czwartek, 23 stycznia 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXX


Diamond wyszedł ze swojego gabinetu trafiając w korytarzu na niosąca plik dokumentów Berthier.

- Jak jej idzie?- zapytał zmierzająca do swojego biurka jasnowłosą.

Dziewczyna rzuciła trzymane dotąd papiery otwierając szufladę najwyraźniej w poszukiwaniu nowych.

- Wbrew przesadnie niskiej ocenie własnych możliwości bardzo dobrze- odparła uśmiechając się do swojego szefa.

- Świetnie, dzięki Bertie- odparł ruszając w kierunki drzwi do świeżo zasiedlonego biura Usagi- Niech nikt nam teraz nie przeszkadza.

- Ale…- zaczęła jasnowłosa - Prosiła o podstawowe dokumenty analizy finansowej firmy...

- Naciskający już klamkę Diamond odwrócił się jeszcze w stronę zdezorientowanej asystentki.

- Na dzisiaj wystarczy- rzucił wchodząc do pomieszczenia.

Zastał Usagi wiszącą nad jakimś papierem ze śmiesznie zmarszczonym brwiami. Podszedł do niej i obejmując od tyłu lewym ramieniem nachylił się lekko całując ją delikatnie w odsłoniętą szyję.

- Zmęczona?- zapytał.

Dziewczyna przymknęła oczy powoli odpływając.

- Tak- odparła dalej odurzona jego pieszczotą.

Białowłosy odkleił się od niej czule przesuwając palcem po jej ramieniu i wbijając przymglony wzrok w głaskaną przez siebie rękę. Nagle odwrócił twarz i czując palące spojrzenie blondynki sprawnie zgarnął wyrozkładane przed nią papiery. Złapał Usagi w pasie sadzając na blacie biurka, a ona instynktownie oplotła ramionami szyję mężczyzny i gwałtownie przyciągnęła do siebie wpijając się w jego usta.

- Di, Berthier zaraz przyjdzie…- z trudem wyszeptała, kiedy poczuła wsuwające się pod jej bluzkę dłonie.

- Nie przyjdzie- powiedział przerywający pocałunek Diamond- Powiedziałem, żeby nie przychodziła.

Ich spragnione spojrzenia przenikały siebie nawzajem, ale to Usagi obróciła wzrok niechętnie spoglądając w inną stronę.

- Co ja wyprawiam….- szepnęła świdrując przeciwległą ścianę.

Momentalnie posmutniała dziewczyna zaczęła bawić się swoimi palcami.

- Widzę, że Chiba daje Ci się we znaki nawet, jeśli go nie widzisz- rzucił siadający na fotelu Diamond.

- Taa…- odparła- Ale chyba lepiej mi z tym, co zrobiłam, bo dzisiaj pierwszy raz od 2 tygodni spałam, jak zabita...

- Mogę to potwierdzić…- skomentował białowłosy.

Usagi szeroko otworzyła oczy przypominając sobie dzisiejsza pobudkę.

- Ani się waż zrobić tak kiedyś znowu!- krzyknęła wracając wzrokiem w jego stronę.

- No nie wiem…. W tej mokrej koszulce wyglądałaś wyjątkowo seksownie- rzucił z szelmowskim uśmiechem.

Ciskająca już błyskawice blondynka uderzyła go lekko w ramię.

- No co?- zapytał nonszalancko wygładzając trącone miejsce-  Trzeba było spać w swojej piżamce… Kupiłem Ci każdy model, który mieli w sklepie… Do wyboru do koloru...

Dziewczyna na chwilę zamyśliła się przypominając sobie obładowanego po uszy Diamonda.

- Tak, tylko, że to był sklep z bielizna erotyczną- rzuciła na wpół jeszcze zła, a na wpół już rozbawiona.

- Naprawdę? Nie wiedziałem- odparł miną niewiniątka.

- Trzeba było sobie jakąś koszulkę nocną spakować- kontynuował bawiąc się długopisem.

Przewracająca oczami Usagi zeskoczyła z biurka idąc w stronę okna.

- Nie wiem czy pamiętasz, ale uciekałam przed własnym narzeczonym. Jakbyś ruszył swój wielomiliardowy tyłek i pomógł mi z bagażami to miałabym i piżamkę.

- Samej zależało Ci na dyskrecji, a..- zaczął wstając, ale naraz drzwi do gabinetu otworzyły się z rozmachem.

- Diamond!- krzyknęła odpicowana po całości kobieta- Ostatnio Cię nie zastałam, ale dzisiaj miałam już więcej szczęścia. Witaj- powiedziała podchodząc do niego i całując w policzek.

Białowłosy nie zdążył jednak odpowiedzieć, bo w tym momencie odezwała się wisząca przy klamce Berthier.

- Przepraszam Diamond. Mówiłam, żeby nie przeszkadzać, ale wiesz jaka ona jest.

- W porządku- odparł raczej niezadowolony białowłosy.

