niedziela, 18 maja 2014


CIEŃ PRZESZŁOŚCI

Rozdział II


Seiya Kō siedział przed telewizorem śledząc wzrokiem idącą wzdłuż wybiegu blondynkę. Upięte wysoko loki odsłaniały jej smukłą szyję, a głęboko wycięty dekolt uwydatniał niezwykle obfity jak na modelkę biust. Czarne oczy omiatały salę zalotnym spojrzeniem i chociaż spod wachlarzu ciemnych rzęs trącił wyraziście czytelny chłód to był on nasączony tak wymierzoną dolą kokieteryjności, że dawał w rezultacie wrażenie kobiety silnie pożądanej, a jednocześnie mocno niedostępnej. Kiedy speakerka przerwała relację słowami ,,to był fragment dzisiejszego pokazu Fiore Sakaty” ciemnowłosy wyłączył telewizor sięgając jednocześnie po leżącą obok komórkę.

- Cześć Usa…- zaczął słyszący dźwięk odbieranego połączenia mężczyzna- Nie dzwonię zbyt późno?

Przez moment na linii zapadła cisza, jakby dziewczyna zastanawiała się z kim właściwie rozmawia.

- Nieee…- odparła po chwili przeciągłym tonem blondynka.

- To dobrze…-  rzucił z westchnieniem ulgi ciemnowłosy- Słuchaj, wiem, że za dnia jutro pewnie jesteś zajęta, ale może dałabyś radę się spotkać wieczorem?

- Dałabym- przystała poniekąd obojętnie kobieta- Dwudziesta może być?

Przez twarz muzyka przebiegł radosny uśmiech.

- Super- skomentował pełen nadziei mężczyzna- W takim razie przyjdę po Ciebie...

- Ok, to czekam- zakończyła nieco mniej pogodnie blondynka.

Niepewna tożsamości swojego rozmówcy dziewczyna popatrzyła jeszcze raz na wyświetlający zawieszone właśnie połączenie ekran. Zmarszczone brwi rozluźniły się jednak wskazując ostatecznie zrozumienie personaliów dzwoniącego przed chwilą mężczyzny. Przyjmując ten fakt beznamiętnie wróciła do prowadzonych wcześniej rozważań- rozważań, od których najchętniej chciałaby uciec rzucając się w wir niedającego jej czasu na zastanawianie życia.

,,To musi być zbieg okoliczności…”- myślała panicznie przygryzająca wargę blondynka.

,, Musi, musi, musi….” – powtarzała raptem zakrywając głowę leżącą przy niej poduszką dziewczyna.

Niebawem jednak straciła ją z siebie i przechylając ułożoną na łóżku głowę patrzyła hipnotycznie w rzuconą obok kopertę.

,, ,,Pamiętam o Tobie” może znaczyć cokolwiek…”- dumała dalej Usagi- ,,Niepotrzebnie się denerwuję. Minęło parę lat… No i uciekłam przecież do cholery na inny kontynent! Zmieniłam nazwisko, obcięłam włosy, nabrałam kształtów, zaczęłam nosić soczewki… Stałam się całkiem inną osobą i na papierze i z zewnątrz i od środka, więc spokojnie Usagi… Żyj dalej swoim nowym życiem…"

Blondynka wstała i mnąc stanowiącą źródło zgryzoty kopertę wrzuciła ją do metalicznej popielniczki, zaraz ulokowaną obok zapalniczką podpalając. Patrzyła jeszcze chwilę, jak płomienie zjadają ostatnie skrawki papieru, aż w końcu został tylko popiół i dziewczyna głęboko westchnąwszy przeszła zakończony drewnianymi schodkami korytarz. Kiedy była już na dole weszła do kuchni nalewając sobie szklaneczkę zimnej wody. Tą jednak gwałtownie wypuściła słysząc dobiegający zza jej pleców szum. Szkło rozbiło się na mnóstwo drobnych kawałków, a przerażona Usagi stała nieruchomo dopóty, dopóki wokół jej nóg nie otarła się ewidentnie stęskniona kotka.

- Boże, Luna… Ale mnie wystraszyłaś- powiedziała dziękczynnie przewracająca oczami blondynka- Trzeba to teraz posprzątać...

I posprzątała siadając potem na rozłożystym fotelu w salonie z usypiającą przy jej kolanach kotką. Zaraz też sama zasnęła budzona dopiero rano dźwiękiem brzęczącego przy drzwiach dzwonka.

,,Szlag…”- myślała nerwowo się do lustra zrywając- ,,Mam wyglądać jak milion dolarów, a wyglądam jak dziesięć złotych…"

Szybko przetarła kąciki oczu w duchu za drogie kosmetyki dziękując i poszła do wejścia, żeby wpuścić zdecydowanie niespodziewanego gościa.

- Bukiet dla Pani Usagi Tsukino, proszę podpisać- powiedział śliniący się na jej widok mężczyzna.

Usagi podpisała nos obrzydliwemu w jej mniemaniu dostawcy naprędce zamykanymi drzwiami niemal spłaszczając. Zirytowało ją trochę, że ten noszący znamiona potu mężczyzna poderwał ją jakby miał być co najmniej ministrem. Kwiaty same zaś jej nie dziwiły, bo dostawała ich multum. I szła tak sobie spokojnie bezwiednie otwierając bilecik, ale naraz prawie zamarła czytając zapisane w nim słowa.

