sobota, 5 kwietnia 2014


ZAGUBIONA

Rozdział LIV


Przywierając całym ciężarem ciała do oparcia szpitalnego krzesełka mężczyzna patrzył w obielony sufit tymczasowego pokoju Usagi.

- Proszę Cię Di…- szepnęła spoglądająca ku niemu błagalnie blondynka.

- Nie powinno być zbrodni bez kary- odparł ciągle świdrujący sklepienie jasnowłosy.

- Czym zatem jest dla Ciebie kara Di?- zapytała przechylająca nieco głowę i tułów w jego stronę dziewczyna.

Diamond sprowadził wreszcie wzrok ku niej spokojnie odpowiadając.

- Więzieniem, śmiercią, pozbawieniem tego, na czym komuś zależy, ale też poczuciem winy, moralną rozterką, wyrzutami sumienia...

- Więc nie uważasz, że oni swoją karę już dostali?- dociekała blondynka.

- Nie uważam, bo myślę, że Esmeralda Watanabe to lalka bez duszy, a te wyrzutów sumienia raczej nie mają. I w ogóle czemu Ci tak na tym zależy Usa?

Dziewczyna westchnęła szykując się na już po swojej odpowiedzi dłuższą argumentację Diamonda.

- Bo mi ich żal…- odparła cicho.

- Żal? Oj Maleńka… Gość robił wały finansowe i systematycznie Cię oszukiwał jednocześnie za nic nie chcąc pozwolić odejść, a potem jego równie czysta biznesowo kochanka machnęła się na Twoje życie ku swojemu rozczarowaniu bynajmniej celu nie osiągając. Po próbie morderstwa, ucieczce z miejsca zdarzenia i udanym wyeliminowaniu…- mówił teraz na chwilę swój głos zawieszając- wyeliminowaniu dziecka zniknęła jak kamfora i teraz chcesz, żeby ja jej nie szukał. Mało tego, chcesz, żeby ja jej nie szukał i darował Mamoru jego finansowe przekręty...

- Cierpienie duchowe jest najgorszą możliwą karą...

- Tak Usa, ale czy oni cierpią?- retorycznie zapytał mężczyzna- Bo sam szczerze w to wątpię Kochanie...

Dziewczyna odgarnęła kołdrę przelokowując ciało bliżej skraju łóżka. Diamond momentalnie podchwycił myśl siadając za nią tak by mogła oprzeć się o niego plecami. Otoczył ją następnie silnymi rękoma dodatkowo jedną dłoń wplatając między jej palce.

- Błagam Di…- szepnęła blondynka- Zrób dla mnie takie dwie małe rzeczy...

Nie wiedząc co myśleć o słowie ,,dwie” białowłosy uniósł brwi w górę.

- Dwie, bo Chiba raz, a Pusta Lala dwa, czy to jest jedno, a o drugim zaraz się dopiero dowiem?

- Jedno, o drugim już mówię- odparła z lekkim uśmiechem dziewczyna- Poproś Pana Doktora, żeby pozwolił wejść jeszcze Minako… A Ty i reszta do domu marsz!

- Pójdę, kiedy mi się spodoba- odparł wielce zdeterminowany Diamond- A Minako….Hmm...

- Diii no, błagam, błagam, błagam! Bardzo jej potrzebuję! Zrobię co zechcesz!- zadeklarowała nieco bezmyślnie nakręcona opcją proszenia blondynka.

Przez twarz jasnowłosego przebiegł w tym momencie szelmowski uśmiech.

- Tak, wiem, że jej potrzebujesz Kochanie. Dlatego też ją tutaj od razu ściągnąłem.

- Więccc?- drążyła gwałtownie się ku niemu obracając.

- Zobaczę co mogę zrobić, ale…- odparł łobuzersko na nią spoglądając- Pamiętam o Twojej deklaracji.

- Dobrze, już dobrze… A Mamoru i Esmeralda?- zapytała zbierającego się do drzwi mężczyznę Usagi, ale ten nic już nie odpowiedział głębiej tylko wzdychając.


***

Unazuki szybko przyjechała do mieszkania Mamoru i równie szybko wysłuchała opowieści zdającego jej w miarę szczegółową relację brata. Motoki zaś mówił wolno, spokojnie odpowiadając na wyrzucane z prędkością karabinu maszynowego pytania szatynki. Ta zdobywszy wreszcie satysfakcjonującą ilość informacji chwilowo zamilkła i głębiej westchnąwszy spojrzała ku milczącemu podczas prezentacji całej historii Mamoru. Chociaż jej znajomość z brunetem zdecydowanie osłabła ostatnimi czasy to przez niemal 15 lat zdążyła poznać Go na tyle dobrze by wiedzieć, że pod prezentowaną teraz skorupą wyciszenia i obojętności kryje się prawdziwie zranione serce.