Berthier znikła za drzwiami, a świeżo przybyła zwróciła się w stronę Usagi.

- Ty pewnie jesteś tym słynnym udziałowcem. Kalaberas Ayakashi, bliska przyjaciółka Diamonda- rzuciła wyciagając dłoń.

Blondynka posłała szatynce lodowate spojrzenie.

- Usagi Tsukino- chłodno odparła niechętnie podając rękę.

Kalaberas momentalnie przeniosła wzrok na Diamonda czepiając się jego ramienia.

- To co? Zrobisz sobie przerwę na obiad? Pójdziemy do tej restauracji na rogu...

- Prawdę mówiąc wychodziliśmy właśnie z Usagi- odpowiedział wyrywający się z jej uścisku białowłosy.

Mająca w oczach zamiast źrenic zapalniki blondynka odparła wymuszenie obojętnym tonem.

- Właściwie to nie jestem głodna. Idź z przyjaciółką.

- Widzisz?- rzuciła na nowo przyklejająca się do mężczyzny szatynka- Powspominamy stare czasy… W ogóle zostaje na dłużej, więc może byśmy razem poszli na ślub Safira i Petz...

Napięta do granic wytrzymałości Usagi porwała torebkę i płaszcz szybkim krokiem opuszczając gabinet.

- A tej co?- zapytała śledząca ją wzrokiem Kalaberas.

Białowłosy wystrzelił za nią, jak z procy zostawiając ogłupiałą szatynkę, ale nie dane mu było dobiec do Usagi bez przeszkód.  ,,Diamond, musisz podpisać mi parę dokumentów!”, ,,Bracie, Chiba dzwonił!”, ,,Panie Kentaro, możemy porozmawiać?” i w efekcie, gdy znalazł się przed budynkiem dziewczyny już nie było widać. Sięgnął po telefon wybierając nr Usagi, a gdy odpowiedział mu spodziewany dźwięk nieodbieranego połączenia bez zbędnych rozważań wsiadł w samochód i odjechał. Dotarł do swojego mieszkania i wściekle otwierając drzwi rzucił się na kanapę wyczekując powrotu blondynki.

,,Prędzej czy później przyjdzie”- myślał wspierając ramiona o górą część oparcia skórzanej sofy.

I tak wzburzony czekał ignorując wszystkie telefony Berthier, Safira, Rubeusa, Sakuraby…

I rzeczywiście. Dziewczyna pojawiła się w końcu z już nie wściekłym, ale przepełnionym smutkiem spojrzeniem.

- Nie chce jej, rozumiesz? Nie chce jej, ani żadnej innej… Tylko Ciebie…- rzucił doskakując do niej.

Usagi nic nie odpowiedziała tylko wbiła twarz w ziemię, a po jej policzku spłynęła samotna łza.

- Odkąd Cię poznałem nie pomyślałem o innej kobiecie… Teraz jesteś tylko Ty- dodał ujmując jej podbródek i patrząc szczerze w zaszklone oczy.

Usagi wciąż milczała już jednak świdrując pełne uczucia fioletowe tęczówki. Rzuciła na bok torebkę i zbliżając swoje usta do jego zaczęła rozpinać śnieżnobiałą koszulę Diamonda.

poniedziałek, 20 stycznia 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXIX


Śpiąca jeszcze Usagi poczuła spływający po jej ramieniu szereg pocałunków. Dziewczyna błogo się uśmiechnęła wywołując zadowolenie u leżącego obok Diamonda. Mężczyzna czule odgarnął opadający jej na czoło kosmyk złocistych włosów, podziwiając wciąż zatopiona w sennych rojeniach blondynkę.

- Kochanie, budzik dzwonił pół godziny temu- szepnął jej w końcu do ucha.

Usagi najwyraźniej zarejestrowała jego słowa jako nieproszony dźwięk, bo po minimalnych ruchach wskazujących bardziej na wygodne układanie się do snu, niż powolne przebudzanie ponownie znieruchomiała.

- Usa, bo Cię wrzucę do zimnej wody, albo wystawię na balkon- powiedział już zdecydowanie głośniej Diamond.

Dziewczyna w odpowiedzi naciągnęła sobie kołdrę na głowę.

- Ok, sama tego chciałaś- nonszalancko rzucił ściągając z niej narzutkę i delikatnie biorąc na ręce.

Usagi była do tego stopnia nieprzytomna, że nawet nie próbowała się wyrwać z objęć białowłosego. Dopiero tuż po tym, jak wylądowała w wannie ocucił ją prysznic zimnej wody.

- Hyyy!- zerwała się łapiąc głęboko powietrze.

Diamond zakręcił kurek z rozbawieniem w oczach wyczekując jej dalszej reakcji.

- Ty, ty, ty… potworze jeden!- krzyknęła wycierając twarz dłońmi.

- Sama zmusiłaś mnie do ostateczności- chytrze odparł kucający obok białowłosy- Ale dzięki temu wiem, że moja koszulka lepiej prezentuje się u Ciebie w przemoczonej wersji.

