sobota, 4 stycznia 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXIII


Usagi leżała bokiem na kapanie opierając głowę o kolana siedzącego obok Diamonda.

- Wiesz… Ledwie się znamy, a ja zarzucam Cię swoimi problemami, ale nie widzę w tym nic niewłaściwego, chociaż wiem, że powinnam…

- Nie ufasz mi?- zapytał białowłosy gładząc dziewczynę dłonią po ramieniu.

- Właśnie ufam… Ufam obcemu facetowi jak nikomu innemu z całego mojego mniej czy bardziej nędznego życia, zwierzam mu się ze swoim problemów i wyczekuję propozycji rozwiązania aktualnych dylematów. Co ze mną jest nie tak?

Kąciki ust Diamonda wykrzywiły się w szelmowskim uśmiechu.

- Cóż… nie pierwszy raz spotykam się z taką reakcją, więc może to znaczy, że wszystko z Tobą w porządku- zażartował niecierpliwie wyczekując odzewu.

Odzew nadszedł w postaci gwałtownie zrywającej się do pozycji siedząco- klęczącej Usagi.

- Ty pyszałkowaty….

Blondynka nie zdążyła skończyć wianuszka, bo białowłosy zamknął jej usta pocałunkiem. Dziewczyna początkowo wyraźnie rozważała opór trzymając ręce w gotowości do odepchnięcia napastnika, ale Diamond Kentaro potrafił tak ją mamić, że nie pozostawało nic innego jak tylko całkowicie się mu poddać.

- Di, ja mam narzeczonego- powiedziała w końcu gdy dał jej trochę swobody.

- Który Cię zdradza, okłamuje, wykorzystuje, chce przejąć Twoje udziały i nie wiadomo co jeszcze- odparł.

- To nadal nic pewnego…- rzuciła nagle bawiąc się perfekcyjnie zrobionymi paznokciami.

Białowłosy westchnął.

- Chcesz dowodów?- zapytał opierając ręce na kolanach.

Dziewczyna przestała wykazywać zainteresowanie kolorem lakieru pewnie spoglądając w jego oczy.

- Tak- odpowiedziała zdecydowanie.

- Mówisz i masz…- rzucił- Kochasz go?

Usagi znowu zajęła się swoimi paznokciami.

- Jeszcze niecałe dwa tygodnie temu byłam tego pewna. Ba, uważałam, że to miłość nie z tej ziemi… Ale teraz zadaję sobie sama pytanie czy ta miłość nie umarła razem z dawną Usagi. Byłam młoda, głupia, dziecinna i pojawił się on- starszy, przystojny, inteligentny, a ja ubzdurałam sobie, że to ten książę z bajki, który trafia się jednej na milion. Był ideałem i w tym czasie, który pamiętam za takiego go właśnie miałam. Kiedy obudziłam się w szpitalu prawie dwa tygodnie temu nadal był tym wyśnionym, lecz przez ten śmiesznie krótki czas zmieniłam się bardziej niż przez całe wcześniejsze życie. Wiem- brzmi głupio, ale nagle zauważyłam, że albo Mamoru nie jest taki perfekcyjny, jak to sobie wyobrażałam albo po tym całym uderzeniu w głowę najzwyczajniej preferencje mi się poprzestawiały… A może jedno i drugie. W każdym razie kochać go na pewno kochałam… i to mocno, ale teraz sama nie wiem. Niemniej jednego jestem pewna- to uczucie nie jest na tyle silne, by wytrzymać kłamstwa.

Diamond objął ją ramieniem i pocałował w czoło.

- Obiecaj mi coś…- powiedział patrząc jej w oczy.

- Co?- zapytała odwzajemniając spojrzenie.

Białowłosy czule obrysował kontur jej twarzy na koniec wpijając delikatnie palce w zaczesane włosy blondynki.

- Że nigdy więcej nie nazwiesz mnie obcym…

Minęło parę stoicko spokojnych sekund, a  słońce wyszło zza zasłaniającej je ciemnej chmury.