- Gdzie jest Twój samochód Motoki?- zapytała nagle przechylająca głowę dziewczyna.

- Reika wróciła nim spod szpitala, a ja przyjechałem z Mamoru- odparł nieco zaskoczony nagłą zmianą tematu blondyn.

- I tak sobie właśnie myślałem… - kontynuował widząc zadumę na twarzy siedzącej obok szatynki- Że skoro jest tutaj moja kochana siostrzyczka to na pewno będzie tak miła jak zawsze i chętnie mnie do mieszkania podrzuci. Oczywiście jeżeli Mamoru obieca nam wcześniej nie zalać się tutaj w sztok.

Przy końcu zdania Motoki pytająco spojrzał ku zdecydowanie obecnemu ciałem, ale już bardziej wątpliwie duchem mężczyźnie.

- To nie w moim stylu, spokojnie…- skomentował jednak wychwytujący każde pojedyncze słowo ciemnowłosy.

- Wiem- odparł lekko unoszący kąciki ust blondyn- Dlatego myślę, że możemy zostawić Cię tutaj samego z własnymi myślami i powoli wracać do domu… To co Unazuki, podwieziesz mnie?

Dziewczyna nie odpowiedziała od razu sięgając ręką wewnątrz nieprzerwanie trzymanego puzderka.

- Masz!- powiedziała rzucając ostatecznie dobyte ze środka torebki kluczyki- Wrócę taksówką...

Oczy Motokiego poszerzały od wypełniającego go naraz zdumienia.

- No co? Nie mogę pogadać z Mamoru?- zapytała obserwująca jego reakcję szatynka.

- No nic, możesz, tylko…- zaczął po chwili zawieszając głos blondyn- A zresztą… Dobra, ale w takim razie daj spokój, zostawiam Twoje kluczyki i to ja jadę taksówką...

Unazuki westchnęła, nonszalancko podpierając brodę ulokowaną na odkrytym kolanie ręką.

- Nie wkurzaj mnie braciszku, dałam Ci je to bierz i spadaj!- powiedziała niby złowrogo marszcząca przy tym brwi szatynka-  Tylko zatankuj mi tam po drodze do pełna...

Wiedziony nieustępliwością siostry Motoki uśmiechnął się tylko i po elementarnym pożegnaniu wspomnianej dwójki, tj. braterskim całusie w policzek Unazuki i przyjacielskim uściśnięciu dłoni Mamoru, wyszedł zostawiając ich zupełnie samych. Ciemnowłosy milcząco lustrował siedzącą przed nim dziewczynę, a ta również nie ustępując mu wzroku ostatecznie wstała powoli podchodząc ku niemu. Zatrzymała się wreszcie przed nim i przywierając już przedramionami do barków bruneta dziewczyna delikatnie wpiła swoje dłonie we włosy ciągle monitorowanego oczyma mężczyzny.

- Wiem, jak Ci ciężko Mamoru…- szepnęła  po chwili szatynka.

- Unazuki, ja...

- Głuptasie- przerwała mu opatulająca teraz rękoma jego szyję kobieta- Za świętego to ja Cię nigdy nie miałam. Wiem, że kombinowaliście coś z Motokim, wiem, że ponad wszystko cenisz karierę, pieniądze i władzę i wiem, że straszny z Ciebie kobieciarz… Od dawna podejrzewałam też, że zdradzasz Usagi…

Zaskoczenie bruneta nie uszło uwadze kwitującej to mglistym uśmiechem szatynki.

- Więc dlaczego...

- Dlaczego jej nie powiedziałam? Nie miałam dowodów, a dla własnych przypuszczeń wieloletniego związku rozbijać nie będę.  Poza tym widziałam jak mimo wszystko Ci na niej zależy i biorąc jeszcze pod uwagę naszą dziecięco-nastoletnią przyjaźń zajęcie jakiegoś stanowiska było dla mnie niezwykle trudne.

- Naszą przyjaźń?- powtórzył ponownie zdumiony argumentem Unazuki Mamoru- Nie mówiłaś nic Usagi ze względu na naszą przyjaźń? Jak to możliwe, że po tym wszystkim co wiesz nie żałujesz tej naszej przyjaźni?