- Pamiętaj o mnie…- zaczęła mocno zestresowana po chwili jednak wyraźnie się relaksując blondynka-… wieczorem, Seiya.

,,Popadam chyba w jakąś paranoję…”- myślała kręcąc głową dziewczyna.

Wstawiła kwiaty, popatrzyła na zegarek, zrobiła, co powinna, żeby zadowalająco wyglądać i z batonikiem zbożowym wyszła do zaparkowanego przed budynkiem samochodu. Jechała przemiennie myśląc o wczorajszym liściku i karcąc się za myślenie o wczorajszym liściku. Dawno nie była tak silnie rozkojarzona.

,,Usagi, weż się ogarnij, bo zaraz spowodujesz jakiś wyp…”- zaczęła, ale nie skończyła, bo właśnie minęła czerwone wjeżdżając wprost w maskę sunącego z prostopadłej drogi subaru.

Nie jechała szybko, więc na mocnym szarpnięciu się szczęśliwie skończyło, a z kierowcą poszkodowanego samochodu też wszystko było ok. Usagi westchnęła widząc wysiadającego mężczyznę i sama odpięła pas otwierając drzwi, żeby pojazd opuścić.

- Co Pani do cholery wyprawia?- rzucił wściekle ściągający właśnie okulary przeciwsłoneczne białowłosy.

- Ja…- wyjąkała zawieszająca nagle głos blondynka.

Oglądała jego również zamarle świdrujące ją oczy. Onieśmielona tą wymianą spojrzeń dziewczyna momentalnie zapomniała o przepełniającej ją jeszcze chwilę temu skrusze uciekając w bardziej bojową część swojej natury.

- A Pan czemu tak na mnie krzyczy?

czwartek, 15 maja 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział IV


Usagi westchnęła tylko schodząc dalej w dół biało-brązowymi schodami. Bezszelestnie stawiała stopy na drewnianej powierzchni milcząco idąc do siedzącego przy kominku Diamonda. Mijając ostatni już stopień blondynka obronnie skrzyżowała ręce i z taką postawą znalazła się w końcu u boku śledzącego ją bacznie wzrokiem małżonka.

- Ja chciałam…- zaczęła spuszczoną twarz ku patrzącemu na nią białowłosemu nagle unosząc.

Chociaż tęczówki Diamonda były wyraźnie zmętniałe, a trzymana w ręce szklaneczka dawała niepostawionemu pytaniu wyczerpującą odpowiedz to on sam zamroczonego alkoholem myślenia nie miał.

- Di, jesteś pijany!- zauważyła z przestrachem spoglądająca w jego oczy dziewczyna.

- Phy…- prychnął pierwszy raz od jej przybycia odwracający wzrok jasnowłosy- Dziwi Cię mój stan Kochanie?

- Oczywiście…- przytaknęła nieruszająca się ani o centymetr blondynka- Przecież Ty nigdy...

- Nigdy co…?- drążył gwałtownie wstający mężczyzna- Nigdy się nie upijam? To chciałaś powiedzieć?

Białowłosy podszedł niezwykle blisko dumnie stojącej w tym samym miejscu Usagi. Odważnie z zewnątrz mierząca go wzrokiem, a nieco bardziej tchórzliwie trzęsąca się od środka dziewczyna kiwnęła tylko głową potwierdzając sugestię nawet ją przytłaczającego swoją wewnętrzną siłą małżonka. Po chwili jednak Diamond odsunął twarz i robiąc parę kroków w tył podszedł z pustą szklaneczką do barku, wyciągając przy tym kolejną, by postawić obok swojej i ostatecznie obie brandy napełnić.

- Nigdy podczas naszej 10-letniej znajomości nie widziałaś, żebym się upił, a tu proszę…- mówił kończący nalewać alkohol z ozdobnej butelki mężczyzna - Rozczarowana?

Usagi parsknęła cicho uciekając w bok powstrzymującą się od komentarza twarzyczką. Obrócony zaś już ku niej Diamond uniósł na ten widok mimowolnie kąciki ust z jednak niezwiastującym rozejmu obliczem szklaneczkę żonie wręczając. Ta wzięła ją w milczeniu na nowo studiując jego przepełnione goryczą spojrzenie.

- Pij Kochanie- powiedział samemu wcześniej maczając usta- Świętujemy koniec naszego małżeństwa...

Dziewczyna aż drgnęła i chociaż pod przykrywką ignorancji chciała później ukryć swoją reakcję to takie działanie nie miało sensu wobec znającego jej sztuczki Diamonda.

- Oj nie bądź śmieszny Di…- skomentowała przekręcając ciało tak, by móc odłożyć zupełnie nietkniętą szklaneczkę.

Wnet ponownie zwróciła się ku stojącemu za nią mężczyźnie, ale ten nieoczekiwanie zrobił krok w przód zakleszczając żonę ułożonymi po jej bokach na meblu rękoma.