- Obiecuję…- odparła niczym zahipnotyzowana zbliżając usta do jego.

W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi.

- Cholera!

Usagi odskoczyła nerwowo poprawiając włosy.

- Spodziewasz się kogoś?- zapytał Diamond na wpół niezadowolony z tego, że im przerwano, a na wpół rozbawiony paniczną postawą blondynki.

- Nie- odparła wychodząc z salonu.

Dziewczyna szybko dotarła do drzwi, otwierając je z rozmachem. Widząc jednak stojącą po drugiej stronie progu postać rozszerzyła oczy, nabrała głęboko powietrza i, zbliżając się do górnego limitu prędkości odruchu przeciętnego człowieka, ostentacyjnie zatrzasnęła przybyszowi drzwi przed nosem. Automatycznie przekręciła klucz i niezważając na dobiegające z klatki okrzyki ,,Usagi otwórz”, wciąż na głębokim wdechu, wbiegła do salonu. Zaskoczony sytuacją Diamond pytająco uniósł brwi w górę.

- To Fiore- szepnęła jedną rękę kładąc na biodrze, a drugą zasłaniając usta.

- Usa, nie bądź dzieckiem!- dało się słyszeć zza drzwi.

Dziewczyna nagle doskoczyła do białowłosego jak torpeda, ciągnąc go za rękę.

- Musisz się ukryć- powiedziała holując Diamonda na drugi koniec mieszkania.

- W sypialni?- zapytał analizując wystrój pomieszczenia- Chętnie…

- Oj, daj spokój… I proszę- cichosza- powiedziała składając ręce w błagalnym geście.

- Ok, ale potem mi wszystko wyjaśnisz- odparł zdezorientowany Diamond.

- Usagi, daj spokój!- krzyczał Fiore

Blondynka obróciła się w stronę drzwi, jakby natrętny przybysz miał je zaraz wywarzyć.

- Ok, tylko schowaj się już- rzuciła do białowłosego spychając go za szafę.

- W porządku, będę na łóżku- skomentował chytrze.

- Lepiej pod- wycedziła przez zęby biegnąc już w stronę drzwi.

Przekręciła z powrotem klucz, nacisnęła klamkę i niechętnym gestem prawej ręki zaprosiła Fiore do środka.

- Myślałem już, że mnie nie wpuścisz- powiedział poprawiając kołnierz.

- Nie zamierzałam, ale ciężko teraz o dobrego ślusarza.

Usagi stała przed nim w całej swojej krasie posyłając mu złowrogie spojrzenie swoich wielkich oczu.

- Wyglądasz powalająco- rzucił ignorując jej komentarz.

- Dziękuję- odparła krzyżując ręce na piersiach- Po co przyszedłeś?

- Mogę dostać herbatę?- zapytał.

Dziewczyna przewróciła oczami.

- Słodzisz?

- Owszem- odparł Fiore przechodząc do salonu.

- To bardzo dobrze się składa, bo zrobiłam herbatę w dzbanku. Nie będziesz musiał czekać, aż wystygnie. Więc po co przyszedłeś?

Usagi wyciągła kubek, a przemierzający w tym czasie pokój gościnny Fiore zwrócił uwagę na rozłożysty bukiet wielokolorowych kwiatów.

- Obiecałem Mamoru, że się Tobą zaopiekuję, więc sprawdzam czy wszystko w porządku- odpowiedział dyskretnie przechylając zaplątany między liście bilecik

,,Dzięki za zaproszenie Króliczku. Wpadnę wieczorem. Seiya"- przeczytał

Słysząc coraz głośniejsze kroki szybko odłożył karteczkę i wkładając ręce do kieszeni zaczął podziwiać rozciągające się za oknem widoki.


czwartek, 2 stycznia 2014



ZAGUBIONA

Rozdział XXII


Seiya wyszedł, wszystkie troski wróciły, a noc wydawała się być jeszcze mroczniejsza niż zwykle.

