. Ostatecznie jednak  blondynka przeciągle westchnęła, jakby przejawiając tym koniec odrywającej ją od rzeczywistości zadumy, ale tak naprawdę była to jedynie forma uzewnętrznienia ciągle kołatających się w środku jej głowy myśli. Jedną ręką otworzyła drzwi i drugą, sprawnie pas odpinając, sięgnęła po rzuconą na fotel pasażera torebkę. Miała już wyjść, ale akurat przyświeciło ostre słońce i dziewczyna jeszcze wyciągnęła ze schowka rzucone tam okulary. W końcu tak nimi i rozwianymi włosami przysłonięta ruszyła ku prowadzącym do wejścia budynku lotniska schodkom.

,,Może nie potrzebnie się do tego stopnia przejmuję?”- dumała zwracająca swoim wyglądem uwagę przechodzących obok dziewczyna- ,,Ami mi wybaczyła...Ba, nawet powiedziała, że od zawsze o wszystkim wiedziała…"

Usagi przystanęła na chwilę mając wrażenie, że kątem oka widzi dobrze jej znaną twarz. Kiedy jednak obróciła głowę kobieta została przysłonięta grupką akurat przechodzących tamtędy turystów i  mająca lepsze rzeczy do pomyślunku blondynka ponownie zaczęła trawić swoje rozterki.

,,Eh ta Ami… Zawsze pełna miłości i ciepła nawet dla największego wroga”- wkraczająca już do środka budowli dziewczyna myślała- ,,Tyle, że w takiej sytuacji wrogowi łatwiej wybaczyć niż przyjaciółce, a ona zrobiła to od razu, bez zadawanych pytań czy żądanych wyjaśnień. Jest po prostu niesamowita… A ja? Boże, nawet do tej sprawy podeszłam egoistycznie. Chciałam w pierwszej kolejności zrzucić z siebie gniotący mnie ciężar, a dopiero potem uzyskać przebaczenie i chociaż ją o nie prosiłam to nie przypuszczałam, że da mi je tak łatwo. Zaskoczyła mnie całkowicie paradoksalnie przy tym dołując, bo o dziwo nie czuję się dobrze z jej ,,w porządku Usa”. Gdyby zaczęła jakąś obrazoburcza tyradę to nie byłoby mi z tym tak źle jak jest teraz. Jej przepleciona bezkonfliktowością dobroć sprawiła, że poczułam się skończoną jędzą… A może raczej mi to uświadomiła… W końcu nie byłam dobrą przyjaciółką, żoną, córką… Ba, byłam straszną przyjaciółką, żoną, córką. Muszę to do cholery zmienić… Tylko, żeby Di mi wybaczył…"

Usagi podeszła do wyświetlającej przyloty samolotów tablicy.

,,Di powinien przechodzić właśnie odprawę…”- dumała zaraz ponownie ruszając przygryzająca dolną wargę blondynka- ,, Di nie jest jak Ami i nie da sobie w kaszę dmuchać… Rei miała rację mówiąc, że trzeba się będzie postarać…"

Usagi nagle stanęła w pewnej odległości od bramki widząc okazującego dokument Diamonda.

,,Cały mój świat przysłaniał Mamoru, a ja nigdy nie pomyślałam, żeby go obejść, by móc na ten świat spojrzeć. Tymczasem kiedy to wreszcie zrobiłam zauważyłam, iż Mamoru zacieniał mi coś bardzo ważnego…”- dalej myślała bacznie wzrokiem z oddali śledząc swojego męża- ,,Wiedz jedno Di, choćby nie wiem co to nie zamierzam Cię stracić…"

Usagi tak bardzo rzucała się w oczy, że ledwo zdjęła przeciwsłoneczne okulary białowłosy od strzała zauważył jej obecność. Początkowo zaskoczony tym jednoosobowym komitetem powitalnym mężczyzna szybko jednak zmienił ułożone w zdziwieniu usta na swój szelmowski uśmieszek i z takim wyrazem twarzy podszedł do odważnie patrzącej ku niemu dziewczynie.

- Witaj z powrotem Kochanie- powiedziała ujmując dłońmi Diamonda policzki i śmiało jego wargi całując.

Ten zaś nieco osłupiał i prezentując swoje tym razem jeszcze większe zdziwienie uniósł jedną brew w górę.

- Widzę, że próbujesz podratować zszargany ostatnim weekendem wizerunek- odparł trzymający prawą dłoń w kieszeni mężczyzna.

