DAWNO TEMU NA KSIĘŻYCU
Rozdział V
Venus przemierzała wolno ozdobiony potężnymi arkadami korytarz. Między gotyckimi łukami były wysokie okna z maswerkami u góry. Przy jednym takim oknie blondynka właśnie stanęła. Patrzyła w zamyśleniu na gwiazdy i otaczającą je ciemność, ale nie dlatego, że wzorem Jupiter potrafiła niebo godzinami dla czystej przyjemności oglądać. Ją ten widok zwyczajnie relaksował, wyciszał bijące zbyt szybko serce, koił napięte, jak postronki nerwy.
- Kolejny nudny patrol?
Venus na te słowa aż drgnęła, swoją twarz w bok obracając. Przy niej stała Serenity, która zdawała się kompletnie wagi do wyraźnej beztroski strażniczki nie przywiązywać. Niemniej Venus było dość głupio, bo miała profilaktycznie lustrować pałac, a nie z miną idącego we śnie dziecka przestać zauważać co się dzieje wokoło. Dopiero głos Serenity wdarł się w jej myśli jak dzwonek, tak, że dziewczyna tam, gdzie trzeba wróciła. Już chciała przeprosić Królową za nieuwagę, ale raptem coś niepokojącego u niej zauważyła. Oczy Serenity wyglądały, jak gdyby niedawno płakała. Venus zaczęła więc automatycznie myśleć nie, jako strażniczka Królowej, ale jej najlepsza przyjaciółka.
- Coś się stało Sere?- pytała troskliwie blondynka.
Kobieta chyba chwilę nad odpowiedzią myślała, bo stała tak milcząc, w dekadenckim nastroju i z grobowym wyrazem twarzy. Nagle jednak się uśmiechnęła i ręce ku buzi uniosła. Palcami obu dłoni zewnętrzne kąciki oczu krótkim ruchem przetarła.
- Nie no, coś Ty...- mówiła nonszalancko blondynka- To wszystko przez tą długaśną suknię. Zaplątała mi się przy schodach za obcas i poleciałam na ziemię. A mówiłam matce, żeby krawcowa uszyła krótszą, to nie… W każdym razie trochę bolało i tak jakoś automatycznie łzy do oczu mi napłynęły...
- Aha..- przytaknęła z odczuwalnym ,,a świstak siedzi…” w głosie dziewczyna.
Powątpiewanie Venus zostało tak wyraźnie jej tonem zgłoszone, że przychodzącą tu na myśl radę o odwiedzeniu medyka postanowiła sobie z miejsca darować. Serenity zaś ten bijący po oczach sceptycyzm czując szybko temat zmieniła.
- Chciałam książkę z planami pałacu przejrzeć- mówiła ręce pod biustem składając- Wiesz może czy Merkury ją już do biblioteki zwróciła?
Nie zdawało się to być dobrym zagraniem, bo jeśli wcześniej Venus w bajeczkę Serenity mogła uwierzyć choć trochę to teraz już żadnych złudzeń nie miała. Wiedziała, że przyjaciółka od tematu uciec próbuje, ale ponieważ nie był ku rozmowie odpowiedni czas, ani miejsce to Venus do następnego dnia poczekać zdecydowała. Jak gdyby nigdy nic się więc uśmiechnęła, oczyma przy tym manifestacyjnie wywracając.
- Sere, kogo ty o książki pytasz?- mówiła mimo wszystko trochę rozbawiona blondynka.
- Fakt…- rzuciła w odpowiedzi równie entuzjastycznie Królowa.
- Aleee…- ciągnęła dalej Venus- Ami targała ostatnio tutaj jakieś cięższe od niej samej tomisko i coś mi się wydaje, że to była ta książka...