Długowłosa dziewczyna leżała skulona w rogu swojego wielkiego łóżka. Nie lubiła ciemności, ale z biegiem czasu nauczyła się jej nie bać. Niemniej teraz wszechogarniający mrok nie działał dobrze na samotnie pogrążoną w rozterkach blondynkę. Próbowała wyciszyć myśli, przewracała się z boku na boku, nie mogła znaleźć sobie miejsca, aż koniec końców nad ranem zasnęła. Widziała siebie, widziała Mamoru z jakąś kobietą, widziała Diamonda. ,,To nie tak jak myślisz” huczało w jej głowie.

- Hyyy!- głośno wciągnęła powietrze gwałtownie zrywając się z pozycji leżącej.

- Spokojnie, to tylko sen…- mówiła do siebie obejmując rękami nogi.

- Tylko sen…- powtarzała wbijając twarz w kolana i delikatnie kołysząc się na boki.

W końcu przestała powtarzać i wybuchła rzewnymi łzami.

- Ale jesteś głupia Usagi…- szepnęła.

Sięgnęła po leżący przy łóżku telefon i tak trzymając go parę minut w końcu spojrzała na ekran. Mamoru całujący Usagi w blasku zachodzącego słońca…

,,Łajdak…”- pomyślała przecierając twarz.

Była prawie dziesiąta, a promienie słońca wdzierały się przez zaciągnięte do połowy zasłony. Nieco uspokojona Usagi wybrała wbijany wczoraj z wizytówki numer.

- Diamond, możesz do mnie przyjść?- powiedziała najmniej rozpaczliwym tonem na jaki było ją w tym momencie stać.

- Teraz?- zapytał- Myślałem, że wpadnę wieczorem…

- Wiem, że masz mnóstwo zajęć i obowiązków, ale jakbyś znalazł jakąś wolną chwilę to…

Blondynka mocniej ścisnęła telefon, zwiesiła głowę w dół, a głos się jej załamał.

- Myślałam, że sama rozwiążę swoje problemy, ale… Nie radze sobie z tym Diamond!- powiedziała przez łzy.

- Ciii Kochanie, cii… Uspokój się, będę do godziny- odparł.

Dziewczyna siedziała tak jeszcze chwilę mierząc się mentalnie ze swoimi demonami, aż koniec końców wstała smętnie zmierzając w stronę sporych rozmiarów szafy.

,,Dobra, koniec użalania”- pomyślała na siłę hamując łzy- ,,Zaraz tu będzie facet z okładki The Beautiful, the Rich and the Famous, a ja wyglądam, jak pół dupy zza krzaka”

Po minucie namysłu wyciągła grube, czarne legginsy ¾ z lampasami po bokach i obcisłą białą koszulę z rękawkami za łokieć. Sięgnęła jeszcze do dolnej szuflady dobywając bieliznę i cieliste podkolanówki. Tak obładowana przekroczyła próg łazienki, by umyć zęby, wziąć prysznic i zarzucić przyniesione ciuchy. Włosy upięła sprawnie w zgrabny kok, a krótsze kosmyki jakby celowo wymknęły się spod spinki. Opierając dłonie o umywalkę zrezygnowana westchnęła widząc swoje odbicie.

,,Kurde”- myślała- ,,Miałam się nie malować, żeby w razie czego nie być później rozmazana jak żelowy długopis, ale widzę, że muszę jednak zatuszować czymś te czerwone oczy…”

Prawie skończyła wklepywać fluid, gdy zadźwięczał dzwonek do drzwi. Widząc stojącego w progu białowłosego prawie zapomniała o tym, że ma narzeczonego, który a- na pewno ją okłamuje i b- prawdopodobnie ją zdradza. Chłopak z kolei posłał jej szybkie spojrzenie i rozbrajający uśmieszek.

- Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać to, jaka jesteś piękna- rzucił nonszalancko opierając się o futrynę.

Usagi nic nie powiedziała stojąc dalej jak wryta.

- Nie żegnasz się, nie witasz… Co to ma być?- powiedział chytrze rozkładając ręce.

W tym momencie dziewczyna doskoczyła do niego łapczywie wpijając się w jego usta.


 ***

Yaten zatrzymał się przed uczelnią, na której studiowała Minako.

- Dzięki za podwiezienie- powiedziała blondynka odpinając pas.

- Nie ma za co- odparł jasnowłosy- Mina... Chciałem Ci coś jeszcze powiedzieć…

- Nooooooooooo…- odparła przechylając się w jego stronę.

- Może wiesz już z gazet czy telewizji, że lecimy jutro do Nagoi.

- Cooo?!... Nienawidzę Cię!- krzyknęła uderzając go torebką.

Już otworzyła drzwi, żeby wysiąść, ale Yaten złapał  ją za rękę efektywnie temu zapobiegając.

- Daj mi kobieto do cholery skończyć!- rzucił zirytowany- Lecimy do Nagoi, ale po koncercie wracamy, żeby zamieszkać tutaj na stałe.

Blondynka otworzyła szeroko oczy, a po paru sekundach rzuciła się z radości na Yatena skutecznie uniemożliwiając mu oddychanie.

- Mina, udusisz mnie- powiedział z ledwością.


wtorek, 31 grudnia 2013



ZAGUBIONA

Rozdział XXI


Usagi położyła herbatę na stoliku w salonie opierając się o porozrzucane po kanapie wielgachne poduchy.

,,Byłam dla niego niemiła”- dumała- ,,On do mnie z chlebem i solą, a ja jak dziecko…”

Nagle w mieszkaniu rozległ się dzwonek od drzwi, na którego dźwięk zamyślona dotychczas blondynka skoczyła niczym rażona prądem.

,,Cholera”- myślała idąc przez korytarz- ,,Zapomniałam, że zaprosiłam chłopaków z Three Lights. Niech to! Co za niefartowny moment. Pierwszy raz od 20 lat głębiej myślę o swoim życiu próbując złożyć puzzle wspomnień, w których brakuje paru kawałków i akurat teraz przybywa wytęskniony przyjaciel sprzed lat …”

Dziewczyna dosięgła klamki i po chwili zawieszenia zdecydowanym ruchem otworzyła drzwi. Miała przed sobą przystojnego bruneta o niemal granatowych oczach i zniewalającym uśmiechu. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki puściła w niepamięć wszystkie swoje problemy i krzycząc ,,seiya” rzuciła się mu na szyję, a z jej oczu popłynął potok wstrzymywanych łez.

- Króliczku? Co Ty? No weź, nie płacz na mój widok- powiedział delikatnie ją odsuwając.

- Po prostu dobrze Cię widzieć- szepnęła pocierając policzki- Chodź do środka… A gdzie masz braci?Przecież powiedziałam Yatenowi, żebyście wszyscy razem wpadli.

- Ekhm… Chłopaki chciały dać mi okazję na pobycie z  Tobą samemu…

Usagi przyjaźnie się uśmiechnęła.

- Dziękuję za kwiaty. Piękne.

- Fajnie, że Ci się podobają- odparł świdrując wzrokiem blondynkę.

- No cooo… Zmienić fryzury nie wolno? Ty sam chyba wiesz coś o tym wiesz- powiedziała wskazując na miejsce, gdzie jeszcze parę lat temu powinien być kucyk.

- No tak- odparł pocierając tył głowy.

- Siadaj Seiya. Czego się napijesz?- zapytała idąc w stronę kuchni.

- Widzę, że pijesz herbatę, więc też poproszę- usłyszała z salonu.

Po chwili była już przy nim z kubkiem parującego napoju.

- Więc co tam słychać?- zapytała siadając koło niego na kanapie z podkurczonymi nogami.

