piątek, 7 lutego 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXXV


Było wyjątkowo późno, kiedy luksusowy samochód Rubeusa zatrzymał się pod okazałym apartamentowcem w Minami Azabu. Zajmująca miejsce pasażera blondynka odpięła pas i uchylając drzwi srebrnego ferrari zwróciła twarz ku jego ognistowłosemu kierowcy.

- Dziękuje- powiedziała z pełnym ciepła uśmiechem- W takim razie widzimy się jutro.

- Odprowadzę Cię- rzucił wyjmując kluczyki.

- Daj spokój… To tylko parę kroków…

- Parę kroków, ale jeśli po drodze pośliźniesz się na skórce od banana to Diamond zrobi ze mnie mielone…

Rubeus wysiadł, a zaraz obok niego stanęła otulona pikowanym płaszczykiem blondynka.

- Brrr, zimno- skwitowała temperaturę powoli przed siebie, ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma, ruszając.

Ognistowłosy szedł przy niej w milczeniu, ogarniając spojrzeniem rozciągającą się przed nimi przestrzeń.

- Wiesz...- kontynuowała- Od rana nie miałam okazji na spokojnie pogadać z Diamondem…

Mężczyzna nagle zaśmiał się, wywołując lekkie oburzenie u idącej równolegle blondynki.

- No co?- zapytała cierpko gwałtownie przystając.

- Nic, nic- odparł wskazując jej ręką, aby szła dalej- Po prostu, jak Was zobaczyłem wtedy na podłodze…

Rubeus ponownie buchnął śmiechem, tym razem jednak wbijając wzrok w ziemię.

- Ha, ha, ha!- skwitowała mijając otwarte przez towarzysza drzwi- Ale nie o to chodzi… Myślę, że Di opatrznie zrozumiał moje relacje z Seiyą. Wiesz coś o tym?

Trzymający ręce w kieszeniach Rubeus wszedł za Usagi do wyczekującej osobowego ładunku windy.

- Też nie mieliśmy dziś zbyt wiele czasu na rozmowy, ale jeśli pytasz czy się wkurzył o tego gościa to chyba znasz odpowiedź.

- Taa…- odparła w zamyśleniu opierając plecy o przeszkloną ściankę.

Kiedy drzwi windy stanęły przed nimi otworem, a Usagi nadspodziewanie szybko znalazła klucze Rubeus przełamał panującą od kilkudziesięciu sekund ciszę.

- No to lecę- rzucił zmierzając dla odmiany ku schodom.

- Czekaj!- krzyknęła otwierająca już drzwi blondynka.

Dziewczyna podeszła do niego i wspinając się na palcach pocałowała odchodzącego mężczyznę w policzek.

- Wielkie dzięki- powiedziała- Zaprosiłabym Cię do środka, ale wprost padam z nóg…

- Spoko- odparł z uśmiechem na twarzy- See you!

Usagi weszła do mieszkania, czarne botki cisnęła w kąt, a torebkę i klucze położyła na stoliku w salonie. Westchnąwszy opadła na fotel i przywierając plecami do jego oparcia przeczesała palcami włosy. Tak pochłonięta jakąś myślą z rękami za głową przez parę minut wpatrywała się w sufit. Nagle przygryzła dolną wargę i wstając ociężałym krokiem poszła do łazienki. Kwadrans później leżała już pod kołdrą, ale szeroko otwarte oczy zdradzały głębokie zamyślenie. Niemniej zmęczenie było na tyle duże, że dziewczyna wnet odpłynęła w objęcia Morfeusza. Zdawało jej się, że spała zaledwie chwilę, kiedy zbudziła ją dość podejrzana, jak na chwilę snu jasność. Wpółprzytomnie sięgnęła po wskazujący 9 godzinę budzik.

,,Cholera!”- pomyślała zrywając się gwałtownie-  ,,Czemu nie dzwonił? I czemu Di mnie nie obudził? Szlag, muszę jeszcze umyć włosy…”

W tym momencie zauważyła idealnie zaścieloną prawą część łóżka.

- Diamond?!- wołała idąc przez mieszkanie- Di, jesteś?!

Zrezygnowana wróciła do sypialni szukając najpierw jakiś oznak życia, a potem swojej komórki.

,,Telefon, telefon, telefon…”- dumała wspierając ręce na biodrach- ,,A tak, torebka….”

Dobywając komórkę z rozczarowaniem nie znalazła żadnych nowych wiadomości, ani połączeń.

,, No to masz babo placek…”- pomyślała unosząc głowę ku niebu- ,,Dobra, Usagi nie panikuj… Zbieraj się do pracy, bo będziesz na dwunastą. Jak Go tam nie zastaniesz to zaczniesz dzwonić …”


***

Minako biegała po pokoju, jakby była zającem i właśnie gonił ją wilk.

- Co jest?- zapytał przecierając oczy świeżo rozbudzony mężczyzna.

- Spóźnię sięęęę!- krzyczała w podskokach ubierając spodnie.

- Nic nowego…- odparł wkładający ręce pod głowę Yaten.