Stojąca vis-a-vis niego Usagi wyraziła niezadowolenie z komentarza marszcząc swoje zasłonięte trochę włosami czoło.

- Oj Di, nie bądź taki- rzuciła zrównując się z nim, by wsunąć rękę pod jego ramię blondynka.

Tak ułożeniu zaczęli iść wolno przed siebie- on lewą dłonią ciągnął za sobą walizkę, prawą lokując wewnątrz kieszeni spodni, tak, ze ona mogła się o nią wesprzeć drugą ręką trzymając torebkę i zdjęte wcześniej okulary.

- Jak interesy?- zagaiła przymilnie dziewczyna.

- Dobrze- rzucił zdawkowo mężczyzna- Skąd moja droga wiedziałaś o której tu będę?

Usagi w odpowiedzi spojrzała ku niemu niewinnie trzepocząc swoimi długimi rzęsami.

- Biedny Safir…- zrozumiawszy westchnął i teatralnie spuścił na chwilę podbródek- Co mu zrobiłaś?

- Garnek budyniu malinowego… Przy czwartej misce prawie odleciał, ale się nawet nie zająknął. Po piątej zaś śpiewał już jak z nut...

Mający w pamięci alergię Safira na mleko i zdolności Usagi do przypalenia jajek nie wytrzymał głośnym śmiechem otwarcie wybuchając.

- A tak poważnie?- zapytał bardziej myśląc o tym jak dawno Usagi w ten sposób nie żartowała, niż rzeczywiście wyczekując prawdziwej odpowiedzi mężczyzna.

Dalsza rozmowa i dalsza droga minęły im do tego stopnia przyjemnie, że Usagi nie bała się już o to co będzie później. Tymczasem kiedy wrócili do domu siadając przy herbacie w salonie dziewczyna upuściła na podłogę łyżeczkę słysząc powiedziane mega poważanie słowa Diamonda.

środa, 28 maja 2014



ZAZDROŚĆ


Yaten Kō wraz ze swoimi braćmi tworzył trzyosobowy zespół rockowy, którego sława dawno sięgnęła już poza granice Japonii. Miał głęboko zielone oczy osadzone blisko nosa na niemal mlecznej buźce z łagodnie dziecięcymi rysami. Zwinięte w kitkę włosy zakrywały i tak często otoczony idealnie wyprasowanym kołnierzykiem kark. Schludność skromnego wyglądu i wytłoczona na twarzy poczciwość dawały obraz człowieka zawsze zimną krew zachowującego. Po prawdzie jednak Yaten Kō świetnie ilustrował, a wręcz wiernie ucieleśniał twierdzenie, że powierzchowność ludzka bywa złudna. W rzeczywistości można by bowiem z pewnością powiedzieć o nim trzy rzeczy, a mianowicie, iż był: szalenie przystojny, szalenie porywczy i szalenie zazdrosny. Niemniej prawie nikt nie wiedział  jak ten wzbudzający na co dzień zachwyt mężczyzna momentalnie potrafi stać się nieobliczalny, bo chociaż życie gwiazdy dostarczało wiele iskier mogących wzniecić pożar to hamowany przez braci, managera i szczątki rozsądku mężczyzna dawał jakoś radę ukryć buzujące wewnątrz niego emocje. O ile jednak jeszcze przed ludźmi umiał opanować swój wybuchowy charakter to w domu sprawa wyglądała zgoła inaczej. Wracający z szargającego mu nerwy studia Yaten oczekiwał niczym niezmąconej idylli. Uważał, że po całodniowym piekle należy mu się przynajmniej wieczorny raj, ale w jego raju Minako chciał mieć tylko dla siebie. Tymczasem jednak cała agencja szykowała jej pierwszy poważny debiut aktorski, który wymagał sporego nakładu pracy. Yaten wtedy stwierdził, iż dziewczyna mocno go zaniedbuje  na rzecz rozwoju swojej kariery. W ogóle całe to jej aktorstwo kompletnie się mu nie podobało. Zewsząd zaczął widzieć otaczających ją dookoła mężczyzn. I nie miało znaczenia czy to był jej szef, manager, sprzedawca z warzywniaka czy nawet listonosz i nie miało znaczenia czy rozmawiała zawodowo przez telefon z kolegom czy grzecznościowo mówiła ,,dzień dobry” spotkanemu przypadkiem sąsiadowi. Yaten miał wrażenie, że Minako każdemu posyła sekretne uśmiechy i od każdego dostaje miłosne liściki. Innymi słowy, wszyscy byli podejrzani. I to nie tak, że Yaten nagle zaczął strugać zazdrośnika. Yaten zawsze zazdrośnikiem był, ale teraz dopiero zazdrość wkroczyła na niebezpieczne grunty. Odkąd stał się gwiazdą życie zaczęło dostarczać mu dodatkowych stresów, którym ze względów wizerunkowych nie mógł dać zwyczajowego upustu. Kiedy więc przekraczając próg mieszkania napotykał najmniejszy impuls czuł jakby ktoś z granatu wyciągnął zawleczkę. Wystarczyło, że mająca wrócić na 19.00 Minako przyszła rozpromieniona o 19.15.  I Yaten wybuchał. I wybuchał coraz częściej, aż w końcu doszło do rękoczynów. Pewnego dnia przegiął. Dziewczyna leżała cała we krwi brudząc klejący się do niej włochaty dywan. Uwielbiała go i zawsze ganiła Yatena za najmniejszy okruszek, a teraz sama kalała shaggy’ego plamami czerwieni. Obok na parapecie z wspartymi o grzejnik stopami przysiadł sparaliżowany szokiem mężczyzna. W wyciągniętej przed siebie dłoni trzymał zapalony papieros. Spopielona końcówka sama odpadła robiąc mu dziurę w spodniach, ale on nic nie poczuł drżącą ręką dalej szluga ujmując. Nagle ktoś zapukał. Pukał raz, drugi, trzeci, a Yaten nic- jakby nie słyszał.