- Myślisz, że żartuję?- pytał retorycznie jedną brew znacząco unosząc- Nie Kochanie, wystarczająco długo dawałaś mi do zrozumienia, że nie chcesz mnie w swoim życiu, a ja jak ten głupi się jednak starałem znosząc wszystkie kaprysy, zachcianki i wybryki. Ignorowałem nawet Twoje rozpaczliwe próby zwrócenia uwagi Chiby i te Wasze przyjacielskie spotkania powtarzając sobie ,,zrozumienie i zapomni, a Ty bądź cierpliwy i walcz”, ale koniec- nie walczę, brawo.... Wygrałaś...

Mimo słów o ostatecznym złożeniu broni mężczyzna jeszcze chwilę uważnie świdrował jej oczy, jakby nieświadomie szukając w nich jakiś skrawków nadziei i przez chwile miał nawet wrażenie, że coś jednak znalazł, ale przeciągające się milczenie małżonki zabiło to wrażenie pozbawiając go ostatecznie nadziei na nadzieję.

,,No, co jest Usagi…”- myślała- ,,Przyszłaś go przecież przeprosić, więc wsadź dumę do kieszeni i gadaj…"

Diamond tymczasem spuścił swój wzrok i wściekle syknąwszy uwolnił również Usagi ściągając z komody przypierające ją do niej ręce. Obróciwszy się przeszedł parę kroków nagle ponownie ku dziewczynie wyjątkowo spiętą twarz zwracając.

- Wiesz, cały czas sobie wmawiałem ,, coś do mnie czuje”… Ale wreszcie przyjąłem, że przystałaś na ślub tylko po to, aby dopiec Mamoru za jego związek z Ami...

Oczy Usagi poszerzały i gdyby nie ograniczający możliwość dywersji mebel dziewczyna pewnie cofnęłaby się o krok.

- Jak możesz Di…- szepnęła przerażona jego sposobem myślenia blondynka.

- Jak mogę?- powtórzył ironizujący jej słowa mężczyzna- Jak Ty możesz robić to sobie, mi, Ami?

Nierozważająca wcześniej społecznej szkodliwości swoich czynów blondynka pokornie schyliła przygniecioną natłokiem świeżych myśli głowę.

- Spałaś z nim?- zapytał po chwili dodatkowo podminowany jej nietypową małomównością Diamond.

- Nie!- krzyknęła zdeterminowana w utwierdzeniu go o tym Usagi.

Białowłosy jednak prychnął jej zagorzałe przeczenie zgoła inaczej traktując.

-  Nie pozwalasz mi się nawet dotknąć, a jemu...

- Mówię Ci, że z nim nie spałam!- przerwała zirytowana jego niewiarą dziewczyna.

Przekonany zaś o kolejnym kłamstwie żony jasnowłosy jeszcze silniej ścisnął trzymaną w dłoni szklaneczkę. Jego wargi zwarły się mocno, skrajnie napinając wszystkie zaliczane na poczet twarzy mięśnie. Również ekstremalnie sprężona ręka ruszyła się w końcu, ale po to, żeby w ramach dania wyrazu wszechogarniającej właściciela wściekłości rozbić szklaneczkę o skrzętnie wymalowaną ścianę salonu rezydencji Kentaro. Wraz z dźwiękiem tłuczonego szkła i widokiem ociekającej brandy dekory  dziewczyna podskoczyła.

- Nie kłam do cholery!- rzucił jeszcze idący w jej stronę mężczyzna.

- Co Ty wyprawiasz?- krzyknęła zaskoczona jego zachowaniem blondynka.

- Doprowadzasz mnie do szewskiej pasji Usagi- odparł będący  już przy niej białowłosy.

Diamond przygwoździł ją sobą, nagłe dreszcze u wspierającej plecy o lakierowaną powierzchnię mebla kobiety wywołując.

- Mam Cię nie dotykać, tak?- drwił przesuwając po jej ciele swoimi rozgrzanymi dłońmi.

Ustami zaś błądził wzdłuż odsłoniętej szyi dziewczyny. Spodziewał się odepchnięcia, ale zatracona w jego pieszczotach Usagi zapomniała o ewentualnych próbach oporu jeszcze mocniej do niego się przyciskając. I tak nieoczekiwanie dla nich obojga minęła im pierwsza wspólna od wielu tygodni noc. Otwierająca następnego dnia oczy Usagi z uśmiechem obróciła głowę ku tak długo wolnej przestrzeni łóżka. Ta była jednak pusta, ale tracąca wówczas radosny wyraz twarzy blondynka ponownie rozpłynęła się w przyjemnych wspomnieniach widząc uspokajający jej chwilowy niepokój zegar. Było południe i chcąc nie chcąc po paru jeszcze wizualizacjach wczorajszej nocy i zwyczajowo skrzętnej toalecie wyszła z pokoju, Diamonda najwyraźniej szukając.

- Dzień dobry Shizuko, gdzie jest mój mąż?- zapytała idącą korytarzem dziewczynę.

Pokojówka przystanęła ewidentnie zdumiona takim pytaniem swojej pracodawczyni.