- Leci… Za tydzień mamy koncert w Nagoi, więc będziemy pakować manatki, ale Yaten upiera się, żeby zamieszkać tutaj na stałe.

Usagi aż się uniosła nad okupowane poduszki.

- Super, Seiya nad czym się jeszcze zastanawiacie? Ami będzie zachwycona… A Mina? Oszaleje z radości!

Po chwili ciszy brunet oderwał martwe spojrzenie od wypełnionego herbatą kubka przenosząc je na Usagi.

- A Ty Króliczku? Ucieszy Cię jeśli zamieszkam w Tokio?- zapytał.

Blondynka wymownie przewróciła oczami.

- Jak możesz pytać… Oczywiście, że tak- odparła.

Zadowolony z takiej odpowiedzi Seiya posłał jej swój gwiazdorski uśmiech.

- A co u Ciebie? Jak Ci się układa z Mamoru?- rzucił.

Entuzjazm blondynki zgasł niczym świeczka na wietrze.

,,Nie, nie będę mu zasrywać głowy swoimi problemami. Seiya jest poza TYM i w TYM czasie, w którym nie wiem kto jest tym dobrym, a kto jest tym złym mam pewność, że jego ta sytuacja nie dotyczy. Może dzięki temu, a może też dzięki temu, że zawsze mogłam na niego liczyć, a najpewniej dzięki jednemu i drugiemu znikając przy nim wszystkie moje rozterki. Nie chcę tego zepsuć”- myślała odkładając na stolik pusty już kubek.

- Słyszałeś o moim… wypadku- powiedziała wymijająco.

- Tak. Zmartwiłem się, ale… dobrze, że mnie nie zapomniałaś- odparł.

W tym momencie zadzwonił telefon.

- Przepraszam Cię na chwilę- rzuciła zbierając się z kanapy.

Niechętnie przeszła salon i sięgnęła po zlokalizowana na drewnianej półeczce słuchawkę.

- Cześć, tu Fiore. Chciałem tylko przypomnieć, że jak coś to jestem tu dla Ciebie- usłyszała.

Usagi sprawiała wrażenie jakby nagle zaczęła jeść cytrynę.

- Dziękuję Panie Wtykam Nos W Nie Swoje Sprawy, ale nie jestem ograniczona, nikt mi nie umarł i mam więcej niż 5 lat, więc dam radę- odparła niezadowolona- A teraz żegnam!

Wzburzona blondynka wbiegła do salonu spotykając się z pytaniem Seiyi.

- Kto to był?

Dziewczyna z powrotem usiadła na zajmowanym wcześniej miejscu.

- Kolega Mamoru, którego wprost nie znoszę… W skrócie: szkoda gadać.


 ***

Niezadowolony Rubeus przechadzał się po swoim mieszkaniu z napełnioną szklaneczką w prawej dłoni.

- I jak już załatwiłem mu te zdjęcia studentek to powiedział, że to nieaktualne. Czaisz? Wiesz, jak ciężko było je zdobyć? A teraz wiesz co robię? Szpieguję tego Mamoru Wszystkie Na Mnie Lecą Chibę i…

Jego żale zostały przerwane przez pojawienie się w mieszkaniu osoby trzeciej.

- I robisz to bo jesteś moim przyjacielem- dokończył za niego rozbawiony białowłosy.

- Szlag! Diamond, czemu nie pukasz?- zapytał.

- Pukam, ale najwyraźniej nie słyszysz- odparł rozsiadając się wygodnie w skórzanym fotelu.

- Wytłumacz mi drogi bracie- wtrącił Safir- co Ty do cholery mącisz?

niedziela, 29 grudnia 2013



ZAGUBIONA

Rozdział XX


Idąca korytarzem blondynka zwracała na siebie uwagę pracowników budynku.

- Dzień dobry, przyszłam do pana Diamonda Kentaro- powiedziała niepewnie stawając przy biurku drobnej brunetki.