Dziewczyna spojrzała na przyklejony do jej ciała materiał, który dość wyraźnie uwydatniał to, co miała pod spodem.

- Out!- krzyknęła wskazując drzwi.

Roześmiany Diamond lekko się przechylił całując blondynkę w czoło.

- To ja zrobię śniadanie- odparł z pełnym ciepła uśmiechem.

Białowłosy wstał idąc w stronę wyjścia.

- Chyba, że sama sobie z tą koszulką nie poradzisz…- łobuzersko dodał mijając już drzwi.

Odpowiedział mu uderzający go ułamek sekundy póżniej w ramię mokry zwitek materiału.

- Dzięki, ale dałam radę- rzuciła nadal zirytowana Usagi.


***

Opierający się skrzyżowanymi przedramionami o biurko Reiki Motoki uniósł brwi zauważając mknącego z wściekłością przez korytarz Mamoru. Widząc przyjaciela ciemnowłosy przewrócił oczami, jakby mówiąc ,,za mną” i wpadł do swojego gabinetu. Rzucił trzymaną kopertę na biurko i obchodząc je zajął swoje służbowe miejsce.

- Co jest?- zapytał siadający naprzeciwko niego Motoki.

- Przeczytaj- odparł ciemnowłosy wskazując niesione wcześniej papiery.

Zaintrygowany blondyn sięgnął po leżącą na wierzchu kopertę i wyjął z niej ksero dokumentu.

- Odwołanie pełnomocnictwa?- przeczytał zszokowany- Coś Ty ją pobił czy co?

- Wyprowadziła się wczoraj- rzucił zamyślony twardo trzymając ręce na oparciach fotela.

Motoki potrząsnął głową, jakby próbując zrozumieć.

- Nie łapię… Co się stało?

- Sam chciałbym wiedzieć- odparł zakładając stopę za kolano- Zaczęło się od tej jej całej przemiany. Nie chodzi mi tyle o wygląd, co wyrażanie własnego zdania, chęć zaangażowania w naukę i firmę, stanowczość… Wbrew moim wcześniejszym podejrzeniom myślę teraz, że wypłynęło to od niej samej jako odzew mojego niefartownego wytłumaczenia rzekomej kłótni. Potem pojechaliśmy do Osaki i tu już ktoś mógł jej co nieco podszeptywać. No bo ludzie- odwołanie pełnomocnictwa? Jakiej chęci nauki by nie miała to na razie tak życiowo zielona osoba nie zorganizowałby się w parę dni z tym wszystkim. Zaskoczyłem ją wcześniejszym powrotem, a ona była już spakowana…

- Tylko nie mów, że zamówiłeś jej taksówkę i wyniosłeś torby na zewnątrz- odparł ciągle osłupiały Motoki.

- Większość rzeczy zostawiła. Wzięła pewnie tylko najpotrzebniejsze- powiedział stukając palcem w oparcie- Wiesz… Wróciłem, wzięła mnie na stronę, stwierdziła, że ze mną zrywa, bo sobie wszystko przypomniała…

- Znaczy się Ciebie i Esme sobie przypomniała?

- Taa… Nie zaprzeczałem, bo to by był gwóźdź do trumny. W zamian zacząłem tłumaczyć, że nic poważnego między nami nie było i takie tam… Łamała się, ale wiedziałem, że tym razem nie przejdzie…. I zrobiłem najlepsze co mogłem- wyszedłem…

Blondyn westchnął wbijając wzrok w sufit.

- Nie rozumiem Cię stary- rzucił wracając spojrzeniem do swojego rozmówcy.

-  Co bym nie zrobił Usagi by się zwinęła… To było już nieuniknione. Mogłem albo ją więzić albo dobrowolnie wypuścić albo zostawić czekając, jak pod moją nieobecność zwieje… Wychwyciłem moment, w którym miała największe wątpliwości i wyszedłem ,,kupić coś" na wspólną kolację. Jak myślisz, przy której opcji mogłaby mieć największe wyrzuty sumienia?

Przez twarz Motokiego przeszedł cyniczny uśmiech.

- Ale tego ruchu z pełnomocnictwem nie przewidziałem. Myślałem, że wspomnienia ją zbytnio rozbiły jak na to, by myśleć o firmie… Szlag!- krzyknął ciemnowłosy uderzając pięścią w biurko.

Drugą rękę podparł chylące się ku blatowi czoło.

- O tak… Usagi ostro zagrała- skomentował wpatrzony w przyjaciela blondyn.

- Ale gdzie ona do cholery jest?- myślał dalej na głos- Może pojechała do którejś z dziewczyn?

- Czarna toyota GT86 to chyba nie taksówka?- bardziej stwierdził niż zapytał przenosząc rękę z czoła pod podbródek Mamoru.

Motoki ponownie skwitował słowa przyjaciela wyrażającym zrozumienie uśmieszkiem.

- Widziałeś numery albo kierowcę?- rzucił blondyn.

