środa, 12 marca 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XLVI


Skręcający właśnie w boczną uliczkę Mamoru popatrzył na leżący między przednimi siedzeniami telefon. Prawą ręką sięgnął po wyświetlającą numer Motokiego komórkę, lewą wciąż trzymając świeżo wypolerowaną, i to bynajmniej nie przez niego samego, kierownicę czerwonej hondy.

- Gdzie jesteś?- usłyszał niebawem ciemnowłosy- Mieliśmy robić dokładną analizę sprawozdań finansowych firmy, a tu Reika mówi, że Cię nie ma...

- Jadę do Kentaro Computers- odparł niedbale brunet chwilowo baczniej zerkając w boczne lusterko.

- Czyś Ty na głowę upadł!?- niemal krzyknął zirytowany ruchem przyjaciela jasnowłosy- Miałeś odpuścić...

Patrzący w drogę Mamoru Chiba chytrze uśmiechnął się samego siebie.

- Spokojnie, to ona mnie zaprosiła...

- Co?- rzucił ewidentnie zdumiony takim obrotem spraw blondyn - Żartujesz chyba...

- Nope- zaprzeczył wciąż niezcierający cwaniackiego uśmieszku brunet- W sumie dziwne, bo dzwoniła na komórkę z firmy, a nie od siebie… Ale mniejsza z tym, to bez znaczenia. Znaczenie ma to, że sama prosiła mnie o spotkanie...

Motoki westchnął głębiej dopiero po paru sekundach zdobywając się na szczery komentarz.

- Pewnie chce Ci jeszcze raz powiedzieć, że to koniec, finem, shake, ände...

- Nieee, coś się zmieniło…- zawyrokował tajemniczo ciemnowłosy- Do tej pory nie chciała ze mną rozmawiać uważając temat za zakończony i nie sądzę, żeby nagle postanowiła się spotkać celem podkreślenia tego, co według niej było już wystarczająco podkreślone...

- No, ale chyba nie myślisz, że pod nosem swojego obecnego faceta i zapewne ku jego ogólnej wiedzy padnie Ci w ramiona- rzucił mocno powątpiewający Motoki- Czemu sama do Ciebie nie przyszła, albo czemu nie zaproponowała spotkania w terenie… No nie wiem, jakaś kawiarnia czy coś...

Mamoru zgasił silnik otwierając odgradzające go od świata zewnętrznego drzwi.

- Tego się zaraz dowiem- odparł ogarniając wzrokiem wyrastający przed nim potężny biurowiec.

Chociaż na linii zapadła krótkotrwała cisza ciemnowłosy wyczuł kolejne westchnięcie zatroskanego sytuacją blondyna.

- Znaczy się, że sprawozdania przekładamy na jutro?- rzucił w końcu zrezygnowany waleniem grochem o ścianę Motoki.

- Raczej tak, bo potem mam jeszcze coś do załatwienia…


***

Nerwowo przebierająca palcami Usagi chodziła niezwykle chaotycznym krokiem wokół siedzącego przy jej biurku mężczyzny. Raz spoglądała w emanujący nieskazitelną bielą sufit i krzyżując ręce na piersiach zdawała się spokojnie układać ściśle określony plan, by zaraz głęboko westchnąć zakrywając opuszczoną twarz mocno rozgorączkowanymi dłońmi.

- Nie, nie mogę…- powiedziała ostatecznie załamując ręce.

- Możesz…- odparł przyciągający dziewczynę ku sobie Diamond.

Białowłosy wstał i  jedną ręką ujmując ją w tali drugą pogładził jej doskonale aksamitny policzek.

- Chcesz być ze mną?- zapytał zgłębiając jej pełne uczucia spojrzenie.

- Wiesz, że tak Di...- odparła cicho.

- To musisz mu jasno sprawę przedstawić… Jesteś z nim w ciąży, ale to ja wychowam Wasze dziecko...

Usagi uciekła spojrzeniem i całą sobą stając tyłem do mężczyzny ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma.

- Nie odpuści Di… To w ogóle abstrakcja myśleć, że mógłby...

- Lepiej by było dla niego, żeby odpuścił…- rzucił z zamyśleniem białowłosy.