Sięgająca właśnie po bluzkę Minako zgarnęła też leżące przy niej dżinsy, by wnet wraz ze złowrogim spojrzeniem rzucić je w stronę wylegującego się na łóżku mężczyzny.

- Zbieraj się, bo ktoś musi mnie zawieść, a tym szczęśliwcem będzie… Uwaaaga!… Yaten Kō! Lecę do łazienki. Jak wyjdę masz stać przy drzwiach zwarty i gotowy…

- Jasne…- mruknął nie ruszając się nawet o centymetr.

Tymczasem dziewczyna buchnęła torebkę z impetem wbiegając na korytarz i również, jak się okazało, w idącego sobie spokojnie spacerkiem półprzytomnego Seiyę.

- Coś Ty taki nietomny?- zapytała kąśliwie.

- Nie spałem całą noc, bo w pokoju mojego brata chyba ewakuowano piętro- odparł jeszcze bardziej  zajadle brunet.

Dziewczyna chciała się odgryźć, ale przeszkodził jej dźwięk przychodzącego sms-a. Zadowolony z ukróconej w ten sposób gadki Seiya wzruszył ramionami idąc dalej przed siebie, podczas gdy studiująca wiadomość Aino stała nadal tam, gdzie doszło do niefortunnej kolizji Minako- potencjany szwagier.

,,Może umówimy się jakoś na kawę? Alan”- odczytała.

- Do kogo piszesz?- zapytał nagle opierający się o futrynę Yaten.

Blondynka szybko wyłączyła sms-a wybierając numer przyjaciółki.

- Do nikogo. Tylko oddzwaniam do Usy- rzuciła przez ramię ponownie ruszając w stronę łazienki.

- Przecież się spieszysz- odparł jasnowłosy rozkładając ręce.

- Owszem, ale Minako Aino doskonale robi kilka rzeczy jednocześnie. Więc raz, dwa- ubieraj koszulkę…

Głośno westchnąwszy dziewczyna zamknęła za sobą drzwi.

- Co jest Mina?- usłyszała po chwili.

- I wszystko i nic- odparła pośpiesznie wyciągając grzebień- Mam Ci dużo do powiedzenia, ale nie teraz… Śpieszę się…

- Ja w sumie też- rzuciła wchodząca właśnie po schodkach Usagi- Ale czemu w takim razie dzwonisz…

- Później Ci powiem. Buziaki…

Przyzwyczajona do pokręconych pomysłów swojej przyjaciółki blondynka bez głębszych refleksji wcisnęła przycisk ostatniego piętra głównego budynku Kentaro Computers. Wysiadając z windy jednym ruchem poprawiła włosy rzucając siedzącym przy swoich biurkach siostrom ciepłe spojrzenia.

- Cześć dziewczyny, Diamond u siebie?

Obie odwróciły wzrok od monitorów odwzajemniając jej serdeczny uśmiech.

- Tak, ale jest u niego Rubeus i Safir- powiedziała starsza z nich.

- Cóż, mam nadzieję, że mogę wejść… - rzuciła zbliżająca się do drzwi gabinetu Diamonda Usagi.

Kiedy na wszelki wypadek zapukała i odpowiedziało jej głośne ,,proszę” nacisnęła masywną klamkę.

- Dobrze, że jesteś Usa- powiedział siedzący za biurkiem białowłosy.

wtorek, 4 lutego 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXXIV


Zdając sobie nagle sprawę z niezręczności sytuacji, w której się znalazł, ciemnowłosy puścił ułożoną na czworakach blondynkę.

- Seiya Kō, przyszedłem do Króliczka…

Krzyżujący ręce na piersiach Diamond pytająco uniósł brwi w górę.

- Znaczy się Usagi- poprawił.

- W sprawie…- drążył świdrujący go wzrokiem białowłosy.

- Prywatnej- odparł już również mierzący spojrzeniem Diamonda Seiya.

Mężczyźni stali tak pewnie zwróceni do siebie twarzami jeszcze przez parę sekund, aż ewidentnie zirytowany obecnością bruneta Mamoru przekręcił się w jego stronę.

- Daruj sobie Kō… Dostałeś kosza przed laty, dostaniesz i teraz… 

Ciemnowłosy przeniósł wzrok na zadziornie stojącego przed nim rywala.

- Nie był bym tego taki pewny Chiba…

Kiedy już wydawało się, że jeden drugiemu przyłoży sytuację dość paradoksalnie uratował jęk wciąż klęczącej na podłodze Kalaberas.

- Boże, moja bluzka! Diamond zobacz, co ta wariatka zrobiła!- pisnęła wskazując nadszarpnięty rękawek szatynka.

- Sama się prosiłaś lalo z recyklingu!- odfuknęła wciąż nabuzowana Usagi.

- Spokój!- krzyknął Diamond tuż przed tym, jak prawie znowu skoczyły sobie do gardeł- To poważna firma, a nie jakiś cyrk… Berthier, Coan, Petz, Kalaberas- out!

Trzy pierwsze posłusznie znikły za masywnymi drzwiami.