Brunet pokręcił przecząco głową.

- Ale myślę, że to ta nasza gwiazdeczka…

Motoki oparł przedramiona o rozpościerające się przed nim biurko.

- Jeśli tak to w osobie zastępcy.

Mamoru pytająco spojrzał w oczy wieloletniego kolegi.

- Mako wczoraj mówiła, że koncertują w Nagoi… ale potem wracają na stałe do Tokio.


sobota, 18 stycznia 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXVIII


Mamoru Chiba siedział przy stoliku małej knajpki centralnie naprzeciwko jego budynku mieszkalnego. Bębniące o szklaną ścianę kawiarni krople deszczu zlewały się z dźwiękiem stukających w blat palców zamyślonego bruneta.

- Czy coś jeszcze Panu podać?- zapytała wyrosła nagle przed nim kelnerka.

- Na razie dziękuję- odparł upijając kolejny łyk kawy.

Dziewczyna odeszła,  a ciemnowłosy dalej świdrował skąpaną w strugach deszczu ulice Tokio. Nagle kąciki jego ust uniosły się formując coś na kształt cynicznego uśmieszku zadowolonego ze swojego ruchu gracza.

- Wiedziałem, że uciekniesz. Zawsze uciekasz… To się akurat w Tobie nie zmieniło- szepnął obserwując wsiadającą do sportowej toyoty Usagi.

Kiedy jasnowłosa zamknęła za sobą drzwi Mamoru przechylił się nieco próbując dojrzeć niezbyt widoczną z jego perspektywy tablicę rejestracyjną.

- Cholerna pogoda- mruknął zawiedziony.

Narzucając na siebie przewieszony przez sąsiednie krzesło płaszcz zostawił obok niedopitej kawy banknot i wolnym krokiem ruszyl do wyjścia.


***

Białowłosy otworzył przed Usagi drzwi do swojego pokaźnych rozmiarów mieszkania.

- Di, to tylko na parę dni zanim czegoś nie znajdę…- powiedziała jeszcze w progu obracając się przez ramię do idącego za nią Diamonda.

- Prawdę mówiąc to wynająłem Ci rano mieszkanie…

- Cooo?- rzuciła przekręcając resztę ciała w stronę swojego rozmówcy- Jakim cudem tak szybko? I czemu mi do cholery nie powiedziałeś? Nie zwalałabym Ci się na głowę… No, przynajmniej nie bezpośrednio…

Usagi przygryzła dolną wargę uderzając go pięścią w klatę. Słysząc jego śmiech obróciła się tyłem i krzyżując ręce na piersiach wolno podeszła do okna. Obserwując strugi spływającej po szybie wody położyła na niej swoją prawą dłoń, jakby próbując dotknąć kropel od środka. Nagle czując silne dłonie na swojej tali i przesuwające się po jej szyi usta błogo się uśmiechnęła.

- Hyyy, upaćkam Ci okno!- oprzytomniała gwałtownie cofając rękę.

Białowłosy przewrócił wymownie oczami.

- Gosposia przyjdzie to posprząta…- odparł ciągle nie wypuszczając jej z objęć.

Usagi jakby drgnęła.

- Pfi, pewnie ma 20 lat, długie nogi, duży biust i czasami gubi u Ciebie bieliznę.

Usatysfakcjonowany jej reakcją Diamond rozluźnił uścisk, tak, że dziewczyna zdołała obrócić się w jego stronę.

- To ja od jutra zamieszkam w tamtym mieszkaniu… Jeśli mogę oczywiście. Będę na siebie zarabiać i…

- Chcesz mnie zostawić samego z tą straszną kobietą?- zapytał chytrze się uśmiechając- A jeśli udusi mnie fartuszkiem?

Twarz blondynki momentalnie nabrała pogodnego wyrazu.

- A czemu miałaby to zrobić?- zapytała na niby podejrzliwie.

- Hm… No nie wiem- odparł krzyżując ręce na piersi- Może np. wyczuć unoszący się w powietrzu zapach kobiecych perfum i rzucić na mnie z tekstem ,,nie będziesz mój to nie będziesz niczyj”.

Rozbawiona Usagi zrobiła krok w przód

- W takim razie gruntownie przewietrzymy- powiedziała stając tuż przy nim.

- Nie mogę, wiesz… jestem strasznie chorowity…- rzucił cynicznie.

- Ujjj- zaskamlała przechylając głowę w bok.

Diamond sprawnym ruchem wziął ją na ręce niosąc w stronę kanapy.

- A poważnie to nie pozwolę Ci na razie mieszkać samej. Jesteś na to zbyt rozklejona… Dopiero kiedy Cię poskładamy… Ale mam nadzieję, że wtedy już sama będziesz chciała u mnie zostać.

Białowłosy usiadł z dziewczyną ułożoną na jego kolanach

- To czemu wynająłeś mieszkanie?- zapytała

- Tak na wszelki wypadek, żebyś w razie czego miała coś w zanadrzu.