Dziewczyna spuściła w tej chwili głowę, by zaraz ponownie unieść ją wyżej wprost na twarz coraz bardziej zszokowanego jej słowami Mamoru.

- Mówi się, że miłość jest ślepa prawda?- rzuciła odważnie patrząca mu w oczy Unazuki.

Niemal rażony piorunem mężczyzna otwierał właśnie buzię z zamieram skomentowania tak nieoczekiwanego wyznania szatynki, ale dziewczyna skutecznie uciszyła go delikatnie przykładając palec swojej prawej dłoni do jego ust. Lewa ręka w tym czasie sprawnie odpinała guziki koszuli mocno otumanionego Mamoru.


środa, 2 kwietnia 2014


ZAGUBIONA

Rozdział LIII


Generalnie chętna do komentowania nawet kiedy nie trzeba ciemnowłosa postanowiła tym razem trzymać buzię na kłódkę. Tak więc siłą woli powstrzymała cisnące się na język uwagi pod adresem mijanego blondyna, nie czując jednak napływu pretensji wobec również ignorującego jej obecność bruneta. Nie mniej zerknęła ku temu drugiemu ciekawie, tłumacząc jego zachowanie pogrążeniem w myślach i nastręczanych ostatnimi czasy problemach. Było to jednak spojrzenie przelotne i lada chwila zgubione wewnątrz nieznanego jej kompletnie z rozkładu budynku.

- No tak, duma dumą, ale mogłyśmy ich przynajmniej spytać gdzie leży Usagi…- powiedziała kładąca ręce na biodrach dziewczyna.

- Zaraz się dowiemy…- odparła równie zdezorientowana Makoto.

- Cóż, kawałek języka za…- zaczęła Rei, ale przerwała jej będąca akurat w pobliżu kobieta.

- Usagi Tsukino?- zapytała podchodząca bliżej pielęgniarka.

Przyjaciółki niemal równocześnie kiwnęły głowami.

- Trzecie piętro, sala mniej więcej w połowie długości korytarza, ale o szczegóły proszę pytać na górze- wyjaśniła tuląca do piersi plik dokumentów kobieta zaraz po powiedzeniu tego ruszając.

- Dziękujemy- rzuciła za nią idąca już z Rei w stronę windy Makoto.

Dziewczyny szybko weszły do środka wybierając odpowiedni przycisk.

- Chyba ją tu znają- zauważyła naciskająca trójkę szatynka.

- Nie dziwota, przecież teraz to nie byle kto- skomentowała bez zbędnych złośliwości brunetka.

Mako jednak nie odpowiedziała, bo piętro dalej dosiadł się napawający wizualną trwogą lekarz i dalsza droga minęła przyjaciółką w milczeniu. Kiedy natomiast wysiadły z windy sprawnie odnalazły  okupujących korytarz znajomych, a Ci zaś sami niemal jednocześnie poderwali twarze na dźwięk prawie całkowicie zsynchronizowanego stukotu dwóch par obcasów. Uwagę Rei przykuł w pierwszej kolejności Seiya, któremu zresztą posłała niezbyt koleżeńskie spojrzenie nie zauważając tym samym ani trzymającej go pod ramię kobiety, ani pełnego chęci mordu Yatena obok.

- Cześć Rei- oderwały ją może niezbyt ciepłe, ale zdecydowanie nie trącące już urazą słowa Minako.

Jasnowłosa oszczędziła sobie jednak rytuałów przywitalnych z brunetką zarzucając ręce na szyję stojącej przy niej szatynki.

- Witaj Mako, jak się czujesz?- zapytała wypuszczając ją z objęć.

- Biorąc pod uwagę, że właśnie minęłam przy  drzwiach wejściowych dwa powody mojej depresji to całkiem dobrze- odparła lekko unosząc kąciki ust dziewczyna- A co z Usagi?


***

Diamond siedział przy łóżku Usagi nieprzytomnie lustrując rozciągającą się za dziewczyną przestrzeń.

- Co jest Di?- zapytała od jakiegoś czasu badawczo ku niemu zerkając.

Białowłosy jakby mentalnie otrzeźwiał zastępując bezwiednie rejestrowaną biel ścian minimalnie nabierającą już ludzkich kolorów twarzyczką.

- Nie, nic- rzucił próbując wymusić dodający odpowiedzi nieco  wiarygodności uśmiech.