To zamyślenie zauważyła nagle obracająca się ku niemu blondynka.

- Co masz na myśli?- zapytała bacznie spoglądając w jego jakby zasnute mgłą oczy.

Po chwili Diamond przeniósł wzrok na stojącą przy nim dziewczynę ponownie ujmując ją w tali swoimi silnymi rękoma.

- Mamoru Chiba jako oficjalnie działający reprezentant Kawachigi Corporation dokonywał z jej ramienia transakcji na giełdach papierów wartościowych przyjmując niedokumentowane korzyści finansowe. Do tego odpowiadał za fałszowanie faktur...

Usagi szeroko otworzyła oczy słuchając słów białowłosego.

- Poza tym namawiał kompletnie zielonych ekonomicznie obywateli do inwestowania w nienotowane jeszcze papiery wartościowe celem rzekomego wypracowania zysków podczas ich debiutu giełdowego. Zaraz po tym sam nabywał akcje umożliwiając ich wzrost, czym ostatecznie przekonywał skołowaną ofiarę do przelania środków na wskazane konto. Kiedy to się już działo sprzedawał zakupione papiery powodując spadek ich cen, a samemu zachowując pieniądze...

Gdyby białowłosy nie trzymał dziewczyny w talii ta pewnie rażona informacją upadła by na ziemię.

Mężczyzna puścił ją jedną ręką wzmacniając uścisk drugiej, tak by móc podsunąć jej stojące za nim krzesło.

- Przepraszam Skarbie…- powiedział kucając koło niej- Miałem Ci tego ostatecznie nie mówić, ale tak wyszło, że to może być nasza jedyna karta przetargowa...

Wyjątkowo bladą nawet jak na jej karnację blondynkę nachodziły nagle setki różnych myśli.

,,Mamoru oszustem finansowym….”- dumała zaraz przeskakując  w temat kompletnie innego mężczyzny- ,,Di, skąd on to wie… A zresztą, co tam... Jak Di chce coś wiedzieć to wie. A o Mamoru pewnie chciał wiedzieć... Taaa, przecież coś kiedyś mówił, że Mamoru ma inne grzeszki na sumieniu i dowie się jakie. W każdym razie nieważne…"

- Nie wierzysz mi?- wytraciło ją nagle z zadumy pytanie białowłosego.

Dziewczyna lekko się uśmiechnęła widząc zatroskane jej stanem spojrzenie.

- Wierze- odparła zdecydowanie- Tylko sobie myślę… czy to w porządku tak wykorzystywać te wszystkie informacje?

Białowłosy roześmiał się na głos.

- Oj, Kochanie… A czy on był w porządku?

Blondynka pokręciła przecząco głową.

- Słuchaj Maleńka- zaczął patrząc w jej oczy- Nie chcę go zniszczyć, ale jeśli nie będzie wyboru...

Diamond nie skończył, bo zadzwonił ustawiony na biurku Usagi firmowy telefon.

- Pan Chiba przyszedł- powiedziała Berthier słysząc dźwięk podnoszonej słuchawki.


***

Szczątkowe promienie słońca wdzierały się przez na wpół odsłonięte, albo raczej przez na wpół zasłonięte okna sypialni Minako. Sama Minako leżała zaś z wbitą w materac twarzą i przyciskaną do tyłu głowy puchową poduszką. Chociaż było już późne południe to dziewczyna nie zamierzała wstawać, ani chyba nawet zbędnie się ruszać. Po jakimś czasie sięgnęła jednak w stronę leżącej przy łóżku komórki. Jej nikła nadzieja na jakieś niedosłyszane wskutek kamiennego snu połączenie znikła wraz ze spojrzeniem w pokazujący jedynie godzinę ekran. Westchnąwszy głębiej zaczęła przeglądać kontakty i chwilę wodząc przy haśle ,,Yaten" przeszła wyżej wybierając numer Usagi. Telefon przyjaciółki jednak nie odpowiadał i mocno zawiedziona blondynka znów padła w materac z głośnym i przeciągłym pufnięciem.


niedziela, 9 marca 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XLV


Wszystkie słowa, wymieniane uwagi, ożywione komentarze i ujawniane spostrzeżenia nie docierały do uszu pogrążonej w zadumie blondynki. Obecna jedynie ciałem Usagi mechanicznie przechylała głowę w stronę tego, kto aktualnie mówił, uśmiechała się lekko, kiedy jeden z uczestników zebrania żartował i przewracała strony leżących przed nią dokumentów, gdy inni też to robili. Diamond raz za czas posyłał jej badawcze spojrzenie i choć uważał, że lepiej by było wciągnąć ją do dyskusji to widząc pod przykrywką opanowanej kobiety roztrzęsioną dziewczynę z wczoraj zdecydował nie męczyć Usagi czymś co i tak nie odciągnie jej od dręczących duszę i ciało problemów.