Usagi wpatrywała się w niego swoimi wielkimi oczami.

- Cudowny jesteś… wiesz?- rzuciła, ale zamiast czekać na odpowiedź musnęła go delikatnie w usta.

Kiedy się odkleiła nawzajem w ciszy chłonęli swoje spojrzenia.

- Czy nie powinniśmy pójść do firmy?- wydusiła w końcu.

- Dajmy sobie dzisiaj wolne. Co Ty na to, żebyśmy się lepiej poznali? W zasadzie wiem o Tobie tyle, ile wyczytałem w dokumentach… Pogadamy, pokażę Ci dokładnie mieszkanie, zamówimy jakąś niezdrową żywność…

- A jutro do pracy… Chcę się wszystkiego nauczyć- dokończyła rozentuzjazmowana.

Zadowolony z zapału Usagi Diamond posłał jej ciepły uśmiech.

- W porządku…- odparł- A teraz chodź. Pokaże Ci gdzie możesz wypakować swoje rzeczy, ale… w tej walizeczce chyba niewiele Ci się zmieściło.

Blondynka rzuciła okiem na leżącą pod drzwiami torbę.

- Nom- przyznała- Ale obładowana jak muł bym za szybko nie uciekała.

- Nie za szybko, niemniej na pewno zabawnie- rzucił, lecz widząc jej mordercze spojrzenie porzucił zwizualizowany wątek- To może byśmy skoczyli wieczorem do centrum handlowego?

Dziewczyna westchnęła spuszczając głowę w dół.

- Ale ja nie mam zbyt dużo pieniędzy Di… Cała kasa, którą wydawałam była kasą Mamoru. Aż wstyd się przyznać…

- Nie rozśmieszaj mnie Kochanie. Jestem miliarderem, zapomniałaś?- zapytał delikatnie ujmując jej podbródek.

- Ale to Twoje pieniądze Di…- odparła zmieszana.

- Nie bierzesz pod uwagę Skarbie, że masz 40 %. Nawet jeśli nic nie robiłaś to pewne sumy wpływały na Twoje konto, a właściwie konto Mamoru. Cała kasa, którą wydawałaś była Twoja, a jemu zostało jeszcze tyle, żeby wyżywić pół Tokio.


***

Berthier mieszała kawę przeglądając jednocześnie papiery.

- Odwołanie pełnomocnictwa Mamoru Chiby…- przeczytała na głos.

- To chyba jasne, skoro dziewczyna bierze sprawy we własne ręce- odparła siedząca naprzeciwko Coan.

Zamyślona jasnowłosa podparła prawą ręką podbródek, lewą dalej trzymając wertowane dokumenty.

- Wiesz… Ten cały Chiba nie wygląda na takiego, co miałby być z tego zadowolony.

Coan przestała stukać tipsami w klawiaturę i rozłożyła się wygodnie na skórzanym fotelu.

- Fakt- odparła- Tym bardziej, że jest zaręczony z naszą nową vice…

- Nie sądzę- rzuciła Berthier.

Brunetka posłała jej pytające spojrzenie.

- A raczej nie sądzę, żeby byli dalej zaręczeni- kontynuowała- Albo są, ale wszystko im się sypie…

- Znawczyni związków- skwitowała żartobliwie ciemnowłosa rzucając przed siebie zgnieciony papierek.

Berthier zgarnęła odbity od jej ręki świstek z powrotem ciskając go w młodszą siostrę.

- Przyganiał kocioł garnkowi! Ty lepiej wreszcie wyznaj Rubeusowi, że do niego wzdychasz…

- A Ty wreszcie znajdź sobie kogoś do wzdychania- skontrowała Coan ponownie przerzucając papierek na drugą  stronę- Może Diamond…

- Żeby Kalaberas mnie siekierką potraktowała? Nieee… I coś mi się widzi, że Diamond kręci z Tsukino… A poza tym- wole brunetów.

Jasnowłosa wróciła wzrokiem do rozłożonych przed nią papierów.

- Hyyy…- kontynuowała najwyraźniej nieskora do zakończenia rozmowy Coan-  To dobrze się składa, bo wg Twojej dedukcji Chiba jest wolny.

Papierek znowu poleciał w stronę ciemnowłosej.


środa, 15 stycznia 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXVII


Safir wszedł do gabinetu Diamonda zastając go rozmawiającego przez telefon.

- Przyjemność po mojej stronie- zakończył spoglądając na młodszego brata.

Brunet wsparł skrzyżowane przedramiona o oparcie wolnego fotela nieco się do tego schylając.

- Co tam u narzeczonej Mamoru Chiby?- zagaił.

- Wkrótce mam nadzieję ex- narzeczonej Mamoru Chiby- poprawił go wyraźnie zadowolony Diamond.

- Aż tak dobrze idzie?

Białowłosy wstał wkładając ręce do kieszeni.

- Nie narzekam- odparł tajemniczo.