,,Dziwne, widziałem przecież jak wchodziła do budynku”- myślał po drugiej stronie drzwi zaskoczony brakiem odzewu Kunzite.

Intuicyjnie nacisnął więc klamkę kątem oka zaraz widząc pokazany tym uchyłem fragment wnętrza mieszkania.

,,Otwarte i nikt się nie odzywa?”- dumał zastanawiając się przy tym czy właściwe będzie samowolne wejście, by tylko zostawić Minako scenariusz, którego od niego z samochodu zapomniała.

Najwyraźniej stwierdził, że właściwie, bo raptem szerzej otworzył drzwi, ale to co zobaczył wstrząsnęło nim do głębi. Patrzył to na nią, to na niego, to znowu na nią i w końcu na nich oboje. Widział go nieraz w telewizji czy gazetach, ale był przedstawiany jako nieprzystający, bo zbyt delikatny do świata rocka, aczkolwiek bardzo utalentowany dzieciak. Tymczasem miał przed sobą umazanego krwią Minako potencjalnego mordercę. Sam potencjalny morderca nie reagował przechodząc najpewniej fazę osłupiającego wstrząsu i chociaż  pierwszą myślą Kunzite było samemu ,,zabić” to zignorował ją biegnąc prędko do nieruchomej dziewczyny. Po szybkiej obdukcji wziął ją delikatnie na ręce i  zmierzając zaraz ku wyjściu zwrócił się jeszcze głową w tył.

- Dopilnuję, żebyś słono zapłacił- powiedział mający nadzieję, iż Yaten go słyszał Kunzite.




THE END



niedziela, 25 maja 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział VI


Zostawiająca zaparkowany przy drodze samochód blondynka szła właśnie do drzwi domu Chibów. Stukot jej obcasów niósł się tak głośnym dźwiękiem pośród otoczonego wysokim murem ogrodu, że akurat układająca kwiaty Kazuko zauważyła Usagi przez lekko uchylone okienko, zanim jeszcze ta zdążyła nacisnąć dzwonek. Skutkiem tego ledwo dziewczyna stanęła na świeżo obielonej werandzie drzwi otworzyły się ukazując trącącą angażem w horrorze twarz gospodyni. Usagi doskonale wiedziała, że w tym domu od dawna już straszy, ale mimo to prawie podskoczyła niespodziewanie widząc lokalnego upiora.

- Pana Chiby nie ma- wysyczała jadowicie do tego blokując gościowi wspierająco ułożoną ręką  możliwe przejście.

- Nie szkodzi, ja szukam Ami- odparła lekceważąc jej zagradzającą postawę i mocniejszym pchnięciem drzwi wchodząc do środka.