- Tak więc jeszcze raz wszystkim dziękuję- zakończył w końcu białowłosy.

Blondynka automatycznie poderwała się, podobnie jak większość innych uczestników konferencji odsuwając krzesło.

- Usa…- powiedział zwracający na siebie jej uwagę Diamond.

Dziewczyna odwróciła twarz napotykając przenikliwe spojrzenie fioletowych tęczówek tak uwielbianego mężczyzny, mężczyzny, który powinien być ojcem jej dziecka- powinien, ale nie jest.

- Zaraz do Ciebie przyjdę- dodał ciągle nie spuszczając z niej wzroku.

Usagi nieco się uśmiechnęła i schylając ciało ku siedzącemu dalej białowłosemu pocałowała go lekko w usta.

- Dobrze- odparła  na powrót prostując plecy, by zaraz podejść do obleganych przez wychodzących  drzwi.

Kiedy w sali konferencyjnej została tylko trójka najstarszy spośród nich zwrócił swoją osobę ku wiernie trwającemu przy nim bratu.

- Już Cię nie ma…

Safir lekko się uśmiechnął i wstając zgarnął rozłożone na stole papiery.

- Dobry z Ciebie braciszek- zauważył ciemnowłosy- Pozdrowię Petz. Jak coś to dzwoń…

Po pewnej chwili drzwi za brunetem się zamknęły, a pozostający w pomieszczeniu Diamond mgliście popatrzył na wywijającego długopisem Rubeusa.

- Jak tam akcje Kawachigiego?- zapytał zaznajomionego ze sprawą mężczyznę.

- Na razie bez większych wahań, ale będą rosły- odparł przygwożdżając zabawkę do stołu Rubeus.

Teraz to on spojrzał ku podpierającemu brodę dłonią koledze.

- Dobra- rzucił krzyżując ręce na piersiach- To o co chodzi z Usagi?

Zaskoczony jego spostrzegawczością Diamond uniósł brwi w górę.

- Skąd wiesz, że chodzi o Usagi?- zapytał przywierając wygodnie plecami do oparcia skórzanego fotela.

- Znam Cię- odparł z cwaniackim uśmieszkiem ognistowłosy- A poza tym firma, jak na natłok co raz to bardziej zróżnicowanych problemów, świetnie, więc  cóż pozostaje…

Diamond  splótł palce wbijając łokcie w obleczone czarną skórą podłokietniki zajmowanego fotela.

- Usagi spodziewa się dziecka…- powiedział wyraźnie po chwili dodając- Dziecka Mamoru Chiby…
Oczy Rubeusa zaczęły nagle przypominać spodki pod herbatę i chociaż informacja była na tyle zaskakująca, że prosiła się o komentarz w stylu ,,jaja sobie robisz” to wiele lat wspólnej zabawy i pracy nie dawały ognistowłosemu złudzeń- to nie jest twarz Diamonda, który sobie żartuje.

- Czy on wie?- koniec końców zapytał powoli dochodząc do siebie.

- Nie…- odparł zdecydowanie białowłosy.

- No to mu nie mówcie- poradził poważnie Rubeus.

Diamond przetarł oczy i ciężej wzdychając tym razem skrzyżował ręce na piersiach.

- Rozstanie z Mamoru odcisnęło piętno w psychice Usagi. Ten skurczybyk cały czas zachowywał się tak, żeby Usa miała wątpliwości. Działał zachowawczo ubezpieczając ewentualnie złe ruchy graniem zakochanego po uszy głupca. Wiesz o co mi chodzi… Taka rozkmina- nawet jeśli mnie zostawi to nie przestanie o mnie myśleć, bo będzie miała wyrzuty, które wykorzystam, żeby ją odzyskać…

Słuchający w skupieniu ognistowłosy przytaknął wciąż nie spuszczając wzroku ze swojego rozmówcy.