Dziewczyna oderwała wzrok od komputera życzliwie się uśmiechając.

- Sekretarką szefa jest Berthier- powiedziała wskazując dziewczynę naprzeciwko.

- Pani Tsukino?- usłyszała Usagi zza swoich pleców.

- Tak- odparła obracając się w stronę z której dobiegło pytanie.

- Pan Kentaro czeka u siebie. Prosto i w lewo- wytłumaczyła przyjaźnie.

- Dziękuje- powiedziała Usagi zmierzając już w stronę drzwi do gabinetu.

Dziewczyna przystanęła przed wejściem, poprawiła płaszczyk, nabrała powietrza i delikatnie zapukała. Na hasło ,,proszę” niepewnie weszła do środka. Widząc ją białowłosy rezydent gabinetu chytrze się uśmiechnął.

- Witaj Kochanie- powiedział całując jej rękę- Zechcesz usiąść?

Usagi zajęła wskazane miejsca, a Diamond siadł naprzeciw niej pożerając ją spojrzeniem swoich fioletowych tęczówek.

- Dlaczego chciałeś się ze mną widzieć?- zaczęła.

- Hmm… Powiedziemy, że mam kilka pytań typu czemu dałaś drapaka z mojego mieszkania i obwieszczeń, jak np., że nie spocznę póki nie będziesz moja- odparł nonszalancko.

Blondynka spłonęła czerwienią.

- Ty snobistyczny erotomanie! Co Ty sobie wyobrażasz?- wybuchła zbierając się do wyjścia.

Wyraźnie rozbawiony Diamond szybko doskoczył do dziewczyny delikatnie łapiąc ją za nadgarstek.

- Przepraszam jeśli Cię uraziłem- powiedział - Porozmawiamy?

Usagi widocznie spuściła z tonu.

- Tak- odparła wracając na miejsce- Swoją drogą też mam parę pytań…

- Wobec tego słucham- rzucił białowłosy opierając się o blat biurka.

Blondynka wbiła wzrok w trzymane na kolanach dłonie.

- Dobra, kwestia nr 1: od kiedy się znamy?

Diamond z lekka przygłupł słysząc pytanie dziewczyny.

- Co to jakiś teleturniej?- zapytał- Bo wiesz, jeśli jesteś główną wygraną to mogę zagrać. Odpowiedź brzmi: ,,jedenaście dni”.

Usagi zdawała się coś liczyć w myślach.

- Gdzie?- rzuciła.

- Co gdzie?- drążył kompletnie zbity z pantałyku Diamond.

- Gdzie się poznaliśmy?

Białowłosy otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.

- Znalazłem Cię podpierająca podczas wichury od najwyraźniej paru godzin ścianę jednego z budynków małej uliczki niedaleko biurowca Kawachigiego.

Trzymająca dłonie na skroniach Usagi zaczęła ronić samotną łzę.

- Hej Kochanie, co jest?- rzucił Diamond kucając przy niej.

- Przepraszam- odpowiedziała pocierając policzek i posyłając mu smutny uśmiech- Muszę iść.

- Ooo nie Skarbie. Tym razem nie pozwolę Ci odejść- skomentował delikatnie ujmując jej podbródek- Poza tym... dopiero przyszłaś i wisisz mi wyjaśnienie.

Blondynka spojrzała głęboko w jego fioletowe oczy.

- Diamond, ja sama nie wiem co się dzieje... Znasz to uczucie jak czasami masz coś na końcu języka i nie możesz tego powiedzieć? Zachodzisz w głowę co to i pomimo, że wiesz o co chodzi to nie możesz na to naskoczyć. Czuję podobnie, tyle, że mi czegoś w tej rozsypance faktów jeszcze brakuje... A może Ty coś wiesz?

Białowłosy lekko pokręcił głową na boki.

- Nie mam pojęcia o czym mówisz- odparł.

