ZAGUBIONA
Rozdział LIV
Przywierając całym ciężarem ciała do oparcia szpitalnego krzesełka mężczyzna patrzył w obielony sufit tymczasowego pokoju Usagi.
- Proszę Cię Di…- szepnęła spoglądająca ku niemu błagalnie blondynka.
- Nie powinno być zbrodni bez kary- odparł ciągle świdrujący sklepienie jasnowłosy.
- Czym zatem jest dla Ciebie kara Di?- zapytała przechylająca nieco głowę i tułów w jego stronę dziewczyna.
Diamond sprowadził wreszcie wzrok ku niej spokojnie odpowiadając.
- Więzieniem, śmiercią, pozbawieniem tego, na czym komuś zależy, ale też poczuciem winy, moralną rozterką, wyrzutami sumienia...
- Więc nie uważasz, że oni swoją karę już dostali?- dociekała blondynka.
- Nie uważam, bo myślę, że Esmeralda Watanabe to lalka bez duszy, a te wyrzutów sumienia raczej nie mają. I w ogóle czemu Ci tak na tym zależy Usa?
Dziewczyna westchnęła szykując się na już po swojej odpowiedzi dłuższą argumentację Diamonda.
- Bo mi ich żal…- odparła cicho.
- Żal? Oj Maleńka… Gość robił wały finansowe i systematycznie Cię oszukiwał jednocześnie za nic nie chcąc pozwolić odejść, a potem jego równie czysta biznesowo kochanka machnęła się na Twoje życie ku swojemu rozczarowaniu bynajmniej celu nie osiągając. Po próbie morderstwa, ucieczce z miejsca zdarzenia i udanym wyeliminowaniu…- mówił teraz na chwilę swój głos zawieszając- wyeliminowaniu dziecka zniknęła jak kamfora i teraz chcesz, żeby ja jej nie szukał. Mało tego, chcesz, żeby ja jej nie szukał i darował Mamoru jego finansowe przekręty...
- Cierpienie duchowe jest najgorszą możliwą karą...
- Tak Usa, ale czy oni cierpią?- retorycznie zapytał mężczyzna- Bo sam szczerze w to wątpię Kochanie...
Dziewczyna odgarnęła kołdrę przelokowując ciało bliżej skraju łóżka. Diamond momentalnie podchwycił myśl siadając za nią tak by mogła oprzeć się o niego plecami. Otoczył ją następnie silnymi rękoma dodatkowo jedną dłoń wplatając między jej palce.
- Błagam Di…- szepnęła blondynka- Zrób dla mnie takie dwie małe rzeczy...
Nie wiedząc co myśleć o słowie ,,dwie” białowłosy uniósł brwi w górę.
- Dwie, bo Chiba raz, a Pusta Lala dwa, czy to jest jedno, a o drugim zaraz się dopiero dowiem?
- Jedno, o drugim już mówię- odparła z lekkim uśmiechem dziewczyna- Poproś Pana Doktora, żeby pozwolił wejść jeszcze Minako… A Ty i reszta do domu marsz!
- Pójdę, kiedy mi się spodoba- odparł wielce zdeterminowany Diamond- A Minako….Hmm...
- Diii no, błagam, błagam, błagam! Bardzo jej potrzebuję! Zrobię co zechcesz!- zadeklarowała nieco bezmyślnie nakręcona opcją proszenia blondynka.
Przez twarz jasnowłosego przebiegł w tym momencie szelmowski uśmiech.
- Tak, wiem, że jej potrzebujesz Kochanie. Dlatego też ją tutaj od razu ściągnąłem.
- Więccc?- drążyła gwałtownie się ku niemu obracając.
- Zobaczę co mogę zrobić, ale…- odparł łobuzersko na nią spoglądając- Pamiętam o Twojej deklaracji.
- Dobrze, już dobrze… A Mamoru i Esmeralda?- zapytała zbierającego się do drzwi mężczyznę Usagi, ale ten nic już nie odpowiedział głębiej tylko wzdychając.
Przywierając całym ciężarem ciała do oparcia szpitalnego krzesełka mężczyzna patrzył w obielony sufit tymczasowego pokoju Usagi.
- Proszę Cię Di…- szepnęła spoglądająca ku niemu błagalnie blondynka.
- Nie powinno być zbrodni bez kary- odparł ciągle świdrujący sklepienie jasnowłosy.
- Czym zatem jest dla Ciebie kara Di?- zapytała przechylająca nieco głowę i tułów w jego stronę dziewczyna.
Diamond sprowadził wreszcie wzrok ku niej spokojnie odpowiadając.