- Chociaż Usagi ostatnio stała się silniejsza i pewniejsza swoich decyzji to taka wiadomość wyparła jej zepchnięte już głębiej wątpliwości. Jeszcze zadzwoniła jej ubóstwiająca Chibę matka, a chwilę wcześniej chyba z jakimiś pretensjami ten cały Seiya Kō… I to wszystko tak się w niej biednej zebrało, że nagle chciała biec do Mamoru…

- I pobiegła?- drążył ognistowłosy.

- Coś Ty, nie pozwoliłem jej… W każdym razie nie ma opcji, żeby nic nie mówić. Usagi zwariuje jeśli będzie to przed nim ukrywać. Od wczoraj nie włączyła nawet komórki…

Tym razem Rubeus nabrał więcej powietrza zakładając ręce za głowę.

- To może by go tak zaszantażować…- sprytnie zauważył ognistowłosy- W końcu co nieco na niego mamy…

- Nie chcę załatwiać tego w ten sposób- odparł zawzięcie świdrujący przeciwległą ścianę Diamond- Ale wiem jedno- jeśli zrobi coś, co przyprawi moją Usagi o kolejne łzy albo spróbuje mi ją odebrać to nie będę mieć skrupułów i go zniszczę… 


***

Poprawiająca ramiączko bluzki Minako otworzyła drzwi wejściowe swojego mieszkania.

- No wreszcie- powiedziała przewracająca oczami brunetka- Czemu nie odbierasz jak dzwonię?

Ciemnowłosa weszła do środka i kładąc ręce na biodrach wykonała zgrabny półobrót stając ostatecznie twarzą w stronę zaskoczonej jej pytaniem i wizytą blondynki.

- Nie odbieram?- powtórzyła starając sobie przypomnieć nadaremnie dźwięczącą komórkę.

- Coś Ci tam dzwoniło kiedy okupowałaś łazienkę- zauważył siedzący w głębi salonu jasnowłosy.

Nieświadoma obecności innego gościa brunetka bezwiednie obróciła twarz ku zajmującemu dalszy fotel mężczyźnie.

- O, cześć Yaten- powiedziała równając resztę ciała do kąta zaglądającej przez ramię głowy- Co tutaj robisz?

Rei położyła brązową torebkę na kanapie siadając zaraz koło niej, a jednocześnie naprzeciw marszczącemu właśnie czoło mężczyźnie.

- Jak to co tutaj robię?- zapytał zdziwiony- Przyszedłem do swojej dziewczyny...

Ciemnowłosa uniosła brwi obracając się ku stojącej za nią blondynce.

- Czyli z Alanem nic nie wyszło?

W jednej sekundzie oczy Minako i Yatena urosły do niewyobrażalnie dużych rozmiarów.

- Cholera jasna, kto to jest Alan!?-  krzyknął wyraźnie nieuświadomiony jasnowłosy.

Rei zaczęła nagle nerwowo przerzucać spojrzenie to z niego na nią, to z niej na niego ostatecznie tkwiąc wzrokiem w postaci oniemiałej sytuacją blondynki.

- Nie powiedziałaś mu?- zapytała próbująca ukryć wyrzuty sumienia Rei.

- Wychodzę…- rzucił gwałtownie ściagający z oparcia fotela kurtkę jasnowłosy.

Minako momentalnie otrzeźwiała żywo doskakując do ewidentnie wkurzonego mężczyzny.

- Yaten, czekaj… Już Ci wszystko tłumaczę...

- Nie musisz, sam sobie dopowiem…- odparł wychodząc przez drzwi.

Załamana dziewczyna ukryła twarz w dłoniach, by po paru sekundach zwrócić się ku wciąż siedzącej na kanapie brunetki.

- Co mu miałam powiedzieć!?- krzyknęła rozżalona.

- No, że się umawiasz z Alanem…. I że coś tam, bo nie wiem o co chodzi. Kiedy do niego wzdychałaś był z tą cała Katariną...