- Wziął walizkę i wcześnie rano wyjechał- odparła ciągle zdezorientowana brunetka.

niedziela, 11 maja 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział III


Przed mogącą wzbudzać ,,ohy” i ,,ahy” posesją zatrzymała się wioząca państwo Kentaro taksówka. Nerwowo zerkający ku zajmującej tylne siedzenia parze kierowca był ewidentnie podekscytowany, ale jednocześnie zbyt nieśmiały, by choćby jedno słowo z klientami spróbować zamienić. Ponieważ sama para do wzajemnej rozmowy najwyraźniej również skłonna nie była to przez całą podróż panował mącony tylko dźwiękami z cicho włączonego radia spokój. Nawet kiedy wysiadali mężczyzna nieprzerwanie milcząc wręczył taksówkarzowi nadto hojnej wartości nominał i prędko ruszył za idącą już ku drzwiom wejściowym małżonką. I mimo, że niekryjąca focha Usagi sprawnie przebierała swoimi zgrabnymi nogami to Diamond wcale nie musiał biec, by ją w okamgnieniu dogonić. Wreszcie dziewczyna nacisnęła klamkę z wściekłym uderzeniem pięścią drewnianej powierzchni zaklnąłszy.

- Szlag!- krzyknęła wolną ręką kilkakrotnie dzwonek wciskając.

- Nie wzięłaś kluczy Kochanie?- rzucił nonszalancko opierający się o masywny filar mężczyzna - A może byłaś tak przejęta dzisiejszym spotkaniem, że ich najzwyczajniej zapomniałaś?

Usagi obróciła się gwałtownie przepełnionymi irytacją oczami na męża spoglądając.

- Nie bądź śmieszny… Nie zmieściły się do torebki- powiedziała unosząca nieco w górę dla prezentacji rękę z puzderkiem blondynka- A dom jest tak wybarykatowany od zewnątrz, że Sakura przed swoim wyjściem nigdy tych drzwi nie zamyka, więc nie wiem czemu nagle to jednak zrobiła...

- Może dlatego, że jej po prostu nie ma… Prosiła mnie, żebym pozwolił jej wyjść dzisiaj wcześniej...

Usagi niemal poczerwieniała ze złości ściskając mocno swoje drobne piąsteczki.

- Jak to Ciebie?- rzuciła całkowicie rozdrażniona dziewczyna- Ja jestem Panią domu, więc czemu z takimi rzeczami przychodzą ciągle do Ciebie...

Białowłosy w odpowiedzi wzruszył ramionami wciąż poważnego wyrazu twarzy nie tracąc. Usagi zaś przewróciła oczami i spięte ciało nieco rozluźniając wypuściła nadmiar wessanego przed chwilą powietrza.

- Otworzysz wreszcie?- powiedziała już spokojniejszym, ale za to wyraźnie zniecierpliwionym tonem blondynka.

Diamond milcząco sięgnął po klucze i sprawnie zamek w drzwiach przekręcając pchnął je, szarmancko Usagi przed siebie wpuszczając. Dziewczyna weszła i po paru krokach zdjęła wysokie szpilki, biorąc je do trzymającej już torebkę dłoni. Nic więcej nie mówiąc ruszyła ku iście zamkowym schodom kupionego specjalnie dla niej przez męża ,,pałacu”.

- A Ty dokąd Kochanie?- zapytał chwytający jej ramię Diamond.

- Idę się położyć…- odparła obracająca się ku niemu blondynka.

Usagi szarpnęła mocniej rękę, ale białowłosy trzymał ją silnie nie zamierzając chyba zwolnić uścisku.

- Nie pójdziesz na górę, dopóki poważnie nie porozmawiamy… - powiedział wolno patrząc chłodno w jej błękitne oczy.

- Puszczaj…- rzuciła unikająca z kolei jego wzroku dziewczyna- Nie chcę, żebyś mnie dotykał…

Białowłosy jakby zmienił nagle zdanie oswobadzając domagającą się tego blondynkę. Uniósł swoje ręce ku górze, a zaszczycająca go przelotnym spojrzeniem Usagi wykonała półobrót ponownie na piętro zmierzając.

- Ale, żeby on Cię dotykał to chcesz… - dodał kąśliwie śledząc oczami oddalającą się od niego małżonkę- Ale ja nim nie jestem i nigdy nie będę, prawda Kochanie?

Usagi przystanęła po chwili bez najmniejszego zwrotu w tył Diamondowi odpowiadając.

- Prawda…- potwierdziła na nowo ruszająca schodami blondynka.

Białowłosy nie powiedział już nic, ale dziewczyna wiedziała, że go zraniła. Żałując przed momentem niby obojętnie rzuconego słowa blondynka nie zamierzała jednak niczego odwoływać. Weszła z wolna do sypialni lokując w kąt buty i wysadzane kryształkami puzderko. Stanęła między drzwiami, a łóżkiem przeczesując palcami opadające kaskadą na plecy włosy. Po chwili skierowała się do łazienki w zamyśleniu ściągając biżuterię i zmywając płatkiem ciemno pomalowane oczy. Kiedy to zrobiła oparła dłonie na  brzegu umywalki i bacznie lustrując własne odbicie wreszcie głęboko westchnęła.

- Ale z Ciebie idiotka Usagi- powiedziała do samej siebie dziewczyna.