- Diii, przecież widzę…- mówiła patrząc na niego z poziomu podpierających głowę kolan.

- Nie boli bardziej jak się tak kulisz?- zapytał nagle wykazujący ożywione zainteresowanie tematem skoliozy jasnowłosy.

- Di!- niemal krzyknęła swoim śmiesznie słabiutkim głosikiem mocno potłuczona blondynka.

Diamond uśmiechnął się lekko i zbliżając swoją dłoń do jej twarzy odgarnął za ucho opadający na czoło kosmyk złocistych włosów.

- Więc?- uparcie drążyła blondynka.

Mężczyzna westchnął tym razem jednak uparcie śledząc głębię zdeterminowanego zadanym pytaniem  spojrzenia.

- Nic się przed Tobą nie ukryje?- rzucił jeszcze z niknącą nadzieją jasnowłosy.

Usagi pokręciła przecząco głową, a ewidentnie kapitulujący pod uporem blondynki Diamond wciągnął więcej powietrza opierając przedramiona na niemal przywierających do krawędzi łóżka kolanach.

- Dobrze, że w interesach nie jestem taki miękki, jak przy Tobie Maleńka…- zaczął nawet wesoło po chwili poważniejąc-  Coan przejrzała taśmy z monitoringu...

Usagi wyprostowała się na raz uciekając wzrokiem w dół ku gwałtownie wymagającym uwagi dłonią.

- Ona słyszała już  o ciąży… Nie wiem skąd, nie dociekam, nie ważne…- tłumaczyła cichutko blondynka- Zaczęła mi wmawiać, że chcę wziąć Mamoru na dziecko, a on jest jej i nie pozwoli sobie go zabrać, tak jak uwagę mediów, która to ku niej miała być skierowana… Szarpała, krzyczała, obrażała i w końcu się jej odgryzłam. I chyba trafiłam, bo zareagowała… jak zareagowała...

Diamond zacisnął lewą dłoń w pięść, a zalewająca go kolejna fala gniewu zmętniła mu soczewki i wyostrzyła rysy bijącej kanony estetyki twarzy.

- Zapłaci nam za to Kochanie- powiedział opanowujący swoją wściekłość białowłosy.

Mężczyzna wplutł prawą rękę w jej włosy obserwując ciągle pochylona ku dołowi twarz przygnębionej blondynki.

- Właśnie o tym chciałam z Tobą porozmawiać- odparła nagle odważnie unosząc wzrok.


***

Świeżo przekraczający próg mieszkania Mamoru mężczyźni skierowali się wprost do pedantycznie uprzątniętego salonu. Ciemnowłosy siadł na kanapie z westchnięciem układając ręce pod głowę. Prawie kiedy towarzyszący mu blondyn zajmował ulokowany vis-a-vis bruneta fotel zadzwonił trzymany w kieszeni spodni telefon jasnowłosego. Dźwięk komórki nie wywołał zaś żadnego zainteresowania, ani nawet mrugnięcia okiem u żywo myślącego Mamoru.

- Braciszku, w radiu mówili co się stało- usłyszał odbierający połączenie Motoki- A właściwie niewiele mówili, bo niewiele wiedzą. Parę słów faktu i mnóstwo dywagacji, bo chyba żadnej innej atrakcji na czas antenowy nie mają… Ale wiem, że Ty wiesz. Nie będę do niej dzwonić, więc gadaj: jak ona się czuje?

Motoki przywarł wygodnie plecami unosząc oczy ku niebu.

- Unazuki, to nie jest rozmowa na telefon- odparł zwracając uwagę ciągle zamyślonego Mamoru.

- Jesteś w domu?- momentalnie zapytała szatynka.

- Nie, u Mamoru...

- Doskonale, akurat krążę po okolicy. Będę za… nie wiem, za niedługo pewnie… Cya...

- Ale Unazuki…- próbował zbojkotować pomysł młodszej siostry blondyn.

Niestety zanim zdążył cokolwiek powiedzieć usłyszał dźwięk szybko zakończonego połączenia.