- Jak nie wiesz o co chodzi to się nie wtrącaj- rzuciła wściekle blondynka.

Ciemnowłosa popatrzyła na nią równie rozżalonym wzrokiem.

- Nie wiem o co chodzi, bo nic mi nie mówicie… Ty i Usagi… Nawet telefonów ode mnie nie odbieracie. A ja się tylko martwię…- skomentowała sięgając po leżącą obok torebkę.

Minako nic już nie odpowiedziała pozwalając w milczeniu wyjść poznanej wiele lat temu przyjaciółce.


czwartek, 6 marca 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XLIV


Widząc siedzącego nad jakimś papierem tyłem do wejścia Diamonda Usagi cichutko zamknęła masywne drzwi idąc ku niemu zaiste bezszelestnym krokiem.

- Co robisz?- zapytała w końcu oplatając jego ramiona przerzuconymi ponad oparciem fotela dłońmi.

- Słyszałem Cię już od progu Kochanie… - zauważył przewracający spięte zszywką strony białowłosy- Przeglądam statystyki Eguchiego. Zestawimy je z naszymi sporządzanymi od dnia dzisiejszego.

- Chcesz porównać reakcję na wprowadzenie nowych matryc?- rzuciła pobieżnie oglądając przez jego ramię dokumenty.

Diamond uśmiechnął się dumnie odkładając trzymane w dłoni papiery.

- Brawo- odparł zadowolony z jej ogromnych postępów jasnowłosy - Jutro zrobimy sobie zebranie…

Mężczyzna obrócił się na fotelu tak, by stojącą do tej pory za nim Usagi mieć tuż przed sobą. Kiedy ujął ją w pasie sadzając sobie na kolanach zauważył, że dziewczyna ma założony płaszcz i przewieszony przez szyję komin.

- No właśnie przyszłam Ci powiedzieć, że wychodzę- powiedziała uprzedzając jego pytanie- Idę do lekarza, zobaczymy się w domu…

- Coś się stało?- rzucił żywo zaniepokojony.

- Nieeee- odparła przeciągle wstając- Zwykłe badania kontrolne…

Blondynka zapięła guziki rzucając jeszcze raz okiem na całokształt czerwonego płaszcza i jednym ruchem wygładzając jego boki nachyliła się nad Diamondem dając mu pożegnalnego całusa.

- Do jakiego lekarza, bo chyba nie mówimy tutaj o dentyście?- drążył temat ciągle niespokojny białowłosy.

- Jezu nooo, do normalnego- rzuciła idąca już w stronę drzwi Usagi- Nie martw się, przysięgam, że nie ukrywam przed Tobą żadnej choroby… 

- Na pewno? Od wczoraj dziwnie się zachowujesz…

- Na pewno- odparła na wpół ucieszona jego troską blondynka.

Diamond westchnął rozglądając się po biurku najwyraźniej w poszukiwaniu kluczyków.

- Zawiozę Cię- zakomunikował wstając.

- Nie nie, już się umówiłam z Minako. Nie będę siać zamętu organizacyjnego- powiedziała szybko doskakując do wyjścia- To lecę, buziaki!

Znająca upór chłopaka dziewczyna praktycznie sforsowała drzwi, by nie dać mu czasu na kolejną serię pytań, z którą by sobie pewnie już nie poradziła


***

Wyraźnie rozjuszony Seiya chodził wokół szklanego stolika w salonie.

- Widziałeś to?- krzyknął do wyłaniającego się właśnie zza kuchennych drzwi szatyna.

- Co?- ledwo wymamrotał jedzący babeczkę Taiki.

- No fragment kiedy Usagi mówi, że jest z tym całym Kentaro…

Starszy brat usiadł na kanapie tuż przy trasie krążącego jak elektron bruneta.

- Aaaa… To… - powiedział strącając do buzi okruszki ze stanowiącego talerzyk wnętrza dłoni- Nie widziałem, ale Yaten mi mówił…

Seiya zatrzymał się opierając wyprostowane ręce na górnej powierzchni fotela.

- Cholera, jak nie Chiba to inny…

- No i co się tak szarpiesz- skomentował obserwujący ciemnowłosego z korytarza Yaten- Przecież wiedziałeś…

Brunet gwałtownie uniósł dłonie zwracając ciało ku idącemu z tyłu drugiemu bratu.