Zdejmując starannie ubranie blondynka weszła pod odkręcony chwilę wcześniej prysznic. Woda spływała strużkami wzdłuż jej brzoskwiniowej skóry, a ona sama stała z przechylona głową i wplecionymi między włosy palcami. Gdy opuszczała łazienkę miała na sobie już koronkową koszulkę i niezałożony szlafroczek w ręku. Wskoczyła pod kołdrę usilnie próbując stłumić kołatające jej głowę myśli, ale wszelkie próby zaśnięcia nie przynosiły pożądanego rezultatu.

,,Przegięłam…”- dumała przygryzająca wargę dziewczyna- ,,Jezu, czemu ja najpierw robię albo najpierw mówię, a potem myślę…"

Usagi obracała się z boku na bok co chwilę zmieniając pozycję, ale jakby nie leżała to i tak snu nie zaznała. Zawsze przy Di od razu odpływała wtulając się w jego potężne i dające poczucie bezpieczeństwa ramiona. Teraz jednak tylko pogładziła puste obok niej miejsce. To nie było tak, że Di akurat dzisiaj nie przyszedł, bo Di nie przychodził już dawno, a konkretnie odkąd podczas ostatniej kłótni Usagi kazała mu się z sypialni wynosić. I chociaż wiele razy chciała, żeby do wspólnej sypialni wrócił to dumny charakter nie pozwalał jej prosić go o to, a kiedy on sam zaś o tym mówił Usagi wybuchała niwecząc nadzieję na bliższe pożycie.

,,Głupia…”- karciła  siebie w myślach blondynka- ,,Wydaje Ci się tylko, że chcesz go mieć obok… Myślisz o Mamoru i stąd ta tęsknota… Myślisz o tych silnych ramionach, sprawnych dłoniach, gorących pocałunkach, intensywnym spojrzeniu i…. Zaraz, to nie Mamoru. Cholera, co ja wyprawiam…"

Usagi wstała ubierając niedbale rzucony na krzesło szlafroczek. Przewiązująca satynowy paseczek blondynka wyszła z sypialni idąc do spodziewanego w salonie Diamonda. Ten spostrzegłszy ją z pozycji zajmowanego przy kominku fotela zwrócił się do niej przepełnionym goryczom tonem.

- Cóż Cię tutaj jednak sprowadziło… Kochanie?

czwartek, 8 maja 2014


CIEŃ PRZESZŁOŚCI

Rozdział I


Wszyscy zgromadzeni przy wybiegu: kamerzyści, dziennikarze, czołowi nabywcy i inni zaproszeni na ten pokaz goście rozmawiali cicho, niecierpliwie wyczekując początku właśnie anonsowanego przez samego Fiore Sakate show. Tymczasem za kurtynom panował tradycyjny dla tego typu wydarzeń harmider. Fryzjerzy i styliści krzątali się między czekającymi jeszcze na końcowe poprawki dziewczynami, a gotowymi już do wyjścia modelkami. Kobiety rozmawiały między sobą i prywatnie i zawodowo, co chwila pozując błyskającemu pośród nich fleszem Tomoe. Souichi zaś sprawnie mijał rozstawione chaotycznie wieszaki i stojące w rozmaitych konfiguracjach dziewczyny. Tylko on mógł robić zdjęcia przygotowującym się do pokazu modelką i chociaż nie jeden dałby wszystkie palce jednej ręki za taką możliwość odkroić to sam Tomoe swojej pracy łagodnie mówiąc nie lubił. Wiedział, że prowadzące tak inne od niego życie kobiety gardzą wszystkim co jest poniżej i chociaż żadna oficjalnie go błotem nie obrzucała to Souichi doskonale rozumiał wymieniane między nimi uśmieszki. Toksyczyność otaczającego środowiska  była dla niego jak uzupełniający codzienny posiłek arszenik- zabijała, ale powoli męcząc jeszcze za życia potencjalnego denata. Szefostwo nie pozwalało jednak odejść zbyt dobremu w ich mniemaniu Tomoe, grożąc przy tym zapewnieniami o wszelkich wysiłkach uniemożliwiających ewentualne zatrudnienie mężczyzny gdzie indziej.

- Usa, podobno widziałaś się z tym muzykiem…- rzuciła zakładająca pod sukienkę silikonowe wkładki brunetka.

Poprawiająca przed lustrem idealnie spięte loki blondynka nieprzerwanie śledziła swoje odbicie.

- Którego masz na myśli?- spytała upewniająca się wciąż o nieskazitelności własnego wyglądu dziewczyna.

- Długowłosy brunet- precyzowała oglądająca zakryte błękitną satyną popiersie Rei Hino.

Usagi przywarła plecami do oparcia białego krzesełka w zamyśleniu ręce na piersiach składając.

- Kochana, ona kręciła z pięcioma takimi ostatnio… - uzmysłowiła jej przymykająca pod naporem nakładającego cień aplikatora oko szatynka.

- Ale pewnie o Seiyę Kō Ci chodzi…- zauważyła stojąca przy nich Mizuno.

Blondynka zaś pstryknęła palcami potwierdzając słuszność słów przyjaciółki.

- I jaki jest? Bo jego brat zachęcający, a przynajmniej na tyle, że widziałam się z nim trzy razy i mam ochotę na czwarty…- powiedziała nagle wyrosła obok nich Mina.