- Ale Diamond! Nie pozwolę się tak traktować!- krzyczała wstająca z podłogi czwarta- Zrób coś z tym…

- Kalaberas wyjdź- powiedział stanowczo białowłosy.

Rozeźlona dziewczyna przeczesała palcami mocno nadszarpnięte włosy i sięgając po torebkę skierowała się w stronę wyjścia.

- Prędzej czy później zostaniesz odstawiona na półkę- rzuciła jeszcze do Usagi przez ramię.

Otwierającą w odzewie usta blondynkę rozproszył dźwięk najwyraźniej przychodzącego sms-a.

- Rubeus, idziesz dzisiaj z nami na pokaz Eguchiego…- rzucił Diamond- Będzie Pan Panie Chiba?

Zszokowany Mamoru wpatrywał się tymczasem w ekran trzymanego telefonu.

- Ciężko powiedzieć- mruknął sprawnie chowając komórkę- Pogadamy innym razem Usa, a Ty Kō trzymaj rączki przy sobie…

Ciemnowłosy odszczekał mu jeszcze co nieco, ale mężczyzna znikł tak szybko, że słowa bruneta walnęły, jak groch o ścianę. A wcześniej jeszcze walnęłaby, ale nieśmiało wyłaniająca się zza drzwi Coan o wybiegającego Mamoru.

- Proszą Rubeusa na dół- szepnęła 

Ognistowłosy lekko westchnąwszy wyszedł za najmłodszą Ayakashi.

- Więc został Pan, Panie Kō- rzucił wkładający ręce do kieszeni Diamond.

- Taa, przyszedłem tu w końcu do kogoś- powiedział akcentując słowo ,,kogoś”.

- Usagi?- zapytał białowłosy unosząc brwi.

- To mój przyjaciel, zaprosiłam Go- odparła wygładzając bluzkę- I skoro już jest to chciałabym z nim porozmawiać.

Niezbyt zadowolony Diamond minął dziewczynę siadając za sporych rozmiarów biurkiem.

- W porządku. Ale jak skończycie to przyjdź do mnie wyjaśnić co to się tutaj działo.

Blondynka wyszła z gabinetu białowłosego szczęśliwie napotykając po drodze jedynie siedzące przy biurkach Berthier i Coan. Seiya szedł za nią, aż do średniej wielkości pomieszczenia, który okazał się być przydzielonym jej oficjalnie pokojem.

- Ale ze mnie gapa- jęknęła przystając- Nie zaproponowałam Ci nic do picia. Więc na co masz ochotę?

- Dziękuje Króliczku, ale jak tak tutaj czekałem to ta jasnowłosa dziewczyna się mną zajęła.

- Naprawdę?- zapytała figlarnie ponownie idąca ku wejściu Usagi.

- Taa, wprost profesjonalnie- rzucił z szerokim uśmiechem.

- Berthier, mogłabyś mi zrobić kawę?- krzyknęła przez uchylone drzwi blondynka.

Dziewczyna słysząc odzew odwróciła się w stronę swojego gościa.

- Tak więc będę pić w samotności. A teraz mów Seiya, co tam słychać?

Chłopak opowiadał o sobie, a ciche śmiechy Usagi dzięki dobrej akustyce pomieszczeń i niedomkniętym drzwiom były dość wyraźnie słyszalne dla przebywających na korytarzu dziewczyn. Berthier już miała wziąć przygotowaną Usagi kawę, ale widząc lecącego od windy z prędkością rakiety Rubeusa zdecydowała odczekać. I znowu parę sekund później miała wziąć przygotowaną Usagi kawę, ale widząc lecących tym razem do windy niemniej wolniej Rubeusa i Diamonda znowu zdecydowała odczekać.

- Zbierz od siebie papiery i jedziemy. Zaraz zejdę- rzucił ognistowłosemu zauważając uchylone do gabinetu dziewczyny drzwi.

- Usagi, ja jadę…- przerwał widząc trzymającego blondynkę za ręce Seiyę.

- … stoczyć wojnę z urzędem w sprawie tej nowej technologii- zakończył chłodno nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź.

Widząc przy windach wskazujące dół strzałki białowłosy zaczął zbiegać schodami.

- Bracie, co Ci?- zapytał spostrzegając jego gniewny wyraz twarzy idący wolno w górę z jakimś dokumentem Safir.

Diamond westchnąwszy przystanął

- Najpierw cały czas ta sprawa z Eguchim. Normalnie w głowę zachodzę, kto nas sprzedał. Pięć minut temu Usagi urządziła sobie u mnie z Kalaberas walkę kogutów, a kiedy wszedłem to ku wielkiej wściekłości Chiby obejmował ją jakiś koleś, z którym teraz trzyma się w gabinecie za ręce. Sam Chiba po tajemniczym sms-ie zniknął jak kamfora, więc coś jest na rzeczy i teraz na dokładkę Urząd Patentowy. 

Safir zmarszczył brwi, a Diamond  z powrotem ruszył jeszcze do brata wołając.