- Co wiedziałem? Nic nie wiedziałem. Miałem tylko podejrzenia- rzucił gniewnie.

- No nie mów, że po wczorajszym zdjęciu w gazecie dalej tylko podejrzewałeś- zironizował będący już niebezpiecznie blisko jak na atmosferę jasnowłosy.

Brunet zrobił jeszcze krok w przód, tak że teraz już bracia prawie stykali się nosami.

- Nie wierzę jakimś pismadłą…

W tej chwili stanął między nimi rezolutny jak zawsze, a przynajmniej zwykle Taiki.

- Yaten ma rację. Usagi nigdy Cię nie zwodziła i nie musi Ci na bieżąco relacjonować swojego życia prywatnego. Nie masz prawa do jakichkolwiek pretensji i…

- I lepiej zajmij się Berthier- dokończył za niego jasnowłosy.

- Jesteście beznadziejni- skwitował wypuszczający powietrze Seiya- A Bertie mi tutaj nie mieszajcie…

Chłopak ruszył przez salon zostawiając stojących obok siebie braci i sięgając do kieszeni po komórkę poszedł w stronę swojego pokoju.

- Nawet nie mów, że dzwonisz z jakimiś żalami do Usagi- krzyknął za nim przewracający oczami Yaten.

- Nie Twoja sprawa- odburknął rozżalony Seiya.


***

Potwornie blada blondynka wolno pokonywała stopnie klatki jej budynku mieszkalnego. Nie chciała jechać windą- wolała iść, by móc jeszcze trochę pomyśleć. Myśleć j się jej jednak nie udawało, bo odkrycie dzwoniło w głowie jak dzwon i chociaż to przecież o tym miała dumać to od tematu nie dała rady przejść do jakiejkolwiek treści.

- Spokojnie Usagi- powiedziała cicho chowając twarz w dłoniach.

W tym momencie jednak zadzwonił telefon, na którego dźwięk podskoczyła jeszcze bardziej się roztrząsając.

- Króliczku, czemu nie powiedziałaś mi wprost? Muszę się z telewizji dowiadywać?- usłyszała naciskając zieloną słuchawkę.

- Przepraszam Seiya… - odparła cicho roniąc samotną łzę- Nie chciałam, żebyś zareagował tak jak teraz… Nie chciałam, żebyś znowu odszedł na lata zabierając ze sobą braci… Nie chciałam stracić świeżo odzyskanego przyjaciela…

- No to straciłaś- odparł gniewnie kończąc rozmowę ciemnowłosy.

Wpatrująca się w ekran komórki Usagi ledwo powłóczyła nogami ku górze szczęśliwie przestępując akurat ostatni stopień. Kolejna łza spadła na ciągle pozostający w dłoni wyświetlacz zakrywając prawie ikonkę nieodczytanego sms-a. Blondynka starła palcem słoną kroplę zauważając nową wiadomość.

,,Odzwoń, jak będziesz mogła. Rei”-  przestudiowała i naciskając ,,ok.” na odpowiedź przypadkiem odebrała właśnie dzwoniącą matkę.

- Dziecko, co Ty wyprawiasz? Będę ju…- zaczęła Ikuko.

- Daj mi święty spokój! I nie chcę, żebyś tutaj przyjeżdżała!- krzyknęła wyłączając telefon i jakby ostatkiem sił osuwając w już głębokim szlochu na ziemię. 

Tak skuloną znalazł ją wiedziony przed drzwi krzykiem Usagi Diamond. Widząc go blondynka momentalnie rzuciła się mu w ramiona i zanim zdążył zapytać o powód tego wszystkiego zdawkowo wyjaśniła sytuację  przez rzęsiście spadające łzy.

- Zaszłam w ciążę i to przed naszym pierwszym spotkaniem… Niewiele wcześniej, ale to na pewno jest dziecko Mamoru…

Totalnie zszokowany Diamond ujął ramiona dziewczyny i delikatnie odchylając od siebie świdrował jej przepełnione smutkiem całego świata oczy.