Przeszła pośpiesznie parę kroków zatrzymując się w połowie salonu i z tego miejsca o sto osiemdziesiąt stopni ciało ku wolno idącej za nią Kazuko obracając. Kazuko nawet dla odważnej Usagi była po prostu przerażająca. Jej zawsze unikające najdrobniejszego uśmiechu usta w połaczeniu z wiecznie surowym spojrzeniem i moralizatorskim wyrazem twarzy dawały obraz kobiety bez serca, która zamiast uczuć ma utkane wedle siebie zasady. I tak każdy, kto znalazł się przy niej był badawczo pod kątem prawdopodobieństwa realizacji tych zasad mentalnie badany, ale nawet jeśli ocena wypadła pozytywnie to nie należało oczekiwać słodkich słówek czy ciepłego uśmiechu. Względną aprobatę Kazuko wyrażał po prostu brak czystej złośliwości z jej strony. Dla osób niegodnych zaś uznania była niemiła, uszczypliwa i nader złośliwa. Jedną z tych niegodnych, która rujnowała wszelkie życiowe wytyczne Kazuko była właśnie Usagi. Nie znosiła jej szczerze i tą swoją niechęć przelała na Saeko Mizuno.

- Doprawdy?- gosposia uniosła brwi o milimetr w autentyczność słów Usagi mocno powątpiewając.

Blondynka pokręciła głową sygnalizując silne niedowierzanie.

- Zawsze mnie zaskakuje Kazuko na jak wiele sobie pozwalasz. Gdybyś się tak zachowała pracując u mnie to po paru sekundach byś wyleciała...

- Na szczęście nie pracuję u Pani…- odparła dbając o to, aby każde ze słów było nasączone jadowitością.

Usagi już otwierała buzię, żeby cos odpowiedzieć, ale przeszkodził jej dobiegający ze schodów głos przyjaciółki.

- Usa, fajnie, że przyszłaś…- rzuciła ciepło krótkowłosa.

- Tak…- przytaknęła nieco zawstydzona jej pogodą ducha blondynka- Chciałam porozmawiać… Na osobności...

Ami zeszła akurat do poziomu Usagi lekko ramieniem przy powitalnym buzi w policzek ją obejmując.

- Oczywiście…- rzuciła radośnie biorąc dziewczynę pod ramię- Usiądźmy w salonie...

Prowadząca przyjaciółkę do kanapy kobieta przechyliła jeszcze głowę za ramię ku niewzruszenie stojącej Kazuko spojrzenie kierując.

- To ja zrobię herbatę- zakomunikowała śmiało spoglądająca w oczy Pani gosposia.

- Dziękuję Kazuko, ale nie ma takiej potrzeby… Sama cos przygotuję, a Ty proszę idź kupić Chibiusie jakieś owoce...

- Ależ Proszę Pani…- zaczęła jakby oburzona bezsensownością pomysłu kobieta- Mogę je kupić, kiedy będę odbierała małą z przedszkola...

- Dziewczynka jeszcze jest trochę osłabiona, więc chciałabym, żeby przyszła prosto do domu...

Kazuko chłonęła każde słowo ze skupieniem i złączonymi przed sobą jak do modlitwy dłońmi. Ciężko w ogóle powiedzieć co zwykle działo się wewnątrz tej mrocznej kobiety, bo o ile ton jej głosu bywał zmienny to twarz ciągle pozostawała ta sama, a była to nienosząca żadnych emocji twarz lalki ze stale srogo spoglądającymi oczyma.

- Dobrze- koniec końców powiedziała jeszcze przez chwilę tak stojąca gosposia.

Zaraz jednak ruszyła do komódki w przedsionku wyciągniętym z kieszeni spódnicy kluczem najwyższa szufladkę otwierając. Ami i Usagi usiadły zaś wreszcie na trochę wytartej już sofie.

- Jak możesz małą z tym straszydłem zostawiać…- rzuciła przechylająca się ciut dla sprawdzenia czy straszydło poszło blondynka.

Krótkowłosa westchnęła schylając głowę ku równiutko ułożonym kolanom.

- Nie mam wyjścia. Gdybym ją zwolniła matka by chyba zawału dostała...

,,Dwie pieczenie  na jednym ogniu…”- myślała, ucieszona po chwili, że nie powiedziała tego jednak na głos blondynka.

- Dodatkowo nie stać nas, żeby zatrudnić kogoś innego… Wiesz, po tym wszystkim… A Kazuka i tak pracuje za bardzo małe pieniądze...