- Co za dziewczyna…- skomentował rozmowę przecierający twarz rękoma mężczyzna- Przyjedzie tu zaraz…

niedziela, 30 marca 2014


ZAGUBIONA

Rozdział LII


Słysząc ciche ,,proszę”  Mamoru otworzył drzwi szpitalnego alkierzu Usagi. Wszedł ze spuszczona głową podnosząc wzrok dopiero wewnątrz świeżo zamkniętego pokoju dziewczyny. Kiedy zobaczył  przywierającą plecami do wezgłowia łóżka kobietę  skrócił fizycznie dzielący ich dystans i zgarniając ciśnięty gdzieś po drodze taboret przysunął go bliżej tak słabo wyglądającej blondynki. Zajmując miejsce przy boku Usagi oparł przedramiona na swoich kolanach splatając rozbiegane nieco wcześniej dłonie.

- Usako, ja… - zaczął patrzący w dół ciemnowłosy- Ja… Naprawdę cieszyłem się na to dziecko…

Blondynka lekko uniosła wargi ku górze przykrywając swoją drobną rączką splecione dłonie Mamoru. Ten zaś odruchowo rozdzielił palce jedną ręką najpierw ujmując ją delikatnie, a potem nieco mocnej ściskając.

- Mamo-chan…- powiedziała zwracając uwagę dotychczas wpatrzonego w dłonie bruneta- Ja też się cieszyłam i mimo, że planowałam wychować dziecko z Di to ta mała istotka wiązała nas ze sobą na trwałe.

Wypełnione bezradnością oczy Mamoru śledziły teraz przyozdobioną śladami łez twarz wciąż trzymanej za rękę blondynki.

- Teraz kiedy…- kontynuowała tu na chwilę ponownie przystając- Kiedy ono nie żyje to nie ma już chyba nic, co mogłoby nas połączyć…

Ciemnowłosy dołożył lewą dłoń do swojej prawej i przesiadając się na skraj łóżka ujętą w ten sposób podwójnie rękę Usagi ucałował pozostawiając przywartą wierzchem do swojego policzka.

- Przepraszam, że to spartoliłem Usagi… Przepraszam, mogliśmy być razem szczęśliwi…

- Żałuję że to spartoliłeś, bo kiedyś Cię naprawdę kochałam…- odparła zupełnie szczerze patrząca mu prosto w oczy dziewczyna.

Na takie słowa urzekającej swoją prostolinijnością blondynki kąciki ust Mamoru uniosły się nieco ku górze.

- A Esmeralda Watanabe… Bo myślę, że wiesz jak dzięki niej zeszłam po schodach… - mówiła dalej przy tym zdaniu wolną ręką ściskając poszewkę przykrywającej ją znacznie kołdry- Skoro dziecka i tak mi już nikt nie wróci to ewentualnie płynące z wciśnięcia jej do więzienia poczucie sprawiedliwości jest dla mnie całkowicie pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Tak więc zdecydowałam, że poproszę Diamonda o niewnoszenie aktu oskarżenia, jeśli obiecasz dać nam święty i wiecznie trwający spokój.

Ciemnowłosy gwałtownie wstał i wkładając ręce do kieszeni zaczął przechadzać się wzdłuż pomieszczenia z mocno zaciętym wyrazem twarzy.

- Przeklęta idiotka!- syknął ponownie obracając twarz ku trochę zdziwionej tym epitetem blondynki- Nic mnie nie obchodzi, niech zgnije w najgłębszej ciemnicy…

- Ale przecież-… zaczęła kompletnie zbita z pantałyku blondynka.

- Naprawdę myślałaś, że mi na niej zależy?- zapytał lustrujący jej skuloną postać Mamoru.

Dziewczyna przytaknęła lekko wywołując tym samym mglisty uśmiech u stojącego naprzeciw mężczyzny.

- Ale nie bój nic, dam Wam spokój… - odparł uspokajająco ciemnowłosy.

- Dziękuję… Mamo-chan- skwitowała wyciągająca ku niemu rękę blondynka.

Mamoru podszedł ujmując zapraszającą do pożegnalnego uścisku dłoń.

- Na razie  Usako- powiedział już kierujący się w stronę drzwi chłopak.

- Do zobaczenia- odpowiedziała wdzięcznie wiodąca za nim spojrzeniem jasnowłosa.

I tak patrzyła się w znikającą jej z oczu postać mężczyzny, który jeszcze nie tak dawno miał być przecież tym jedynym.

,,Eh, Mamo-chan…”- westchnęła odwracając wzrok od bielusieńkich drzwi, drzwi za którymi stał wciąż zastygły nieco Mamoru.