Serenity kąciki warg jeszcze wyżej uniosła, krótkie ,,dzięki” Venus powiedziała i do biblioteki pałacowej ruszyła. Chociaż generalnie osobistych ciągot książkowych nie miała to naprawdę ten akurat egzemplarz od dawna chciała przeczytać. Nie był jednak dostępny, bo przetrzymywała go odpowiedzialna za obronę zamku Merkury. Teraz taka lektura byłaby doskonałą odskocznią dla problemów, które Sere starała się wbrew zdrowemu rozsądkowi zapomnieć.Wiedziała bowiem, że chociaż chce, to teoretycznie dopóty ich nie rozwiąże, unikać nie może. Wpadła w błędne koło i się tak z tym kołem kręciła. Zdawała sobie sprawę, iż musi o tych problemach myśleć, ale kiedy myślała to czuła ogromną winę, której czuć nie chciała, a więc próbowała znowu nie myśleć, wiedząc, że myśleć jednak powinna. Może łatwiej by jej było gdyby...
,,Może łatwiej by mi było gdyby…”- dumała Sere, w półotwartych drzwiach biblioteki, bez cienia wcześniejszego uśmiechu i ze zwieszona głową stojąc.
,,Może łatwiej by jej było gdyby…”- dumała Venus, tam gdzie chwilę temu Sere szła patrząc.
Raptem Venus poczuła czyjeś towarzystwo obok. Szybkim ruchem ciało zwróciła, tak, że zaraz w pozycji obronnej naprzeciwko jasnowłosego mężczyzny stanęła. Widząc znajome tęczówki gardę opuściła, a jej serce zaczęło nie tyle bić mocniej, co tłuc jak szalone. Już kąciki warg unosiła, by swoją radość wyrazić, już krok do przodu robiła, by móc się w ramiona Kunzite wtulić, gdy nagle sobie uświadomiła, że przecież jego tu być nie powinno.
- Czemu przyszedłeś?- pytała, dopiero teraz dziwny wyraz twarzy Kunzite zauważając.
Kunzite nie odpowiedział, a zamiast tego ją ku siebie przyciągnął. Wolną dłoń na talii Venus położył i tak uchwyconą do ściany przyparł. Rękę, którą nadgarstek dziewczyny trzymał uwolnił i nad jej ramieniem, przy murze rozciągnął. Świdrował ją swoimi stalowymi oczyma, a ona się rozpływa.
- Kun, przecież ktoś nas może zobaczyć- mówiła z trudem wzrok w bok odwracając blondynka.
- Venus…- szepnął podbródek dziewczyny ujmując Kunzite.
Zwrócił jej twarz z powrotem do siebie, a ona rażona powagą jego głosu drgnęła. Wiedziała już, że coś jest nie tak i wręcz przerażona jego słów wyczekiwała. Ten zaś podbródek dziewczyny puścił i wolną dłoń po drugiej stronie jej głowy na ścianie położył. Stał więc naprzeciw niej z rękoma o mur przy ramionach blondynki wspartymi. Twarz schylił, jakby nie chciał, żeby widziała efekt, który rzucone słowa na jego twarz wywrą.
- Masz zostać żoną Yatena Kō z Kinmoku… Endymion mi właśnie powiedział. Zaraz pewnie Was osobiście poinformują...
Rozszerzałe oczy Venus momentalnie nabiegły łzami. Niewiele myśląc biały uniform Kunzite chwyciła i za ściśnięty kurczowo materiał go do siebie przyciągła. Swoje usta żarliwie w jego wargi wpiła, a on nie próbował nawet jej gdzie indziej odepchnąć. To właśnie zobaczyła wracająca do Venus Królowa. W pierwszym momencie tak szoknięta, że po całości sztywna nie mogła się nawet obrócić. Ostatecznie jednak manewr wykonała i na wdechu, z uniesiona klatką piersiową i wzrokiem skierowanym ku górze korytarz mijała. Raptem stanęła, słysząc stukot obcasów innych niż swoje. Ktoś się zbliżał, ale tych dwoje tego nie wiedziało, więc Serenity musiała szybko zareagować. Otworzyła najbliższe drzwi i po sekundzie je z hukiem zamknęła, a Venus i Kunzite słysząc głośny trzask momentalnie w bok odskoczyli.