- Więzieniem, śmiercią, pozbawieniem tego, na czym komuś zależy, ale też poczuciem winy, moralną rozterką, wyrzutami sumienia...
- Więc nie uważasz, że oni swoją karę już dostali?- dociekała blondynka.
- Nie uważam, bo myślę, że Esmeralda Watanabe to lalka bez duszy, a te wyrzutów sumienia raczej nie mają. I w ogóle czemu Ci tak na tym zależy Usa?
Dziewczyna westchnęła szykując się na już po swojej odpowiedzi dłuższą argumentację Diamonda.
- Bo mi ich żal…- odparła cicho.
- Żal? Oj Maleńka… Gość robił wały finansowe i systematycznie Cię oszukiwał jednocześnie za nic nie chcąc pozwolić odejść, a potem jego równie czysta biznesowo kochanka machnęła się na Twoje życie ku swojemu rozczarowaniu bynajmniej celu nie osiągając. Po próbie morderstwa, ucieczce z miejsca zdarzenia i udanym wyeliminowaniu…- mówił teraz na chwilę swój głos zawieszając- wyeliminowaniu dziecka zniknęła jak kamfora i teraz chcesz, żeby ja jej nie szukał. Mało tego, chcesz, żeby ja jej nie szukał i darował Mamoru jego finansowe przekręty...
- Cierpienie duchowe jest najgorszą możliwą karą...
- Tak Usa, ale czy oni cierpią?- retorycznie zapytał mężczyzna- Bo sam szczerze w to wątpię Kochanie...
Dziewczyna odgarnęła kołdrę przelokowując ciało bliżej skraju łóżka. Diamond momentalnie podchwycił myśl siadając za nią tak by mogła oprzeć się o niego plecami. Otoczył ją następnie silnymi rękoma dodatkowo jedną dłoń wplatając między jej palce.
- Błagam Di…- szepnęła blondynka- Zrób dla mnie takie dwie małe rzeczy...
Nie wiedząc co myśleć o słowie ,,dwie” białowłosy uniósł brwi w górę.
- Dwie, bo Chiba raz, a Pusta Lala dwa, czy to jest jedno, a o drugim zaraz się dopiero dowiem?
- Jedno, o drugim już mówię- odparła z lekkim uśmiechem dziewczyna- Poproś Pana Doktora, żeby pozwolił wejść jeszcze Minako… A Ty i reszta do domu marsz!
- Pójdę, kiedy mi się spodoba- odparł wielce zdeterminowany Diamond- A Minako….Hmm...
- Diii no, błagam, błagam, błagam! Bardzo jej potrzebuję! Zrobię co zechcesz!- zadeklarowała nieco bezmyślnie nakręcona opcją proszenia blondynka.
Przez twarz jasnowłosego przebiegł w tym momencie szelmowski uśmiech.
- Tak, wiem, że jej potrzebujesz Kochanie. Dlatego też ją tutaj od razu ściągnąłem.
- Więccc?- drążyła gwałtownie się ku niemu obracając.
- Zobaczę co mogę zrobić, ale…- odparł łobuzersko na nią spoglądając- Pamiętam o Twojej deklaracji.
- Dobrze, już dobrze… A Mamoru i Esmeralda?- zapytała zbierającego się do drzwi mężczyznę Usagi, ale ten nic już nie odpowiedział głębiej tylko wzdychając.
***
Unazuki
szybko przyjechała do mieszkania Mamoru i równie szybko wysłuchała opowieści zdającego
jej w miarę szczegółową relację brata. Motoki zaś mówił wolno, spokojnie
odpowiadając na wyrzucane z prędkością karabinu maszynowego pytania szatynki.
Ta zdobywszy wreszcie satysfakcjonującą ilość informacji chwilowo zamilkła i
głębiej westchnąwszy spojrzała ku milczącemu podczas prezentacji całej historii
Mamoru. Chociaż jej znajomość z brunetem zdecydowanie osłabła ostatnimi czasy
to przez niemal 15 lat zdążyła poznać Go na tyle dobrze by wiedzieć, że pod prezentowaną
teraz skorupą wyciszenia i obojętności kryje się prawdziwie zranione serce.
- Gdzie jest Twój samochód Motoki?- zapytała nagle przechylająca głowę dziewczyna.
- Reika wróciła nim spod szpitala, a ja przyjechałem z Mamoru- odparł nieco zaskoczony nagłą zmianą tematu blondyn.