- Przecież wszystko było załatwione! Cholera, pewnie mają dziurę w budżecie… W każdym razie czas nas goni, bo trzeba ustawić to dzisiaj- zakończył rozkładając ręce na ostatnim odcinku schodów, w którym Safir mógł go jeszcze dojrzeć.

sobota, 1 lutego 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXXIII


Elegancko ubrana blondynka mechanicznie odpięła pas, drugą ręką chwytając czarno-lakierkową shoperkę. Kiedy leżący między siedzeniami telefon Diamonda zaczął dzwonić otwierająca już drzwi samochodu Usagi odwróciła się w jego stronę.

- To do zobaczenia na górze- rzuciła wstając.

Wyczulona swoją zdolnością zaciągnięcia najbardziej odpornych rajstop, idąc bacznie lustrowała nogi w poszukiwaniu świeżo powstałych oczek. Najwyraźniej kończąc ten niebotycznie ważny dla zwykłego śmiertelnika płci żeńskiej proces podniosła wzrok wprost na ciągnącego od drugiej strony Mamoru.

- Boże… - szepnęła stając, jak wryta.

Wysoki brunet w ciemnym płaszczu i z rękoma w kieszeniach zatrzymał się tuż przed nią.

,,No tak, kretynko”- myślała nerwowo przebierając palcami wolnej ręki- ,,Nie odbierasz od niego telefonów to co się dziwisz”

- Witaj Usako- powiedział mierząc ją śmiałym spojrzeniem- Chyba powinniśmy sobie co nieco wyjaśnić…

Dziewczyna przez chwilę nic nie mówiła w osłupieniu ogarniając jego osobę pełnym niepokoju i zmieszania wzrokiem.

- My już sobie wszystko wyjaśniliśmy- koniec końców odparła obracając się w stronę wejścia do głównego budynku Kentaro Computers.

- Ja to widzę inaczej Kochanie- rzucił łapiąc ją za nadgarstek- Poza tym… Co to za cyrki z pełnomocnictwem?

- Żadne cyrki. Po prostu nie łączą nas już żadne więzi osobiste, ani zawodowe. A teraz wybacz, idę do pracy…

Blondynka szarpnęła mocno ręką, ale tylko dzięki temu, że ciemnowłosy maksymalnie poluzował uścisk udało się jej wyrwać.

- Nie opowiadaj głupot Usagi. Porozmawiajmy, jesteś mi to winna…- rzucił do zwróconej już bokiem dziewczyny.

- Nie mamy o czym- skomentowała idąc przed siebie.

- Mamy… I dobrze o tym wiesz.  Co więcej, chcę zobaczyć oryginał odwołania pełnomocnictwa… Nie możesz mi tego zabronić. Dzwoniłem cały piątek i mnie zbywali tekstem, że to sprawa mocodawcy. Tak więc jestem …- powiedział rozkładając ręce.

Znająca upór Mamoru Usagi przystanęła i głęboko westchnąwszy rzuciła ciche ,,ok”. Kiedy przyozdobiony cwaniackim uśmieszkiem brunet wszedł za nią do windy, a ta ruszyła na najwyższe piętro pokaźnego biurowca, droga zaczęła blondynce dłużyć się niemiłosiernie. Animuszu nie dodawało jej właśnie rozbierające ją spojrzenie Mamoru, lecz koniec końców w milczeniu owa dwójka dotarła na górę. Kiedy drzwi windy rozsunęły się Usagi usłyszała kilka zmieszanych ze sobą , ale raczej znajomych głosów. Wychodzącą zza ściany blondynkę przywitał widok wesoło gawędzącego z zarumienioną Berthier Seiyi, a po prawej emanującego dobrym humorem Rubeusa, siedzącej przed nim Coan i stojącej obok, lecz nieznanej  jeszcze Usagi ciemnowłosej dziewczyny.

,,Cholera!”- pomyślała zesztywniała w tym momencie blondynka- ,,Seiya, zapomniałam…”

- Cześć Króliczku!- krzyknął nagle zauważający ją brunet- Myślałem, że jesteś od 9, więc kwitnę tu już godzinę. W ogóle jaki idiota ze mnie… Powiedziałem Ci przez telefon, że wpadnę, a nawet nie zapytałem kie…- przerwał przenosząc wzrok na stojącego za nią mężczyznę.

- Co tu robisz Chiba?- prychnął.

- Mógłbym Cię spytać o to samo Kō- odparł niebezpiecznie zbliżając się do dawnego rywala.

Rozmowy trójki obok gwałtownie ucichły, a Usagi skoczyła między rzucających sobie nienawistne spojrzenia mężczyzn odpychając ich od siebie rękoma.

- Stop!- krzyknęła- Seiya, strasznie Cię przepraszam, ale niespodziewanie wyskoczyła mi rozmowa z Mamoru. Jakbyś mógł poczekać moment, bo to potrwa dosłownie chwilkę… Bardzo Cię proszę…

Ciemnowłosy przytaknął z wciąż niezwykle zaciętym wyrazem twarzy.

- Dobrze- powiedziała wydychając powietrze blondynka- Berthier, możesz mi podać oryginał odwołania pełnomocnictwa?

Jasnowłosa oniemiała, jakby nieco zlękniona.