- Tyle, że ten drań jeszcze dziś wraca do Tokio- kontynuował zamyślonym wzrokiem patrząc przez ogromne okno widokowe swojego gabinetu- Usa ma z nim pogadać, ale… niepokoję się… Chiba jest cwany. Będzie ją mamił, kłamał, czarował. Zagra na jej poczuciu winy i chociaż ona zdaje sobie sprawę z jego teatralnych zdolności to momentalnie straci na konsekwencji.

Słuchając Diamonda Safir zmarszczył lekko brwi.

- Jakim poczuciu winy? Czemu ona niby ma mieć poczucie winy?

Białowłosy obrócił się w stronę młodszego brata.

- Nie ma czemu, ale już tam Chiba wyobraca wszystko na swoje. Wykorzysta jej zagubienie i spróbuje namieszać w głowie. Szlag mnie na samą myśl trafia, ale nic nie mogę tutaj poradzić…

- Więc co zamierzasz?- zapytał ciemnowłosy.

Diamond podszedł do biurka opierając ręce o jego blat.

- Jak tylko się rozmówią zabieram ją stamtąd- odparł zdeterminowany.

- A jeśli nie będzie chciała iść? Jeśli się rozmyśli i zdecyduje zostać z Chibą?

Safir spojrzał w emanujące zawziętością oczy starszego brata.

- Nie biorę takiej opcji pod uwagę…- rzucił nie tracąc nieustępliwego wyrazu twarzy.

- To czym się martwisz?- zapytał zaintrygowany brunet.

- Tym, że Mamoru zasieje ziarno goryczy i moja Piękna będzie się zadręczać, będzie o nim myśleć, będzie mieć wyrzuty sumienia… Nie da jej o sobie zapomnieć i w ten sposób tego na razie nie przegra. Na razie, bo ja nie dam mu tego wygrać…


***

Usagi siedziała na kanapie nerwowo wycierając ręce o nogawki dżinsowych spodni. Słysząc dźwięk przekręcanego klucza nabrała więcej powietrza kierując się w stronę drzwi. Stanęła przy ścianie patrząc na odkładającego torbę, przystojnego bruneta, który migiem wyczuł jej świdrujące spojrzenie i, przyklejając sobie pełen miłości uśmiech, niezwłocznie podszedł do podpierającej mur blondynki.

- Jak to się ze mną witasz Kochanie, hmm?- zagaił próbując pocałować ją w usta.

Dziewczyna jednak przechyliła nieco twarz, tak że wargi Mamoru wylądowały na policzku blondynki.

- Co jest Usa?- zapytał próbując ukryć swoją irytację.

- Porozmawiajmy- odparła mierząc go przenikliwym spojrzeniem

Usagi złapała Mamoru za rękę powoli prowadząc do ich przestronnego salonu.

- Więc…?- zaczął ciemnowłosy siadając obok narzeczonej.

Milcząc jeszcze przez parę sekund blondynka niespokojnie ruszała dłońmi.

- Mamoru, chciałabym, żebyśmy się rozeszli… Spakowałam już swoje rzeczy- w końcu wystrzeliła.

Ciemnowłosy rozszerzył oczy i odczekał chwilę, jakby nabierając pewności czy rzeczywiście słyszy to, co słyszy. Wynik analizy wypadł zapewne pozytywnie, bo wkrótce, zazwyczaj utrzymujący stoicki spokój Mamoru, wybuchł.

- Whattt? Zwariowałaś? Za niecały miesiąc Twoja mama przylatuje organizować nasz ślub, a Tobie się na przedstawienie zebrało?

Niemogący się opanować brunet gwałtownie wstał wymownie ciskając rękami.

- Co Ty sobie myślisz? Wyjeżdżam na parę dni, a tu: zmieniasz studia, zmieniasz tryb życia, zmieniasz swoje nastawienie do mnie i, jak się okazuje, chcesz też zmienić faceta.

Nie najmniej już roztrzęsiona Usagi zakryła twarz dłońmi.

- Odpowiedz mi Usa! O co chodzi?

Nagle dziewczyna uniosła się patrząc na niego wypełnionymi łzami oczami.

- O co chodzi? O Esmeralde Watabe chodzi i Twoje ciągłe kłamstwa!

Zszokowany jej wiedzą brunet zamilkł niezważając przez chwilę na okładającą go pięściami w klatę Usagi.

,,Nie czas teraz na roztrząsanie”- pomyślał trzeźwiejąc.

- Widziałam Cię Mamoru, widziałam! A jak straciłam pamięć to bezczelnie to wykorzystałeś, żeby załatać swoją nieostrożność.

Mężczyzna przyciągnął ją do siebie wpijając palce w blond włosy i opierając swoje czoło o jej.

- Ciii Usa- powiedział łagodnie- Ona nic nie znaczy. Wiem, zachowałem się podle, ale nie chciałem Cię stracić…

- No to straciłeś!- odparła wyrywając się z jego objęć i stając przodem do okna.