- I tak sobie właśnie myślałem… - kontynuował widząc zadumę na twarzy siedzącej obok szatynki- Że skoro jest tutaj moja kochana siostrzyczka to na pewno będzie tak miła jak zawsze i chętnie mnie do mieszkania podrzuci. Oczywiście jeżeli Mamoru obieca nam wcześniej nie zalać się tutaj w sztok.
Przy końcu zdania Motoki pytająco spojrzał ku zdecydowanie obecnemu ciałem, ale już bardziej wątpliwie duchem mężczyźnie.
- To nie w moim stylu, spokojnie…- skomentował jednak wychwytujący każde pojedyncze słowo ciemnowłosy.
- Wiem- odparł lekko unoszący kąciki ust blondyn- Dlatego myślę, że możemy zostawić Cię tutaj samego z własnymi myślami i powoli wracać do domu… To co Unazuki, podwieziesz mnie?
Dziewczyna nie odpowiedziała od razu sięgając ręką wewnątrz nieprzerwanie trzymanego puzderka.
- Masz!- powiedziała rzucając ostatecznie dobyte ze środka torebki kluczyki- Wrócę taksówką...
Oczy Motokiego poszerzały od wypełniającego go naraz zdumienia.
- No co? Nie mogę pogadać z Mamoru?- zapytała obserwująca jego reakcję szatynka.
- No nic, możesz, tylko…- zaczął po chwili zawieszając głos blondyn- A zresztą… Dobra, ale w takim razie daj spokój, zostawiam Twoje kluczyki i to ja jadę taksówką...
Unazuki westchnęła, nonszalancko podpierając brodę ulokowaną na odkrytym kolanie ręką.
- Nie wkurzaj mnie braciszku, dałam Ci je to bierz i spadaj!- powiedziała niby złowrogo marszcząca przy tym brwi szatynka- Tylko zatankuj mi tam po drodze do pełna...
Wiedziony nieustępliwością siostry Motoki uśmiechnął się tylko i po elementarnym pożegnaniu wspomnianej dwójki, tj. braterskim całusie w policzek Unazuki i przyjacielskim uściśnięciu dłoni Mamoru, wyszedł zostawiając ich zupełnie samych. Ciemnowłosy milcząco lustrował siedzącą przed nim dziewczynę, a ta również nie ustępując mu wzroku ostatecznie wstała powoli podchodząc ku niemu. Zatrzymała się wreszcie przed nim i przywierając już przedramionami do barków bruneta dziewczyna delikatnie wpiła swoje dłonie we włosy ciągle monitorowanego oczyma mężczyzny.
- Wiem, jak Ci ciężko Mamoru…- szepnęła po chwili szatynka.
- Unazuki, ja...
- Głuptasie- przerwała mu opatulająca teraz rękoma jego szyję kobieta- Za świętego to ja Cię nigdy nie miałam. Wiem, że kombinowaliście coś z Motokim, wiem, że ponad wszystko cenisz karierę, pieniądze i władzę i wiem, że straszny z Ciebie kobieciarz… Od dawna podejrzewałam też, że zdradzasz Usagi…
- Gdzie jest Twój samochód Motoki?- zapytała nagle przechylająca głowę dziewczyna.
- Reika wróciła nim spod szpitala, a ja przyjechałem z Mamoru- odparł nieco zaskoczony nagłą zmianą tematu blondyn.
- I tak sobie właśnie myślałem… - kontynuował widząc zadumę na twarzy siedzącej obok szatynki- Że skoro jest tutaj moja kochana siostrzyczka to na pewno będzie tak miła jak zawsze i chętnie mnie do mieszkania podrzuci. Oczywiście jeżeli Mamoru obieca nam wcześniej nie zalać się tutaj w sztok.
Przy końcu zdania Motoki pytająco spojrzał ku zdecydowanie obecnemu ciałem, ale już bardziej wątpliwie duchem mężczyźnie.
- To nie w moim stylu, spokojnie…- skomentował jednak wychwytujący każde pojedyncze słowo ciemnowłosy.
- Wiem- odparł lekko unoszący kąciki ust blondyn- Dlatego myślę, że możemy zostawić Cię tutaj samego z własnymi myślami i powoli wracać do domu… To co Unazuki, podwieziesz mnie?
Dziewczyna nie odpowiedziała od razu sięgając ręką wewnątrz nieprzerwanie trzymanego puzderka.
- Masz!- powiedziała rzucając ostatecznie dobyte ze środka torebki kluczyki- Wrócę taksówką...
Oczy Motokiego poszerzały od wypełniającego go naraz zdumienia.
- No co? Nie mogę pogadać z Mamoru?- zapytała obserwująca jego reakcję szatynka.