- Ciiiiiiii- szepnął po chwili ponownie ją przyciągając i czule głaszcząc okryte czerwonym płaszczem plecy- Będzie dobrze…

poniedziałek, 3 marca 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XLIII 


Kontemplujący własną głupotę Mamoru Chiba siedział w swoim nowym gabinecie z brodą podpartą splecionymi jak do modlitwy dłońmi. Jego nieobecny wzrok doskonale podkreślał nieobecność ducha, który wrócił ciału dopiero na dźwięk lądującej mu przed nosem gazety. Mężczyzna przysunął bliżej flagowy magazyn bacznie analizując jego kolorową okładkę.

- Co o tym myślisz?- zapytał nagle zajmującego miejsce przed nim blondyna.

- Chcą przyciągnąć uwagę, a z prawdą nie ma to nic wspólnego…- odparł śledząc nadmiernie zirytowanego Mamoru Motoki.

Ciemnowłosy westchnął przywierając wygodnie plecami do oparcia skórzanego fotela.

- Niestety ma i to najprawdopodobniej wiele- skomentował wyraźnie niezadowolony brunet.

Opierający łokcie na podłokietnikach blondyn uniósł tylko brwi w górę.

- Powiedz, zauważyłeś coś szczególnego między Usagi a Kentaro podczas naszego bankietu? - ciągnął dalej Mamoru.

Motoki przechylił się nieco w tył wodząc wzrokiem po nieskazitelnie białym suficie.

- Nie….- odparł po chwili namysłu wracając do wcześniej zajmowanej pozycji- No, może pod koniec... Ale Usa wypiła trochę szampana i radośnie ćwierkała do wszystkich. Poza tym wyglądała jakby ją namalowali, a Kentaro zawsze otaczał się najlepszymi egzemplarzami, więc mnie to nie zaskoczyło…

Oczy Mamoru znowu nabiegły mgłą, ale mimo ewidentnego zamyślenia brunet pozostawał jak najbardziej tomny na wszystko co się dzieje dokoła.

- Mnie właśnie też… I to był błąd- skomentował ciemnowłosy wyciągając złożony w pół bilecik.
Motoki sięgnął po świstek i kończąc czytać te parę napisanych na nim słów posłał przyjacielowi pełne niezrozumienia spojrzenie.

- Co to do cholery jest?- zapytał zaskoczony.

Mamoru położył przedramiona na blacie swojego biurka spoglądając w twarz totalnie zbitego z pantałyku blondyna.

- Odkąd Usagi się wyprowadziła nie zaglądałem do jej pokoju, bo co miałbym tam niby znaleźć- tłumaczył ciemnowłosy- Byłem raz, tuż po tym jak spakowała swoje manele, i nie zauważyłem nic nadzwyczajnego. No może poza tym, że część rzeczy pewnie wylądowała w torbach, których i tak nie wzięła, a tak to wszystko po staremu… Nawet krzesło koślawo odsunięte jak zawsze… No ale po wczorajszej relacji Fiore…

- Jakiej relacji?- wtrącił jeszcze bardziej zdezorientowany dodatkową informacją Motoki.

- Zaraz Ci powiem- kontynuował ciemnowłosy- Po wczorajszej relacji Fiore coś mnie tchnęło, żeby zajrzeć tam jeszcze raz. I zauważyłem, że stolik usypany jest przesuszonymi płatkami jakiś kwiatów. Kwiatki, jak kwiatki- nie zwróciłem wcześniej na nie szczególnej uwagi… Bukiet od naszego grajka wyrzuciłem, a te to myślałem, że są ode mnie, bo po wypadku w przypływie szarmanckości dzwoniłem, żeby jej jakieś ładne wysłali. Mniejsza o to… W każdym razie jak znalazłem karteczkę to dowiedziałem się, że nie są ode mnie.

Mamoru głośno westchnął patrząc na oniemiałego wręcz Motokiego.

- Wiem, jestem idiotą- dodał chowając twarz w dłoniach- Ale Usagi z Diamondem?

- Nie bierz tego za pewne…- rzucił nagle odzyskujący mowę blondyn- Ten liścik może znaczyć cokolwiek…

Uwalniający twarz Mamoru pokiwał przecząco głową.