Chłopak zamiast puścić metalową klamkę ściskał ją co raz mocniej, jakby chcąc wpaść tam zaraz z powrotem i wszystko odwołać, powiedzieć, że się rozmyślił, zmienił zdanie, bo zamierza ją odzyskać i już. Koniec końców zwolnił jednak uścisk i wsuwając rękę do kieszeni markowych spodni smętnie ruszył przed siebie. Szedł tak sobie z wolna powłóczywszy nogami i oczyma traktując sufit, gdy nagle zniżył wzrok napotykając rozwścieczone spojrzenie prowadzącego żywą rozmowę Diamonda. Ten zaś momentalnie spostrzegłszy obecność byłego rywala zaprzestał słownej rozterki i ku protestom stojącej obok Berthier ruszył na niego z impetem.

- Zabiję Cię draniu- rzucił błyskawicznie zmierzając w jego stronę.

Widząca opromienione nimbem wielkiej katastrofy starcie nadmienionej dwójki jasnowłosa uniosła błagalnie oczy ku niebu po sekundzie również idąc już szybkim krokiem wzdłuż rażącego bielą korytarza szpitalu Uniwersytetu Tokai.

- Twoja plastikowa lala niemal wyprawiła Usagi na drugi świat! I teraz mi powiedz kto swoimi gierkami pchnął do tego tą wymagającą intensywnego leczenia wariatkę?- rzucił gniewnie chwytający ciemnowłosego za koszulę mężczyzna.

Początkowo zdezorientowany taką reakcją rywala Mamoru zaczynał powoli rozumieć powody czynnej napaści białowłosego.

- Diamond, spokojnie. To nic nie da…- radziła akurat stająca przy nich Berthier.

- Właśnie Kentaro- dodał cynicznie unoszący kąciki ust brunet- Wyluzuj trochę…

- Zamknij się Chiba, bo zetrę Ci te cwaniacki uśmieszek!- odparł wściekle przypierający go do ściany mężczyzna.

Bertie ujęła nagle od tyłu ramię gotowego udusić Mamoru Diamonda.

- Myślę, że Usagi tej afery by tutaj nie chciała- powiedziała  z niekłamaną nadzieją na natychmiastowy efekt  jasnowłosa.

Dziewczyna nie przeliczyła się jednak, bo Diamond w końcu puścił tak chętnie przygniatanego do muru mężczyznę. Akurat dotarła też reszta nieco skołowanej ferajny milcząco przerzucając pytające spojrzenia po stojącej przy ścianie trójce.

- O co chodzi Berthier?- zapytał wreszcie nieprzychylnie świdrujący wzrokiem Mamoru Seiya.

Dziewczyna przewróciła tylko oczami, jakby niewerbalnie komunikując ,,powiem Ci później”.

,,Jeszcze tylko tego brakuje, żebyś i Ty się pięściami zaangażował”- pomyślała dodatkowo nieprzychylna bezzwłocznemu tłumaczeniu sytuacji Bertie.

Ciemnowłosy otwierał już jednak buzię chcąc podkreślić chęć natychmiastowego uzyskania informacji, ale wszedł mu w paradę głos wyrzucającego Mamoru Diamonda.

- Wynoś się stąd Chiba-zażądał nieprzerwanie rozeźlony mężczyzna.

- Nie rozkazuj mi Kentaro- lekceważąco odparł poprawiający koszule brunet.

- Chodźmy lepiej Mamoru- zasugerował stojący obok blondyn.

Rzucając jeszcze ostatnie spojrzenie nadal ciskającemu gromy białowłosemu Mamoru wraz z Reiką i obejmującym ją ramieniem Motokim ruszyli w kierunku windy. Kiedy drzwi się za nimi zamknęły uprzedzający pytanie towarzyszącej mu dwójki mężczyzna przywarł plecami do stalowej ścianki zwracając wzrok ku wyczekującej jakiejś głębszej relacji pary.

- Obiecałem jej dać spokój po wszeczasy- powiedział mocniej westchnąwszy – A Kentaro właśnie zasięgnął wiedzy o sprawcy wypadku Usagi…

- Boże…- skometowała zasłaniająca usta dłonią szatynka.

Żadne słowo nie padło już z niczyjej strony do momentu finalnego otwarcia drzwi windy na parterze szpitalnego budynku. Właściwie dopiero kiedy zbliżali się już do wyjścia Motoki wyjął kluczyki wręczając je trochę zdziwionej dziewczynie.

- Wracaj sama do mieszkania, ja pojadę z Mamoru- rzucił całując na pożegnanie szatynkę.

- W porządku- odparła po chwili przechodząca przez oszklone drzwi Reika.