Widząc zmartwioną minę Ami Usagi przypomniała sobie po co tu przyszła i wspierająco położyła rękę na jej grzecznie ułożonych dłoniach.

- Ami, ja chciałbym Wam pomóc- powiedziała przywołując spojrzenie wcześniej unikającej jej wzroku dziewczyny- Mam wakat na stanowisku kierownika działu logistyki i myślę, że Mamoru dobrze by się tam znalazł...

Po twarzy Ami niespodziewanie dla Usagi spłynęła samotna łza.

- Dziękuję…- szepnęła wdzięcznie głowę ponownie ku kolanom spuszczając.

- Daj spokój, nie ma za co- odparła zawstydzona jej wdzięcznością wobec wydarzeń z wczoraj Usagi do meritum spotkania wreszcie odważnie przechodząc- A tak w ogóle Ami… to chciałam Cię strasznie przeprosić...

Krótkowłosa nic nie powiedziała trzymając dalej nisko schyloną twarz.

- Mam na myśli sytuację, o której już pewnie słyszałaś…- mówiła wdzięczna w tym miejscu przyjaciółce za pozwalające jej swobodnie czynić niezręczne wyznanie milczenie- Zawsze uważałam, że kocham Mamoru i kiedy ten ożenił się z Tobą byłam skrajnie rozjuszona, ale Wy wyjechaliście, a ja zaczęłam życie we własnym małżeństwie. Nagle jednak wróciliście, moja wściekłość minęła, poczucie miłości odżyło i zaczęłam szukać okazji do niby przyjacielskich spotkań, drobnych rozmów i samotnych spacerów. Bóg mi świadkiem, że nie wiem co sobie wyobrażałam i nawet sama nie wiem czego od niego oczekiwałam, ale najmocniej Cię za to przepraszam i błagam o wybaczenie. Obiecuję przy tym nigdy więcej nie myśleć w takich kategoriach o Twoim mężu, bo wreszcie do mnie doszło, że mam swojego, którego tak prawdziwie kocham…

środa, 21 maja 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział V


Kiedy Diamond sięgnął po dzwoniący mu w wewnętrznej kieszeni marynarki telefon Fiore był już na tylnym siedzeniu wyczekującej obecności jasnowłosego mazdy. Niemniej znajomy zasygnalizował mu dłonią swobodę prowadzonej przez komórkę rozmowy i tak Diamond stał spokojnie, wolną ręką trzymając górną część mocno uchylonych drzwi. Przy zaparkowanych zaś tuż obok samochodach momentalnie znaleźli się ubrani identycznie względem siebie mężczyźni. Dwaj pierwsi wsiedli do wysuniętego najbardziej w przód auta, tylni model pozostawiając zmierzającym już ku niemu kolegom.

- No wreszcie…- usłyszał odbierający  połączenie białowłosy- Dzwonię i dzwonię… Gdzie Ty do cholery jesteś?

Diamond nabrał więcej powietrza wznosząc pozbawione radości oczy ku niebu.

- Załatwiam interesy poza Tokio- odparł niezmieniający swojego surowego wyrazu twarzy mężczyzna.

- Nic wcześniej nie mówiłeś…- skomentowała nerwowo stukająca palcami o klapkę telefonu blondynka.

- Dowiedziałem się wczoraj, a powiedzmy, że… - zaczął dla wzmocnienia efektu zawieszający głos jasnowłosy- Hmm, powiedzmy, że nie było czasu na takie drugorzędne tematy…

Dziewczyna zarumieniła się nagle postanawiając pociągnąć wątek ich pojednania gdy wróci.

- Kiedy będziesz w domu?- zapytała niespodziewanie rezygnująca z ,,moralizatorskiego” wykładu Usagi.

- Za parę dni- odpowiedział sucho mimo zdziwienia jej ustępliwością mężczyzna- A teraz wybacz moja droga, muszę kończyć…

I rozłączył się wsiadając do środkowej mazdy, a zaraz potem w sumie trzy identycznego koloru i marki auta ruszyły kolejno przed siebie.

- Czekaj, Di!- rzuciła jeszcze chcąca kontynuować rozmowę blondynka.

Rozmowa był już jednak zakończona, a niezadowolona z obrotu sprawy dziewczyna rzuciła wściekle telefonem o zajmowaną w pozycji leżącej kanapę. Przeczesała palcami swoje długie włosy oczy na koniec zamykając.