Usagi wzruszyła tylko ramionami zwracając już wzrok ku gwałtownie wpadającemu do garderoby mężczyźnie.

- Ami, wchodzisz- rzucił zachęcająco klaszczący dłońmi Fiore- Kolejność znacie… Raz, dwa… I powodzenia dziewczynki...

Krótkowłosa pośpiesznie ruszyła za rozbrzmiewające głośną muzyką drzwi.

- Dobra…- powiedziała wstająca z krzesła Makoto- Ostatni look i moja kolei.

Szatynka odeszła nieco dalej, by móc zobaczyć całość miętowej sukienki.

- Cudnie…- skromnie podsumowała modelka- Jak Ci goście mogli nie zwrócić na nas uwagi… Bezczelni...

- Jacy goście?- drążyła marszcząca brwi ze zdziwienia blondynka.

- A Diamond i Safir Kentaro… - odparła kładąca pomadkę na szafeczce brunetka.

- Ten Diamond i Safir Kentaro?- dopytywała.

- Tak, wczoraj byłyśmy w jakimś nowo otwartym klubie... I niespodziewanie oni też, więc zacząłyśmy się wdzięczyć na prawo i lewo, a Ci nic… Wyobrażasz sobie?- uszczegóławiała ciemnowłosa.

Również nieprzyzwyczajone do lekceważącego traktowania blondynki przecząco pokręciły głowami. Pewnie by i powiedziały coś na temat tego, jak to spróbowałyby ich jednak zachęcić, ale po pomieszczeniu znów rozbrzmiał donośny głos Fiore. Wezwane dziewczyny szybko poszły ku wyjściu, a mająca świadomość swojej kolejki Minako obróciła się jeszcze w stronę ostatecznie układającej jej falbanki stylistki. Usagi z kolei wolno ruszyła do podłużnego wieszaka, sięgając po wykańczający kreację śnieżnobiały szal. Kiedy wróciła jej uwagę przykuła leżąca na blacie koperta, którą opatrzał odręczny napis ,,Usa”.

,,Skąd się to do cholery wzięło…”- myślała przedzierająca zaklejony papier dziewczyna.

Kiedy wydobyła zawartość jej oczy momentalnie poszerzały, a ciało bezwładnie opadło na odsunięte wcześniej krzesełko.

- Minaaaa!...- zawołała po chwili dochodząca do siebie modelka.

- Hmmm…?- mruknęła na znak ,,słucham” wyrywająca się z rąk kobiety blondynka.

- Widziałaś, żeby ktoś tu coś dla mnie zostawiał?- pytała jakby nieco przerażona Usagi.

Minako zaprzeczyła, potrząsając otoczoną ślicznie podwiniętymi włosami twarzyczką.

niedziela, 4 maja 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział II


Safir nie zdążył jeszcze otworzyć drzwi swojego ciemnego volvo, a parkingowy zbiegał już po schodkach luksusowej restauracji w Minami Azabu. Kiedy ciemnowłosy stanął przed wypucowanym na połysk autem, mężczyzna był gotów odebrać ozdobione charakterystycznym breloczkiem kluczyki. Brunet wręczył je szybko bacznie śledząc pędzącego z rękami w kieszeniach spodni Diamonda. Gdy ten znalazł się wewnątrz okazałego również od środka budynku, zaczął lustrować salę rozjaśnioną nie tyle zapalonymi masowo świecami, niesionymi przez kelnerów jakby złotymi tacami czy nawet wplecionymi między materiał obrusów nićmi, co połyskującym przy szyjach strojnie ubranych pań  kryształkami, kamieniami i chyba wszelkiego dostępnego koloru perłami.

- Boże, Diamond, czuję się jak detektyw Cohle na tropie zbrodni…- powiedział stający obok starszego brata ciemnowłosy- Myślisz, że nas zauważyła?

- Nie sądzę…- odparł obojętnie zatrzymujący wzrok na konkretnym punkcie przy końcu sali mężczyzna- I jeśli Rei włosów nie ścięła, a Ami ich nie przefarbowała to koło Usagi jest nikt inny, jak Mamoru Chiba we własnej i skromnej osobie.

Safir popatrzył na miejsce, które chłodno świdrował Diamond, a tam pewien dobrze mu znany brunet właśnie odsuwał krzesło pewnej dobrze mu znanej i wyraźnie uradowanej szarmanckością towarzysza blondynce. Zauważający obecność mężczyzn kelner podszedł do nich szerokim uśmiechem przy pytaniu ,,czym mogę służyć” witając. Ciemnowłosy spoglądając ku zdającemu  się nie dostrzegać pracownika bratu odgadnął jego myśli bezbłędnie o jakiś stolik we wskazanej przez siebie części sali prosząc.

- Mają Panowie rezerwację?- zapytał nieznajomy po skórzany notes na ladzie sięgając.

Zanim jednak Safir zdążył odpowiedzieć przy mężczyźnie zjawił się świadkujący sytuacji kierownik i przykładając rękę do ucha pracownika szepnął parę słów nieuświadomionemu wcześniej podwładnemu.

- Najmocniej przepraszam Panie Kentaro, jestem nowy i nie poznałem… Zaraz coś znajdziemy…- rzucił przesłodzonym tonem ku olbrzymiej sali kroki zwracając.