- Jest u szefa na biurku. Zaraz przyniosę…

- Daj spokój, sama wezmę- rzuciła otwierająca już drzwi do gabinetu Diamonda Usagi.

- Ale…- zaczęła wstająca z miejsca Berthier.

Na skórzanym fotelu białowłosego w symulujących pończochy rajstopach i krótkiej spódniczce siedziała bawiąca się długopisem Kalaberas.

- Co tu robisz?- zapytała zatrzaskująca drzwi blondynka.

- Czekam na Diamonda- powiedziała przyjaźnie szatynka.

- To zapraszam do hallu- odparła stanowczo, ale grzecznie Usagi.

Nieustępliwa z natury Kalaberas nie znosiła nieustępliwości innych względem niej samej i jej wstępnie pokojowe nastawienie momentalnie znikło na rzecz najpierw obojętności, ale już niebawem wrogości.

- Nie sądzę, aby Diamondowi to przeszkadzało….

- Spytamy go, jak przyjdzie, a teraz proszę wyjść- powiedziała podirytowana blondynka.

- Myślisz, że kim Ty jesteś, żeby mi rozkazywać?- rzuciła rozeźlona już szatynka.

- 40 %-owym udziałowcem firmy i chciałabym, abyś opuściła ten gabinet- odparła krzyżując ręce na piersiach.

- A jeśli tego nie zrobię?- zapytała lekceważąco obracając się na krześle Kalaberas.

- To Cię zmuszę…

Usagi nagle podeszła do dziewczyny łapiąc ją za nadgarstek.

- Puszczaj wariatko, powiem wszystko Diamondowi…- syknęła.

- No to powiedz…- odparła ciągnąc szatynkę za rękę.

- Oszalałaś? O co Ci chodzi kobieto?- rzuciła próbując uciec z jej uścisku- A może…

Oczy Kalaberas momentalnie poszerzały, zaś ona sama rażona nagłym olśnieniem pozwoliła się doprowadzić do pozycji stojącej.

- Ty sikso…- szepnęła wciąż oniemiała szatynka- Zostaw Go w spokoju! Rozumiesz?

Podminowana dziewczyna podeszła do blondynki na krok.

- Bo co?- zapytała hardo spoglądająca jej w oczy Usagi.

- Bo to!- odparła ciągnąc ją za włosy Kalaberas.

Zaskoczona Tsukino wydała z siebie stłumiony krzyk prawą ręką próbując rozluźnić uścisk szatynki, a lewą przystępując do samodzielnego ataku. Kalaberas cicho pisnęła wolną dłonią łapiąc wisiorek blondynki i mocnym szarpnięciem rozsypując po podłodze nawleczone na niego kryształki. Usagi zaś odskoczyła otwierając buzię  i rozkładając szeroko ręce.

- Szkoda, ładne były… Ale Diamond mi kupił ładniejsze… To było hmm… Zaraz, przed tym, jak spaliśmy ze sobą czy po?

Kipiąca złością blondynka nie wytrzymała i z impetem  naskoczyła na stojącą przed nią Kalaberas. Ta straciła równowagę i po chwili obie dziewczyny wylądowały na ziemi tarzając się wśród towarzyszących temu huków, pisków i wrzasków. Zanim jednak kobiety zdążyły zrobić sobie większą krzywdę do gabinetu wpadli wszyscy, którzy mogli z gnanym krzykiem Usagi Seiyą i wiedzioną znajomością sytuacji Berthier na czele. Muzyk momentalnie ujął blondynkę, próbując odwieść ją od zagorzale walczącej przeciwniczki. Rubeus zaś zajął się odciąganiem rozwścieczonej szatynki.

- Łapy precz!- krzyknął naskakujący na Seiyę Mamoru.

- Proszę Go zostawić Panie Chiba!- mówiła lekko szarpiąc mężczyznę za ramię Berthier.

- Trochę wyczucia Rubeus!- rzuciła odwodząca ognistowłosego od Kalaberas Petz.

- On tylko chce powstrzymać naszą rąbniętą siostrę!- piszczała ciągnąc ciemnowłosą za ramię Coan.

Wśród tych wszystkich krzyków i wrzasków nikt nie usłyszał stopniowo głośniejszych kroków.

- Co tu się do cholery wyprawia?- krzyknął totalnie zszokowany zaistniałą sytuacją Diamond.

- A Pan to kim w ogóle jest i co tutaj robi?- dodał patrząc wściekle na dwuznacznie obejmującego od tyłu Usagi Seiyę.

środa, 29 stycznia 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXXII


Zapinający jasną koszulę Diamond podszedł do rozłożonej na kanapie Usagi.

- Naprawdę musisz iść?- zapytała ciągnąc go za rękę ku sobie.

- Naprawdę Skarbie… Poza tym zaraz przychodzi do Ciebie przyjaciółka- odparł siadając koło niej.

- Chciałam, żebyś ją poznał…- mruknęła niezadowolona- I jest niedziela…  I dopiero wróciłam z zajęć, a Ty wychodzisz….

Nieco naburmuszona blondynka skrzyżowała ręce na piersi.