- Kochanie…- powiedział kładąc od tyłu ręce na jej ramionach i dociskając jej czubek głowy do swoich ust- Wybacz mi proszę…

Usagi obróciła się gwałtownie twardo patrząc w jego oczy.

- Byłeś z nią w Osace…

Mamoru przygryzł dolna wargę.

,,Cholera, skąd ona to wie…”- pomyślał.

- Esmeralda też pracuje u Kawachigiego Kotku- tłumaczył- I łazi za mną od samego początku, a nie mogę posłać jej do wszystkich diabłów, bo to pupilek szefa.

- Więc musisz jej pakować?- rzuciła kpiąco obracając twarz.

Mamoru delikatnie ujął jej podbródek łapiąc spojrzenie jej wielkich oczu.

- Do niczego poważniejszego nie doszło- powiedział wolno i wyraźnie, mocno akcentując każde pojedyncze słowo.

Usagi zamilkła siadając kolanami na włochatym dywanie. Oparła łokcie o stolik, wpijając palce w zaczesane za skrońmi włosy.

,,A jeśli rzeczywiście… jeśli rzeczywiście do niczego poważniejszego nie doszło. Jak się to ma do tego, że spałam z Di?”- dumała- ,,Nie, nie mogę zostać… Przecież tu nie tylko o tę kobietę chodzi…”

Nagle poczuła na ramieniu ciepły dotyk kucającego obok niej Mamoru.

- Słuchaj Skarbie, skoczę po jakieś wystawne jedzenie i w miłej atmosferze wszystko sobie wyjaśnimy- powiedział całując jej odsłoniętą szyję- Twoja ulubiona knajpa jest kawałek stąd, więc wcześniej niż za pół godziny nie będę. A Ty tymczasem- proszę, uspokój się.

Usagi otrzeźwił dopiero dźwięk zamykanych drzwi.

- Jakby się nic nie stało- mruknęła do siebie sięgając po leżącą na stoliku komórkę.

Pocierając lewą ręką mokry od łez policzek prawą wybrała ostatnio często używany numer.

- Di, dasz radę być po mnie wcześniej niż za pół godziny?- powiedziała jeszcze łamiącym się głosem.

niedziela, 12 stycznia 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXVI


Usagi rozłączyła się ciężko do siebie wzdychając.

- Wraca jutro przed południem- powiedziała wrzucając telefon do torebki.

- Co? Miał  być dopiero pod koniec tygodnia- odparł zaskoczony Diamond.

Blondynka przygryzła dolną wargę zawieszając wzrok na przeciwległej szybie.

- Dziwne… Rano próbował inwigilować mnie na wszystkie strony, a teraz ,,cześć kochanie, załatwiłem wszystko, będę jutro to porozmawiamy”…

Białowłosy oparł ręce o kierownicę obracając się nieco w stronę dziewczyny.

- Usa- zaczął- co jak co ale muszę przyznać, że Mamoru głupi nie jest. Chłopak czuje, że grunt mu się pali pod nogami i wraca, aby trzymać rękę na pulsie… Ale na to już za późno, prawda?

- Prawda- odpowiedziała przechylając się przez siedzenie i całując go delikatnie w usta.

- Myślisz, że podejrzewa, że ja podejrzewam... a właściwie wiem…

- Na pewno…- odparł- i moje pytanie jest takie: co zamierzasz?

Usagi wróciła na swoje miejsce przywierając po całości plecami do oparcia fotela.

- Myślałam, że będę mieć więcej czasu na analizę… Ale cóż- może to i dobrze… Pogadam z nim, powiem, że to i owo sobie przypomniałam… ale o zdjęciach, ani Tobię nie wspomnę.

Diamond pytająco uniósł w górę brwi.

- Nie chcę, żeby ktoś o nas wiedział Di… A przynajmniej większość i przynajmniej nie teraz… Tzn. chodzi mi niby tylko o Mamoru, ale mam wrażenie, że pół Tokio jest jego szpiegami.

- Boisz się go?- drążył białowłosy.

- Nie o to chodzi. Wiesz… Mamoru potrafi być naprawdę czarujący i wszyscy go mają za nieskazitelnego. Ja sama go jeszcze niedawno za takiego miałam. Rodzina, przyjaciele, znajomi- wszystkich omotał. No może prawie wszystkich…- powiedziała myśląc o Minako- To nie tak, że ja nie mogę na nikogo liczyć, bo mam wspaniałe koleżanki i wspaniałych rodziców, których bardzo kocham i którzy zawsze mnie wspierali i mieli na uwadze moje dobro, ale… Właśnie- ale, moje dobro definiuje Mamoru. Mamoru ma rację, Mamoru wie lepiej, Mamoru jest mi przeznaczony. Spróbuj złe słowo powiedzieć na Mamoru to gromy lecą. Pokazałabym im te zdjęcia to uznaliby je za fotomontaż. Wiesz co by było gdyby wyszło, że przespałam się z Tobą, zarzuciłam Mamoru zdradę i na koniec spakowała manatki? Już słyszę te wyrzuty, pretensje, rady… Jestem tak zagubiona i to na prawdę ostatnie czego mi potrzeba. Myślałam, że bliższa relacja z Tobą jeszcze bardziej pomiesza mi w głowie, ale przeciwnie- chyba tylko dzięki temu jeszcze nie zwariowałam. Powiem im wszystko, ale póki co nie mam siły na to, żeby się z nimi zmierzyć…

Diamond przyciągnął ją do swojego ramienia delikatnie całując w czoło.