- Serenity, dobrze, że jesteś…- mówiła spostrzegłszy córkę Selene- Widziałaś Venus? Mamy Wam coś z Endymionem do powiedzenia…
Venus przemierzała wolno ozdobiony potężnymi arkadami korytarz. Między gotyckimi łukami były wysokie okna z maswerkami u góry. Przy jednym takim oknie blondynka właśnie stanęła. Patrzyła w zamyśleniu na gwiazdy i otaczającą je ciemność, ale nie dlatego, że wzorem Jupiter potrafiła niebo godzinami dla czystej przyjemności oglądać. Ją ten widok zwyczajnie relaksował, wyciszał bijące zbyt szybko serce, koił napięte, jak postronki nerwy.
- Kolejny nudny patrol?
Venus na te słowa aż drgnęła, swoją twarz w bok obracając. Przy niej stała Serenity, która zdawała się kompletnie wagi do wyraźnej beztroski strażniczki nie przywiązywać. Niemniej Venus było dość głupio, bo miała profilaktycznie lustrować pałac, a nie z miną idącego we śnie dziecka przestać zauważać co się dzieje wokoło. Dopiero głos Serenity wdarł się w jej myśli jak dzwonek, tak, że dziewczyna tam, gdzie trzeba wróciła. Już chciała przeprosić Królową za nieuwagę, ale raptem coś niepokojącego u niej zauważyła. Oczy Serenity wyglądały, jak gdyby niedawno płakała. Venus zaczęła więc automatycznie myśleć nie, jako strażniczka Królowej, ale jej najlepsza przyjaciółka.
- Coś się stało Sere?- pytała troskliwie blondynka.
Kobieta chyba chwilę nad odpowiedzią myślała, bo stała tak milcząc, w dekadenckim nastroju i z grobowym wyrazem twarzy. Nagle jednak się uśmiechnęła i ręce ku buzi uniosła. Palcami obu dłoni zewnętrzne kąciki oczu krótkim ruchem przetarła.
- Nie no, coś Ty...- mówiła nonszalancko blondynka- To wszystko przez tą długaśną suknię. Zaplątała mi się przy schodach za obcas i poleciałam na ziemię. A mówiłam matce, żeby krawcowa uszyła krótszą, to nie… W każdym razie trochę bolało i tak jakoś automatycznie łzy do oczu mi napłynęły...
- Aha..- przytaknęła z odczuwalnym ,,a świstak siedzi…” w głosie dziewczyna.
Powątpiewanie Venus zostało tak wyraźnie jej tonem zgłoszone, że przychodzącą tu na myśl radę o odwiedzeniu medyka postanowiła sobie z miejsca darować. Serenity zaś ten bijący po oczach sceptycyzm czując szybko temat zmieniła.
- Chciałam książkę z planami pałacu przejrzeć- mówiła ręce pod biustem składając- Wiesz może czy Merkury ją już do biblioteki zwróciła?
Nie zdawało się to być dobrym zagraniem, bo jeśli wcześniej Venus w bajeczkę Serenity mogła uwierzyć choć trochę to teraz już żadnych złudzeń nie miała. Wiedziała, że przyjaciółka od tematu uciec próbuje, ale ponieważ nie był ku rozmowie odpowiedni czas, ani miejsce to Venus do następnego dnia poczekać zdecydowała. Jak gdyby nigdy nic się więc uśmiechnęła, oczyma przy tym manifestacyjnie wywracając.
- Sere, kogo ty o książki pytasz?- mówiła mimo wszystko trochę rozbawiona blondynka.
- Fakt…- rzuciła w odpowiedzi równie entuzjastycznie Królowa.
- Aleee…- ciągnęła dalej Venus- Ami targała ostatnio tutaj jakieś cięższe od niej samej tomisko i coś mi się wydaje, że to była ta książka...