- Jesteś zła?- rzucił rozbawiony Diamond.

Usagi przymknęła oczy i odwracając twarz uniosła w górę podbródek. Białowłosy zaś zaczął przesuwać ustami po odsłoniętej szyi blondynki.

- Już mniej- szepnęła rozanielona.

Mężczyzna ujął ją w pasie sadzając sobie na kolanach, a pogłębiające pocałunki usta wędrowały coraz niżej, aż do pokrywającej się z biustonoszem linii czerwonej bluzki.

- Dobra, wcale- mruknęła kompletnie ulegając pieszczocie.

- Świetnie… To to by było na tyle- odparł powtórnie lokując ją na kanapie.

Minęło parę sekund zanim całkowicie zbita z pantałyku blondynka cisnęła w niego leżącą pod jej ręka poduszkę.

- Jesteś wstrętny!- krzyknęła już przez śmiech.

- Doprawdy?- zapytał zmysłowo- Zauważyłem, że uwielbiasz mnie bić… Wiesz, póki jesteś słabiutką kobietą to taki fetysz mi nie przeszkadza…

Dziewczynie najwyraźniej nie przypadło do gustu zaprezentowane określenie, bo chwilę później rzuciła się przed siebie z zaciśniętymi pięściami.

- Już ja Ci pokażę, jaka jestem słabiutka!- krzyknęła żartobliwie odpychając go w tył.

Diamond z kolei chwycił jej dłoń i składając na niej pocałunek obarczył ją przenikliwym spojrzeniem.

- Nie pozwolę Ci odejść, więc przy optymistycznym założeniu, że nieco pożyję będziemy mieć dla siebie jeszcze trochę czasu…

Usagi ucichła, a jej twarz przyozdobił pełen ciepła uśmiech.

- W porządku… To o co z tymi matrycami chodzi?

Białowłosy rozłożył się wygodnie kładąc ręce na górnej części tylnego oparcia.

- Jakiś czas temu zaczęliśmy pracować nad stworzeniem komputerów z własną matrycą, co miało być zagraniem poniekąd pionierskim. Tymczasem tydzień przed naszym świeżo zapowiedzianym show taki sam pomysł planuje wdrożyć dużo niżej notowana spółka.

- Więccc?- drążyła blondynka.

- Więc trzeba coś z tym zrobić- odparł białowłosy lekko się uśmiechając- Najlepiej na szybkości jeszcze bardziej zmniejszyć czas reakcji matrycy przy zachowaniu pełnej głębi koloru.

Dziewczyna zrobiła wyjątkowo kwaśna minę, a rozweselony jej reakcją białowłosy zaśmiał się znacznie.

 - Nieważne Usa… Nie musisz tego wiedzieć.  W każdym razie przygotowaliśmy komputery z nowoczesną matryca i mieliśmy je zaprezentować za tydzień. Jednocześnie udało się nam stworzyć jeszcze lepszy model, ale ponieważ ten już sam był świetny to ze względów ekonomicznych zdecydowaliśmy wprowadzić je w odstępach czasu jako dwie różne generacje. Niemniej wyszło, jak wyszło i chociaż Eguchi z pewnością nas nie przebije to nie wiem na ile dobre jest to, co chce zaprezentować. Już raz nas zaskoczył, więc nie pozwolę, żeby to zrobił drugi. Jeśli nie zgasimy go czymś konkretnym to całą inwestycję diabli wezmą. Dlatego rzucimy od razu drugą generację, wprowadzając później pierwszą jako dobrą alternatywę na mniejszą kieszeń. Problem polega na tym, ze jeszcze wczoraj plan był inny i teraz trzeba się sprężyć, żeby wszystko przeorganizować.

W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.

- No to ja lecę- powiedział wstając.

Usagi zaś wyskoczyła przed wejście uśmiechem na twarzy witając nieco zdezorientowaną Minako.

- Usa!- krzyknęła rzucając się jej w objęcia- Co Ty tu do cholery robisz? Parę razy sprawdzałam adres, który mi podałaś. Przecież to jakieś skupisko międzynarodowych zarobasów! Tu nawet psy wyglądają inaczej…

Nagle dziewczyna kątem oka zobaczyła ubierającego elegancką kurtkę Diamonda.

- O mój Boże!- pisnęła upuszczając torebkę i zakrywając usta dłońmi.

Próbujący ukryć śmiech białowłosy podszedł do niej wyciągając rękę na przywitanie.

- Ty pewnie jesteś Minako. Miło mi poznać, Diamond- rzucił całując ją w wierzch dłoni.

Blondynka delikatnie tylko przytaknęła niemalże się chwiejąc i przewracając oczyma.

- Di, przestań, bo ona zaraz zemdleje. Mina ma szczególną słabość do gości z okładki…

- Tylko się przywitałem- rzucił niewinnie- Dobra, idę. Będę późno. Nie rób niczego głupiego…

Białowłosy przejechał delikatnie dłonią po jej głowie na koniec czule całując w usta. Otwierając drzwi zwrócił się jeszcze do wciąż oniemiałej Minako.