Tuż za nimi mimowolnie wpadła na chcące wejść do wnętrza budynku kobiety. Przystanęła ostro krzyżując wzrok z doskonale jej znaną szatynką. Upłynęło jednak parę sekund i przerwane słowami Motokiego ,,cześć Mako” połączenie linii Reika Nishimura- Makoto Kino zostało gwałtownie przerwane. Ta pierwsze bez słowa minęła tę drugą, która z kolei zdawkowo odpowiadając Motokiemu ,,cześć” też minęła się z nim dość szybko bez dalszych dyskusji.

czwartek, 27 marca 2014


ZAGUBIONA

Rozdział LI


Chociaż kolejka do kasy była wyjątkowo długa to pochłonięta nieustannym przekomarzaniem z Yatenem Minako ani się obejrzała, a czerwona strzałka pokazała stanowisko nr 10.

- Jezu, Diamond dał mi tyle forsy, że mogłabym za to cały regał wykupić…- zauważyła kładąc część banknotów przed pakującą bawełnianą koszulkę ekspedientką.

- Proponuję zachować resztę na jakiś romantyczny wypad z kochasiem…- cierpko skomentował stojący obok mężczyzna.

Blondynka raptownie obróciła się sztyletując wzrokiem bezspornie ucieszonego jej reakcją chłopaka.

- Mój kochaś sam za mnie zapłaci, a tą oto kasę przekażę na podratowanie Twojego umysłowego zdrowia…

- 13430.97 jenów- powiedziała rzucająca im pełne niechęci spojrzenie ekspedientka.

Minako milcząc przesunęła pieniądze bliżej zdegustowanej ich rozmową dziewczyny.

- Dziękuję, zapraszam ponownie- tradycyjnie dodała na koniec , jakby w rzeczywistości myśląc ,,nigdy więcej tu nie przychodźcie”.

Yaten niby niechętnie porwał papierową torbę z rąk Aino samemu prąc przodem ku drzwiom.

- A tamtej to niby co?- zapytał w końcu przekręcając twarz do o dziwo dorównującej mu już kroku blondynki - Mąż jej nie daje czy jak?

- No chyba…- odparła z lekkim uśmieszkiem rozbawiona jego uwagą dziewczyna.

Szli tak dalej milcząc, a że milczenie u tej pary sugerowało raczej lepiej niż gorzej to po wypadającym całkiem nieźle spojrzeniu kontrolnym Minako zdecydowała podjąć stanowiący źródło wszelkich problemów temat.

- Yaten…- zaczęła powoli.

- Hm?- mruknął otwierający drzwi samochodu mężczyzna.

- Nielicząc przypadkowego spotkania na ulicy widziałam się z Alanem tylko dwa razy: na przywitanie i pożegnanie…

- I to ma mnie niby uspokoić- odparł zajmujący miejsce kierowcy jasnowłosy.

W opinii blondynki owszem, to miało go uspokoić- nie wyobrażała sobie, żeby inaczej i dlatego nieco osłupiała stała tak z półotwartymi drzwiami srebrnego volvo.

- Wsiadaj kobieto, bo nas śnieg zastanie!- rzucił ze środka zniecierpliwiony jej postojem mężczyzna.

- Niech Cię Yaten…- syknęła zniżając się do poziomu siedzącego za kierownicą chłopaka- Wiedz, że gdybyśmy nie jechali tam gdzie jedziemy i gdybym nie chciała być szybko tam gdzie chcę być to wyskoczyłabym z tego samochodu choćby i teraz każąc Ci się gruntownie wypchać trocinami i tłuczonym szkłem…

- O dziękuje łaskawa Pani- odparł teatralnie bijąc pokłon w jej stronę.

- Patrz na drogę idioto- rzuciła szarpnięciem ręki wymuszając właściwą pozycję.

Yaten ułożył ciało w miarę normalnie generalnie wzrok kierując przed siebie.

- Nie bój żaby Aino- powiedział tym razem jakby bez większego zainteresowania osobą pasażerki- Jadę tak, żeby przypadkiem od mojej strony nic nie walnęło…

Minako nabrała więcej powietrza, żeby zaraz wybuchnąć, ale nie pełnym wściekłości krzykiem maksymalnie rozdrażnionej kobiety, ale drżącym głosem tonącej w melancholijnym smutku dziewczyny.

- Musisz być taki wredny?

Yaten nic nie odpowiedział nerwowo stukając palcami o kierownicę.