- No nic, możesz, tylko…- zaczął po chwili zawieszając głos blondyn- A zresztą… Dobra, ale w takim razie daj spokój, zostawiam Twoje kluczyki i to ja jadę taksówką...
Unazuki westchnęła, nonszalancko podpierając brodę ulokowaną na odkrytym kolanie ręką.
- Nie wkurzaj mnie braciszku, dałam Ci je to bierz i spadaj!- powiedziała niby złowrogo marszcząca przy tym brwi szatynka- Tylko zatankuj mi tam po drodze do pełna...
Wiedziony nieustępliwością siostry Motoki uśmiechnął się tylko i po elementarnym pożegnaniu wspomnianej dwójki, tj. braterskim całusie w policzek Unazuki i przyjacielskim uściśnięciu dłoni Mamoru, wyszedł zostawiając ich zupełnie samych. Ciemnowłosy milcząco lustrował siedzącą przed nim dziewczynę, a ta również nie ustępując mu wzroku ostatecznie wstała powoli podchodząc ku niemu. Zatrzymała się wreszcie przed nim i przywierając już przedramionami do barków bruneta dziewczyna delikatnie wpiła swoje dłonie we włosy ciągle monitorowanego oczyma mężczyzny.
- Wiem, jak Ci ciężko Mamoru…- szepnęła po chwili szatynka.
- Unazuki, ja...
- Głuptasie- przerwała mu opatulająca teraz rękoma jego szyję kobieta- Za świętego to ja Cię nigdy nie miałam. Wiem, że kombinowaliście coś z Motokim, wiem, że ponad wszystko cenisz karierę, pieniądze i władzę i wiem, że straszny z Ciebie kobieciarz… Od dawna podejrzewałam też, że zdradzasz Usagi…
Zaskoczenie
bruneta nie uszło uwadze kwitującej to mglistym uśmiechem szatynki.
- Więc dlaczego...
- Dlaczego jej nie powiedziałam? Nie miałam dowodów, a dla własnych przypuszczeń wieloletniego związku rozbijać nie będę. Poza tym widziałam jak mimo wszystko Ci na niej zależy i biorąc jeszcze pod uwagę naszą dziecięco-nastoletnią przyjaźń zajęcie jakiegoś stanowiska było dla mnie niezwykle trudne.
- Naszą przyjaźń?- powtórzył ponownie zdumiony argumentem Unazuki Mamoru- Nie mówiłaś nic Usagi ze względu na naszą przyjaźń? Jak to możliwe, że po tym wszystkim co wiesz nie żałujesz tej naszej przyjaźni?
Dziewczyna spuściła w tej chwili głowę, by zaraz ponownie unieść ją wyżej wprost na twarz coraz bardziej zszokowanego jej słowami Mamoru.
- Mówi się, że miłość jest ślepa prawda?- rzuciła odważnie patrząca mu w oczy Unazuki.
Niemal rażony piorunem mężczyzna otwierał właśnie buzię z zamieram skomentowania tak nieoczekiwanego wyznania szatynki, ale dziewczyna skutecznie uciszyła go delikatnie przykładając palec swojej prawej dłoni do jego ust. Lewa ręka w tym czasie sprawnie odpinała guziki koszuli mocno otumanionego Mamoru.
- Więc dlaczego...
- Dlaczego jej nie powiedziałam? Nie miałam dowodów, a dla własnych przypuszczeń wieloletniego związku rozbijać nie będę. Poza tym widziałam jak mimo wszystko Ci na niej zależy i biorąc jeszcze pod uwagę naszą dziecięco-nastoletnią przyjaźń zajęcie jakiegoś stanowiska było dla mnie niezwykle trudne.
- Naszą przyjaźń?- powtórzył ponownie zdumiony argumentem Unazuki Mamoru- Nie mówiłaś nic Usagi ze względu na naszą przyjaźń? Jak to możliwe, że po tym wszystkim co wiesz nie żałujesz tej naszej przyjaźni?
Dziewczyna spuściła w tej chwili głowę, by zaraz ponownie unieść ją wyżej wprost na twarz coraz bardziej zszokowanego jej słowami Mamoru.
- Mówi się, że miłość jest ślepa prawda?- rzuciła odważnie patrząca mu w oczy Unazuki.
Niemal rażony piorunem mężczyzna otwierał właśnie buzię z zamieram skomentowania tak nieoczekiwanego wyznania szatynki, ale dziewczyna skutecznie uciszyła go delikatnie przykładając palec swojej prawej dłoni do jego ust. Lewa ręka w tym czasie sprawnie odpinała guziki koszuli mocno otumanionego Mamoru.