- Straciłam pamięć Diamond. Pamięć z wychodzi na to ostatnich dwóch lat.

Mężczyna wyraźnie osłupiał.

- Co? Gdzie? Jak? Znaczy się, że naprawdę mnie nie pamiętasz?- pytał.

- Nie pamiętałam, ale od spotkania w restauracji miałam nieodparte wrażenie, że się wcześniej znaliśmy. Po tym, co powiedziałeś coraz więcej rzeczy zaczyna też być dla mnie jasnych, lecz nadal mam więcej pytań, niż odpowiedzi. Coś jest nie tak i muszę do tego dojść, ale teraz pęka mi głowa i chcę zostać z tym sama.

- W porządku- odparł ciągle zaskoczony- Ale nie licz na to, że sie mnie pozbędziesz.

- Nie zamierzam- usłyszał w odpowiedzi.

Zszokowany wyraz twarzy Diamonda ustąpił miejsca chytremu uśmieszkowi zadowolenia.

- Odwiozę Cię- rzucił wstając.

- Dziękuję, ale może innym razem- powiedziała podchodząc do drzwi- Wpadnij do mnie jutro. Mamoru nie ma, więc spokojnie skończymy rozmowę.

Dziewczyna obróciła się w jego stronę nie zdając sobie sprawy, jak blisko niej stoi. Wpadła prosto w jego ramiona momentalnie pąsowiejąc.

- Może jakieś buzi na pożegnanie?- zapytał.

- Niedoczekanie!- krzyknęła wyrywając się i głośno zamykając za sobą drzwi.

Roześmiany Diamond wyszedł chwilę po niej na korytarz.

- Berthier, ściągnij mi tu Rubeusa!

czwartek, 26 grudnia 2013



ZAGUBIONA

Rozdział XIX


Usagi właśnie zbierała się do wyjścia, kiedy jej uszu dobiegł dźwięk dzwonka.

- Pani…- zaczął nieznajomy patrząc w trzymane notatki- Usagi Tsukino?

- Zgadza się- odparła.

Mężczyzna spojrzał na nią jakby się upewniając czy rzeczywiście stoi tam jeszcze gdzie stała, po czym przesunął skryty do tej pory za ścianą ogromy bukiet białych róż.

- Kwiaty dla Pani. Proszę podpisać- powiedział podając jej kwitek i długopis.

Dziewczyna otworzyła oczy szeroko ze zdziwienia zastanawiając się czy to nie pomyłka, ale  w końcu podpisała odbiór i wniosła bukiet do środka. Idąc z nim w stronę swojego pokoju wyciągnęła schowany między kwiatami liścik.

,,Jeśli do mnie nie przyjdziesz to ja przyjdę do Ciebie. Diamond”- przeczytała.

Blondynka stanęła na chwilę wpatrując się w ozdobną karteczkę. Na myśl o białowłosym przez jej ciało przemknęła fala gorąca.

,,Co on sobie wyobraża?”- pomyślała ruszając do pokoju.

Starannie położyła bukiet na stoliku opierając ręce o jego blat.

,,Czemu mam wrażenie, że Cię znam Diamondzie”- dumała- ,,I ten tekst… myślałem, że zadzwonisz…”

Nagle zmarszczyła brwi i wychodząc na korytarz dobyła leżącego koło telefonu notesu. Przerzucała kartki jedną za drugą szukając niedbale wrzuconej tam przed tygodniem wizytówki.

- Wuala!- krzyknęła sięgając jednoczenie po telefon.

Przyłożyła jeszcze słuchawkę do ust, jakby układając sobie w głowie co powie i już miała wybrać zapisany na prostokątnej karteczce numer telefonu komórkowego, kiedy zrezygnowała. Podeszła do leżącej na fotelu torebki i z najmniejszej kieszonki wyciągnęła swoją komórkę tym razem już wbijając numer.

- Diamond Kentaro, słucham?- dobiegł ją głos z słuchawki.