Safir zaś zwrócił spojrzenie, ale ku uparcie obserwującemu swoją małżonkę bratu.

- Może po prostu mają jakąś sprawę do obgadania…- wysunął mocno wątpliwą teorię ciemnowłosy.

- Na przykład?- zapytał obracający w stronę brata twarz z wysoko uniesionymi brwiami Diamond.

- Nie wiem… Zbliżają się urodziny Ami, mogliby chcieć zorganizować jej jakąś niespodziankę…- rzucił zdający sobie sprawę z kretyńskości sugestii brunet.

Białowłosy prychnął opuszczając wyraźnie zwindowane brwi.

- Proszę Cię, bracie… Wiem, że chcesz ratować moje małżeństwo, ale nie posuwajmy się tu do granic absurdu…

W tym momencie przyszedł świecący swoim firmowym uśmiechem pracownik.

- Zapraszam i przepraszam, że musieli Panowie czekać…- rzucił zamaszystym gestem kierunek gościom wskazując i samemu ku danemu miejscu przodem ruszając.

Bracia też ruszyli, ale najpierw wciąż niewyciągający rąk z kieszeni Diamond. Po dotarciu do stolika i złożeniu zamówienia na ,,coś mocniejszego” i ,,coś bezalkoholowego” mężczyźni siedzieli we wzajemnej, bo nie ogólnej- ogólnie to był harmider- ciszy. I kelner przyniósł zamówienie, a oni dalej milczeli patrząc: Safir na Diamonda, a Diamond na Usagi, Usagi i Mamoru. Mimo pozornie stoickiego spokoju brata Safir widział jego pogłębianą z każdą minutą wściekłość.

- Diamond, to wygląda żałośnie… Nie możemy tu przecież wiecznie koczować. Co zamierzasz zrobić?- zapytał wreszcie ciemnowłosy.

Mężczyzna położył szklankę na stoliku i nie ściągając z niej ręki bębnił palcami o jej pogrubione brzegi.

- Nie wiem jeszcze…- odparł cicho ciągle obserwując tą samą parę.

Naraz ich uszu dobiegł perlisty śmiech pięknej blondynki. Białowłosy zaś przestał stukać o szkło mocno swoje whisky chwytając.

- Jak ona śmie…- szepnął do brata patrzący zacięcie na sielski obrazek Diamond- Spotykać się z nim tutaj wśród tych wszystkich znających nas doskonale ludzi…

- Tym bardziej komiczne musi być to, że tu siedzimy…

Jasnowłosy nie skomentował jednak uwagi Safira, bo akurat  Mamoru zaczął dość ostentacyjnie ściskać dłoń jego żony. W tym uścisku było coś intymnego, głębszego i wyraźnie zrozumiałego dla tracącego cierpliwość Diamonda.

- Dość tego, chce wystawiać się na pośmielisko i plotki innych to proszę bardzo, ale ze mnie durnia robić nie będzie- rzucił gwałtownie wstając przed opuszczeniem stolika przelotnie jeszcze ku bratu zerkając- Wracaj sam, ja wrócę z żoną…

I świadomy nieuniknioności najbliższej konfrontacji Safir zostawił pod szklanką wysoki nominał i wyszedł pozwalając działać według uznania starszemu bratu. Starszy brat z kolei podszedł do zajętej rozmową Usagi, która w ostatniej chwili go zauważając wyrwała rękę Mamoru, jakby ten nagle parzyć zaczął.

- Przepraszam Kochanie, ale myślę, że powinniśmy już iść…- powiedział stający przy niej jasnowłosy.

- Di…- szepnęła skrajnie zaskoczona Usagi.

- Diamondzie, my tylko…- zaczął równie odrętwiały brunet, podnosząc się raptownie z wcześniej zajmowanego krzesła.

- Wiem co Wy tylko Mamoru…- odparł rzucając mu pełne antypatii spojrzenie mężczyzna, zaraz po tym władczo na kobietę spoglądając - A teraz pozwól Kochanie…

- Nigdzie nie idę!- niemal krzyknęła wielce zbuntowana blondynka.

- Idziesz…- syknął przez zęby mocniej ściskający ją za ramię małżonek.

Dziewczyna aż wstała, ale ewidentnie nadal bez woli opuszczenia budynku.

- Nie sądzę, by takie zachowanie było na miejscu- zauważył odważnie chyba próbujący wziąć stronę Usagi Mamoru.

- Nie na miejscu?- zakpił siląc się na ironię Diamond- Ja Ci powiem co jest nie na miejscu… Zdradzasz swoją żonę z moją i jeszcze się z tym obnosisz- to jest nie na miejscu…

Rażonym tym argumentem Mamoru opadł tam, gdzie jeszcze przed chwilą siedział nic więcej nie mówiąc. Diamond zaś prowadził Usagi między rzędami bogato zastawionych stolików.

- Zwariowałeś? Wszyscy się na nas gapią…- syknęła odpowiednio cicho blondynka.

- Dzięki Tobie Kochanie…- odparł równie cicho jasnowłosy mężczyzna.