- Mam nadzieję, że następnym razem będzie czas na to, żeby chociaż przez chwilę porozmawiać…

- Yhy…- odparła nadal nie mogąca się odblokować blondynka.

Dopiero dźwięk zamykanych drzwi podziałał na nią cucąco.

- Wow- powiedziała w końcu uginając nogi- Moja przyjaciółka chodzi z księciem z bajki… Ale co, gdzie, jak?

Usagi powstrzymała się chwilowo od komentarza  jeszcze raz zarzucając Mianko ręce na szyję.

- Oj Mina, jak dobrze, ze jesteś- rzuciła wypuszczając ją z objęć.

- To się rozumie- odparła prezentując promienisty uśmiech- A teraz opowiadaj.

- Chodźmy do kuchni. Zrobię kawę- rzuciła zmierzająca już na drugi koniec mieszkania blondynka.

Minako ruszyła za nią ściągając płaszcz i przewieszając  go przez oparcie lekko wysuniętego krzesła.

- W ogóle czemu nie dałaś znać gdzie jesteś?- zapytała wsypującą ziarna do ekspresu Usagi- Dziewczyny świrują…

- Domyślam się… Wiesz, po prostu na razie nie chcę, żeby Mamoru wiedział o mnie i Di, a prawda jest taka, że:  Rei by do niego od razu pobiegła, Mako niechcący sypnęłaby przed Motokim, a Ami dałaby z siebie co nieco wydusić … Poza tym nie mam jeszcze siły na ich morały, ale coraz lepiej czuję się w nowej sytuacji, więc pewnie na dniach do nich zadzwonię...

Minako prawie nabierała powietrza, żeby zaserwować kolejne z serii pytań, kiedy zadzwoniła leżąca przed nią komórka Usagi.

- Seiya…- powiedziała patrząc niepewnie na przyjaciółkę.

Zaskoczona dziewczyna podeszła do stolika podnosząc brzęczący telefon.

- Cześć Króliczku!- usłyszała naciskając zieloną słuchawkę.

- Miło Cię słyszeć- szczerze odparła blondynka.

- Wiesz, dobiegła mnie wiadomość… Nie wiem czy Yaten coś poplątał, czy co…

W tym momencie Usagi morderczo spojrzała na Minako, która robiąc minę ,,ups” bezradnie rozłożyła ręce.

niedziela, 26 stycznia 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXXI


Lekko zarumieniona Usagi wtulała się w obejmującego ją ramieniem Diamonda.

- Nie zobaczysz się już nią Di?- zapytała wplatając swoje palce między jego.

Białowłosy pytająco uniósł brwi w górę.

- No z tą… Kalaberas  Ayakashi- dodała krzywiąc się tak kwaśno, że aż zabawnie.

- To będzie trudne Kochanie…  Kalaberas to siostra Berthier i Coan, ale też Petz, która jest narzeczoną Safira.

- Poważnie?- rzuciła dość zaskoczona blondynka- Nie są do siebie podobne…

- Rzeczywiście…- odparł gładząc ją po ramieniu.

Usagi zamilkła rzucając raz po raz Diamondowi badawcze spojrzenia.

- No co?- zapytał.

- Spałeś z nią?- wystrzeliła w końcu blondynka.

Białowłosy odczekał chwilę, jakby ważąc przychodzące mu do głowy słowa.

- Tak, ale to było dawno temu. Zresztą nigdy jej nic nie obiecywałem. A ona sama mówiła, że też niczego nie oczekuje…

Usagi przygryzła dolną wargę i podrywając się z zajmowanej części  łóżka przełożyła przez mężczyznę prawą nogą. Mając kolana po obu stronach jego bioder i łokcie nad barkami przy twarzy spojrzała na niego swoimi wielkimi oczami.

- Jeśli znowu będzie Ci nadskakiwać to powyrywam jej kłaki z tej wylakierowanej głowy- powiedziała poważnie wpatrując się w niego.

Przyozdobiony chytrym uśmieszkiem Diamond owinął sobie wokół palca kosmyk jej złocistych włosów.

- Czyżbyś była zazdrosna?- zapytał wyraźnie zadowolony.

- Ani trochę- odparła gwałtownie wpijając się w jego usta.

Diamond złapał ją za pośladki i raptownie przyciągnął do siebie.

- Jest Pani niewyżyta, Pani Tsukino- rzucił łapiąc trochę powietrza.

- Tak jak Pan, Panie Kentaro…

Zanim jednak Usagi ponownie dotknęła jego ust swoimi rozległ się wymieszany z gwałtownym waleniem w drzwi dźwięk naprędce przyciskanego dzwonka .

- Szlag!- zaklął białowłosy nadal nie odrywając się od niej.

Dziewczyna zaś tylko mruknęła niezamierzając wypuścić go z objęć.

- Cholera, Diamond otwórz!- krzyknął dobijający się do drzwi Rubeus.

Mężczyzna westchnął niechętnie odciągając Usagi.

- Nie chodź…- szepnęła przewracając się na plecy.