- Musisz mi ciągle docinać? Musisz pokazywać, że jestem dla Ciebie nikim?- kontynuowała próbując powstrzymać napływające do oczu łzy.

Chłopak dalej milczał niby ignorując przesycone żalem pytania siedzącej obok blondynki.

- No to dotarliśmy- powiedział wreszcie  nieco spokojniej gasząc silnik swojego volvo.

Dla urozmaicenia tym razem Minako zamknęła usta nie reagując słowami ani ruchem na komunikat patrzącego w jej oczy mężczyzny. Ten zaś widząc jej marazm i zroszone łzami policzki pękł i z wciąż surowym wyrazem twarzy, ale namiękłym sercem nieco głębiej wysiadł obchodząc samochód, by koniec końców otworzyć drzwi od strony siedzącej dalej nieruchomo blondynki. Jedną ręką chwyciwszy ulokowaną przy nogach dziewczyny torbę drugą podał zerkającej na niego badawczo, lecz wciąż depresyjnie Minako. I tak Minako przy usłużnej pomocy Yatena wreszcie opuściła jego samochód. Stojąca już przed obielonym budynkiem blondynka delikatnie przetarła namokłą słoną wodą twarz i poprawiając w ogóle niewymagające tego zabiegu włosy bez słowa poszła przed siebie.

- Jak możesz myśleć, że jesteś dla mnie nikim Aino?- usłyszała raptem za sobą dziewczyna.

Minako momentalnie przystanęła, ale zaraz na nowo ruszyła i to jeszcze szybciej i bardziej nerwowo niż wcześniej.

- A nie jest tak?- zapytała idącego w tyle mężczyznę.

Dziewczyna nie musiała przekręcać głowy, by zauważyć, że jasnowłosy zatrzymał się gdzieś tam za nią i teraz milczy, jakby mu głos zabrali.

- Jak kobieta, którą kocham mogłaby być dla mnie nikim- powiedział w końcu rażąc tym samym Minako piorunem.

Blondynka zaliczyła gwałtowny zwrot .

- Coś Ty powiedział?- rzuciła niepewnie podchodząca bliżej dziewczyna.

- Że Cię do cholery kocham!- krzyknął zwracając na siebie uwagę dwóch pijanych nastolatków, matki z dzieckiem i idącej poboczem grupy rencistów.

- Yaten, ja przepraszam… - zaczęła przyspieszając kroku blondynka- Ja się spotkałam z Alanem ze względu na stare czasy. Nie mówiłam Ci, bo wiedziałam, że będziesz wariował. Ale na litość Boską, Ty jesteś zazdrosny o wszystko co się rusza- bo o to co się nie rusza to jeszcze nie wiem… A potem on dał znać, że przed swoim wylotem musi mi coś osobiście powiedzieć i jak już powiedział o tym swoim niby uczuciu to posłałam go do wszystkich diabłów. Nigdy nie byłeś dla mnie alternatywą… Odkąd pierwszy raz pojawiliście się w Tokio…

- Cicho bądź Aino- przerwał jej jasnowłosy zagarniając ku sobie i żarliwie całując.

I całowaliby się tak pewnie bez końca, gdyby pary nie dobiegł stukot idących wprost na nich obcasów.

- Co tutaj robisz Berthier?- zapytała świeżo odklejona od jasnowłosego blondynka.

Ta z figlarnym uśmiechem na ustach ucałowała w policzek najpierw ją, a potem stojącego obok mężczyznę.

- Cieszę się, że u Was dobrze- powiedziała ruchem ramienia poprawiając lakierkową torebkę- A ja… No cóż, mam Diamondowi coś bardzo ważnego do powiedzenia. W sumie Coan miała z tym dzwonić, ale Usagi to też moja przyjaciółka i skoro i tak chciałam tu przyjść to pomyślałam, że może mu lepiej tą informację osobiście przekażę…

Bertie przygryzła nieco dolną wargę chwilową się zamyślając.

- No i Seiya też tutaj jest…- rzucił niby od niechcenia Yaten.

- Tak właśnie myślałam jakby to mogło go nie być skoro mu powiedziałam o zajściu przy próbie namierzenia Minako- odparła wracająca do rzeczywistości dziewczyna po chwili pytając- A Mamoru Chiba?

Aino milcząco przytaknęła obserwując zaraz skwaszoną reakcję jasnowłosej.

- Ojjj - mruknęła tylko ruszająca już z wesoło trzymającą się za ręce parą Berthier.



Translate