Dziewczynie prawie zakręciło się w głowie.

,,Weź się w garść, Usagi”- pomyślała

- Usagi Tsukino. Panie Kentaro, czyś Ty oszalał? Mamoru by się wściekł jakby zobaczył te kwiaty… Nie znaczy, że mi się nie podobają. Są piękne, dziękuję, ale…

- Witaj Kochanie- przerwał jej słowotok najwyraźniej zadowolony z telefonu rozmówca- Wyszło lepiej niż myślałem, bo mimo wszystko nie spodziewałem się, że zadzwonisz.

- To w ogóle brałeś taką opcję po uwagę?- rzuciła.

- Hmm… Owszem, bo w końcu wzięłaś moją wizytówkę, ale skoro nie zadzwoniłaś do tej pory to nie liczyłem za bardzo na to, że zrobisz to teraz. A tu proszę…

Dziewczynie pociemniało przed oczami.

,,Jak to wzięłam Jego wizytówkę. Więc to nie była wizytówka Mamoru? Czemu Mamoru mi nie powiedział, że znam Diamonda? Czemu nikt inny mi nie powiedział, że znam Diamonda? Czy wszyscy mnie okłamali?”- pomyślała- ,,Nieee, niemożliwe. Nie róbmy z tego ogólnojapońskiej konspiry. Może po prostu nikt nie wiedział, że się znamy? Nieee, też niemożliwe…. Chyba…. A może go poznałam i było to tak mało znaczące spotkanie, że nikomu o nim nie wspominałam. Boże, co ja mam myśleć?”

- Przyjdę po zajęciach, tj. koło 16. Zastanę Cię jeszcze?- spytała.

- Będę czekał z utęsknieniem- odparł zmysłowo.

- Liczę na to- powiedziała, po czym ugryzła się w język.

,,Cholera, Usagi. Myśl zanim coś powiesz…”- skarciła samą siebie-  ,,Nieee, przy tym facecie nie da się myśleć”.

- To do zobaczenia- dodała prędko.

- Do zobaczenia Skarbie- usłyszała jeszcze.

Ewidentnie dalej bijąca się z myślami blondynka zrobiła to, co miała zrobić już jakieś 15 minut wcześniej, a mianowicie wzięła swoje manele i wyszła z mieszkania. Niemniej nie zdążyła jeszcze zamknąć za sobą drzwi, jak obok niej wyrósł krępy mężczyzna z bukietem w jednej, a notatkami w drugiej ręce.

- Pani Usagi Tsukino?- zapytał.

- Tak- odparła przewracając oczami.

- Kwiaty dla Pani. Proszę podpisać.

Tym razem bez zbędnych rozważań złożyła swój podpis i wpadła do mieszkania z impetem kładąc bukiet na stoliku w salonie.

Chyba dzisiaj nie wyjdę- westchnęła obracając bilecik.

,,Dzięki za zaproszenie Króliczku. Wpadnę wieczorem. Seiya"

,,Seiya..”- pomyślała lekko się uśmiechając- ,, Stęskniłam się za Tobą, ale… Czy Ty upadłeś na głowę wysyłając do mnie kwiaty z takim liścikiem? Mam nadzieje, że Yaten powiedział mu o wyjeździe Mamoru i stąd ten gest, bo inaczej wzięłabym to za próbę samobójczą. A Diamond… może też wie o nieobecności Mamoru… Diamond, Diamond Kentaro…"

Usagi otrzeźwił dźwięk dzwoniącego telefonu.

- Boże! Kto znowu?

Ponownie sięgnęła po komórkę do torebki.

- Cześć Mamoru- powiedziała odbierając- Jesteście już na lotnisku?

- Tak, właśnie dotarliśmy- usłyszała- Uważaj na siebie i jak coś to dzwoń.

- Wporządku- odparła- Udanej podróży i wracaj szybko. Całuski.

- Jak najszybciej się da- rzucił na pożegnanie.

Translate