,,Bezczelny, tak się rozłączać… Ba, najpierw tak mnie bez słowa zostawiać, a potem dopiero tak się rozłączać. A jeszcze wcześniej nie odbierać… I nie oddzwaniać…”- dumała zaraz gwałtownie pod wpływem nagłej myśli otwierająca patrzałki Usagi- ,,A jeśli on jest tam z jakąś kobietą… Tą całą Esmeraldą Watabe na przykład. W końcu lepi się do niego od zawsze jak gliniane naczynie…”

Dziewczyna przygryzła dolną wargę kwaśno po chwili usta wykrzywiając.

,,Nie, nie, nie Di!- krzyczała głośno w myślach czoło do tego rękoma zasłaniając- ,,Przepraszam…  Nie chcę Cie stracić, błagam wróć i niech wszystko będzie jak dawniej… Nie, nie jak dawniej… Lepiej, tylko wróć i ten ostatni raz zapomnij o moich wybrykach…”

Nieoczekiwany dźwięk telefonu poderwał Usagi jak trąbka bojowego ogiera. Zerwała się prędko wzrokiem szukając beztrosko rzuconej komórki, a kiedy już ją znalazła jęk zawodu dotarł do uszu przechodzącej obok Shizuko. Nauczona jednak nie wścibiać nosa  w nie swoje sprawy dziewczyna potulnie ruszyła ku kuchni.

- Usa, wiem, że masz ciągoty do Mamoru, ale, żeby tak przy wszystkich trzymać się z nim za rękę?!- dobiegł ją ryk od strzała gromiącej jej zachowanie przyjaciółki.

- Skąd wiesz?- pytała łamiąca ręce blondynka.

- Moja teściowa była wtedy w restauracji… A wiesz, że sympatyzuje z matką Ami, więc na pewno tej flądrze powie… A matka Ami? Ta stara rura ma wreszcie okazję oczernić nielubianego zięcia i znienawidzoną koleżankę córki. Jak myślisz, co zrobi?

- Do ciężkiej i wyjątkowo złośliwej cholery…- syknęła straszliwie blondynka.

Zakrawająca już na rozpacz dziewczyna wbiła paznokcie lewej ręki w przysłoniętą idealnie wyczesanymi włosami skórę głowy.

- Jak mogłaś się tak obnosić Usagi? W ogóle dziwne, że jeszcze gazety o tym nie piszą…- ciągnęła dalej rozdrażniona bezmyślnością przyjaciółki ciemnowłosa.

- I nie będą…- odparła ucinając tą kwestię blondynka- Di regularnie im płaci, żeby trzymali się od naszego życia prywatnego z daleka.

- Tyle dobrze…- skwitowała czująca lekką ulgę brunetka- No ale właśnie, Diamond… Podobno był przy tym i wyciągnął Cię stamtąd siłą…

Usagi wzięła powietrza jak przed skokiem do wody plecy wygodnie na oparciu kanapy wspierając.

- O tym też mówią?- pytała już z rezygnacją w głosie jasnowłosa.

- Owszem…- potwierdziła ciągle rozjuszona dziewczyna- Więęęc, co masz mi do powiedzenia Kochana?

- Że jestem skończoną idiotką, która przez zahaczającą o debilizm głupotę, nieznajomość własnych uczuć i nieprzemożenie paskudny charakter może stracić mężczyznę swojego życia- odparła wściekle- lamentacyjnym tonem Usagi, po chwili niemal błagalnie dodając- Możesz przyjść do mnie wieczorem?

Zdumiona tak depresyjnym wyznaniem koleżanki Rei wyraźnie złagodniała.

- Jasne, ale dopiero o ósmej, bo nie wyrwę się wcześniej…- powiedziała nadzwyczaj ciepło ciemnowłosa.

- Ok- przytaknęła wymuszająca lekki uśmiech blondynka- Dzięki…

Jeszcze parę minut po skończonej rozmowie Usagi siedziała nieruchomo kamienną twarzą analizując sufit. Nieoczekiwanie wstała szybkim krokiem idąc do ulokowanej przy sypialni garderoby, zaraz w  białych szpilkach i z torebką pod pachą ją opuszczając.

- Shizuko!- zawołała znowu migającą jej przed oczami dziewczynę- Wychodzę, jak coś będę u Chibów…
Ale jeśli dzwoniłby Pan Kentaro to lepiej mu nie mów…

Translate