Serenity kąciki warg jeszcze wyżej uniosła, krótkie ,,dzięki” Venus powiedziała i do biblioteki pałacowej ruszyła. Chociaż generalnie osobistych ciągot książkowych nie miała to naprawdę ten akurat egzemplarz od dawna chciała przeczytać. Nie był jednak dostępny, bo przetrzymywała go odpowiedzialna za obronę zamku Merkury. Teraz taka lektura byłaby doskonałą odskocznią dla problemów, które Sere starała się wbrew zdrowemu rozsądkowi zapomnieć.Wiedziała bowiem, że chociaż chce, to teoretycznie dopóty ich nie rozwiąże, unikać nie może. Wpadła w błędne koło i się tak z tym kołem kręciła. Zdawała sobie sprawę, iż musi o tych problemach myśleć, ale kiedy myślała to czuła ogromną winę, której czuć nie chciała, a więc próbowała znowu nie myśleć, wiedząc, że myśleć jednak powinna. Może łatwiej by jej było gdyby...
,,Może łatwiej by mi było gdyby…”- dumała Sere, w półotwartych drzwiach biblioteki, bez cienia wcześniejszego uśmiechu i ze zwieszona głową stojąc.
,,Może łatwiej by jej było gdyby…”- dumała Venus, tam gdzie chwilę temu Sere szła patrząc.
Raptem Venus poczuła czyjeś towarzystwo obok. Szybkim ruchem ciało zwróciła, tak, że zaraz w pozycji obronnej naprzeciwko jasnowłosego mężczyzny stanęła. Widząc znajome tęczówki gardę opuściła, a jej serce zaczęło nie tyle bić mocniej, co tłuc jak szalone. Już kąciki warg unosiła, by swoją radość wyrazić, już krok do przodu robiła, by móc się w ramiona Kunzite wtulić, gdy nagle sobie uświadomiła, że przecież jego tu być nie powinno.
- Czemu przyszedłeś?- pytała, dopiero teraz dziwny wyraz twarzy Kunzite zauważając.
Kunzite nie odpowiedział, a zamiast tego ją ku siebie przyciągnął. Wolną dłoń na talii Venus położył i tak uchwyconą do ściany przyparł. Rękę, którą nadgarstek dziewczyny trzymał uwolnił i nad jej ramieniem, przy murze rozciągnął. Świdrował ją swoimi stalowymi oczyma, a ona się rozpływa.
- Kun, przecież ktoś nas może zobaczyć- mówiła z trudem wzrok w bok odwracając blondynka.
- Venus…- szepnął podbródek dziewczyny ujmując Kunzite.
Zwrócił jej twarz z powrotem do siebie, a ona rażona powagą jego głosu drgnęła. Wiedziała już, że coś jest nie tak i wręcz przerażona jego słów wyczekiwała. Ten zaś podbródek dziewczyny puścił i wolną dłoń po drugiej stronie jej głowy na ścianie położył. Stał więc naprzeciw niej z rękoma o mur przy ramionach blondynki wspartymi. Twarz schylił, jakby nie chciał, żeby widziała efekt, który rzucone słowa na jego twarz wywrą.
- Masz zostać żoną Yatena Kō z Kinmoku… Endymion mi właśnie powiedział. Zaraz pewnie Was osobiście poinformują...
Rozszerzałe oczy Venus momentalnie nabiegły łzami. Niewiele myśląc biały uniform Kunzite chwyciła i za ściśnięty kurczowo materiał go do siebie przyciągła. Swoje usta żarliwie w jego wargi wpiła, a on nie próbował nawet jej gdzie indziej odepchnąć. To właśnie zobaczyła wracająca do Venus Królowa. W pierwszym momencie tak szoknięta, że po całości sztywna nie mogła się nawet obrócić. Ostatecznie jednak manewr wykonała i na wdechu, z uniesiona klatką piersiową i wzrokiem skierowanym ku górze korytarz mijała. Raptem stanęła, słysząc stukot obcasów innych niż swoje. Ktoś się zbliżał, ale tych dwoje tego nie wiedziało, więc Serenity musiała szybko zareagować. Otworzyła najbliższe drzwi i po sekundzie je z hukiem zamknęła, a Venus i Kunzite słysząc głośny trzask momentalnie w bok odskoczyli.
- Serenity, dobrze, że jesteś…- mówiła spostrzegłszy córkę Selene- Widziałaś Venus? Mamy Wam coś z Endymionem do powiedzenia…