- W porządku Kochanie- odparł- Ale Safir z Rubeusem wiedzą… Dziewczyny pewnie też już swoje myślą…

- Nie szkodzi, oni mogą- odparła z lekkim uśmiechem- A teraz pójdę już…

Białowłosy cofnął rękę otwierając drzwi po stronie kierowcy.

- Jeżeli zamierzasz iść z samochodu tak pokracznie jak szłaś do to spodziewaj się zaraz ekipy telewizyjnej i transmisji na żywo - powiedział chytrze wychodząc przed metalicznego lexusa LFA.

Ożywionego jego docinką Usagi chaotycznie machała rękami wyraźnie afirmując swoje oburzenie.

-… Ciekawe jakby Tobie szło w takich butach!- kończyła, kiedy otworzył odgradzające ją od świata zewnętrznego drzwi.

- Myślę, że co najmniej dobrze- odparł biorąc ją na ręce i zmierzając w stronę wejścia do budynku.
Dziewczyna zamilkła przypominając sobie, że niósł ją już tak kiedyś. To bijące od niego ciepło, które dawało jej poczucie bezpieczeństwa, ten jego zapach, który zniewalał zmysły…

- Di, zobaczy nas ktoś!- powiedziała w końcu paradoksalnie jeszcze mocniej obejmując szyję mężczyzny.

- Nikogo tu nie ma Kochanie- rzucił zmierzając do windy.


***

Niezadowolona szatynka siadła naprzeciw swojej przyjaciółki.

- Kiedy Motoki i Mamoru wrócą z tego spotkania?- zapytała upinając włosy spinką.

- Pewnie nieprędko, skoro dziś chcą dopiąć wszystko na ostatni guzik- odparła Esmeralda nakładając kolejną warstwę krwistoczerwonego lakieru.

Położywszy ręce na stoliku Reika zaczęła nerwowo stukać palcami w jego szklany blat.

- Co to do cholery ma być- zauważyła sfrustrowana- W końcu my też tu przyjechałyśmy jako oficjalna delegacja… Wrrr…  Nie cierpię, jak mężczyzna odsuwa mnie od interesów...

- Mi to mówisz?- odpowiedziała ostrożnie zakręcająca lakier Esmeralda.

- Nie wiem, jak możesz być taka spokojna… W ogóle po co to robisz?- rzuciła wskazując podbródkiem świeżo pomalowane paznokcie- Od tego mamy tu kosmetyczkę...

- Hmm… Powiedzmy, że mnie to relaksuje- odparła długowłosa.

Reika wstała z zajmowanego fotela najwidoczniej kierując się do umiejscowionego przy końcu salonu barku.

- Mnie relaksuje wiesz co?- zapytała retorycznie w połowie drogi obracając się przez ramię- Sex on the beach.

Szatynka sięgnęła do barku wyjmując likiery i rozglądając się za odpowiednich rozmiarów szklanką.

- Mi też zrób- powiedziała Esmeralda z lekkim uśmiechem.

Dziewczyna ruszyła po lód zalewając go wódką i likierami.

- Szkoda, że już wracamy- zauważyła wlewając sok.

- Wszystko przez tą idiotkę…- syknęła momentalnie tracąca spokój Esmeralda.

- Jesteś zazdrosna?- zapytała podająca jej szklankę szatynka.

Reika wróciła na swoje poprzednie miejsce trzymając jednak tym razem własnoręcznie zrobionego drinka.

- Nie bądź śmieszna… Z Mamoru to tylko zabawa...

- Zabawa, nie zabawa, a ja Cię znam Esme … Jesteś zazdrosna…- rzuciła smakując kolorowej mikstury.

- A Ty?- zapytała Esmeralda.

- Pfi- prychnęła szatynka- O co? O tę gastronomiczną sierotkę? Daj spokój… Motoki z nią jest, bo dobrze mu przy niej, świetnie gotuje, dba o dom, nie imprezuje, nie zadaje dużo pytań, ma minimalne potrzeby, cieszy się byle pierdołą. I gdyby miał wybierać między mną, a nią to wybrałby mnie… A Mamoru, gdyby miał wybierać między Tobą, a Usagi to wybrałby Usagi… I to Cię boli...

Kobieta uśmiechnęła się słysząc dedukcję przyjaciółki.

- Znasz mnie na wylot- odparła upijając łyk drinka- A skoro tak to powinnaś też wiedzieć, że niszczę wszystko, co staje mi na drodze…

Translate