- Żartujesz? To Ty…- Usagi przerwała skłaniając podbródek mijanej żonie premiera- To Ty robisz jakieś niepotrzebne przedstawienie…

- Robię przedstawienie?- mocno zaszydził Diamond- Ależ Maleńka, ja właśnie próbuje mu  zapobiec w prologu…

Dziewczyna otwierała buzię, żeby coś odszczekać, ale prędko ją zamknęła posyłając uśmiech prezesowi banku, przewodniczącej fundacji dziecięcej i prominentnej działaczce społecznej z sąsiedztwa.

- Do widzenia państwu- powiedział, znów niezwykle wysoko, a może nawet jeszcze wyżej kąciki ust unosząc ten sam pracownik, który najpierw witał Usagi z Mamoru, a potem Diamonda i jego brata.

piątek, 2 maja 2014


BIAŁA RÓŻA

Rozdział I


Przesuwająca jedną ręką po mahoniowej barierce blondynka drugą trzymała wysadzane kryształkami puzderko. Tak jak błyszczące na jej torebce kamyczki mienił się również biegnący chciwie do wgłębienia między piersiami naszyjnik oraz nieco zakryte gęsto opadającymi pasmami włosów kolczyki. Ubrana w elegancką sukienkę kobieta schodziła właśnie po schodach, głośnym stukotem cielistych szpilek dając o sobie znać siedzącym przy kominku mężczyznom. Ci słysząc zaś miarowy krok jednocześnie zwrócili twarze ku idącej do nich dziewczynie.

- Safir!- rzuciła jeszcze z pewnej odległości blondynka- Nie wiedziałam, że jesteś...

Będąca już dostatecznie blisko kobieta schyliła się nieco całując w policzek zajmującego rozłożysty fotel mężczyznę.

- Witaj Usagi, ślicznie wyglądasz…- odparł posyłający jej nieznaczny uśmiech ciemnowłosy.

Ta nie zdążyła jednak podziękować, bo trzy grosze wtrącił siedzący naprzeciwko braciszek.

- Wybierasz się gdzieś Kochanie?-  zapytał ściągając na siebie uwagę radośnie witającej szwagra blondynki.

Diamond bacznie wbił wzrok w stojącą przed nim małżonkę. Ta natomiast nie radząc sobie z intensywnością jego spojrzenia zaczęła pozornie wygładzać idealnie prosty materiał wartej pewnie fortunę sukienki.

- Tak, babski wieczór…- powiedziała zdecydowanym mimo trzęsącego nią środka głosem.

Zbierając się w sobie skupiła wreszcie silnie rozbiegane oczy na wciąż obserwującym ją uparcie mężczyźnie. Uruchamiając szczątkowe zdolności aktorskie Usagi zrobiła minę szczerze zaskoczonego podejrzliwością pytania dziecka i dynamicznie trzy kroki ku Diamondowi stawiając musnęła pełnymi ustami jego zachwycający aksamitnością policzek.

- Będę późno- powiedziała jeszcze wargi przy twarzy jasnowłosego trzymając.

Przez chwilę dziewczyna sprawiała wrażenie, jakby czekała, by ten ją przygarnął, sprowadził do siebie i zaczął całować, rękami błądząc po uwydatnionym seksowną sukienką ciele. I takie wrażenie rzeczywiście pokrywało się z tym, co zaprzątało głowę szybko jednak odrzucającej niemoralne myśli blondynki. Chłonąca jeszcze jego odurzający zapach kobieta przyjęła pozycję normalnie stojącego człowieka i zgarniając niesforne pasmo złocistych włosów za przyozdobione zwracającym uwagę kamieniem ucho poszła do ulokowanych przy końcu płynnie przechodzącego w hall salonu drzwi. Diamond zaś ciągle siedział na skórzanym fotelu z rozłożonymi po jego bokach rękoma, jedną dłonią trzymając wypełnioną brandy szklaneczkę. Dalej utkwiony w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stała Usagi wzrok nabrał jednak zaciętości, podkreślonej dodatkowo przez mocno ściśnięte usta.

- Zbieraj się…- powiedział przelotnie spoglądający na młodszego brata mężczyzna.

Jasnowłosy odłożył wypełnioną resztką niedopitego alkoholu szklaneczkę bez czekania na zgodę Safira wstając. Nadal siedzący zaś brunet pytająco uniósł brwi w górę.

- Czy Twoja żona ubiera się tak na spotkanie z koleżankami?- pytał zakładający marynarkę Kentaro.

Widzący odpowiedz w twarzy brata mężczyzna bez słowa ruszył ku drzwiom obecność telefonu i portfela naprędce przy tym sprawdzając. Safir zgarnął zaś rzucone obok opróżnionej filiżanki kluczyki i głębiej westchnąwszy ruszył za gnającym do jego samochodu Diamondem.



                                                                                                                                           

Wiem, tak krótkie, że wstyd to pierwszym rozdziałem nazwać, ale to miał być prolog. Potem pomyślałam, że w poprzednim ani prologu, ani epilogu nie było, więc w tym i żadnym innym też nie będzie. I wyszło jak wyszło, bo mi się inaczej kompozycja zawali :P Za to postaram się w nd wieczór drugi już mojej standardowej długości rozdział napisać :)

Translate