- Wcześniej jeszcze napuściłem Fiore na Rei, żeby ją podpytał, bo opcje wyciągnięcia czegoś od Mako doszczętnie spaliłeś… I tak jak się spodziewałem dziewczyna jest po mojej stronie- chce dobra Usagi, ale definiuje je inaczej niż ona sama.

- No, ale powiedziała cos konkretnego?- drążył Motoki.

- Że Usagi zrobiła to wszystko przez jakiegoś faceta, który jej w głowie namieszał… I zaprzeczyła jakoby tym facetem miał być Seiya Kō.

Motoki nabrał więcej powietrza dosuwając fotel do przodu.

- No ale na litość boską, Diamond Kentaro?- rzucił opierając przedramiona na blacie drewnianego biurka- Przecież to się w ogóle kupy nie trzyma…

- Właśnie jak tak głębiej pomyśleć to wszystko się doskonale trzyma- powiedział przygryzający dolną wargę Mamoru.

Blondyn pokiwał głową i z pełnym powagi wyrazem twarzy popatrzył w oczy swojego rozmówcy.

- Nie wiem stary, ale ten facet może nas zniszczyć, więc jeśli masz go mieć za rywala to naprawdę odpuść…


***

Otulona czerwonym płaszczem blondynka wyszła przed budynek firmy od razu zauważając czekającą na nią przyjaciółkę.

- Cześć Mina!- powiedziała całując ją w policzek.

- Cześć ,,najnowsza dziewczyno Diamonda Kentaro”!- odparła machając jej przed oczami cały czas trzymanym egzemplarzem magazynu ,,Wa”.

Usagi zerknęła tylko okiem na okładkę delikatnie wzdychając.

- No tak… widziałam- rzuciła powoli ruszając- Diamond chciał nawet do nich dzwonić, ale stwierdziłam, że bez przesady, bo w końcu nic takiego niewiadomo jakiego nie napisali...

Dotrzymującą jej kroku Minako przystanęła nagle mocno zdziwiona.

- No, ale przecież nie chciałaś obnosić się z Waszą relacją…- zauważyła słusznie blondynka.

Usagi wsunęła rękę pod ramię dziewczyny ciągnąc ją za sobą do przodu.

- Nie chciałam…- zaczęła wolno- Ale już chcę… A ewentualne bzdury zdementujemy dzisiaj po pokazie.

- Zaraz…- rzuciła Minako z pełnym niezrozumienia wyrazem twarzy- Czyli zamierzasz co: oznajmić Wasza wielką miłość światu czy zamieść ten związek pod dywan?

Usagi nie odpowiedziała od razu w zamyśleniu  mierząc wzrokiem czubki wydających głośny stukot butów.

- Wyjdę na środek i...

- Rany Boskie, strach Cię nie zeżre?- przerwała jej zestresowana samą myślą przyjaciółka.

- Jezu, Mina, nie przerywaj mi… - powiedziała przez śmiech blondynka- Swoją drogą pyta marząca o karierze filmowej studentka aktorstwa...

- Nie porównuj pięści do nosa…- odparła patrząc na nią zaciekawiona– No, ale dobra… wyjdziesz na środek i…?

Usagi ponownie westchnęła wyraźnie zbierając rozdmuchane przez niecierpliwość przyjaciółki myśli.

- Wyjdę na środek i… A właściwie wyjdziemy: ja i Diamond… A on mnie przedstawi jako od tej pory czynnie zaangażowanego w sprawy firmy udziałowca… I tu na pewno od razu padnie pytanie o nasze prywatne relacje...

- Iiiiiiiiiiiiiiiiiiii?- dociekała Minako.

- I powiemy, że jesteśmy razem i nie życzymy sobie wchodzenia z butami, a raczej aparatem  w nasze życie...

Tym razem to Usagi przystanęła odruchowo obejmując wolną ręką brzuch.

- Źle się czujesz?- zapytała troskliwie blondynka.

Dziewczyna opuściła dłoń posyłając koleżance uspokajający uśmiech.

- To nic…- odparła niedbale- Po prostu coś mi ostatnio niedobrze...

Minako wyraźnie się zamyśliła rzucając przyjaciółce badawcze spojrzenie.

- Usaaa…- zaczęła przeciągle- A może Ty jesteś w ciąży?

Translate