- Słuchaj…  Za dzieciaka zbudowaliśmy sobie z Safirem bazę. Kiedyś przyszedł Rubeus i myślał, że nie chcemy go wpuścić, a my tymczasem najzwyczajniej zasnęliśmy w środku. Zanim zajarzyliśmy co to i kto to Rubeus sforsował wejście tak, że trzeba było budować bazę od nowa- powiedział szukając spodni.

Usagi otworzyła szeroko oczy.

- Skarbie coś Ty zrobiła mojej koszuli?- zapytał po chwili białowłosy.

- Bez jaj Diamond, otwieraj!- dało się słyszeć z dołu.

- Już idę!- odparł wyciągając pierwszą z brzegu koszulkę.

- Zaraz do Was zejdę!- rzuciła powoli wstająca Usagi.

Jasnowłosy zbiegł po schodach otwierając drzwi prawie, gdy  Rubeus robił kolejny zamach.

- Nooo- powiedział przekraczając próg- Od czego masz telefon?

- Byłem niedysponowany- odparł wskazując przyjacielowi kanapę.

- Zrobiłbym Ci drinka, ale pewnie jesteś autem- dodał siadając naprzeciw niego.

W tym czasie naprędce ubrana Usagi schodziła już po drewnianych schodkach mieszkania Diamonda.

- To ja przygotuje kawę- rzuciła idąc ku nim.

Rubeus spojrzał na jej pomiętą bluzeczką i pośpiesznie poprawioną fryzurę.

- Niedysponowany, tak?- mruknął ognistowłosy.

Diamond wzruszył ramionami chytrze się uśmiechając, a Usagi podeszła do gościa podając mu rękę na przywitanie.

- Di bardzo Ci ufa, więc chciałabym, żebyśmy się polubili- powiedziała wpędzając zuchwałego zwykle Rubeusa w zakłopotanie.

- Yyy… No tak… To…

- To ja zrobię tą kawę…

Onieśmielony pełnym ciepła spojrzeniem jej błękitnych oczu chyba pierwszy raz poczuł się strasznie mały. Z kolei powstrzymujący dławiący go śmiech Diamond wybuchł nim, jak tylko dziewczyna weszła do kuchni.

- No co?- zapytał odzyskujący już wigor Rubeus.

- Nic, nic…- odparł na siłę uspokajający się Diamond- Więc o co chodzi?

Przyjaciel westchnął, a jego twarz przybrała poważny wyraz.

- W poniedziałek Eguchi wypuszcza komputery z nową matrycą…

- Co? Eguchi? Przecież ich nie stać… I jak?... I akurat teraz? Przecież….

Białowłosy zawiesił głos bezwładnie rozkładając ręce.

- Wyprzedzą nas o tydzień…- po chwilii dodał.

- Myślisz, że to przypadek?- zapytał Rubeus.

- Nie wierzę w przypadki.

- A Usagi?

Diamond uśmiechnął się podnosząc głowę.

- To zrządzenie losu…


***

Niemogąca wysiedzieć Rei zaczęła krążyć wokół swojego salonu.

- Nie do wiary!- krzyknęła kładąc ręce na biodrach- Ona chyba już totalnie zdurniała!

- O co Ci w ogóle chodzi?- zapytała nieco zirytowana jej zachowaniem Minako.

Brunetka gwałtownie zatrzymała się posyłając jej pełne goryczy spojrzenie.

- Jak to o co? Moja przyjaciółka niszczy sobie świetlaną przyszłość przez jakiegoś pożal się Boże grajka!

Do tej pory milcząca Ami podniosła się z zajmowanego miejsca.

- Nie mamy pewności, że chodzi o Seiyę. Mieszanie go w to jest niesprawiedliwe- powiedziała kładąc jej dłoń na ramieniu.

Brunetka nagle zerwała się dalej przemierzając swoje mieszkanie.

- Mamoru mówił, że ktoś po nią przyjechał…

- Mamoru się przyznał, że ją okłamał… że nas okłamał. Może i dobrze zrobiła- odparła nieśmiało Makoto.

- I Ty Brutusie przeciwko mnie?- ryknęła ciemnowłosa- Mamoru zrobił to dla dobra ich związku…

Podminowana od dłuższego czasu Minako nagle zerwała się z łóżka.

- Mamoru to, Mamoru tamto- krzyknęła wzburzona- Weź sobie tego Mamoru! Guzik Cię powinno obchodzić z kim ona chodzi…

Ubrana już w płaszcz blondynka gwałtownie otworzyła drzwi.

- I ile razy mam powtarzać, że Seiya jest w Nagoi…- dodała na odchodnym.

Przemierzająca szybkim krokiem ulicę Tokio długowłosa dziewczyna jedną ręką trzymała pokaźną torebkę, a drugą pisała krótką wiadomość.

,,Gdzie jesteś, Usa? Martwię się”- wstukała.

Niezbyt zainteresowana otoczeniem Mianko wpadła w końcu na idącego z naprzeciwka mężczyznę.

- Przepraszam Pana bar…- zaczęła, ale jej głos zawiesił się, kiedy dojrzała najwyraźniej znajomą twarz.

- Alan?- zapytała niepewnie.

Translate